piątek, 20 kwietnia 2018

Alejo Carpentier "Eksplozja w katedrze" - Kiedy świat drży w posadach

Eksplozja w katedrze

Alejo Carpentier

Tytuł oryginału: El siglo de las luces
Tłumaczenie: Kalina Wojciechowska
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 512
 
 
 
Człowiek, szczególnie młody, którego światopogląd dopiero rozkwita, kształtując się pod wpływem warunków i otoczenia, w jakich przyszło mu wzrastać, mniej lub bardziej świadomie poszukuje wzorców, autorytetów czy też nauczycieli. Ich rola sprowadza się do ukierunkowania formującej się osobowości oraz subtelnego stymulowania intelektualnego fermentu – nierzadko człowiek cieszący się naszym uznaniem, jest także przewodnikiem, wprowadzającym nas do świata idei, przy okazji uświadamiającym nam złożoność rzeczywistości, z którą stykamy się na co dzień. Ale postać mistrza nie zawsze jest jednoznaczna, o czym przekonują się bohaterowie powieści Eksplozja w katedrze, pióra Alejo Carpentiera (1904 – 1980), kubańskiego pisarza, autora m.in. Harfy i cienia oraz Wojny czasu.

Akcja Eksplozji w katedrze rozrywa się głównie na położonych w basenie Morza Karaibskiego Wyspach Antylskich w okresie Rewolucji Francuskiej, której echa docierają nawet do Nowego Świata. Do snutej przez Alejo Carpentiera historii, na którą składają się fakty przemieszane z literacką fikcją, czytelnik zostaje zaproszony poprzez udział w ceremonii pogrzebowej szacownego hawańskiego kupca. Ów cieszący się powszechną estymą wdowiec umiera rażony apopleksją (…) w sposób tak haniebny, w tak nieprzystojnej sytuacji, przez nadużycie uciech i wysiłki, których wzbraniała mu starość [1]. Niespodziewana i gwałtowna śmierć handlarza sprawia, że egzystencja pozostających pod jego opieką dzieci ulega diametralnemu przeobrażeniu. Córka Sofia, młoda kobieta nagabywana przez mniszki do oddania się służbie Bogu, syn Carlos, marzyciel nie mający pojęcia ani o liczbach, ani o kierowaniu interesami ojca oraz bratanek Esteban, sierota, chorowity i chimeryczny pasjonat fizyki, który z uwagi na częste napady duszności wegetuje na marginesie codzienności – żywot trójki niepełnoletnich, dotychczas  wychowywanych w spartańskich warunkach, przyjmuje zupełnie nowe odcienie, kiedy pewnego dnia, u drzwi ich domostwa zjawia się Wiktor Hugues, (…) człowiek w nieokreślonym wieku: może miał lat trzydzieści, może czterdzieści, może o wiele mniej – z twarzą jakby  zastygłą w tej niezmienności, której  wrażenie zawsze wywołują wczesne zmarszczki wyryte na czole i policzkach wskutek żywej mimiki i ruchliwości oblicza, przechodzącego nagle – można to było spostrzec już przy pierwszych wymówionych przez niego słowach – od najwyższego napięcia do ironicznego spokoju, od niepohamowanego śmiechu do brutalnej twardości, wyrażającej zdecydowaną wolę narzucania swoich opinii i przekonań [2].

Wiktor Hugues, a właściwie Jean-Baptiste Wiktor Hugues (1762 – 1826) to postać równie autentyczna, co barwna i niejednoznaczna. Ten syn piekarza, wraz z rodziną na początku lat 80-tych XVIII wieku osiadł w kolonii Saint-Domingue, gdzie po latach dorobił się własnego sklepu w Port-au-Prince. Jednak wybuch Rewolucji Haitańskiej (1790 – 1804) i związany z nią chaos, którego ofiarą padł m.in. dom handlowy Huguesa spowodował, że Francuz wrócił na Stary Kontynent, rzucając się w wir wydarzeń towarzyszących Rewolucji Francuskiej. O tym, jaką rolę w obalaniu ancien regime odegrał Wiktor Hugues możemy dowiedzieć się dzięki Estebanowi, który towarzyszy Francuzowi zarówno w wyprawie do Paryża, jak i w drodze powrotnej na Morze Karaibskie, gdzie ten zostaje wysłany jako przyszły zarządca wyspy Gwadelupa.

Osoba Wiktora Huguesa staje się dla Alejo Carpentiera znakomitym pretekstem, by ukazać jak niesłychanie skomplikowanym, ale i brzemiennym w skutki zdarzeniem była Rewolucja Francuska. Co ciekawe ów przewrót przedstawiony zostaje z oryginalnej perspektywy, bowiem kubański pisarz nie skupia swojej uwagi na powszechnie znanych faktach – w książce przytaczane są jedynie ich echa oraz złowieszcza poświata, które promieniują w odległych, francuskich koloniach. Nawet, kiedy akcja przenosi się na krótko do samego Paryża, Kubańczyk raczy nas opisami rewolucji odmalowanej niejako od kuchni, z punktu widzenia mało znaczących pionków, których mrówcza działalność była nieodzowna do dokonania przewrotu, ale nazwiskach których zapisały się na kartach historii jedynie maleńką czcionką, bądź wcale. Z kolei spoglądanie na Rewolucję Francuską z odległej Gwadelupy, oddzielonej od Starego Kontynentu bezmiarem wód Atlantyku,  sprawia, że czytelnik zyskuje optykę, która pozwala w pełni uzmysłowić sobie krwawy rozgardiasz, w jaki przedzierzgnęły się wypadki, symbolicznie rozpoczęte przez zburzenie Bastylii – opóźnienie, z jakim docierają kolejne wiadomości skutkuje tym, że uwypuklona zostaje ich absurdalność oraz chaotyczność (w pewnym momencie, razem z Estebanem przestajemy (…)  pojmować procesy polityki, wiecznie zmiennej i sprzecznej, wstrząsanej paroksyzmami, pożerającej samą siebie, zaplątanej w komitetach i mechanizmach, które niewyraźnie rysowały się z odległości, przy wciąż napływających niespodziewanych nowinach, nagłym wzniesieniu się na szczyty osobistości nieznanej lub druzgocącym upadku  kogoś, kogo jeszcze wczoraj przyrównywano do jednego z największych mężów starożytności [3]).

Carpentier wiele miejsca poświęca także kulisom wielkiej polityki, sygnalizując jej złowrogą naturę. Autor prezentuje kłamstwa, matactwa, fałsz oraz obłudę, które towarzyszą politycznym karierom oraz działalnościom. Uosobieniem oportunizmu jest Wiktor Hugues – sam (…) Esteban czuł się zbity z tropu wobec tej niewiarygodnej służalczości umysłu energicznego i trzeźwego, lecz tak absolutnie oddanego w służbę polityki, że odmawiał krytycznego osądzania faktów, nie chcąc dostrzec najbardziej jaskrawych sprzeczności, wierny aż do fanatyzmu – bo można było to nazwać fanatyzmem – opiniom człowieka, który dał  mu władzę [4]. Natomiast tego, że polityczne hasła to zazwyczaj szumne, ale i puste slogany, najboleśniej doświadczają czarnoskórzy mieszkańcy Gwadelupy. Wraz wprowadzeniem Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela wyzwolono ich z pęt niewoli, tyle, że szybko okazuje się, iż: Murzynów uznawano za wolnych obywateli, ale ci, co nie byli żołnierzami lub marynarzami, gięli grzbiet od wschodu do zachodu słońca, jak dawniej pod batem dozorców, spoza których teraz jeszcze w dodatku wynurzał się daleki cień gilotyny [5]. W rezultacie Alejo Carpentier w brutalny i bezceremonialny sposób obnaża to, co zazwyczaj skrywa się ze wielkimi ideami i patetycznymi dewizami – dwulicowość, żądza zysku, chwilowy kaprys, naiwna wiara w mrzonki, chęć zyskania politycznego zaplecza, leczenie kompleksów. Kubańczyk wznosi surowy portret ludzkości, ale ów portret pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego człowiek przeżywa tyle rozczarowań, klęsk i zawodów za każdym razem, kiedy próbuje zbudować na ziemi utopię, której nieodzownymi fundamentami są przemoc i gwałt.

Utwór, co znamienne dla prozy Carpentiera, wyróżnia się bogatą symboliką, której najważniejszym elementem jest fikcyjny obraz pędzla nieznanego mistrza neapolitańskiego, tytułowa Eksplozja w katedrze, będąca (…) bezgłośnym hukiem, ilustracją końca czasów, statycznym trzęsieniem ziemi, umieszczonym tu, w zasięgu ręki, w straszliwym zawieszeniu [6]. Ów dzieło doskonale ilustruje i akcentuje zamęt, jaki panuje na przełomie XVIII i XIX wieku na ówczesnym świecie – za katedrę uznać można całą epokę, która wali się z potężnym łoskotem, targana kolejnymi rewolucjami; obraz zdaje się reprezentować również Kościół Katolicki, którego potęga zostaje mocno podważona i zachwiana; wreszcie do swoistego wybuchu dochodzi w duszy samego Estebana, który u boku Wiktora Hugues przechodzi przyspieszony kurs dojrzewania i na własne oczy przekonuje się jak niewiele warte są ludzkie słowa, będące najczęściej maską dla najniższych i najprymitywniejszych instynktów, orbitujących wobec pragnienia władzy i dominacji.

Mocnym punktem powieści kubańskiego pisarza jest styl, który śmiało można określić mianem barokowego. Autor odznacza się ogromną erudycją, o której świadczą liczne anegdoty i ciekawostki biograficzne dotyczące postaci historycznych, ale niekoniecznie tych z pierwszego planu. Proza cechuje się także kwiecistością języka – zdania przeładowane są ozdobnikami, co przywodzi na myśl strzeliste i wymyślne budowle, które prężą się dumnie przed oczarowanym czytelnikiem. Pośród imponujących porównań, pomiędzy rozgałęzionymi zdaniami, można odszukać też akcenty muzyczne, zdradzające melomańskie inklinacje Kubańczyka: W niektóre poranki morze budziło się tak spokojne i ciche, że równomierne dźwięki skrzypienia lin, przybierające tym wyższy ton im liny były krótsze, tym niższy, im wzrastała ich długość, łączyły się  ze sobą w taki sposób, że od rufy do dziobu rozlegały się anakruzy i synkopy, ozdobniki i spiccata, z ochrypłą fermatą wydobytą z harfy o naprężonych strunach, nagle trąconych przez wiatr wschodni [7].

Reasumując, Eksplozja w katedrze to wielka księga o małości człowieka. Carpentier oferuje nam piękną opowieść o bolesnym dojrzewaniu intelektualnym, które nieodzownie łączy się z rozgoryczeniem i zawodem, płynącym z upadku następnych autorytetów, wynikającym z poznawania mechanizmów rządzących historią.



[1] Alejo Carpentier, Eksplozja w katedrze, przeł. Kalina Wojciechowska, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1966, s. 63
[2] Tamże, s. 40 – 41
[3] Tamże, s. 156
[4] Tamże, s. 212
[5] Tamże, s. 241
[6] Tamże, s. 22
[7] Tamże, s. 280

2 komentarze:

  1. To ciekawe, że na wydarzenie tak ważne dla historii Europy literacko spogląda ktoś spoza starego kontynentu.

    Ja zaś niedługo może będę miał okazję sięgnąć po prozę tego autora, bo PIW wznawia "Królestwo z tego świata".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, perspektywa jest przednia, tym bardziej, że wydarzenia rozgrywają się nie tylko na Starym Kontynencie.

      A PIW wznawia dorobek Carpentiera w mocny sposób, bo od razu zdecydowano się odświeżyć 2 tytuły. Oprócz "Królestwa z tego świata", pojawi się również "Podróż do źródeł czasu".

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)