poniedziałek, 2 listopada 2015

Dolina umarłych




Tess Gerritsen

Dolina umarłych



tytuł oryginału: Ice Cold/The Killing Place
cykl: Rizzoli/Isles (tom 8)
tłumaczenie: Krzysztof Obłucki
wydawnictwo: Albatros 2011



Amerykanka Tess Gerritsen jest z zawodu lekarką, ale wielkie sukcesy osiągnęła nie na polu medycyny, a literatury. Największą sławę, głównie w USA i Europie, przyniosły jej powieści kryminalne i thrillery medyczne. Sięgając po kolejną jej książkę, tym razem pod intrygującym tytułem Dolina umarłych, miałem nadzieję na świetną rozrywkę, ale to, na co trafiłem, całkiem mnie zaskoczyło.




Doktor Maura Isles przylatuje do Wyoming na konferencję patologów. Spotyka tu znajomego z dzieciństwa, który jak się okazuje, wybrał tę samą profesję co ona. By odetchnąć od zawodowych tematów, decydują się na wypad do pobliskiego schroniska górskiego wraz z jego córką i znajomym małżeństwem. Po drodze, dzięki wierze w nieomylność GPS i nawigacji, wybierają drogę, której by przy takich warunkach pogodowych nigdy w życiu nie wybrał nikt kierujący się mapą, widokami za oknem i zdrowym rozsądkiem. Lądują w rowie i by ratować się przed zamarznięciem w śnieżycy, postanawiają udać się do pobliskiej osady Królestwo Boże.

Gdy Maura nie powraca z konferencji w ustalonym wcześniej terminie, na poszukiwania wyruszają jej przyjaciele, wśród których jest policyjny detektyw Jane Rizzoli i jej mąż Gabriel, agent FBI. W jarze przy wiejskiej drodze policja znajduje spalony samochód z czterema ciałami w środku. Co będzie dalej, oczywiście nie zdradzę.

Jak już się zorientowaliście, zaczyna się ciekawie. I od razu powiem, że tak będzie aż do końca. Wielokrotnie używa się sformułowań „od tej książki nie można się oderwać” czy „ta książka wciąga”, ale w przypadku Doliny umarłych to i tak mało powiedziane. Dobrze, że nie jest grubsza, gdyż niczym narkotyk mogłaby oderwać nas od rzeczywistości, przyprawić o zawalenie terminów, niewyspanie i inne konsekwencje podobne do następstw prawdziwego uzależnienia. Z drugiej strony szkoda, że jest tylko przeciętnej długości, gdyż po zakończeniu lektury żal, że to już.

Postacie bohaterów zarysowane wyraziście, choć bez zbędnego zagłębiania się w szczegóły. Protagonistka sympatyczna, choć bez rewelacji. Elementy medyczne – jak zwykle u Tess – mocne. Nastrój, napięcie – jak w najlepszych, sztandarowych pozycjach gatunku. Nic z tych rzeczy nie jest jednak głównym atutem Doliny. Genialnie wyjątkowym walorem powieści jest oryginalny, świetny pomysł na główny wątek intrygi i jego mistrzowskie wykorzystanie aż do samego końca, którym jest absolutnie zaskakujące zakończenie. Coś takiego zdarza się w literaturze nieczęsto i tym razem Gerritsen zafundowała czytelnikom prawdziwą ucztę.

Dolina umarłych jest typową książką służącą do zapewnienia odbiorcy świetnej rozrywki i zdobycia przebojem najwyższych lokat na listach bestsellerów. Nie można jej jednak odmówić poruszania wielkich, ważkich problemów. Jakich, nie będę ujawniał, jednak powiem, że odnoszą się również do Polski. Główny, może nie bardzo wprost nas dotyczy, ale za to w pewnych okresach dużo się u nas o nim mówi, a drugi był dla mnie przyjemnym zaskoczeniem, gdyż wisi nad polskim wybrzeżem niczym prawdziwy miecz Damoklesa, a ta sprawa w naszych mediach w ogóle nie istnieje, nie mówiąc już o kompletnym braku zainteresowania ze strony państwa. O co chodzi, nie powiem, kto przeczyta, będzie wiedział. A do przeczytania gorąco zachęcam, zwłaszcza miłośników sensacji, thrillerów i kryminałów z nauką oraz technologią w tle.


Wasz Andrew

9 komentarzy:

  1. Sporo tajemnic i niedopowiedzeń w Twojej recenzji - aż człowieka korci, żeby złapać reklamowaną pozycję i od razu przekonać się, o czym piszesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy powieści, której ważnym atutem jest pomysł i zagadka, trudno tak wycyrklować, żeby coś napisać, ale nie spojlerować. Dlatego tak wyszło :)

      Usuń
  2. No, nie! Czytałam "Dolinę śmierci" i za nic nie mogę odgadnąć. Poproszę o podpowiedź.
    Co do pierwszej kwestii - czy ma to związek z wątkiem religijnym?
    A ten problem polskiego wybrzeża to już nijak mi eis nie chce dopasować - sinice, obumieranie ekosystemu, rabunkowa gospodarka wodna, niedoszła elektrownia Żarnowiec???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pierwsze to wątek religijny. Drugie to broń chemiczna zatopiona w Bałtyku :)

      Usuń
  3. Czytałem co prawda tylko jedną książkę tej autorki (tam akurat głównym problemem był handel organami), ale uważam, że była to właśnie świetna rozrywka trzymająca długo w napięciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wydaje mi się, że popularność Tess nie jest tylko wynikiem marketingu, ale i niewątpliwego talentu. Nie jest to na pewno pretendentka do Nobla, ale za to czyta się jej książki z niewątpliwą przyjemnością i zainteresowaniem.

      Usuń
  4. Ja z kolei czytałam "Grawitację", z grubsza o zakaźnej infekcji na International Space Station (ISS) - miejsce akcji bardzo ciekawe, końcówka hollywoodzka ale ogólnie dobre wrażenie na mnie zrobiła.

    Nie wiem, czy w "Dolinie umarłych" jest ten wątek ale w innych z serii Rizzoli and Isles jedna z bohaterek, Maura, ma romans (jest związana?) z księdzem katolickim. Ciekawy temat i pokazany po ludzku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grawitację czytałem bardzo dawno temu (jeszcze w czasach przedblogowych) i mam w spisie zaznaczone 5/5 :) Co do związku Maury z księdzem, to w Dolinie śmierci wszedł w fazę ostrą ;)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)