środa, 5 sierpnia 2015

Milimetr od śmierci




Richard Preston


Strefa skażenia

tytuł oryginału: The Hot Zone
tłumaczenie: Jerzy Kuryłowicz
wydawnictwo: SQN Kraków 2015
liczba stron: 320



Co pewien czas, zwykle tylko przez dzień lub najwyżej kilka, media karmią nas katastroficznymi wizjami zagłady w następstwie pandemii grypy lub innego paskudztwa. Impulsem do fali takich newsów bywa zwykle wybuch jakiejś miejscowej zarazy, najczęściej bardzo ograniczonej obszarowo lub czasowo i daleko od nas. Po najdalej tygodniu, gdy sytuacja na miejscu wydaje się opanowana, temat wygasa i w mediach nie istnieje, aż do następnego razu. Podobnie ma się sytuacja z bronią masowego rażenia, którą powinno się raczej zwać bronią masowej zagłady. Wątkiem tym też mass media zajmują się tylko epizodycznie, najczęściej przy okazji jakiegoś incydentu dyplomatycznego lub zbrojnego z udziałem państw, które takimi środkami dysponują, choć przecież zagrożenie użyciem broni ABC pozostaje mniej więcej stałe zależąc głownie od ilości takich środków na świecie i procedur ich zabezpieczania oraz użycia, a te od lat zmieniają się bardzo mało dynamicznie. Ma to pewne uzasadnienie od momentu, gdy ilość broni jądrowej osiągnęła poziom wystarczający do wytrzebienia homos sapiens. Nie jest też specjalnie interesujący sam mechanizm zagłady w wyniku użycia broni atomowej, biologicznej czy chemicznej – skutki użycia takich środków są znane. Całkiem inaczej jest jednak z bronią biologiczną, jakiej może użyć przeciw nam biosfera zagrożona w swym obecnym kształcie radosną i natchnioną działalnością człowieka. Ona może nas zaskoczyć całkowicie, a właściwie zaskakuje nas permanentnie, więc tutaj owa infantylność mediów i brak systematycznie oferowanych informacji są dla ludzi lubiących wiedzieć bardzo bolesne, w związku z czym, gdy tylko w me ręce, przypadkowo zresztą, wpadła Strefa skażenia, rzuciłem się nią niczym wygłodniały pies na kość.









Richard Preston, brat popularnego „wytwórcy” bestsellerów Douglasa, jest znanym i uznanym amerykańskim dziennikarzem. Jego książki również lądowały na szczytach list sprzedażowych, a w uznaniu zasług jego nazwiskiem nazwano jedną z asteroid. Wydana po raz pierwszy w roku 1994 Strefa skażenia jest beletryzowanym dokumentem o eboli. Dokumentem, gdyż wszystkie fakty, wydarzenia i wiedza, które się w książce pojawiają, są zgodne z obecnym stanem nauki. Beletryzowanym, gdyż rzecz ubrana jest w konwencję thrillera medyczno-naukowego z narratorem trzecioosobowym, a miejsca, których w historii działań głównych postaci, głównie naukowców, lekarzy i ofiar, nie można odtworzyć z braku danych, delikatnie muśnięto fikcją literacką.

Dlaczego thriller? Wyobraźcie sobie, że od śmierci rodem z najgorszego koszmaru, gdy ciało dosłownie rozpływa się krwawiąc ze wszystkich otworów i wydalając na zewnątrz części wnętrzności, oddziela was tylko kilka warstw miękkich rękawic o łącznej grubości nie większej niż 1 mm, które może pokonać igła, odłamek kości, cokolwiek. Wyobraźcie sobie, że w takich warunkach używacie strzykawek, nożyczek, zajmujecie się zwierzętami o ostrych zębach i pazurach, dokonujecie sekcji.

Aby doszło do zarażenia HIV do krwiobiegu zdrowego człowieka musi się dostać około dziesięciu tysięcy cząsteczek HIV. Jeżeli do krwiobiegu dostanie się tylko pojedyncza cząsteczka eboli - konsekwencje mogą być śmiertelne. Ebola Zair zabija 90% zarażonych. Do tej pory nie wynaleziono jeszcze żadnego sprawdzonego leku na tę chorobę, żadna szczepionka nie jest skuteczna, a my nie wiemy skąd przebywa i jaką postać przybierze ten wirus, gdy pojawi się następnym razem. Nie wiemy bowiem skąd się bierze ten potwór zdolny do zmiecenia cywilizacji z powierzchni Ziemi i nie wiemy dokąd powraca, gdy skończy kolejny próbny atak. Co gorsza, nie wiemy również, co robi, gdy przebywa w swym ukryciu i jaką twarz pokaże następnym razem.

Celnie oddał atmosferę tej rzeczywistości Stephen King:

Jedna z najstraszniejszych rzeczy, jakie miałem przeczytać.

Równie bowiem przerażające jak sama ebola, a może nawet bardziej, jest zachowanie niektórych ludzi w obliczu takiego zagrożenia, jak choćby opisanej w Strefie skażenia pielęgniarki, która próbowała pojechać do Europy podejrzewając, że ma ebolę, gdyż nie chciała zaprzepaścić właśnie przyznanego jej stypendium, co niewątpliwie by się stało, gdyby zgłosiła o możliwości zakażenia.

Pomimo więc tego, że de facto jest to po prostu zapis historii kontaktów ludzkości z ebolą od czasu, gdy zwrócił na nie uwagę świat „cywilizowany”, a więc od 1980 roku, oraz działań, jakie podejmowano, by wyjaśnić tajemnice tego wyjątkowo groźnego i tajemniczego wirusa, czyta się to niczym najlepszy z możliwych thriller. Thriller tym bardziej przeraźliwy, że niestety nie na fikcji oparty i zamiast happy-endu zakończony trzema kropkami oraz pytajnikiem. Styl literacki nie do końca odpowiada moim gustom, gdyż zwłaszcza w pierwszej części narracja sprawiała wrażenie nieco chaotycznej, ale może to kwestia tłumaczenia. Pewne niedostatki w aspekcie artystycznym Strefa skażenia z nawiązką nadrabia niespotykaną, niepowtarzalną tematyką i wiedzą, która sama z siebie wymusza klimat, atmosferę, strach i ciekawość.

Nie na tym jednak koniec. Richard Preston okazuje się człowiekiem nie tylko wielkiej wiedzy, pracowitości i odwagi, który dotarł do fascynujących materiałów, ale i umysłem o szerokich horyzontach poszukującym powiązań w nieskończenie skomplikowanym świecie przyrody. Przekazuje nam nie tylko wiedzę o eboli, ale i niezwykle ważkie informacje choćby o AIDS pomijane przez środki masowego przekazu, a co ważniejsze ujawnia przekonujące hipotezy o mechanizmach, które sprawiają, że Ziemia może z łatwością pozbyć się największego szkodnika w dziejach – człowieka. Wyjaśnienie, dlaczego pojawiają się coraz to nowe wirusy, coraz bardziej letalne i będące coraz prawdopodobniejszą przyczyną przyszłej pandemii, urzeka swą prostotą oraz, niestety, wielkim prawdopodobieństwem trafności. Od siebie tylko dodam, że te aspekty można rozciągnąć i na inne elementy przyrody, jak choćby na grzyby.

Książka, jak już wspomniałem, ujrzała światło dzienne w roku 1994, ale w przedmowie znajdujemy nawiązanie do epidemii z roku 2014. Szkoda, że tylko w tak krótkiej formie, ale dobre i to. Absolutnie i zdecydowanie polecam, każdemu bez wyjątku. To jedna z nielicznych książek, które zaliczam do must read – zmienia ona spojrzenie na świat i na nas samych.



Wasz Andrew


Strefa skażenia [Richard Preston]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

14 komentarzy:

  1. Ha, czyli po raz kolejny okazuje się, że to życie pisze najciekawsze scenariusze i dostarcza najlepsze materiały do książek :) A koncepcja polegająca na tym, że Ziemia stara pozbyć się szkodnika, który zagraża całej biosferze jest niezwykle interesująca, chociaż praktycznie w ogóle się o niej nie wspomina - ale są przecież ważniejsze tematy: polityka, pieniądze, kryzysy, seks, przemoc, itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście ta koncepcja to taka antropomorfizacja, żeby było bardziej obrazowo, przynajmniej ja tak to rozumiem. Chodzi po prostu o mechanizmy w przyrodzie, które skutecznie przeciwdziałają nadmiernej hegemonii jakiegokolwiek gatunku w dłuższym okresie czasu.

      Usuń
  2. Trochę wstyd się przyznać ale uwielbiam takie klimaty :) Nie ruszają mnie żadne duchy, wilkołaki, UFO i nie wiadomo co jeszcze ale mikroby (i niektórzy ludzie).

    W przypadku eboli mam nadzieję, że jej wysoka śmiertelność przeciwdziała szybkości rozprzestrzeniania się, zabija za szybko. Ale może to fałszywe przekonanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - warto przeczytać tę książkę, by w rozrywkowej formie łyknąć nieco wiedzy o wirusach. Jest tam też odpowiedź na Twoje pytanie. Wysoka śmiertelność nie zapewni wygaśnięcia (wypalenia się) epidemii, jeśli powstanie mutacja, która będzie miała wysoką zaraźliwość drogą powietrzną, nie daj boże połączoną z długim czasem zarażania. Nie w czasie tak powszechnych ruchów ludzi między kontynentami, państwami, miastami. Ja zauważyłem u nas w okolicy zwykłego grzyba leśnego, który około 1944/1945 został przywleczony do Francji z USA. Dotarł do Polski. A to tylko zwykły grzyb z klasyczną grzybnią i zarodnikami. W książce są też ciekawe wieści choćby o AIDS. To, że przestał być na razie śmiertelny, maskuje fakt, że epidemia wciąż postępuje, nawet w Polsce. W ogóle - książka jest naprawdę interesująca.

      Usuń
    2. http://magradaw.blogspot.com/2014/08/cudaki.html

      Usuń
  3. O, dziękuję za wyjaśnienie. Zdolność wirusów do mutacji - oczywiście.

    Z tego, co piszesz nie jest to książka schematyczna, jak typowy thriller medyczny. Kiedyś zaczytywałam się w tym gatunku, ale po 20-30 podobnych pozycjach odpuściłam z nudów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie jest typowy, bo to jednak literatura faktu, a nie beletrystyka.

      Usuń
    2. Już mi się podoba. Pierwszego plusa autor dostaje za mapę, drugiego za sposób narracji. Rzeczywiście nie ma śladu stosowania amerykańskiego szablonu do pisania thrillerów. Dzięki za polecenie, miałam tę książkę na liście do przeczytania od trzech lat :)

      Usuń
    3. Daj znać, jaki werdykt końcowy będzie. Bardzo jestem ciekaw Twojej opinii.

      Usuń
    4. Skończyłam - mogę wydać werdykt końcowy. Sztampowo nie było, chociaż fragmenty fabularyzowane były dość słabe, zwłaszcza te mówiące o operacji w Reston - opisy postaci, dialogi brzmiały mi sztucznie (np. o rodzinie Jaax'ów). Natomiast fragmenty naukowe podobały mi się bardzo - rozbroił mnie kawałek o wąchaniu kultur komórkowych z informacją, że bakteryjne wydzielają zapach w przeciwieństwie do wirusowych. Część pierwsza ostania dziejące się w Afryce były najcenniejsze i najbardziej dramatyczne.
      Koncepcja, że biosfera może za pomocą wirusów oczyszczać się z pasożytniczego gatunku Homo sapiens wydaje się prawdopodobna, chociaż nie wydaje mi się, żeby był to element 'inteligentnego projektu'.
      A propos AIDS - bardzo ciekawe były wzmianki o początkach występowania tej choroby i podejściu lekarzy i opinii społecznej do tej choroby w "Cesarzu wszech chorób", ciekawa rzecz w całości.
      Dzięki za polecenie :)

      Usuń
    5. Przy takich rzeczach jak dialogi i inne drobiazgi zawsze trzeba brać poprawkę na tłumacza. Nie wiem jak było w tym wypadku,zresztą nie miałem dostępu do oryginału, ale to, co teraz czytam, to wpadka na całego. No, ale o tym w jednym z najbliższych postów.
      Cieszę się, że się podobało - dla mnie też najważniejsze były walory poznawcze tej książki.

      Usuń
  4. Kusiła mnie ta książka podczas mojej ostatniej wizyty w Empiku, ale jednak jej nie kupiłam. Teraz już wiem, że musi być moja. Dzięki, bo mnie do niej zachęciłeś;) Jak przeczytam to wpadnę i podzielę się wrażeniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie, wystarczy ją wypożyczyć z biblioteki. To jednak lektura, przynajmniej dla mnie. jednorazowa. Mimo niewątpliwej klasy. Na wrażenia czekam i pozdrawiam :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)