piątek, 24 czerwca 2016

Rosyjski don Kichot na emigracji, czyli "Pnin" Nabokova

Pnin

Vladimir Nabokov

Tytuł oryginału: Pnin
Tłumaczenie: Anna Kołyszko
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Liczba stron: 222
 
 
 
 

Czy literacki utwór to byt sam w sobie, niezależna kreacja, której granice możemy ściśle wyznaczyć? Czy może dana książka czy powieść musi w mniejszym bądź większym stopniu odnosić się do świata, w którym egzystuje jej twórca? Pytanie jest o tyle istotne, że w zależności od przyjętej odpowiedzi, pisarza możemy traktować jako kreatora, demiurga o niemal boskich przymiotach, który z otchłani pustki i niebytu potrafi powołać do życia cały Wszechświat, bądź jako pospolitego spisywacza, transformatora czy też przekaźnika, transponującego, z różnym skutkiem i finezją, bodźce i sygnały zbierane z otoczenia, które następnie zostają zaklęte w literacką materię. Przyznaję, że tego typu wynurzenia bardzo rzadko towarzyszą moim kolejnym lekturom, ale kiedy sięgam po książki Vladimira Nabokova, niezwykle trudno jest powstrzymać swój umysł, by myśli nie błąkały się po tego typu torach.

Nabokov to pisarz, który światowy rozgłos i międzynarodową sławę uzyskał za sprawą wydanej w 1955 roku Lolity. Wcześniej artysta znany był przede wszystkim w skromnym gronie emigracji rosyjskiej dzięki swoim powieściom rosyjskojęzycznym (m.in. Maszeńka, Dar, Splendor czy Zaproszenie na egzekucję) oraz angielskojęzycznym (Śmiech w ciemności, Prawdziwe życie Sebastiana Knighta oraz  Z nieprawej strony). Utworem, który ukazał się bezpośrednio po publikacji Lolity był Pnin (1957 r.), pozycja znacznie mniej skandaliczna, za to równie interesująca.

Tytułowym bohaterem powieści jest Timofiej Pawłowicz Pnin, rosyjski emigrant, który poprzez Pragę i Paryż, trafia ostatecznie Stanów Zjednoczonych, gdzie wykłada język rosyjski na Uniwersytecie Waindell, prowincjonalnej uczelni, która wyróżniała się sztucznym stawem pośrodku malowniczego terenu, obrośniętymi bluszczem galeriami łączącymi poszczególne budynki, malowidłami ściennymi, przedstawiającymi wykładowców jak żywych w chwili przekazywania krzepkim dzieciom farmerów kaganka wiedzy Arystotelesa, Shakespeare’a i Pasteura, oraz dużym, aktywnym, dynamicznym, kwitnącymi Wydziałem Germanistyki, prowadzonym przez dziekana, doktora Hagena [1]. Profesor Pnin jest protagonistą niezwykle charakterystycznym i oryginalnym. Cechą wyróżniającą go najmocniej, jest bytowanie we własnym świecie, które skutkuje poważnym oderwaniem od otaczającej go rzeczywistości. Ba, podstarzały Pnin, z uwagi na kiepską angielszczyznę, w której roi się od rusycyzmów, błędnych akcentów, źle wymawianych sylab i całej maści innych językowych lapsusów, z racji specyficznego tłumaczenia sobie zachodzących wokół zjawisk, ze względu na fantastyczne roztargnienie i nieuwagę, sprawia chwilami wrażenie przybysza z obcej planety. Dziwaczne usposobienie powoduje, że profesor często staje się obiektem żartów i kpin, uchodząc przy tym za dziwaka i ciamajdę. Złośliwy los zdaje się robić wszystko, aby potwierdzić te nieprzychylne opinie o biednym profesorze – pechowe sploty wydarzeń, nieszczęśliwe zbiegi okoliczności, tragiczne wybory podejmowane przez bliskich, z tym wszystkim musi mierzyć się protagonista. Życie profesora Pnina z pewnością nie jest usłane różami, a mimo to bohater z niewzruszoną godnością i nieco komicznym majestatem, uparcie porusza się obraną ścieżką, nie zbaczając z niej ani na moment, nie akceptując żadnych półśrodków, nie godząc się na żadne kompromisy.

Kanwę książki stanowią losy Pnina, prezentowane są w sposób rozczulający, tak, że sympatia wyrastająca z litości przemieszanej z pobłażliwością, rodzi się w czytelniku wręcz naturalnie i niezauważalnie. Bardzo szybko wpadamy w sidła zastawione przez Nabokova, nie będąc nawet do końca świadomi tego, co się właściwie wyprawia. Niezdarny, fajtłapowaty staruszek, którego zmagania z codziennością obejmują choćby bezskuteczne próby okiełznania tajemnej wiedzy interpretacji rozkładów jazdy czy równie nieudane starania, by jakoś zapanować nad zbuntowanym sercem (tą pompą ssąco-tłoczącą), wybijającym rytm wedle własnego widzimisię, promienieje wręcz niezdarnością, co bezwiednie wzbudza współczucie – podstarzał don Kichot prowadzący wieczną walkę z wiatrakami powoduje, że na czytelniczej twarzy uśmiech gości bardzo często.

Historia profesora Pnina snuta jest przez trzecioosobowego narratora, który jednak, co bardzo szybko bystry czytelnik wychwyci, zdecydowanie odbiega od tego, do czego przywykło się w klasycznych powieściach. Z jednej strony narrator jest wszechwiedzący i wszechpotężny – jego bystremu oku nie umknie żadna postać, ani też żaden przedmiot, w efekcie czego jesteśmy raczeni fantastycznymi i bardzo szczegółowymi opisami przyrody oraz danej scenerii, jak również bez przeszkód zaglądamy w kręte i skomplikowane odmęty ludzkiej psychiki, poznając myśli, pragnienia oraz wyobrażenia przewijających się przez karty powieści postaci, z drugiej zaś strony narracja przyjmuje momentami formę pierwszoosobowej, wprowadzając czytelnik w konfuzję i niemałe zakłopotanie. Narrator naznaczony jest wyraźnym dualizmem, nosząc w sobie zalążki sprzeczności – tradycyjna konstrukcja z wszechwiedzącym narratorem trzecioosobowym nie należącym do świata przedstawionego swobodnie przeplatana jest z narracją pierwszoosobową, w której narrator jest bezpośrednim świadkiem danych wydarzeń, a nierzadko ich uczestnikiem. Nabokovski narrator łączy wszystkie te przymioty (omniscjencja, pojawianie się na kartach dzieła jako jeden z protagonistów, bezpośrednia znajomość z głównym bohaterem), co nadaje mu wręcz boski charakter – potężna siła sprawcza, możliwość kreacji nakazuje rozpatrywać go w kategoriach samego twórcy, czyli… Vladimira Nabokova we własnej osobie.

Czytelnicy, którzy znają styl nabokovskiej prozy, doskonale zdają sobie sprawę, że amerykański pisarz rosyjskiego pochodzenia to szczwany lis, uwielbiający igrać z odbiorcą swoich dzieł, poprzez literackie aluzje, narratorskie sztuczki czy słowne gierki. Nie inaczej jest w powieści Pnin – Nabokov jest pod tym względem niczym profesor Pnin zdradzający tendencje do prezentowania przed skromnym audytorium, na które składała się niewielka grupa żaków pragnących poznać język rosyjski, językowych łamańców czy zabawnych anegdotek opartych na grze słów, tyle, że ponieważ jednak uchwycenie dowcipu, który się jeszcze na tych kartach nie przeżył, wymagało nie tylko świetnej znajomości języka potocznego, lecz również niezłego wyrobienia literackiego, a mała biedna grupa studentów nie posiadała ani jednego, ani drugiego, deklamator sam bawił się aluzjami i niuansami tekstu [2]. Wydaje się, że momentami Vladimir Nabokov także staje się takim niepojętym i nie do końca zrozumiałym profesorem Pninem, który ku konsternacji zgromadzonej publiczności, zaśmiewa się do rozpuku z własnych figli i psikusów.

Dla miłośników dojrzałego Nabokova, ważny może okazać się wątek zaświatowości, którzy nieśmiało migocze w Pninie. Zostaje on zasygnalizowany poprzez drobne i łatwe do przeoczenia zmiany perspektywy, do których dochodzi przez mało znaczący przypadek – pejzaż krajobrazu widziany na różnych płaszczyznach lśniącej czarnej limuzyny, bądź odbicie w szybie bądź na powierzchni wypolerowanego blatu stołu pozwalają spojrzeć na świat z zupełnie innej strony. Równie ciekawy jest powieściowy dualizm, który oprócz wspomnianej już narracji, przejawia się poprzez naprzemienne a niekiedy wręcz równoległe trwanie dwóch rzeczywistości: bieżąca egzystencja profesora miesza się z jego sennymi majakami oraz z rojeniami z lat dziecięcych.

Reasumując, Pnin to interesująca lektura, którą można odczytywać na różne sposoby. Można potraktować ją jako powieść uniwersytecką z drobnymi intrygami, zawiściami i sukcesami znamiennymi dla środowiska wykładowców, jako tragikomiczny zapis dziejów rosyjskiej emigracji na amerykańskiej obczyźnie czy wreszcie, z dużą pomocą Leszka Engelkinga i jego znakomitego posłowia, spojrzeć na Pnina jak na wyrafinowaną literacką budowlę, skrywającą w sobie masę ukrytych zapadek i niespodzianek. 

Wasz Ambrose

[1] Vladimir Nabokov, Pnin, przeł. Anna Kołyszko, Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., Warszawa 2015, s. 9
[2] Tamże, s. 12
 

16 komentarzy:

  1. "Lolitę" czytałam jeszcze w liceum i pamiętam, że niezbyt mi się ta pozycja podobała. Było to jednak związane z brakiem przypisów do niezliczonej ilości wstawek w języku francuskim, co w dobie-kiedy jeszcze nie miałam Internetu-niestety irytowało.
    "Pnin" wydaje się szczególnie interesujący przez narratora, który wskakuje w historię. Lubię takie triki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, "Lolita" to bardzo ciężka lektura, jeśli wziąć pod uwagę ilość słownych rebusów oraz nawiązań w niej zawartych - śmiało można ją określić mianem metatekstu :)

      Mimo tych niezbyt miłych doświadczeń, szczerze polecam dać jeszcze jedną szansę Nabokovowi, do którego prozy trzeba jednak dojrzeć. Jestem przekonany, że obecnie poczujesz się co najmniej zadowolona, obcując z prozą tego pisarza.

      Usuń
  2. Ambrose, przekonałeś mnie! Akurat wakacje, więc na pewno się za tą książką rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło. Nabokov to bardzo ciekawy twórca, a jego twórczość nie zamyka się wyłącznie w "Lolicie" :)

      Usuń
  3. I ja zapałałam do fajtłapowatego "Pnina" ogromną sympatią - no właśnie, to bohater, którego nie sposób nie polubić. Wzruszający starszy pan, który, pod przykrywką uroczego roztargnienia, wydaje się zwyczajnie niedopasowany i nieszczęśliwy... Pamiętam -bo "Pnina" czytałam kilka lat temu - że światło na wiele możliwości interpretacyjnych rzuca świetne posłowie. To powieść, którą trzeba przeczytać co najmniej dwa razy - zresztą, tak właśnie widział Nabokov idealnego czytelnika-jako tego, który nie poprzestaje na jednokrotnej lekturze. W niedalekich planach mam jego "Rozpacz" oraz "Oko" - malutka, jak "Pnin", książeczka, ale ponoć równie treściwa. A propos "Pnina" jeszcze - miałam starsze wydanie powieści, z PIW-u, na okładce którego widnieje profesor Pnin żywcem wzięty z moich wyobrażeń ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nabokov pisze o idealnym czytelniku, który powraca do lektury kolejny raz. Ale do tego przecież trzeba idealnego pisarza, żeby chciało się wracać. I Nabokov do tej kategorii należy:)

      Usuń
    2. Ha, prof. Pnin kojarzy mi się nieco z postacią Henry'ego Chinaskiego (bohater książek Bukowskiego) - oboje swoją niezaradnością oraz fajtłapowatością wzbudzają w czytelniku sympatię.

      Taaa, czytając książki Nabokova bardzo trudno jest za pierwszym razem wychwycić wszystko, co ten artysta postarał się zawrzeć w danym dziele. Szkoda tylko, że tak wiele jest interesujących powieści do przeczytania - z tego względu zwyczajnie brakuje czasu, żeby powracać do lektur już poznanych :)

      Gdybym miał możliwość nabycia "Pnina" z kolekcji piw-owskiej Współczesnej Prozy Światowej, to pewnie zastanawiałbym się, które wydanie wybrać :) A ponieważ żadnego wyboru nie miałem zadowoliłem się wznowieniem MUZY, które zresztą dość dobrze pasuje do mojej kolekcji nabokovskiej prozy - jak na razie wszystkie dzieła tego pisarza, które posiadam opublikowano właśnie na łamach Muzy. Ich ogromną zaletą są wspaniałe posłowia prof. Leszka Engelkinga.

      Usuń
    3. Olu, zgadza się, Nabokov to zdecydowanie pisarz, do którego twórczości warto powracać.

      Usuń
  4. Ojejku, to on nawet nie umiał odczytywać rozkładów jazdy? To rzeczywiście ciamajda :)
    Na razie zaznajomiłam się tylko z Lolitą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak gwoli ścisłości nie był w stanie wyłapać wszystkich zawartych w nich niuansów, tj. adnotacji, terminu ważności czy zmian kursów w poszczególnych dniach świątecznych. Nie zmienia to oczywiście faktu, że prof. Pnin jest ciamajdą :)

      A proza Nabokova to zdecydowanie nie tylko "Lolita", dlatego serdecznie zachęcam to zapoznania się z innymi z jego dzieł.

      Usuń
  5. W wolnej chwili na pewno sprawdzę tą książkę. Przyznam, że zaintrygował mnie ten rosyjski Don Kichot:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lektura jest na pewno godna uwagi, dlatego mam nadzieję, że nie pożałujesz spędzonego nad nią czasu :)

      Usuń
  6. losy Pnina, prezentowane są w sposób rozczulający - rozczulający, albo rozbrajający.;)Już sam opis głównego bohatera na początku powieści nie zostawia wątpliwości co do "uczuć" autora względem swojego tworu.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od aparatu odbiorczego, czyli od czytelnika :) A co do stosunku autora do protagonisty to jest to kwestia bardzo ciekawa, bowiem wydaje się, że stary profesor wzbudza sympatię każdego. Ale sam autor nie oszczędza bohatera, zsyłając na niego kolejne plagi.

      Usuń
  7. Niestety znam Nabokova jedynie jako autora "Lolity", ale widzę, że i "Pnin" jest książką interesującą i godną uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, wydaje mi się, że to jest właśnie problem Nabokova, tzn., że wielu czytelników zna go tylko jako autora "Lolity", która jest oczywiście piekielnie ciekawą książką, ale nie zmienia to faktu, że pisarz ma na koncie także całą masę innych interesujących powieści. Polecam bliższą znajomość z pozostałym dorobkiem Nabokova. Wydaje mi się, że akurat Tobie jego proza powinna przypaść do gustu :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)