niedziela, 3 stycznia 2016

Cesarska gra, czyli "Meijin - mistrz go"

Meijin - mistrz go

 

Yasunari Kawabata


Tytuł oryginału: Meijin
Tłumaczenie: Henryk Lipszyc
Wydawnictwo: Elay
Liczba stron: 176






Aki-san-kaku, atari, furikawari, hane, horikomi, hoshi, ishi, kiri, ko, mokuhazushi czy uchikomi to wyrazy, które niewiele mówią przeciętnemu zjadaczowi chleba. Jest jednak pewna grupa ludzi, która błyskawicznie (niezależnie od narodowości) skojarzy wymienione wyżej słowa – każdy posiadacz gobanu zapewne zda sobie sprawę, że przytoczone terminy ściśle wiążą się z go, czyli starochińską grą planszową (jej legendarne początki sięgają 2000 lat p.n.e.), niezwykle popularną w Japonii. Partię go toczy dwóch graczy na kwadratowej planszy (19 linii poziomych przeciętych jest 19 liniami pionowymi tworząc 361 przecięć). Gracze kładą na przemian czarne i białe kamienie na przecięciach linii. Celem gry jest otoczenie własnymi kamieniami, na pustej początkowo planszy, terytorium większego niż terytorium przeciwnika. Go określana jest niekiedy mianem gry cesarskiej, ale po lekturze powieści Meijin – mistrz go, w głowie czytelnika może zrodzić się pytanie, czy aby na pewno go jest tylko i wyłącznie grą.


Yasunari Kawabata (1899 – 1972) to światowej sławy prozaik i poeta, pierwszy pisarz japoński, który został laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (w roku 1968 w uznaniu za mistrzostwo pisarskie, które oddaje istotę japońskiej świadomości). O twórczości i życiu tego znakomitego artysty pisałem przy okazji omawiania powieści Głos góry, Kraina śniegu, Śpiące piękności, Tysiąc żurawi oraz krótkich form literackich – Pieśni lirycznej i Ręki (zawartych w antologii Ballada o Narayamie. Opowieści niesamowite z prozy japońskiej). Kolejnym dziełem, które przekonało mnie o wyjątkowym kunszcie Kawabaty był wspomniany Meijin – mistrz go.

Meijin – mistrz go to na poły autentyczna historia niezwykłego pojedynku go, rozegranego pomiędzy Mistrzem Shūsai, dwudziestym pierwszym Hon'inbō [1], a Ōtake (jego protoplastą był Minoru Kitani), przedstawicielem graczy młodego pokolenia. Pierwszoosobowym narratorem utworu jest Uragami, sprawozdawca, wysłany przez swoją redakcję do obsługi prasowej partii go, którą Mistrz miał zakończyć swoją wielką i uwieńczoną sukcesami karierę. Co interesujące, dzieło to w sporej mierze sfabularyzowane zapiski oraz notatki Yasunariego Kawabaty. W 1938 roku początkujący podówczas artysta został oddelegowany przez dziennik, w którym był zatrudniony do zrelacjonowania ostatniej rozgrywki niepokonanego Hon'inbō Shūsaiego. Z tego względu książka obfituje w wątki autobiograficzne, ponadto pozwala poznać bardzo osobiste przemyślenia oraz refleksje Yasunariego Kawabaty związane z okresem, w jakim toczy się akcja dzieła.

Głównym, chociaż nie kluczowym, ani nie jedynym wątkiem powieści jest toczący się pojedynek pomiędzy odchodzącym mistrzem, a adeptem, mozolnie wdrapującym się na szczyt sukcesu. Powieść wspaniale uzmysławia, w jak niezwykły sposób można postrzegać tę grę planszową. Czytelnika, który z go nie ma większej styczności, z pewnością zaskoczy forma prowadzonej rozgrywki – jest ona niespieszna, prowadzona w ślimaczym tempie i wręcz niemożebnie rozciągnięta w czasie, jako, że dzieli się ją na poszczególne sesje, odbywające się z kilkudniowymi przerwami. Samej grze towarzyszą głęboko przemyślane ruchy, a każde położenie kamyka przywodzi na myśl zabiegi kapłana w trakcie podniosłej ceremonii. Jednocześnie zdziwienie wzbudzają liczne dyskusje, wymiana intelektualnych poglądów, wspomnienia czy anegdoty snute w trakcie pojedynku, które kojarzą się z towarzyskim spotkaniem, okraszonym pogawędkami. Sporo wrażenie wywołuje również sama otoczka wokół pojedynku, który jest powszechnie komentowany, omawiany i relacjonowany, zajmując ważne miejsce w codziennej egzystencji niejednego Japończyka.

Oczywiście Meijin – mistrz go to powieść, która wybiega daleko poza ramy odtworzenia klimatu i nastroju prowadzonej partii. Bardzo ważnym elementem dzieła jest opis zmian, jakie zachodzą w sposobie rozgrywek go na przestrzeni lat, które swoją pamięcią ogarnia narrator. Uwagę zwraca przede wszystkim rozwój formalizmu, cechujący się wzmożoną potrzebą racjonalizmu, który podporządkowując wszystko pedantycznym przepisom prowadzi do tego, że w mniemaniu pana Uragamiego z partii go ulatują urok i wykwintność, że zaczyna brakować miejsca na respekt dla starszych, na wzajemny szacunek, na rozkoszowanie się samą możliwością uczestnictwa w rozgrywce. Relacjonujący pojedynek ubolewa nad faktem, że piękno toczonej gry bezpowrotnie zanika, a zastępują je chłodne kalkulacje i bezlitosne regulaminy. Celem nadrzędnym pojedynku staje się samo dążenie do wygranej, co ogranicza możliwość smakowania czaru i dostojeństwa go, traktowanej dotychczas jako sztuka. Z biegiem czasu go zawężana jest wyłącznie do rywalizacji, konfrontacji, pojedynku, walki.

Nietrudno odnieść wrażenie, że szczegółowa charakterystyka przeobrażeń, którym podlega go symbolizuje metamorfozę, jakiej ulega cały Kraj Kwitnącej Wiśni. W tym momencie warto pochylić się nad kwestiami „chronologicznymi” powieści. Ogromne znacznie zdają się mieć dwa fakty – czas akcji został ulokowany w roku 1938, tuż przed wybuchem II wojny światowej, a w trakcie trwania II wojny chińsko-japońskiej (1937 – 1945), która stanowiła manifestację siły militarystycznej Cesarstwa Japońskiego. Równie istotne wydaje się to, że powieść została wydana w formie książkowej dopiero w 1954 roku, kiedy na niespokojny okres wojennej pożogi można było spojrzeć z odpowiednio odległej perspektywy. W tym kontekście Meijin – mistrz go przypomina tęskną melodię, nuconą przez piewcę przeszłości. W momencie rozpoczęcia utworu Japonia znajduje się u progu wielkich i znaczących przemian, które na nowo zdefiniują tożsamość narodową mieszkańców Nipponu. Silne wpływy nacjonalizmu i militaryzmu nie pozostają bez echa na zagadnienia kulturowe czy społeczne. Stare staje do konfrontacji z nowym, którego nadejście jest jednak nieuchronne, a więc wszelki opór, nieważne jak bohaterski i uporczywy, z góry skazany jest na porażkę i niepowodzenie.


Meijin – mistrz go to także apoteoza tego, co japońskie. Czytając powieść można pokusić się o stwierdzenie, że go posłużyło Kawabacie do wyeksponowania wyjątkowości czy bardziej niezależności japońskiej kultury. W tym kontekście dość istotny jest epizod, kiedy narrator, Uragami, podróżując pociągiem przystaje na propozycję cudzoziemca, Amerykanina, by zagrać w go. Przebieg kolejnych partii, w których dość łatwo zwycięża Uragami pociąga za sobą przypuszczenie o niemożności uchwycenia ducha go przez ludzi Zachodu, która wynika z diametralnie innego sposobu myślenia, doświadczania świata, odbierania bodźców z otoczenia. W szerszej perspektywie bohater, którego nietrudno utożsamiać z samym Yasunarim Kawabatą, zdaje się kontestować sens bezmyślnego otwierania się na wpływy zachodnie – łapczywego i bezmyślnego przejmowania wszelakiej maści wzorców, co pociąga za sobą erozję własnej kultury, która odznacza się bogactwem i niepowtarzalnością. 

Utwór, jak wszystkie dzieła Yasunariego Kawabaty, odznacza się stylem, który wyróżnia się drobiazgowością i precyzją opisu. Każdy detal zostaje pieczołowicie oddany, co powoduje, że sama lektura jest niespieszna, wręcz powolna, pozwalając się rozkoszować każdym słowem. Relacjonujący partię narrator zwraca uwagę na wszystkie elementy, które składają się na pożegnalną partię Mistrza (sprawozdawca dzieli się nawet spostrzeżeniem, że jeden z włosów wyrastających z brwi Shūsaia jest niezwykle długi!). Istotne okazują się gesty graczy, ich postawa, strój, sposób zachowania, jak również otoczenie, w którym toczona jest rozgrywka. Pogoda na zewnątrz, odgłosy przyrody, dzieła sztuki zdobiące ściany pomieszczeń, panująca atmosfera – go w ujęciu Kawabaty zostaje podniesione do rangi misternej ceremonii, w której uczestniczą wszelkie stworzenia oraz przedmioty.


Reasumując, Meijin – mistrz go to piękna i nostalgiczna historia, pełna symbolizmu, napięcia i dramatyzmu, którą można potraktować jako ubolewanie nad niestałością otaczającego nas świata. Główny bohater utworu, Mistrz Shūsai, przywodzi na myśl staroświecką figurkę, w której pobrzmiewają tony odchodzącego świata. Przejmująca jest sylwetka tego wielkiego człowieka, który zostaje przytłoczony samotnością i bezradnością wobec zachodzących zmian. Życie w epoce transformacji okazuje się niełatwym brzemieniem, od którego wyzwala jedynie śmierć. Wspaniała lektura, którą warto polecić estetom, uwielbiającym rozkoszować się słowem pisanym, miłośnikom Japonii, jak również, co chyba oczywiste, graczom go.

Na zakończenie pragnę przytoczyć cytat autorstwa Janusza Kraszka, świadczący o tym, że nie tylko Japończycy postrzegają go jako rozrywkę, sztukę, kulturę i naukę jednocześnie:


W go gra się całym sobą. Nie bez znaczenia są: temperament, cierpliwość, umiarkowanie, odwaga, zdrowy rozsądek, wyrobienie estetyczne, poczucie sprawiedliwości, równowaga psychiczna a nawet wartości moralne. Powyższe względy czynią go czymś więcej niż tylko grą wojenną.

Wasz Ambrose 

Tekst bierz udział w wyzwaniu Japonica:
Wyzwanie Japonica







[1] Hon'inbō – nazwa jednej z czterech głównych szkół gry go w Japonii i jednocześnie tytuł przynależny  przełożonemu szkoły, przekazywany wybranej osobie; mistrz Shūsai, główny bohater utworu był ostatnim posiadaczem tego tytułu – 1939 roku, po zakończeniu kariery zawodniczej, przekazał go do dyspozycji Japońskiemu Stowarzyszeniu Go

15 komentarzy:

  1. Nigdy nie zmusiłem się do gry w go, choć kilka razy rozmyślałem o niej. Wydaje się dużo bardziej interesująca niż szachy, a na pewno jest taką od strony matematycznej. Po lekturze Twojej recenzji moja decyzja co do go wydaje mi się słuszna - tej grze trzeba poświęcić dużo więcej czasu niż szachom, by grać na jakimś wewnętrznie satysfakcjonującym poziomie.

    Co do przemiany go pod wpływem Zachodu - wydaje się, że nasza judeo-chrześcijańska mentalność wymusza podobne zmiany we wszystkim. Wartościowanie, hierarchizacja, materializacja. Polska jest oczywiście wyjątkiem i światem samym w sobie - oceny nic nie znaczą poza wymiarem ambicjonalnym, a i to jest dyskusyjne. To jeszcze inna bajka.

    Niestałość świata - była zawsze, ale zwłaszcza my współcześni w zdecydowanej większości próbujemy za wszelką cenę oszukać samych siebie i gromadząc dobra, władzę, tytuły zakląć rzeczywistość by uwierzyć, że coś jest stabilne, że nad czymś panujemy.

    To tylko kilka luźnych refleksji z pierwszej chwili, ale wygląda mi na to, że Meijin faktycznie jest super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, go jest chyba grą b. przewrotną - wydaje się, że zasady są o wiele prostsze niż choćby w przypadku przywołanych szachów, ale sama rozgrywka, taktyka, próba odczytania posunięć przeciwnika sprawia wrażenie jeszcze bardziej złożonej i skomplikowanej.

      A niestałość świata, szczególnie obecnie, jest chyba jeszcze lepiej widoczna z uwagi na błyskawicznie postępujący postęp technologiczny. Ludzie i człowiecza mentalność tkwią na tym samym poziomie, ale maszyny i technologie gwałtownie mkną naprzód, tak, że każde kolejne pokolenie dorasta w mocno zmienionym środowisku niż poprzednie.

      Usuń
  2. Właśnie czytam książkę "Sześć światów Hain", w której pojawia się motyw gry w go. Najbardziej intryguje mnie w "Meijin" owa metamorfoza Japonii, pokazana symbolicznie poprzez tę grę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Sześć światów Hain" leżakuje u mnie na półce, ale nie wiem jeszcze, kiedy sięgnę po tę opasłą księgę. A w "Meijin" najbardziej odczuwalna jest tęsknota za światem, który odchodzi oraz bolesna świadomość nieuchronności zachodzących przemian :)

      Usuń
  3. Ja sam co prawda zagrywałem się swego czasu bardzo dużo w gomoku, a w go nie, ale książka zapowiada się bardzo ciekawie. Zwłaszcza, że okres historyczny ciekawy.

    Dorzucę jeszcze jeden drobiazg. Szachy i inne zbliżone gry są niesamowite pod względem nieskończoności możliwości. Rozgrywka szachowa ma więcej możliwych wariantów niż jest atomów we wszechświecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja także chętnie pogrywałem w gomoku, czy to z kolegami czy przez Internet. Zresztą gomoku także pojawia się na kartach powieści, jako, że Mistrz to osobnik, który uwielbia oddawać się wszelakiej maści grom.

      Ha, raczysz mnie kolejną fascynującą ciekawostką :) Dzięki!

      Usuń
    2. Qbuś mam wrażenie, że nieco popłynąłeś. Co to takiego szachy i inne podobne gry? Szachy i warcaby czy szachy i go? W czym są podobne? W warcaby nikt już z komputerem nie wygra, w szachy jeszcze można próbować, jeśli się jest arcymistrzem, w go - w zasięgu wielu.

      Szachy nie mają nieskończonej liczby możliwości. Można ją nawet w przybliżeniu wyliczyć. Nawet zawyżona, liczba ta jest jednak liczbą naturalną i daleko jej do nieskończoności, a te też bywają różne ;)

      Usuń
    3. Kłania się ma matematyczna nieprecyzyjność. Oczywiście, da się wyliczyć tę liczbę, ale tak jak napisałem jest ona większa niż liczba atomów we wszechświecie. Wiem, że nie jest to liczba skończona, ale trudna do ogarnięcia.

      Z tym porównaniem podobnie. Głównie chodziło o szachy, ale chodziło właśnie to, na ile sposobów można rozegrać grę. Warcaby się nie łapią. I kolejna ciekawostka - w 1862 na Mistrzowstwach Świata w Warcabach w finale 40 z 40 gier skończyło się remisem, a 21 ruch po ruchu zostało rozegranych identycznie.

      A poza tym: http://xkcd.com/1002/

      Usuń
    4. Fajny link :) Niestety, tak na poważnie, nic co skończone nie jest bezpieczne przed postępem w informatyce. Możliwości komputerów rosną wykładniczo. Dotąd każdy postęp tego typu kończył się katastrofą. Albo więc czeka nas koniec cywilizacji, i to raczej szybciej, niż później, albo... Może się okazać, że szachy staną się grą matematycznie skończoną szybciej, niż się możemy spodziewać. Postęp matematyki jest szybszy, niż się większości zdaje. Gdy ja chodziłem do szkoły, nie wartościowało się nieskończoności (co najwyżej dynamikę zbliżania do niej) i nie uwzględniało efektów relatywistycznych i związanego z nim aparatu matematycznego w przedmiotach codziennego użytku, nie bawiono się analizą rzeczy, które mogą się dziać bez upływu czasu. Od dawna te bariery są już za nami (z czego zresztą większość nie zdaje sobie sprawy). Więc - kto wie?...

      Usuń
  4. Och... zawsze uwielbiałam to tło! Jest takie klimatyczne.
    Ta książka mnie strasznie "kręci". Te twoje luźne refleksje rozwalają mój mózg ;) Świetny wpis, gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulala, dzięki za miłe słowa Basiu. Książka jest naprawdę bardzo, bardzo dobra i liczę gorąco, że jeśli zdecydujesz się po nią sięgnąć to spełni ona Twoja oczekiwania. Ja sam nigdy nie byłbym przypuszczał, że relacjonowanie rozgrywki gry planszowej może być tak interesujące :)

      Usuń
  5. To wszystko brzmi bardzo kusząco. Zwłaszcza, że zachwyciły mnie już jego "Głos góry" oraz "Kraina śniegu". Jak Basia Pelc uważam, że wpis świetny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja przed lekturą "Meijin - mistrz go" także bardzo dobrze znałem Kawabatę za sprawą innych dzieł. A w prezentowanej powieści otrzymałem dokładnie to, czym wcześniej ujął mnie ten japoński mistrz słowa - spokój, nostalgia, nastrojowość, estetyczne odbieranie świata. Serdecznie polecam Cię tę lekturę, ufam, że powinna przypaść Ci do gustu.

      Dzięki za miłe słowa!

      Usuń
  6. Udało Ci się zbudować w recenzji klimat, który zapowiada prawdziwą czytelniczą ucztę:)Tytuł wart zapamiętania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że wg Ciebie udało mi się dokonać tej trudnej sztuki. Książka jest bardzo dobra, autorem jest jeden z moich ulubionych pisarzy, miałem więc motywacją, by zaprezentować dzieło w jak najlepszym świetle :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)