piątek, 27 kwietnia 2018

Olav Duun "Ludzie i żywioły" - Godzina próby

Ludzie i żywioły

Olav Duun

Tytuł oryginału: Menneske og maktene
Tłumaczenie: Beata Hłasko
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 225
 
 
 
 
Istota ludzka to stworzenie butne i dumne, które przejawia tendencje do bezrozumnej wiary we własną siłę i potęgę. Przeświadczenie to pleni się niczym bujny chwast do momentu, kiedy człowiekowi przyjdzie zmierzyć się z tym, co wymyka się dotychczasowym doświadczeniom. Wyrzuceni z kolein rutyny, postawieni w obliczu zjawiska, którego złożoność i wielkość wymyka się naszemu pojmowaniu, ze zgrozą uświadamiamy sobie własną małość. O tym, że nie jesteśmy wszechmocni, ba, że nie jesteśmy w stanie w pełni kontrolować nawet naszego losu regularnie przypomina nam m.in. przyroda, która w mgnieniu oka potrafi zniszczyć to, co wznosiliśmy przez tyle lat – nasze fizyczne dziedzictwo oraz poczucie bezpieczeństwa. O tym jak bezwzględna i surowa może być natura oraz jak słaby i bezbronny jest człowiek, który musi się z nią skonfrontować możemy przekonać za sprawą lektury książki Ludzie i żywioły, pióra norweskiego pisarza Olava Duuna (1876 – 1939).

Akcja powieści rozgrywa się na Öyvaere, archipelagu składającym się z niewielkich skrawków lądu u wybrzeży Norwegii. Wyspy były tu trzy, a nadto mnóstwo szkierów. Przed nimi ciągnął się pas skał podwodnych, niestety, przerwany na zachód od wysp. Ludzie zamieszkiwali tylko dwie z nich, jedna rodzina – Langholmen i pięć czy sześć – Heimvaere [1]. To właśnie losy nielicznej społeczności, której członkowie zmagają się zarówno z własnymi słabościami jak i z siłami natury, stanowią oś fabularną utworu.

Książka Duuna już od początkowych stron zwraca czytelniczą uwagę z racji na specyficzną konstrukcję. Rozdział otwierający informuje odbiorcę, że wyspy, będące tłem opisywanych wydarzeń, dotknięte zostały poważną klęską. Tym samym już pierwsze strony dzieła przynoszą powiew grozy, ale i napięcia, niepewności, bowiem nie zdajemy sobie sprawy, w jaki sposób przebiegała cała tragedia. Jednocześnie autor przeprowadza pobieżne przedstawienie poszczególnych uczestników dramatu. Kolejne rozdziały, w których poznajemy życiorysy i losy wybranych bohaterów, przywodzą na myśl skrupulatne wprowadzenie na scenę następnych aktorów, biorących udział w spektaklu. Wraz pojawieniem się ostatniego protagonisty, całość ulega zamknięciu, i wreszcie zaznajomieni zostajemy z katastrofą, która nawiedziła Öyvaere.

Niepokój, towarzyszący nam w trakcie lektury nieco przygasa w środkowych partiach powieści, kiedy Olav Duun przybliża własną, odrębną sagę kluczowych postaci. Co istotne pisarz stosuje retrospekcje i reminiscencje, w efekcie czego raczeni jesteśmy niemal kompletnymi biografiami, pozwalającymi w pełni zrozumieć aktualną sytuację życiową każdej z osób. Lata młodości, okres dojrzewania, trudy poprzednio wiedzionego żywota przeplatają się z opisami okoliczności, w jakich bohaterowie trafili na Öyvaere. Przyznać przy tym trzeba, że Duun jako literacki demiurg, nie okazuje zbytniej litości kreślonym przez siebie figurom. Dzieci porzucone przez matkę na rzecz przygodnego kochanka; opuszczona przez lekkomyślnego męża kobieta; mężczyzna, który na skutek własnej słabości, ale i reakcji współwyznawców utracił wiarę; chłopak zmuszony do dźwigania brzemienia oczekiwań rodzicielki – przytaczane portrety naznaczone są cierpieniem, rozczarowaniem, odrzuceniem, które pozostawiają trwałe blizny na psychice i uniemożliwiają beztrosko cieszyć się chwilą. Z tego względu Ludzi i żywioły można w pewnej mierze uznać za kronikę podłości, której ogromne pokłady drzemią w człowieku. Olav Duun odmienia przez wszystkie przypadki wszelakie niegodziwości, do jakich się posuwamy, by uprzykrzyć byt innych. Głupota, ignorancja, pycha, nieumiejętność wyrażania (często wynikająca z niemożności określenia) własnych uczuć – to tylko część powodów, za sprawą których  krzywdzimy bliźnich, będąc dla nich ciężarem, utrapieniem, dopustem Bożym. Ponadto norweski artysta sygnalizuje, że ofiarą zła nierzadko padają ci najbardziej bezbronni ((…) ludzie powinni być wyrozumiali wobec siebie. A tymczasem jesteśmy źli dla wszystkich, którzy cierpią [2]). Obiektem zainteresowania Duuna jest także fałszywa litość, za którą płacić trzeba posłuszeństwem, czołobitną wdzięcznością z maską zadowolenia przyklejoną do twarzy.

Mocną stroną książki jest jednak to, że autor nie poprzestaje na odmalowaniu wyłącznie mrocznej strony ludzkiego charakteru. Zgodnie ze słowami jednego z protagonistów (Ludzie to zaiste dziwne istoty! [3]), Duun uzmysławia nam, ze w równej mierze jak do łotrostwa i nikczemności, zdolni jesteśmy do czynów wzniosłych, do zwykłej, chociaż jakże kojącej i niepowszedniej w trudnych momentach empatii.

Czytanie o zawiłych losach danych postaci jest tym ciekawsze, że norweski pisarz posługuje się bardzo specyficznym językiem. Z jednej strony nie brakuje poetyckiej nuty, szczególnie, gdy opisywana jest przyroda oraz jej potęga, z drugiej zaś budowane zdania mają niekiedy dziwaczną konstrukcję. Stylistyka, której daleko do poprawności, wtrącenia w postaci kolokwializmów dobrze oddają odizolowanie mieszkańców Öyvaere. Należy przy tym dodać, że owa osobliwa gwara jest tym wyraźniejsza, bowiem w książce zastosowano trzecioosobową narrację połączoną z mową pozornie zależną, w rezultacie czego regularnie zyskujemy sposobność, by poznać myśli kolejnych bohaterów.

Reasumując, Ludzie i żywioły to solidna lektura, dzięki której możemy zapoznać się z codziennym życiem przedstawicieli biedniejszych warstw norweskiego społeczeństwa w okresie 20-lecia międzywojennego. Duun przybliża nam dzieje skromnej gromady, która stara się trwać, wbrew nędzy i biedzie oraz morzu, jawiącemu się niczym zachłanny potwór (chociaż nie można zapomnieć też o jego życiodajnej twarzy, bowiem to w końcu morze karmi wyspiarzy oraz zapewnia im niewielki zarobek). Co ciekawe, ukazane wydarzenia rozpatrywać można także na polu symboliki – groźne morze, które stopniowo i nieubłagalnie zalewa następne części wyspy można potraktować jako alegorię nazizmu, stopniowo ogarniającego kolejne części bezsilnej Europy. Europy, która w imię świętego spokoju oraz pokładając nadzieję w bezczynności, liczy na to, że Bóg sprawi, iż wszystko szczęśliwie się ułoży. Tymczasem Duun podkreśla, że w godzinie próby należy stawić czoło zagrożeniu, bowiem bierność może okazać się jednoznaczna ze śmiercią.


[1] Olav Duun, Ludzie i żywioły, przeł. Beata Hłasko, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1973, s. 5
[2] Tamże, s. 132
[3] Tamże, s. 208

4 komentarze:

  1. O - to może być ciekawa pozycja. Przy okazji kolejna powieść pokazująca, że Międzywojnie to nie były żadne dawne dobre czasy, za wyjątkiem nielicznych uprzywilejowanych oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, książka jest wg mnie bardzo wartościowa, bo konfrontując rzeczywistość opisaną w książce z obecną sytuacją Norwegii, łatwo uświadomić sobie jak ogromny skok cywilizacyjny dokonał się na przestrzeni kilkudziesięciu lat.

      Usuń
  2. Zapowiada się ciekawie - pod kątem bliskiej obcości, że tak to dziwnie ujmę. Ale ciekaw jestem - sprawdzałeś może, jak potoczyła się historia tych wysp czy to może fikcja w pełni fikcyjna?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie mam pojęcia czy autor w jakikolwiek sposób nawiązywał do rzeczywistych wydarzeń. Z dostępnych informacji, wiadomo mi jedynie, że Olav Duun często portretował społeczne niziny.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)