piątek, 21 kwietnia 2017

Mariusz Urbanek "Tuwim. Wylękniony bluźnierca" - Kto z was jest bez grzechu...

Tuwim. Wylękniony bluźnierca

Mariusz Urbanek

Wydawnictwo: Iskry
Liczba stron: 340











Julan Tuwim to postać w ogromnej mierze pomnikowa. To autor szeroko kojarzonych wierszyków dla dzieci (któż z ciut starszych czytelników nie zna takich tytułów jak Lokomotywa, Bambo, Ptasie radio czy Abecadło?), współzałożyciel grupy poetyckiej Skamander, tłumacz poezji rosyjskiej, francuskiej, niemieckiej oraz łacińskiej, a także pisarz, twórca wodewili, skeczy, librett operetkowych i tekstów piosenek. Tuwim zaliczany jest do grona najpopularniejszych poetów dwudziestolecia międzywojennego, chociaż obecnie artystę i jego dorobek poznaje się głównie w szkolnych murach – bogaty, barwny i kolorowy żywot redukowany jest do kilku zdań, które sprowadzają się do nieśmiertelnej konstatacji, że ów jegomość – podobnie jak Słowacki – wielkim poetą był. Cóż jednak skrywa się za nazwiskiem tej legendarnej persony? Kilku interesujących faktów dotyczących Tuwima możemy dowiedzieć się dzięki ciekawej biografii pióra Mariusza Urbanka, zatytułowanej: Tuwim. Wylękniony bluźnierca. 

Jeszcze przed właściwym omówieniem książki, warto dodać, że Mariusz Urbanek (ur. 18 października 1960 w Krapkowicach) to publicysta i pisarz, specjalizujący się w życiorysach Polaków, którzy odegrali znaczącą rolę w życiu kulturowym bądź społecznym naszego kraju. Władysław Broniewski, Jan Brzechwa, Józef Piłsudski, Stefan Kisielewski, Kornel Makuszyński to tylko niektóre z nazwisk, do grona których dołączył Julian Tuwim. Widać jednocześnie, że Urbanek chętnie sięga po losy osobników kontrowersyjnych, których trudno jest oceniać w kategoriach czarny-biały, dobry-zły, święty-bluźnierca.

Nie inaczej ma się rzecz z Tuwimem, który jawi się zarówno jako postać niejednoznaczna i tragiczna. Urodzony w robotniczej Łodzi w rodzinie zasymilowanych Żydów, do końca życia zmagający się z prześladowaniami, wynikającymi z jego pochodzenia, Tuwim na zawsze pozostał kimś pomiędzy – niestałym pierwiastkiem balansującym między nienawiścią endecji za żydowskie korzenie i twórczość, a równie silną nieprzychylnością ortodoksyjnych Żydów, uważających go za renegata, zdrajcę zakochanego w polskości. Jednocześnie, genialne początki – szybki literacki debiut, namaszczenie przez uwielbianego i cenionego Leopolda Staffa, ogromny sukces założonej wspólnie z Lechoniem i Słonimskim kawiarni artystycznej Pod Picadorem, równie wielki rozgłos grupy literackiej Skamander (uformowanej wspólnie z Słonimskim, Iwaszkiewiczem, Kazimierzem Wierzyńskim oraz Janem Lechoniem) – sprawiły, że Tuwim stał się legendą jeszcze za życia, wchodząc na stałe do panteonu literackich sław. Książę poetów boleśnie jednak przekonał się jak kapryśny potrafi być los – wojenne doświadczenia (lata spędzone na emigracji w Ameryce Południowej i USA) oraz późniejsze perypetie powojenne – w tym naiwna i ślepa ufność w komunistyczną wizję Polski, poparta poddańczą służbą nowej ojczyźnie – położyły się cieniem na osobie wielkiego literata. Grzechy starości – oddanie swojego pióra PRL-owskiemu aparatowi władzy – dla niejednego okazały się wystarczającym powodem, by przekreślić cały dotychczasowy dorobek Tuwima.

Maestria Urbanka wyraża się w tym właśnie, że artysta z kronikarską precyzją, szczegółowo odmalowuje wszystkie aspekty życiorysu Tuwima, nie unikając także wspomnianych, niewygodnych faktów. Dzięki temu kreślony portret jest niezwykle barwny – obok akcentów jasnych i ciepłych, pojawiają się mroczne i ciemne znamiona, które sprawiają, że Tuwim jawi się jako człowiek z krwi i kości, pełen wielkości i wyjątkowości, ale równocześnie niewolny od wad, przywar i słabostek. Wizerunek jest tym pełniejszy, że Urbanek chętnie wspomaga się wypowiedziami i ocenami ówczesnych – przyjaciół, znajomych, wrogów czy współpracowników. Dzięki temu Wylękniony bluźnierca to istna kopalna cytatów, zbiór anegdot, ławica dykteryjek, których bohaterem jest Tuwim oraz jego wesoła kompania. 

Wylęknionego bluźniercę można również uznać za swoiste studium nad psychiką Tuwima oraz bodźcami, które ją wyrzeźbiły. Urbanek pisze zarówno o kwestiach oczywistych i znamiennych (jak choćby wspomniany antysemityzm, którego ofiarą często padał poeta), ale także koncentruje się na szczegółach i drobiazgach, które w dalszej perspektywie odegrały znaczącą rolę w egzystencji Tuwima (znamię na policzku czy liczne groźby kierowane pod adresem pozornie hardego artysty, które w mniejszym bądź większym stopniu mogły przyczynić się do niechęci do tłumów oraz miejsc publicznych). We fragmentach poświęconych złożonej umysłowości Tuwima nie brakuje również ciekawostek – na zachętę warto wspomnieć, że poeta to współtwórca ZAiKS (Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych) czy badacz, kolekcjoner i poszukiwacz osobliwości (interesował się m.in. demonologią, zabobonami i wierzeniami w Złego czy szczurami).

Pieczołowicie odtworzone fragmenty biografii pozwalają zrozumieć źródła postawy, jaką jeszcze w trakcie II wojny światowej przyjął Tuwim w obliczu ZSRR (poeta zaczął uważać stalinizm jako jedyną skuteczną broń w walce z faszyzmem) – ta próba wytłumaczenia Tuwima i jego nowych zapatrywań każde rozpatrywać przypadek polskiego artysty jako sztandarowy przykład tzw. pożytecznego idioty. Urbanek przy okazji kreowania wizerunku polskiego mistrza pióra zmanipulowanego przez radzieckich agentów, ukazuje potęgę machiny, jaką stanowił sowiecki wywiad, w którego sidła bez większych problemów wpadł człowiek zarówno naiwny, jak i żywiący ogromną urazę do niemal wszystkich, mających jeszcze przed wybuchem światowego konfliktu jakiekolwiek kontakty z endecją. Co istotne, w utworze Urbanka nie ma zbytniego wybielania Tuwima, ale brakuje tu również miejsca dla prostackich osądów czy surowej nagany – biograf poprzestaje na przytoczeniu faktów (oczywiście sam ich dobór świadczy o swoistym subiektywizmie, ale przed tym nie uchroni się już żadna ludzka istota, bo jest to zwyczajnie wykluczone), unikając jednoznacznych ocen.

Interesującym dodatkiem do Wylęknionego bluźniercy jest zamieszczony na końcowych stronach książki wywiad, jaki autor przeprowadził z adoptowaną córką Tuwima, Ewą Tuwim-Woźniak. Rozmowę można potraktować jako kolejną próbę odpomnikowania i uczłowieczenia wielkiego poety, bowiem Urbanek wypytuje m.in. o to, jak w roli ojca sprawdzał się Tuwim, jak wyglądały jego codzienne relacje z córką, itd. Przy okazji po raz wtóry przekonujemy się o złożoności i komplikacji powojennej sytuacji Tuwima, którego z jednej strony należy traktować jako serwilistę, z drugiej zaś nie można zapominać o jego uporze i odwadze w pomaganiu czy ratowaniu innych (dzięki jego interwencji ułaskawiono skazanych na śmierć Jerzego Kozarzewskiego i jego współpracowników).

Reasumując, Tuwim. Wylękniony bluźnierca to bardzo dobra biografia wielkiego twórcy, który zrewolucjonizował polszczyznę, ukazując jej plastyczność, giętkość, ogromny potencjał neologiczny. Żywot Tuwima jest o tyle interesujący, że osadzony w konkretnych czasach i realiach – Urbanek misternie rekonstruuje burzliwy okres 20-lecia międzywojennego czy szarą powojenną peerelowską rzeczywistość, dzięki czemu Tuwim jawi się jako człowiek w ogromnej mierze ukształtowany przez warunki i środowiska, w jakich przyszło mu żyć. Interesująca pozycja, która doskonale uzmysławia, jak szalenie niejednoznaczną istotą jest człowiek.

Tuwim [Mariusz Urbanek]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

9 komentarzy:

  1. No masz... Mam nadzieję, że Tuwima znają i kochają nie tylko ciut starsi czytelnicy, ale ci ciut młodsi również!!! (Moje córki i wnuki znają, ileż to razy porabiałam Irenę Kwiatkowską czytając do snu "Ptasie radio", chociaż jej wersja jest nie do przeskoczenia). Biografię Urbanka znam i cenię. Kawał dobrej roboty. Pisarzowi nie tylko udało się przedstawić kontrowersyjnego artystę, nie oszczędza go, ale robi to tak, by czytelnik mógł kontrowersyjne kroki zrozumieć. A gdy się rozumie - łatwiej się wybacza. Byłam też na spotkaniu z autorem, promującym książkę. Bardzo mile wspominam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okey, pochylam nisko głowę, którą gotów jestem posypać popiołem - przyznaję, że nie sprawdziłem jakim zainteresowaniem twórczość Tuwima cieszy się pośród współczesnych młodych ludzi :)

      A co do dzieła Urbanka to zgadzam się z tym, co napisałaś - Tuwim to postać ogromnie kontrowersyjna, ale biografowi udało się w ciekawy sposób wykazać możliwe źródła poszczególnych wyborów i decyzji, podjętych przez Tuwima. Z tego względu dzieło uważam za b. wartościowe. A spotkania z Urbankiem szczerze zazdroszczę :)

      Usuń
    2. Też mam wrażenie, że Tuwim oprze się upływowi czasu :)

      Usuń
  2. Mariusz Urbanek bardzo ciekawie opowiada o swoich książkach. Miałam okazję być na spotkaniu o lwowskich matematykach ("Genialni"). Niestety nie udało mi się jeszcze zdobyć żadnej z biografii autorstwa Urbanka. Natomiast mam na półce książkę "Irena Tuwim. Nie umarłam z miłości". Widać nie tylko o Julianie da się napisać coś ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha - Ty, Ola - obie byłyście na spotkaniu z Urbankiem. Wychodzi na to, że autor nie unika kontaktu z czytelnikami. A przecież możliwość wysłuchania tego, co ma do powiedzenia autor na temat własnej książki to zawsze fascynująca sprawa!

      "Nie umarła z miłość" - ta druga część tytułu brzmi frapująco.

      Usuń
  3. Tuwim jest moim ulubionym poetą do czytania potomkom. Jego wiersze po prostu płyną i pozwalają na zabawę interpretacyjną nawet takiemu beztalenciu jak ja. Fascynujące było dla mnie to, że Maks w wieku ok. 3 lat nauczył się całej "Lokomotywy" na pamięć - na początku słuchał mnie co wieczór, potem uzupełniał końcówki, a w końcu okazało się, że zna całą. Z czasem zapomniał, ale i tak było to zaskakujące wielce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, muszę zredefiniować swoje spojrzenie na twórczość Tuwima i jej odbiór przez najmłodsze pokolenia. Jeśli tylko doczekam się potomstwa, to także spróbuję poeksperymentować z Julkiem.

      Usuń
  4. Z tego, co pamiętam, nauczyłam się czytać m.in. na wierszach Tuwima czytanych mi przez rodziców. Uczyłam się ich na pamięć, a potem sama na tej podstawie nauczyłam się dość szybko, bo w wieku czterech lat czytać (stąd pewnie moja miłość do książek). Dzięki temu, że napisałeś o tej pozycji moje wspomnienia z dzieciństwa wróciły i jakoś ciągnie mnie do tej biografii. Dzięki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także, jako berbeć, miałem sporo książek z wierszykami Tuwima. Najlepiej pamiętam "Lokomotywę" oraz "Ptasie radio". Przyznaję jednak, że po biografię raczej bym nie sięgnął, gdyby nie namowa pani bibliotekarki, która stwierdziła, że pozycja na pewno przypadnie mi do gustu jako, że Tuwim to postać nietuzinkowa.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)