piątek, 12 sierpnia 2016

Grzebiąc w odmętach ludzkiej duszy - "Wiwisekcja" P. White

Wiwisekcja

Patrick White

Tytuł oryginału: The Vivisector
Tłumaczenie: Maria Skibniewska
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Liczba stron: 824
 
 
 
 
Wywodzące się z łaciny słowo wiwisekcja  (vivi sectio, czyli dosłownie cięcie żywego) to termin oznaczający przeprowadzanie zabiegu operacyjnego na żywym zwierzęciu w celach naukowych. Wiwisekcje wykonywano już w Starożytnych Egipcie, Grecji oraz Rzymie, a zabiegi doprowadziły do wielu odkryć dotyczących funkcjonowania organizmów żywych (m.in. dowiedziono istnienia zjawiska krążenia krwi czy zrozumiano zasady działania układu oddechowego oraz pokarmowego). Z uwagi na fakt, że chirurgiczna interwencja, której poddawane są zwierzęta (zdarzały się też przypadki ludzkie), często wiąże się z cierpieniem i bólem, wiwisekcji towarzyszą liczne akcje protestacyjne obrońców praw zwierząt – zgodnie z przytaczaną tezą, z moralnego punktu widzenia następuje uprzedmiotowienie stworzeń, których byt poświęcany jest (a poświęcenie to niewolne jest od męki) w imię korzyści dla całej ludzkości. Antropocentryzm w najbardziej skrajnym wydaniu sankcjonuje działania, które porównywane są do tortur  w imię idei, że wszystko co służy dobru człowieka jest akceptowalne i dopuszczalne. Wiwisekcja to również synonim bardzo dokładnej analizy czegoś oraz tytuł monumentalnej powieści autorstwa Patricka White’a, australijskiego pisarza, laureata Literackiej Nagrody Nobla, wyróżnionego za epickie i psychologiczne mistrzostwo, dzięki któremu odkryty został nowy literacki kontynent.

Wiwisekcja to wnikliwe studium życia wielkiego artysty malarza Hurtle’a Duffielda. Powieść w całości koncentruje się na losach protagonisty, którego czytelnik poznaje od najmłodszych lat, stając się świadkiem jego dorastania oraz artystycznego dojrzewania. Dzięki interesującej fabule, przekonujemy się w jaki sposób chłopiec, pochodzący z odległej australijskiej prowincji, gdzie bieda piszczała głośno i bezwstydnie, a ludzie mieli jasno wyklarowane poglądy na temat tego, co właściwe, słuszne, uczciwe i przydatne, którego matka pracowała jako praczka dla zamożnych rodzin, natomiast ojciec-abstynent zajmował się zbieraniem i handlowaniem pustymi butelkami oraz płodzeniem kolejnych dzieci na skrzypiącym łóżku, został uznanym mistrzem pędzla. Gargantuiczna i wielostronicowa historia serwowana przez White’a to wielka podróż przez egzystencję Hurtlea, która naznaczona jest gorzkimi rozczarowaniami i klęskami ponoszonymi na polu prywatnego życia, jednocześnie jest to dogłębna analiza umysłu nierozerwalnie związanego z aktami kreacji.

Wiwisekcja, z uwagi na swoją objętość (polskie wydanie z 2010 roku liczy sobie 823 strony), kojarzy się z próbą spłodzenia kroniki artysty, którego dorobek oraz życie trudno jest poddać jednoznacznej ocenie, a uprawiana przez niego sztuka wymyka się prostym wzorcom i schematom, wzbudzając kontrowersje, ale zajmując swoją zuchwałością w próbach pochwycenia tego, co niewyrażalne. Owego subiektywnego, ale silnego odczucia nie zmienia nawet świadomość faktu, że postać Hurtle’a Duffielda jest kreacją fikcyjną. Chociaż czy można mówić autentyczności w przypadku osoby, o której dowiedziano się tak wiele? Niełatwe dzieciństwo, naznaczone wydarzeniem traktowanym w kategoriach moralnej zdrady, wyrzeczenia się, porzucenia, ordynarnego handlu; dorastanie w obcym środowisku z przekonaniem, że nigdy nie będzie się jego integralną częścią i wynikające z tego wrażenie obcości, odrzucenia, niedopasowania, przebywania poza nawiasem; traumatyczne doświadczenia wojenne; wytrwałe, acz nie zawsze udane próby złapania natchnienia w sidła swojego talentu; nauka interpretacji własnych uczuć czy bolesne lekcje przekuwania wizji w materialną rzeczywistość – oto, co obserwujemy dzięki lekturze Wiwisekcji. Czy wobec takiego ogromu faktów, wycinków z żywota Hurtle’a Duffielda jakikolwiek sens mają rozważania nad realnością bądź fikcyjnością sylwetki tego osobnika?

Dzieło Patricka White’a z racji przyjętej formy – narracja trzecioosobowa i towarzysząca jej mowa pozornie zależna – sprawiają, że Wiwisekcja to znakomita sposobność do podglądania kształtowania się umysłu artysty. Świat przedstawiony odmalowywany jest z perspektywy Hurtle’a Duffielda – czytelnik swobodnie zagłębia się w czeluściach myśli bohatera, odczytując z nich lęki i traumy, źródła zadowolenia i ulotnego szczęścia, doświadczając otoczenia i płynących z niego bodźców z punktu widzenia nieszablonowego malarza. Dzięki temu podpatrujemy skomplikowany proces poszukiwania własnej tożsamości, podejmowane usiłowania wyrażenia swojego artystycznego ja, stopniowe klarowanie się i konstytuowanie indywidualnego stylu, a wszystko to wobec rodzącej presję świadomości, że niezwykle trudno jest stworzyć coś nowego, co nie został do tej pory powiedziane. Kwestia błąkania się pośród odmętów refleksji Hurtle’a jest o tyle interesująca, że jego myśli nie są prezentowane w strukturze konsekwentnych, szarych, racjonalnych produktów intelektu, lecz kalejdoskopu narzucających się obrazów, rozkwitających jednocześnie w umyśle i przenikających wszystkimi zmysłami do krwi [1].

Z oczywistych względów, utwór australijskiego noblisty to także książka o narodzinach dzieła. Czytelnik jest widzem niezwykłego aktu, jakim jest powoływanie do istnienia obrazu z otchłani niebytu (czy raczej z morza wyobraźni i przeżyć). W tym kontekście postać Hurtle’a Duffielda jawi się jako kreator, demiurg, architekt, tyle, że nie jest on ani wszechmocny, ani wszechwiedzący, ani tym bardziej wszechpotężny. Ba, byt, protagonisty naznaczony jest słabościami, dowodami ułomności, kruchości (przed którą Duffield stara się bezskutecznie zahartować na wiele różnych sposobów). Niedoskonałość bohatera przejawia się na dwóch płaszczyznach – z jednej strony Duffield ponosi szereg porażek w kontaktach z innymi ludźmi (jego sylwetka przypomina wręcz aroganckiego abnegata sukcesywnie sprzeniewierzającego ofiarowane mu okruchy miłości), z drugiej zaś strony cała jego egzystencja to nieustanna walka z samym sobą, by swoje śmiałe idee i wizje oblec w materialną otoczkę z jak największym pietyzmem i doskonałością, zażarta próba osiągnięcia tej cienkiej jak ostrze brzytwy krawędzi, gdzie prostota łączy się z subtelnością [2].

W szerszym kontekście, powieść White’a można rozpatrywać jako portret człowieka, któremu nigdy nie udało się zostać częścią ludzkiej wspólnoty. Hurtle Duffield jest niczym biały kurczak, wzniecający agresję pozostałego drobiu z racji na swój odróżniający się kolor piór, bądź opos, któremu przywiązano do szyi dzwoneczek, odstraszający pozostałe zwierzęta, bojące się na powrót przyjąć do swojego grona niebezpieczny wybryk natury. Hurtle jest odmieńcem, bowiem obce mu jest podświadome pragnienie większości ludzi, by być dokładnie takim jak inni, by spełniać cudze oczekiwania, by nie odstawać od średniej, by nie wybijać się ponad przyjętą normę, nie przekraczać wyznaczonego poziomu nijakości. Sprawy pogarszają zdolność widzenia rzeczy takimi, jakie one są oraz umiejętność odczytywania i rozszyfrowania cudzych gestów, które jednak nie przekładają się na trudną sztukę rozumienia cudzych intencji. Niepokój współplemieńców wywołuje również fakt, że Duffield, tak jak przystało na autentycznego w swoich poszukiwaniach artystę, budzi uśpioną na co dzień świadomość, skłaniając do redefinicji własnych sądów, zmuszając do przystania, zatrzymania się, przerwania szaleńczego biegu i spojrzenia na własną osobę przez pryzmat obrazów, które niczym soczewka skupiają okropieństwa człowieczej natury. Stosunek do  Duffielda, który postrzegany jest bardziej jako pomnik, symbol, uosobienie dziwaczności i stetryczenia, dobrze odzwierciedla strach przed zbytnim komplikowaniem świata, który przez niejednego człowieka budowany jest w oparciu o schematy, półprawdy i uproszczenia, nie wymagającego intelektualnego wysiłku czy bezpośredniej konfrontacji z nieprzyjazną rzeczywistością. Tymczasem włókno pędzla Duffielda okazuje się ostrym skalpelem, który zeskrobuje cieniutką warstwę konwenansów skrywających ludzką brzydotę, wystawiając na światło słoneczne powierzchowność człowieczych związków, przywary ludzkiego charakteru oraz trywialność ziemskiej egzystencji – w miarę upływu lat malarz konstatuje, że niemal każda istota posiada swój garb, tj. bagaż negatywnych cech, worek pełen skaz i defektów skrzętnie chowanych przed światem zewnętrznym. Ludzkie automaty przywodzą na myśl dziurawe naczynia, z których wyciekają daremne pragnienia i złudzenia.

Reasumując, Wiwisekcja to wybitna książka, złożona i kolosalna, tak, że jednokrotna lektura z pewnością uniemożliwia wyłowienia wszystkich poruszonych przez pisarza aspektów. Z mojego punktu widzenia utwór to w sporej mierze ukazanie prawdy, jak mocno człowiek przywiązany jest do starego, będącego synonimem poznanego, sprawdzonego, tego, co nie może niczym zaskoczyć, co jest pewne i godne zaufania. Powieść przesiąknięta jest również przeświadczeniem, że nierealne jest głębokie i pełne zrozumienie bliźniego, podobnie zresztą jak nieprawdopodobne jest totalna ekspresja własnych uczuć oraz artystycznych impulsów – White brutalnie uświadamia jałowość i bezsens tego typu starań, które zawsze skażone będą bezsilnością i niemocą. Mocno eksponowanym akcentem jest także ludzka skłonność do destrukcji, niszczenia, maskowana pod wzniosłymi i neutralnymi hasłami analizy – rozkładowi na czynniki pierwsze, a więc swoistej wiwisekcji poddawane są wszystkie elementy otoczenia, które dzięki temu mniej przerażają swoją złożonością i wielowymiarowością. Kawał solidnej, mocnej prozy, która żywo oddziałuje na czytelniczą tkankę.


[1] Patrick White, Wiwisekcja, przeł. Maria Skibniewska, Wydawnictwo MUZA S.A.., Warszawa 2010, s. 248
[2] Tamże, s. 758
 

12 komentarzy:

  1. To jest to, czego szukam w książkach - grzebać się w odmętach ludzkiej duszy. Przekonałeś mnie do lektury...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, ponieważ książka jest zdecydowanie godna polecenia. Autor za czasów PRLu cieszył się w Polsce całkiem sporym uznaniem, o czym może świadczyć choćby liczba wydanych wtedy książek ("Drzewo człowiecze", "Oko cyklonu", "Przepaska z liści", "Voss", "Węzeł", pierwsze wydanie "Wiwisekcji", "Żywi i umarli"). Obecnie proza Australijczyka mocno się zakurzyła, moim zdaniem - niesłusznie.

      Usuń
  2. Dla mnie wydźwięk niemożności poznania drugiego człowieka, a nawet samego siebie, jest raczej pozytywny. Każdy jest jak książka, która nigdy się nie kończy. Inaczej bycie z drugim człowiekiem, a nawet z sobą samym, po pewnym czasie byłoby nudne, a być może nawet nie do zniesienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, jak zawsze w sedno - wszystko zależy od punktu widzenia. Dla jednych tragedią będzie fakt, że ludzie są zagadką, której nigdy nie sposób rozwikłać w pełnej rozciągłości, dla innych będzie to źródło nieustannych fascynacji :)

      Usuń
  3. Od dawna mam chrapkę na "Wiwisekcję" - ten ponad 800-stronicowy tom świetnie się nada na jesień. Tym bardziej, że chciałabym poznać nowy literacki kontynent, bo lista znanych mi australijskich pisarzy zaczyna się i kończy na Colleen McCullough :-)
    A przy okazji, gorąco polecam Ci powieść Jacka Dehnela "Saturn". To, podobnie jak "Wiwisekcja", studium życia genialnego malarza - Francisco Goyi i jego rodziny. Wspaniała rzecz, jedna z najlepszych książek, jakie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po Australijczyków sięgam stosunkowo rzadko, ale kiedy już to robię, to na ogół jestem bardzo zadowolony - "Ścieżki północy", "Jasper Jones" czy "Ostatni brzeg" to tytuły, które podobnie jak "Wiwisekcja" na długo zapadły w mojej pamięci.

      Dzięki za polecenie "Saturna". Tak się składa, że mam tę powieść na półce (nawet z autografem) i od pewnego czasu zabieram się, by po nią sięgnąć. Twoja pozytywna rekomendacja na pewno przyspieszy ten proces :)

      Usuń
  4. Taka jakaś naszła mnie myśl, że mimo wszystko łatwiej nam jest analizować drugiego człowieka niż samych siebie. Oczywiście to zależy od uczciwości wobec siebie, ale mam wrażenie, że gdy już zaczynamy analizować siebie to często kończy się na rozbabraniu jednego aspektu naszej osobowości. I też objawia skłonności do zamiatania i ignorowania tego, co niewygodne.

    Ps. uśmiałam się na tym porównaniu:"Hurtle Duffield jest niczym biały kurczak, wzniecający agresję pozostałego drobiu z racji na swój odróżniający się kolor piór, bądź opos, któremu przywiązano do szyi dzwoneczek, odstraszający pozostałe zwierzęta, bojące się na powrót przyjąć do swojego grona niebezpieczny wybryk natury." Boskie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, w przypadku analizowania drugiego człowieka łatwiej o obiektywizm (czy chociaż jego znamiona), ale niekiedy brakuje nam wszystkich danych, by przeprowadzić rzetelne badanie. Kiedy natomiast przyglądamy się samemu sobie, brakuje odpowiedniej perspektywy, by pochwycić naszą osobę w szerszym kontekście - wychodzi z tego coś a la zasada nieoznaczoności Heisenberga (wspomniałem o tym we wpisie poświęconym książce "Paryski ekspres" Simenona).

      Porównania, bardzo oryginalne i ciekawe, zaczerpnięte są z samej książki. Na początku utworu młody bohater ze zdziwieniem pyta ojca, dlaczego kurczaki znęcają się nad białym odmieńcem :)

      Usuń
  5. Kilku australijskich pisarzy udało mi się poznać, a jednak nie wpadła w moje ręce książka tego noblisty. Zapowiada się interesująca lektura, zwłaszcza ukazanie niemocy w próbach poznania drugiej osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. White to ostatnimi czasy postać stosunkowo anonimowa na polskim rynku książkowym. Mam nadzieję, że sytuacja ulegnie zmianie, ponieważ autor - piszący głównie księgi długie i obszerne - to niezwykle interesujący twórca.

      Usuń
    2. Zauważyłam, że pojawia się coś w rodzaju mody na twórców z tego rejonu, więc przydałoby się trochę pozytywnego szumu wokół tego noblisty.

      Usuń
    3. Zgadza się, ostatnio Australia jest bardzo na topie. Bardzo bym się cieszył, gdyby MUZA postanowiła wznowić pozostałe książki White'a oraz wydać coś, co nie doczekało się jeszcze polskiego przekładu.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)