piątek, 19 czerwca 2015

Ślepa wszechmoc, czyli "Fabryka Absolutu"

Fabryka Absolutu

Karel Čapek

Tytuł oryginału: Továrna na absolutno
Tłumaczenie: Paweł Hulka-Laskowski
Wydawnictwo: Śląsk
Liczba stron: 188








Kiedy człowiek staje do konfrontacji ze Wszechświatem, gdy uzmysławia sobie bezmiar Kosmosu, kiedy uświadamia sobie w pełni własną małość, wreszcie gdy odkrywa jak złożonym mechanizmem jest rzeczywistość w której bytuje, podświadomie pojawia się myśl, że za tą całą maszynerią, funkcjonującą nieprzerwanie i bezbłędnie mimo ogromnego stopnia komplikacji, musi stać jakaś siła sprawcza, istota napędzająca wszystkie tryby. W odmętach umysłu, w którym przecież wciąż nosimy cechy naszych przodków – atawistyczne lęki, zwierzęce popędy czy tendencje do upraszczania obserwowanych zjawisk – pojawia się błysk idei, że musi istnieć Absolut, owo koło zamachowe stojące za bytem wszystkiego, co nas otacza. Galopujący postęp technologiczny, rozwój techniki oraz nauki sprawia jednak, że idee Boga-Stworzyciela czy koncepcje panteistyczne są eliminowane z przestrzeni publicznej. Natura odsłania przed ciekawskim człowiekiem kolejne kwestie, które jeszcze do niedawna były nierozwiązywalnymi zagadkami, następne zagadnienia doczekują się racjonalnych tłumaczeń i nie wymagają już odwołań do treści nadprzyrodzonych. Człowiek staje się coraz bardziej racjonalny i chętnie zrywa z korzeniami religii, która jeszcze kilka wieków wcześniej stanowiła nieodzowną część ludzkiego żywota. Coraz nowocześniejszy świat bardzo mocno spycha Boga na margines świadomości, ale co by się stało, gdyby okazało się, że istnienie boskiego pierwiastka zostało wykazane i udowodnione w sposób jak najbardziej naukowy, w dodatku pewny i niezaprzeczalny? Wspaniałą wizję, zgodnie z którą do XXI-wiecznej rzeczywistości wkrada się panteistyczny Absolut, zaprezentował Karel Čapek w swoim dziele zatytułowanym Fabryka Absolutu. Czeski literat i pionier fantastyki naukowej, którego miałem okazję poznać niedawno za sprawą książki Inwazja jaszczurów, ponownie oczarował mnie swoją bogatą wyobraźnią idącą w parze z wyrafinowanym poczuciem humoru.


Napisana w 1922 roku powieść przedstawia ciąg niezwykłych zdarzeń, do jakich dochodzi w Brzenowie, niewielkiej czeskiej mieścince, w roku 1943 (obraz tego okresu diametralnie różni się od portretu znanego nam z kart historii), w efekcie których na ziemię, w ogromnych ilościach, zostaje sprowadzony Absolut. W zaciszu pewnej piwnicy, w półmroku umożliwiającym należyte skupienie i koncentrację, z dala od ciekawskich spojrzeń, inżynier Marek, genialny wynalazca o nieprzeciętnym umyśle, konstruuje swoje wielkie dzieło. Karburator, bo tak nazywa się urządzenie, które odmieni losy ludzkości, to rodzaj silnika o niezwykłych właściwościach – w jego mechanicznych trzewiach możliwe jest zupełne spalenie czy też rozbicie materii i jej całkowita konwersja w energię. Przy okazji tego odkrycia, wychodzi na jaw jeszcze jedna niezwykła rzecz, która stawia na głowie całą dotychczasową naukę. Inżynier Marek, doświadczając tego na własnej skórze, przekonuje się, że dany przedmiot nie składa się tylko i wyłącznie z atomów, połączonych ze sobą siłą oddziaływań i wiązań. To, co pozostaje po anihilacji materialnej powłoki w karburatorze nie wykazuje żadnych linii spektralnych, nie posiada wagi atomowej, nie odznacza się chemiczną reaktywnością, nie podlega prawu Boyle'a-Mariotte'a czy prawu Charles'a, ale wyraźnie manifestuje swoją obecność – niespotykane własności utwierdzają inżyniera Marka w przeświadczeniu, że stworzył coś, czego istnienia dotychczas nie można było udowodnić. Zdolny wynalazca, a przy tym zapalony racjonalista i zagorzały ateista, z bólem serca i niemałą zgrozą konstatuje, że otrzymanym produktem ubocznym reakcji zachodzącej w karburatorze jest boska cząstka, Absolut w stanie chemicznie czystym.
Inżynier Marek, jak każdy szanujący się niewierzący, początkowo absolutnie nie daje wiary temu, co sam uzyskał na drodze termicznej przemiany. Ale pobieżna lektura wybranych dzieł filozoficznych i teologicznych oraz ciężkie przypadki oświecenia, lewitacja, prorokowanie, emanowanie światłem, uzdrawianie chorych mocą samego dotyku, głoszenie mów religijnych, wieszczenie, czynienie znaków na niebie i ziemi, cudowne rozmnożenia i cała paleta innych zjawisk, których nie można racjonalnie wytłumaczyć, a dotyczących absolutnie każdego, kto przebywa w pobliżu pracującego karburatora, ostatecznie uprzytamniają czeskiemu wynalazcy, że oto sprowadził na świat nieszczęście. Ale czyż człowiecza duma, nakazująca radość z każdego sukcesu, skłaniająca do tego, by chwalić się własnymi osiągnięciami, nie jest uczuciem na tyle silnym i zaślepiającym, że zdolna jest ona do przysłonięcia potencjalnych następstw i skutków własnego tryumfu?
Fabryka Absolutu to znakomita satyra, która bezwzględnie kpi z bardzo wielu człowieczych przywar. Bohaterowie kreśleni piórem czeskiego autora to ludzie tak bardzo ludzcy, że ich odpowiedników bez kłopotów odnajdziemy we własnym otoczeniu. Na pierwszy rzut oka, razem ze swoimi, tylko odrobinę wyolbrzymionymi, wadami, prezentują się oni jako osobnicy bardzo zabawni – niekiedy są odrobinę niezdarni, nieco zbyt butni, za bardzo przekonani o własnej wartości. Ale w miarę zagłębiania się w kolejne karty powieści, gdy historia rozwija się i nabiera wyraźniejszych kształtów, čapkowe postacie stają się coraz bardziej upiorne i przerażające – oto na naszych oczach, owi zwykli i niepozorni ludzie, stopniowo i sukcesywnie przemieniają się w bestie, zdolne do zadawania cierpienia i bólu, do wymyślnych tortur oraz okrutnych morderstw w imię abstrakcji i rzeczy całkowicie subiektywnych. Karel Čapek w konwencji iście mistrzowskiej, skłaniającej do głębszej refleksji i chwili poważnej zadumy, opisuje jak niebezpiecznymi stworzeniami są ludzie – autor wyraźnie podkreśla jak wielu osobników ma problem z akceptacją oczywistego na pozór faktu, że inni patrzą na świat i odbierają płynące z niego bodźce na swój własny i niepowtarzalny sposób. Z tego względu, z racji niemożności spojrzenia na rzeczywistość oczyma innych, jako ludzkość ciągle stoimy w miejscu – nadal jesteśmy tam, gdzie byliśmy przedtem, a historia to wielkie koło. Człowiek, przekonany o własnej wielkości, głuchy na potrzeby bliźnich, niezdolny do zaufania im, nie potrafi uczyć się na błędach – bolesne i nierzadko krwawe lekcje, odrabiane przez przodków są szybko zapominane, albo traktowane jako wydarzenia autonomiczne, które nie mogą się powtórzyć. To zaślepienie i ignorancja w połączeniu z wrodzonym przeświadczeniem o posiadaniu monopolu na rację w kwestiach kluczowych i wynikającej z tego tendencji do klasyfikowania ludzi na gorszych (nie akceptujących mojej prawdy) oraz lepszych (wyznających moje idee) prowadzą do bezsensownych i długotrwałych konfliktów, których źródło zawsze ginie gdzieś w odmętach ludzkiej natury.
Fabryka Absolutu to książka o naprawdę gorzkim smaku, która nie szydzi jedynie z ludzkich słabostek – równie bezwzględnie potraktowane zostały także instytucje oraz organizacje tworzone człowieczą ręką. Dzieło czeskiego autora bezlitośnie drwi choćby z kościelnych monarchów, przekonanych o posiadaniu wyłączności na poruszanie tematów związanych z Bogiem, ba, żywiących wręcz przeświadczenie, że na ziemskim padole to kościół jest jedyną instytucją mogącą głosić słowo Boże i nie może ona posiadać konkurencji w osobie samego Boga. Ale utwór kpi również ze świata nauki, który tak dalece ufa logicznemu myśleniu, wierze w racjonalność świata, że nie dopuszcza do świadomości istnienia pierwiastków transcendentnych, wymykających się ludzkiemu pojmowaniu, których bytności nie sposób jednak wykluczyć. Karel Čapek w zabawny sposób ukazuje również skostnienie naukowego środowiska, jego hermetyczność i niezmienność, czego najlepszym przykładem jest jedna z postaci – młody, dobrze zapowiadający się i zdolny uczony, liczący sobie lat pięćdziesiąt pięć.
Powieść Fabryka Absolutu utrzymana jest w podobnym stylu, w jakim napisana została Inwazja jaszczurów, utwór Karela Čapka, który miałem przyjemność przeczytać na początek znajomości z czeskim literatem. Na pierwszy plan wybija się postać wszechwiedzącego narratora, który snuje przed czytelnikiem niezwykłą opowieść, czyniąc to w sposób bardzo bezpośredni. Uwagę zwraca cięty język, liczne wtrącenia, ironiczne komentarze i docinki pod adresem nie tyle poszczególnych bohaterów, co całej ludzkości. Historia jest przy tym snuta z ogromną lekkością i swadą, co nadaje jej cechy gawędy, która jednak pod cienką warstwą humoru i śmiechu, skrywa ogromne pokłady troski o kondycję człowieczej cywilizacji, prezentując wszelkie jej przywary w krzywym zwierciadle.
Reasumując krótko, wydana w 1922 roku Fabryka Absolutu to utwór odznaczający się bardzo ponadczasową wymową. Karel Čapek rozpościera przed czytelnikiem interesującą wizję, której rdzeń dotyka człowieczego charakteru, usposobienia, traktowania innych – ludzka natura okazuje się w zasadzie niezmienna i dzięki temu wydźwięk książki, mimo, że upłynął już niemal wiek od jej napisania, ani odrobinę nie stracił na aktualności.

Wasz Ambrose 


15 komentarzy:

  1. Cieszę się, że "Fabryka..." Ci się podobała. Nie mam nic do dodania, bo zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Podoba mi się u Ciebie fragment o niemożliwości spojrzenia na świat oczami innych i tym, że jako gatunek stoimy w miejscu - coś w tym jest. A ja może wezmę się za "Inwazję jaszczurów", bo nie czytałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, okładka starego wydania nie jest co prawda zachęcająca, ale treść jest wręcz oszałamiająca. Do tego jeszcze świetny, przepełniony ironią styl. "Inwazja jaszczurów" jest równie interesująca, więc serdecznie Ci ją polecam.

      Usuń
  2. Odporność na czas jest chyba jednym z najlepszych kryteriów oceny dzieła :) Mijają mody, pokolenia, upadają państwa i religie, giną narody, a pewne książki wciąż są wspaniałe. Co do Čapka, to nie zgodziłbym się z jego spostrzeżeniami o niewierzących. W gruncie rzeczy są to wywody o tych, którzy wierzą, że Boga nie ma. Niewierzący, jak sama nazwa mówi, nie wierzy ani w istnienie, ani w nieistnienie Boga ;) Dla tych, którzy nie wierzą w Boga, ale wierzą, że go nie ma, powinno istnieć osobne określenie. Wierzący inaczej? ;) Taki filozof jak Čapek powinien takie, w końcu wcale nie niuanse, zauważać. Co do reszty, to zgadzam się ze wszystkim i chyba byłaby to książka dla mnie, gdybyś już jej nie opisał :) A co do jego przemyśleń? Od jego czasów tak naprawdę nic się nie zmieniło w materii, o której pisze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do określenia i rozróżnienia "niewierzących" od "wierzących inaczej", to nie można wykluczyć, że błąd leży po stronie tłumacza :) A "Fabryka Absolutu" jako dzieło wiekowe ma się całkiem dobrze, o czym świadczy niedawne wznowienia tej powieści przez wydawnictwo Dowody Na Istnienie.

      Usuń
    2. To akurat bardzo optymistyczna wiadomość, która mnie niezmiernie cieszy :)

      Usuń
  3. To niesamowite, że ta książka powstała niemal 100 lat temu. Jest naprawdę zadziwiająco aktualna. Twoją recenzję przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Z pewnością skuszę się na lekturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytając ten utwór nie sposób zorientować się, że powieść jest tak stara. Lekturę serdecznie polecam, szczególnie z uwagi na interesujące spostrzeżenia oraz przezabawny, niezwykle ironiczny i prześmiewczy styl.

      Usuń
  4. Zaczynam trochę żałować, że nie zakupiłam tego tytułu:). Zdecydowanie muszę sięgnąć po tego autora. Bardzo podoba mi się tematyka i opisywany przez Ciebie tak pozytywnie styl:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można jeszcze odwiedzić bibliotekę :) Twórczość Čapka szczerze Ci polecam, powinna przypaść Ci do gustu. Sporo humoru, ale i gorzkich tematów podanych w sosie pełnym ironii, które skłaniają do refleksji nad kondycją ludzkiej cywilizacji :)

      Usuń
  5. Fascynuje mnie ta metamorfoza którą przeszli ludzie po pojawieniu się na świecie Karburatorów. Przecież nie od razu stali się krwiożerczymi bestiami, w pierwszej fazie odurzenia Absolutem byli niewinni jak gołąbki, rozdawali dobytek biednym, głosili pokój i gotowość do poświęceń, a potem nagle – bach, i Wielka Wojna. Jak na mój gust, coś z tym Absolutem było nie tak. Może jakiś nadpsuty był z lekka? :) Czy to po prostu ludzka natura przeważyła nad jego wpływem? Ale to by z kolei stawiało pod znakiem zapytania siłę jego oddziaływania...

    Uwielbiam prozę Čapka, także za to, że – o czym wspominałam u siebie – jego ironia jest w pewien sposób ciepła. Pewnie, przedstawia ludzkość w niezbyt dobrym świetle, pewnie, pisze o barbarzyństwach, jakich ludzie dopuszczają się na sobie, pewnie, kpi, wyśmiewa i krytykuje na potęgę, ale nigdy nie jest to jakaś złośliwa satyra, nie ma w tym jakiegoś oburzenia czy gniewu, nie ma osądzania, tylko raczej coś w rodzaju pobłażliwego uśmiechu. Nie wiem, może to tylko ja tak odbieram, ale wydaje mi się, że musiał być niesamowicie ciepłym człowiekiem.

    Polecam też „Księgę apokryfów”. Čapkowe interpretacje opowieści biblijnych i wydarzeń historycznych (aż do prehistorii sięgając), z tym jego charakterystycznym, ciepło-krytycznym podejściem do ludzkich przywar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Absolutem jak z każdą ideologią i wódką - od nadmiaru w głowie się miesza ;)

      Usuń
    2. No tak, to pewnie to :)

      Usuń
    3. Ha, Andrew chyba znalazł najlepsze wytłumaczenie tych niezwykłych przemian, dotykających ludzi, którzy mieli okazję zetknąć się z Absolutem. A tak nieco bardziej poważnie, to Čapek ukazał chyba coś na wzór panteistycznego bóstwa, które jest wszystkim, jest wszędzie i z tego względu ma prawdopodobnie problem, by na rzeczy patrzeć jednostkowo.

      "Ciepła ironia" - świetnie to ujęłaś i w pełni się z tym zgadzam. Čapek traktuje ludzkość jak niesforne dzieciaki, które nieustannie błądzą, szukają, popełniają błędy, ale zdaje się, że czeski literat podświadomie wierzył, że człowiek nie jest istotą złą do szpiku kości.

      Na razie zaopatrzyłem się w "Krakatit", ale "Księgę apokryfów" również będę mieć na uwadze.

      Usuń
  6. Tego czeskiego literata mam komu polecać :) A sama może też się skuszę, przydałoby się coś z literatury poważniejszej i ponadczasowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze jest mieć kogoś, komu można polecać lektury - z kimś takim zawsze można pogawędzić na okołoliterackie tematy :) Čapka serdecznie polecam również Tobie, bo chociaż autor porusza tematy ważne i uniwersalne, to czyni to w sposób niesłychanie zabawny, pełen humoru i ironii :)

      P.S. Bardzo mi miło ponownie czytać Twoje teksty i komentarze. Mam nadzieję, że do blogowania wróciłaś na dłużej :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)