piątek, 3 lutego 2017

Saul Bellow "Stan zawieszenia", czyli walka z bezmiarem

Stan zawieszenia

Saul Bellow

Tytuł oryginału: Dangling man
Tłumaczenie: Teresa Lechowska
Wydawnictwo: PIW 
Liczba stron: 156








Od najmłodszych lat człowiek przekonuje się, że podstawą jego egzystencji jest funkcjonowanie w grupie – na co dzień otaczani jesteśmy szeregiem innych ludzi, z którymi łączą nas najróżniejsze więzi. Żywot nasz cechuje się przynależnością do wszelakiej maści zbiorowości o hierarchicznej strukturze, co skutkuje m.in. tym, że sukcesywnie musimy udowadniać swoją utylitarność. Co jednak, kiedy zostaniemy wyrzuceni poza kolektyw? Ciekawą wizję człowieka wtłoczonego do towarzyskiej próżni przedstawia Saul Bellow (1915 – 2005), amerykański noblista (nagroda przyznana w uznaniu za humanistyczne zrozumienie i subtelną analizę współczesnej kultury zawarte w jego twórczości), autor powieści Stan zawieszenia.

Stan zawieszenia wydany w Polsce na łamach legendarnej serii Współczesna Proza Światowa to utwór utrzymany w formie dziennika. Pierwszoosobowym narratorem, który prowadzi notatki w okresie od grudnia 1942 roku do kwietnia 1943 jest Joseph. Pochodzący z Kanady mieszkaniec USA oczekuje na wcielenie do wojska, do którego zgłosił się na ochotnika, w odpowiedzi na apel, by pomóc pogrążonej w zawierusze wojennej ojczyźnie. Protagonista, absolwent uniwersytetu, dotychczas pracujący w biurze podróży, rezygnuje z posady, by należycie przygotować się mentalnie do służby. W założeniu wolny czas miał zostać poświęcony pasjom i zainteresowaniom, których sens i atrakcyjność łuszczą się jednak stopniowo wraz z upływającymi miesiącami bezruchu i przymusowej bezczynności. Joseph znajduje się w tytułowym stanie zawieszenia – próżnia, w jaką zostaje wepchnięty to rezultat utknięcia w biurokratycznym chaosie, za sprawą którego wstąpienie do armii nieustannie się odwleka; jednocześnie bohater nie może podjąć płatnej pracy, ani powrócić na poprzednie stanowisko, bowiem widmo niespodziewanej utraty podwładnego, który w każdej chwili może zostać wezwany na wojaczkę, skutecznie zniechęca potencjalnych pracodawców. Kilkumiesięczna zwłoka doprowadza do tego, że zgromadzone gorycz, uraz i żal zżerają zasoby dobrej woli i entuzjazmu Josepha. Swoistą terapią staje się zapisywanie własnych myśli i refleksji, co stwarza czytelnikowi znakomitą okazję, by przekonać się jak destruktywny wpływ na osobowość człowieka ma narzucona bierność i martwota.

Stagnacja, w jakiej znajduje się Joseph stanowi bazę do ponurych rozmyślań – unieruchomienie, wypadnięcie poza koleiny rutyny, odsunięcie na boczny tor (niejako także poza społeczny nawias) sprawiają, że mężczyzna z nowej, bardziej odległej perspektywy patrzy na swój dotychczasowy byt, nie mogąc powstrzymać się od podsumowań i rozliczeń. Młodość pod znakiem komunistycznej ideologii, źle skrywana niechęć do zamożnego i opływającego w dostatki starszego brata, fakt bycia na utrzymaniu żony, wspomnienia dotyczące przyjaciół oraz snutych wówczas planów, konfrontacja oczekiwań z brutalną rzeczywistością – wszystko to nawarstwia się i miesza, doprowadzając sukcesywnie do narastania frustracji, nad którą coraz trudniej panować.

Wraz z kolejnymi kartami utworu przekonujemy się, że pod maską apatii, w sercu bohatera kipi spienione morze uczuć. Najsilniejszą emocją wydaje się być podświadomy strach przed rozrastającą się w duszy obcością. Joseph w miarę upływu dni jawi się jako osobnik naznaczony – stygmatyzacja przejawia się w milczącym dawaniu do zrozumienia, że protagonista jest bezużytecznym członkiem społeczeństwa. W żaden sposób nie jest on przydatny swojemu państwu, które toczy przecież wojnę ze śmiertelnym wrogiem – Joseph nie jest na tyle godny zaufania, by zostać żołnierzem, nie jest wystarczająco zaradny, by znaleźć dobrze płatne zajęcie. Jedyne, na co może liczyć to litość i pobłażanie. Wrodzona duma, hardość charakteru i upór nie pozwalają przyjąć tych nędznych darów, ale psychika mężczyzny nie jest na tyle silna, by nie postrzegać się w kategoriach osobnika przegranego, bezwartościowego – Joseph z każdym mijającym tygodniem odkrywa jeden słaby punkt za drugim we wszystkim, co wzniósł wokół siebie. Co ciekawe można odnieść wrażenie, że to właśnie czytelnika stawia się w roli sędziego, którego rolą jest ocenić czy konstatacje Josepha są słuszne – czy rzeczywiście idee, stanowiące jak dotąd fundamenty świata niedoszłego wojaka są tak liche i zbędne?

Oczywiście na sytuację protagonisty można popatrzeć także z innego punktu widzenia. Joseph dzięki dość niespodziewanemu splotowi wypadków otrzymuje bowiem wolność – nieograniczony czas, który może spożytkować na bardzo wiele sposobów. Zostaje on niejako wyzwolony z przeklętego kręgu powtarzalności, który sprowadza się do nużącej monotonii. Tyle, że bezmiar minut, jakimi został obdarowany bohater, okazuje się zbyt wielki, zbyt przepastny – to dar przytłaczający i dlatego nie można go w pełni spożytkować.

Stan zawieszenia, jak sam ujmuje to narrator w jednym z początkowych zdań, to zapis wewnętrznych pertraktacji myślowych i stąd książka pełna jest przemyśleń i rozważań. Sporo uwagi poświęcono m.in. epoce, w jakiej egzystuje bohater, którą określa mianem epoki bezwzględności, tj. okresu, kiedy istotą człowieka jest jego siła, nie uleganie emocjom, twardość, stanowczość i surowość. Interesujące obserwacje dotyczą także ludzkiej natury. Człowiek w oczach Josepha to stworzenie niejednoznaczne i skomplikowane, która w dodatku prowadzi ciągłe zmagania z fatum i losowością, i to pomimo faktu, że na ogół te usiłowania są daremne, bowiem: To czego poszukujemy, nigdy nie bywa tym, co widzimy, a to, czego oczekujemy, nigdy nie bywa tym, co dostajemy [1]. Wg bohatera to konfrontowanie się z przeznaczeniem jest tak istotne, że wyznacza ono ramy definicji człowieczeństwa – Nie wolno dopuścić do tego, żeby owładnął nią (naszą jaźnią) traf, nie wolno dopuścić do tego, żeby owładnął nią przypadek. Nasze człowieczeństwo, nasza godność, nasza wolność od tego zależy [2]. Równie ważnym elementem jest nie uleganie temu, co paskudne, bydlęce i krótkie, a co często popycha nas do tego, by uczynić swój byt lżejszym, znośniejszym, przyjemniejszym, nawet kosztem innych. Co zabawne, już sam przykład Josepha może posłużyć do tego, by wesprzeć tezę, że człowiek to z reguły egoista, który umie spoglądać na otoczenie wyłącznie przez pryzmat własnych doświadczeń, i któremu brak wystarczających pokładów empatii, by choćby spróbować zrozumieć tok rejestracji otoczenia innych osobników. Bardzo dobrze wyraża to osąd protagonisty, według którego ostatecznym celem każdego człowieka jest docieczenie istoty własnej wegetacji – tym samym wychodzi na to, że niedoszły filozof narzekający na wszechobecną znieczulicę i obojętność, starający się żyć wedle własnej ideologii zbyt mocno zanurza się w otchłaniach własnej duszy, gubiąc z horyzontu swojego bliźniego.

Stan zawieszenia to intrygująca lektura, której walorem jest także piękny język. Saul Bellow z wprawą opisuje urok oraz brzydotę wielkiej amerykańskiej metropolii, która jest główną scenerią wydarzeń. Ulica osuszona przez wiatr (poprzedniego dnia umył ją deszcz) występowała w jednym ze swych zimowych strojów, lamowanym i podkreślonym cienkimi pasemkami śniegu, i była niemal całkowicie pusta [3] albo: Dwa pomarańczowe prostokąty okien naszego pokoju z kolorowymi storami wyglądały jak znaki firmowe ciepła i wygody wobec ulewy i ciemności, połysku drzew, lodowej zbroi ulicy to tylko niektóre z przykładów bogactwa warsztatu amerykańskiego noblisty.

Reasumując, dzieło Saula Bellowa to dobra powieść, którą czyta się z autentycznym zainteresowaniem. Na piedestale postawiony zostaje człowiek zawieszony w oczekiwaniu, człowiek, który w każdej chwili może zostać wysłany na front, by poszukiwać tam śmierci na polu chwały. Otrzymany czas wolny – kilku miesięczna zwłoka w powołaniu – jawi się jako przekleństwo, ogromny balast, którego nie sposób udźwignąć. Sama wojna (walka za półprawdy będąca powodzią śmierci, zabierającą niewinnych, zamykając im usta i ściągając w odmęt, kończąca się rumowiskiem zużytych mózgów i mięśni) rzadko kiedy pojawia się na pierwszym planie – jej ponura poświata migocze w tle, wprowadzając atmosferę napięcia i nerwowości, co pomaga lepiej zrozumieć, w jak ekstremalnym położeniu znajduje się główny bohater. Bohater, który mimo całego swojego aparatu poznawczego, ideałów i filozoficznego zacięcia, nie potrafi nie ugiąć się w obliczu niepewności i zawieszenia, w jakim przychodzi mu trwać.


[1] Saul Bellow, Stan zawieszenia, przeł. Teresa Lechowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1984, s. 19
[2] Tamże, s. 137
[3] Tamże, s. 17
 

12 komentarzy:

  1. Tak, bohater otrzymuje wolność, dużo wolnego czasu, tyle że mało który człowiek umie z takiej wolności korzystać, większość czuje się bezpiecznie, kiedy ma mnóstwo obowiązków do wykonania...
    Nieraz patrzyłam na tę książkę i zastanawiałam się, czym jest tytułowy stan zawieszenia. Zaciekawiłeś mnie. Podobają mi się cytaty, szczególnie ten o ulicy.
    PS Czy Châteaureynaud już przeczytany? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, bowiem wolność to konieczność samodzielnego myślenia, samodzielnego podejmowania decyzji, itd., a nie każdy potrafi żyć w ten sposób. Zdecydowanie wygodniej jest poddawać się prądowi :)

      Châteaureynaud już poznany. Bardzo spodobała mi się jego książka i żałuję, że jak dotąd jest to jedyna pozycja, która doczekała się polskiego przekładu.

      Usuń
  2. bookiemonster6 lutego 2017 12:11

    Też teraz jestem w czymś, co można nazwać stanem zawieszenia. W oczekiwaniu na ukończenie okresu wypowiedzenia zostałam pozbawiona obowiązków w pracy i tak popadam w stan stagnacji, próbując wypełnić go czymś kreatywnym, co z braku obowiązków wymaga niemało zaparcia. Czytając o sytuacji bohatera i tym, że zostaje on zawieszony na okres rozciągający się w miesiące, wręcz namacalnie odczuwam jego stan. Choć przekracza to moje wyobrażenie. Często człowiek wyobraża sobie, jak to cudownie byłoby dostać możliwość takiego zawieszenia, a później nie umie tego wykorzystać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypadek bohatera jest o tyle ciężki i trudny, że trudno mu jednoznacznie określić, kiedy ów stan zawieszenia się zakończy. A sytuacja jest o tyle bolesna, że oprócz pozornie nieograniczonej wolności, protagonista odczuwa coraz silniejszą presję wynikającą z tego, że nasze społeczeństwo oparte jest na pieniądzu - każda upływająca minuta jest stwierdzeniem, że egzystuje on na czyjś koszt. Ta właśnie presja skutecznie uniemożliwia radość z uzyskanej swobody.

      A co do Twojej sytuacji to życzę pomyślnego rozwiązania :)

      Usuń
  3. Po raz kolejny lubiany przeze mnie motyw bohatera, który z jakiegoś powodu wyautowany, przygląda się światu niejako z zewnątrz. Bardzo ciekawy punkt wyjścia - urlop od życia zafundowany przez biurokrację. Wspomniana przez Ciebie duma i hardość głównego bohatera kojarzy mi się trochę z protagonistą "Głodu" Hamsuna.

    No i przypomniała mi się rada, której udzielił mi ktoś, komu zwierzałem się ze swoich egzystencjalnych dramatów: "idź do pracy, nie będziesz tyle myślał" - stety czy niestety, do tego się wszystko sprowadza. Coś za coś.

    Ciekaw jestem, jaki los spotkał ostatecznie bohatera "Stanu", mam pewne domysły, ale nie spoileruj ;) będzie większa motywacja, żeby kiedyś przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, sama kreacja sytuacji, w jakiej znajduje się bohater jest bardzo ciekawa - to wyautowanie jest tym bardziej dotkliwe, że na dobrą sprawę protagonista pragnie służyć swojej ojczyźnie i jest nawet gotów oddać za nią swoje życie.

      A z tą pracą to niestety czysta prawda - troska o pieniądze nieodzowne do zaspokojenia potrzeb materialnych implikuje koncentrację na pracy czy tzw. karierze. Na swoim przykładzie widzę, że bardzo trudno jest uniknąć myślenia o robocie, nawet kiedy już ją kończymy - w mniejszym bądź większym stopniu sprawy związane z pracą wciskają się do życia prywatnego, skutecznie ograniczając ilość czasu wolnego, który można by poświęcić choćby kontemplacji :)

      Od pewnego czasu z fabuły staram się zdradzać tylko tyle, by złapać potencjalnego czytelnika na wędkę :)

      Usuń
  4. W temacie obcości i stagnacji skojarzyło mi się pobocznie czytanie niedawno 24/7 Crary'ego. Żyjemy w czasach, w których refleksja, odpoczynek czy też ogólnie brak aktywności są stygmatyzowane. Ciągle trzeba coś robić, o coś walczyć, piąć się po szczeblach i gonić tyle króliczków, ile się da. Ktoś siłą wyrzucony z tego wyścigu na pewno czuje się zagubiony. Co innego w przypadku decyzji świadomej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że zbytnio generalizujesz. Na Europie i kilku krajach nastawionych na pęd świat się nie kończy. A i nawet w USA są stany, które absolutnie nie przystają do tego obrazu...

      Usuń
  5. Przekonałeś mnie głównie przytoczonymi fragmentami, uwielbiam taką sugestywność opisów. Zazdroszczę umiejętności pisarzom, którzy potrafią przyczepić takie obrazki do swoich przemyśleń i wrażeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można powiedzieć, że książka składa się głównie z tego typu plastycznych obrazów, ale nawet te kilka opisów, jakie znalazło się w powieści, czyni ją dziełem bardzo miłym w odbiorze. To świetny ozdobnik dla równie intrygującej treści :)

      Usuń
  6. Bellowa znam jedynie z pewnej krótkiej formy (której tytułu niestety nie pamiętam), opublikowanej w antologii opowiadań amerykańskich. Piękny, wytworny styl - tyle zapamiętałam i, jak widzę, nie był to przypadek. Cytowane przez Ciebie fragmenty ze "Stanu zawieszenia" dobitnie to potwierdzają.
    Niesłychane, jak niewiele osób potrafi z korzyścią dla siebie wykorzystać taką "przerwę w życiorysie"... Zwykle marzymy o wakacjach od męczącej rutyny, a gdy nadejdą - zwłaszcza te przymusowe, niespodziewane - nie potrafimy się odnaleźć. A to przecież czas, który można dobrze wykorzystać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku omawiana książka jest pierwszym kontaktem z prozą Bellowa. Prędzej czy później sięgnę pewnie po inne utwory, jakaś krótka forma może także się trafi.

      A co do nieumiejętności korzystania z tego typu przerwy, to wydaje mi się, że jest ona głównie determinowana presją otoczenia, wynikającą z kultury pieniądza, w jakiej egzystujemy. Wyznacznikiem naszego bytu jest utylitarność, a człowiek, który nie zarabia na siebie nierzadko traktowany jest jako niepełnowartościowy członek społeczności. Takie podejście wymaga od nas bardzo silnej woli - bez niej nie sposób docenić tego oderwania od rutyny, jakim zostajemy obdarowani.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)