piątek, 17 kwietnia 2015

Szpital perwersji, czyli "Schadzka"

Schadzka

Kōbō Abe

Tytuł oryginału: Mikkai
Tłumaczenie: Mikołaj Melanowicz
Wydawnictwo: Wilga
Liczba stron: 172









Człowiek to istotna pełna zaskakujących skrajności, odznacza się sprzeczną naturą. Warto zauważyć, że część przeciwieństw, którymi jesteśmy naznaczeni, wynika z naszej biologicznej budowy. Dla przykładu przyjrzymy się miłości i pożądaniu. Więź duchowa spajająca dwójkę ludzi powszechnie uważana jest za uczucie czyste, szlachetne oraz wzniosłe. Sławetne braterstwo dusz rozpala wyobraźnię nieszczęśliwych kochanków, którym jednak (o zgrozo!) nierzadko przychodzi zmierzyć się z podszeptami grzesznego ciała. Grzesznego, bowiem płciowe współżycie, kopulacja, cielesna bliskość bardzo często traktowane są jako potrzeby niższego rzędu, uleganie pierwotnym instynktom. Zmysłowość, intymność, erotyzm automatycznie łączą się z niemoralnością czy nieobyczajnością – bezpośrednie sąsiedztwo narządów wydalniczych oraz narządów rozrodczych sprawia, że w wielu kulturach oraz według wielu religii, seksualny kontakt jest ściśle związany z nieczystością, duchową skazą, moralnym brudem. Wydaje się, że właśnie stąd może płynąć powszechny w ogólnoludzkiej narracji dualizm, którym bardzo chętnie w swojej literaturze posługiwał się choćby Jun'ichirō Tanizaki. W jego powieściach piękno fizyczne przeplatało się z moralną degeneracją, a szlachetnym postawom nierzadko towarzyszyły erotyczne aberracje. Ale obecnie seks coraz rzadziej stanowi temat tabu. Cywilizacja, szczególnie ta określana mianem Zachodniej, wyzwala się z pęt pruderii, choć można odnieść wrażenie, że jej przedstawiciele gnają na złamanie karku ku rozpasaniu i konsumpcjonizmowi, kreując rzeczywistość, w której naczelną doktryną będzie troska o siebie oraz swoje potrzeby bez oglądania się na dobro bliźniego. Jak zatem może wyglądać świat, w którym seks całkowicie wyzwolił się z ciasnych kajdan religii, praw oraz konwenansów?

Twoje oczy, niczym natrętna mucha, atakuje słowo „seks”. Wyraz oraz wszelkie jego synonimy mierzi Cię, ale mimo wszystko postanawiasz kontynuować lekturę. Wiedziony ciekawością, chciał(a)byś dowiedzieć się czegoś więcej o cywilizacji zorientowanej głównie na cielesne doznania, chociaż jeśli dobrze się zastanowić, to czy nie wystarczy przyjrzeć się, jak egzystuje młode pokolenie ludzi, którzy dopiero przekraczają próg pełnoletności? Proszę jednak o jeszcze odrobinę cierpliwości. Pośród obecnych znajdą się pewnie tacy, którzy znają historię Józefa K. Dla tych, którzy nie mieli przyjemności czytać o perypetiach tego osobnika, wspomnę, że ów jegomość pewnego dnia dowiedział się, że został on postawiony w stan oskarżenia i toczy się przeciwko niemu proces. Nie wiadomo jednak ani tego, kto wniósł sprawę do sądu, ani nawet tego, o co bohater został obwiniony. Wyobraźmy sobie teraz, że wobec nas także wszczęto śledztwo. Jesteśmy bacznie obserwowani, rozmowy nasze podsłuchiwane i nagrywane, a każdym naszym krokom wtóruje odgłos chodu śledzącego nas osobnika. Nasze życie prywatne zostaje pocięte na kawałki i wystawione na pokaz. Mlaskanie, charkanie, pierdzenie, wycie, błaganie, żucie, smarkanie, sikanie, jęczenie – wszystkie dźwięki, z których składa się nasza egzystencja (obdarta teraz dość brutalnie z szat wielkości) zostają skrupulatnie utrwalone na taśmie. Bądźmy więc ostrożni!
Bardzo ciekawą oraz interesującą wizję świata, w którym seks uchodzi za wartość nadrzędną, której winien być podporządkowany ludzki byt, zaprezentował Kōbō Abe na łamach powieści Schadzka. Głównym bohaterem utworu jest bezimienny mężczyzna. Pewnego letniego poranka, kiedy resztki ciemności ociągały się jeszcze z ustąpieniem miejsca światłu, sen bohatera oraz małżonki przerywa przyjazd karetki. Sanitariusze, działając bez ociągania się i nie reagując na żadne argumenty ani protesty, zabierają młodą i zdrową kobietę, twierdząc, że otrzymali zgłoszenie, zgodnie z którym musi ona zostać dostarczona do szpitala. Szybkie potwierdzenie tożsamości przyszłej pacjentki gasi ostatnie ogniki oporu i w ten oto sposób protagonista pozostaje sam – oszołomiony, półprzytomny, nie do końca zdający sobie sprawę z tego, czego przed momentem był świadkiem. Jedynym dowodem na to, że ostatnie wydarzenia nie były tylko sennym majakiem jest łóżko – miejsce, w którym jeszcze przed chwilą leżała żona, gdzie wciąż unosi się zapach oraz ciepło jej ciała, jest teraz puste.
Mężczyzna, kiedy wreszcie udaje mu się pozbierać myśli i wziąć w garść, wyrusza na poszukiwania małżonki, kierując swe kroki do szpitala, do którego została przyjęta. Tutaj natrafia jednak na niewidzialną ścianę, wysoki mur, którego nie sposób przeskoczyć, ani ominąć. Bardzo szybko okazuje się, że ukochana osoba zniknęła, wsiąkając w przepastne trzewia lecznicy. Co stało się z kobietą? Gdzie aktualnie przebywa? Dlaczego nie można się z nią skontaktować? Dlaczego ludzie, którzy ją widzieli, tak niechętnie dzielą się swoją wiedzą? Czy to możliwe, by absolutnie nikt nie wiedział, co się z nią dzieje?
Rzeczywistość staje się coraz bardziej nieprzyjazna i wroga. Znasz to poczucie, że oto znalazłeś się poza nawiasem zdarzeń? Wszystko wokół wydaje się grą, której zasad nie rozumiesz i nie potrafisz pojąć. Skąd zacząć? Gdzie jest początek nitki, która mogłaby doprowadzić Cię do kłębka? Jak wyjść z labiryntu, w który musisz się zagłębić, by odnaleźć to, co dla Ciebie najważniejsze?
Klimat, w jakim utrzymana została powieść, kojarzy się z dziełami Franza Kafki, przywodząc na myśl takie pozycje jak Zamek bądź Proces. Świat przedstawiony, do którego trafia główny bohater Schadzki, kieruje się własnymi regułami, które jednak trudno uchwycić. Poszczególne zdarzenia wymykają się logicznemu rozumowaniu, kłócą się ze zdrowym rozsądkiem, przypominają senny koszmar, w którym wszystko jest tylko na pozór uporządkowane i możliwe do pojęcia. Stopniowo, w miarę zagłębiania się w szpitalne warunki, realność zostaje zachwiana, zaburzona. Spadają kolejne warstwy, zasłony oraz maski, a rzeczywistość cechuje się coraz większą niedorzecznością i absurdalnością. Granica między autentycznością a ułudą zaciera się, traci na wyrazistości. Ta płynność, niejednoznaczność widoczna jest także na innej płaszczyźnie – podobna transgresja, swobodne przejście następuje także w przypadku lekarzy oraz pacjentów. W miarę postępu lektury bardzo trudno jest jednoznacznie stwierdzić, kto właściwie wymaga opieki i leczenia – wszyscy sprawiają wrażenie chorych, potrzebujących. Jedynym zdrowym osobnikiem wydaje się protagonista, ale czy bezimienny człowiek, pozbawiony jakichkolwiek cech szczególnych, który bez problemu może wtopić się w tłum, jest w stanie unieść brzemię indywidualizmu?
Wspominając o głównym bohaterze, warto zatrzymać się przy nim i spojrzeć na niego przez pryzmat innych dzieł Kōbō Abe (zobacz: Kobieta z wydm, Urwisko czasu, Czwarta epoka). To, co rzuca się w oczy od początku jest przede wszystkim jego anonimowość. Mężczyzna nie posiada ani imienia, ani nazwiska, nie został obdarzony nawet inicjałem! Nie jest to zatem nikt szczególny. Po prostu człowiek. Godny uwagi jest jednak fakt, że bohater to jednostka, która na tle innych postaci, wyróżnia się odrębnością i niezależnością. Nie jest on integralną częścią środowiska, w którym znajduje się nagle i niespodziewanie, niejako z przymusu, z konieczności, wbrew własnej woli. Jest obcym elementem, którego inność dodatkowo podkreśla niemożność zrozumienia panujących zasad. Otoczenie bohatera – samotnika i indywidualisty – jest obojętne i nieczułe na jego starania i usiłowania. Zdaje się wręcz kpić z jego małości i bezradności, z pojedynczego gestu oporu, skazanego na porażkę buntu wobec potężnego molocha, jakim jest szpital oraz jego personel i pacjenci. Zatem z jednej strony protagonista odznacza się silnym poczuciem własnej osoby, z drugiej zaś, nie jest to osobnik niezłomny i silny. Podobnie jak w przypadku bohatera Kobiety z wydm jest to typ człowieka, który dość łatwo daje schwytać się w formę, który w pewnych okolicznościach staje się bierny i niezdolny do podjęcia działania (Nie było innej możliwość, jak tylko poddać się biegowi wydarzeń [1], (…) nie mógł więc ostro protestować [2]). Dobre wychowanie, uprzejmość oraz kultura stają się przeszkodami, uniemożliwiającymi podjęcie zdecydowanych i ostrych akcji. Natomiast inteligencja oraz ciekawość, z których wynika chęć odkrycia reguł, panujących w nowej rzeczywistości, okazują się pułapką i labiryntem bez wyjścia.
Schadzka, co charakterystyczne dla dzieł Kōbō Abe, jest utrzymana w eksperymentalnym stylu. Uwagę zwraca przede wszystkim swobodnie ewoluująca forma narracji. Narrator pierwszoosobowy, niespodziewanie i często, przekształca się w narratora trzecioosobowego, mimo, że całą opowieść snuje jeden i ten sam człowiek. Znamienne są także teksty oraz ich postać, które składają się na całą powieść – w toku lektury przed oczami czytelnika przewijają się sprawozdania, wizytówki, wycinki z dziennika przyjęć pacjentów, notatki oraz zapiski dźwięków i rozmów, pochodzących z odsłuchiwanych taśm magnetofonowych. Ta drobiazgowość i precyzja w prezentowaniu pojedynczych, niekiedy wręcz nieistotnych, informacji stoi w wyraźnej opozycji do ogólnego klimatu utworu, który oscyluje wokół niejasności i niedopowiedzeń. Ale to nie jedyna sprzeczność, jaką naznaczone jest dzieło. W Schadzce występuje cały szereg rzeczy i wartości, wzajemnie się wykluczających, bądź stanowiących swoje przeciwieństwa, negacje, wśród których można wymienić prawdę i kłamstwo, lekarzy i pacjentów czy ukrywanie się oraz poszukiwanie. Ta binarność oraz dualizm mogą wynikać z właściwości naszej ludzkiej natury, cechującej się całym szeregiem wartości stojących względem siebie w wyraźnej opozycji, które jednak wzajemnie się dopełniają, tworząc integralną i nierozerwalną całość.
Wracając jeszcze to oryginalnego stylu, którym wyróżnia się dzieło, biorąc pod uwagę narracyjne sztuczki, jak motyw koła (bohaterowi wmawia się, że to on jest osobą, która według jego mniemania jest kluczem do rozwiązania zagadki zniknięcia żony) oraz mechaniczność opisu i tonięcie w szczegółach, które jednak prowadzą do utraty ostrości całego dzieła, można stwierdzić, że proza Kōbō Abe przypomina dzieła pisane pod szyldem nouveau roman. Motyw szpitala-molocha, będącego swoistym labiryntem, z którego nie można uciec kojarzy się z miastem, do którego trafia protagonista powieści Gumy, detektyw Wallas. Zmagania obu postaci z bezosobową siłą otoczenia są równie wyczerpujące i jałowe. Z kolei tonięcie w szczegółach prowadzące do rozmycia samej fabuły są analogiczne jak w przypadku Żaluzji oraz Domu schadzek (fantastyczna zbieżność tytułów!).
No dobrze – Abe to niewątpliwie literacki gigant, ale gdzie w tym wszystkim jest seks, o którym tyle było mowy na początku tekstu? Białe, surowe, zimne i sterylne ściany szpitala w połączeniu z absurdalnym i niedorzecznym klimatem to jeszcze nie powód, by książkę określać mianem antyutopii, w której dominującym przedmiotem jest fizyczne pożądanie. Czyżby ta różowa okładka z nagimi, kobiecymi piersiami była tylko tanim chwytem, mającym przyciągnąć uwagę co bardziej jurnych czytelników?
Reasumując, Schadzka to niezwykle intrygująca powieść Kōbō Abe. Utwór zachwyca wieloznacznością oraz potencjalnymi możliwościami interpretacji. To wspaniały portret człowieka-jednostki, uparcie dążącego do zachowania własnej integralności, na przekór otoczeniu, które zdaje się usilnie pragnąć stłamsić wszelkie przejawy inności, wyjątkowości. Dzieło napisane w 1977 roku to także ciekawe spojrzenie na seksualność, która staje się wartością samą w sobie, zaganiając ludzkie osobniki na krawędź szaleństwa. Wizje przeszczepów organów płciowych, seksualnych schadzek pacjentów oraz szpitalnego personelu czy konkursów na najdłuższy kobiecy orgazm można z pewnością uznać za obsceniczne oraz nieprzyzwoite, ale po krótkim namyśle można stwierdzić, że bardzo trafnie opisują one rzeczywistość naszych czasów, kiedy to hedonizm i koncentrowanie się na własnych doznaniach i płynących z nich przyjemności, stanowią cel egzystencji niejednego człowieka.

[1] Kōbō Abe, Schadzka, przeł. Mikołaj Melanowicz, Wydawnictwo Wilga, Warszawa 1995, s. 13
[2] Tamże, s. 13
 


Wasz Ambrose
Tekst bierz udział w wyzwaniu Japonica:
 
Wyzwanie Japonica

19 komentarzy:

  1. Podejście Japończyków do seksu jest samo w sobie lekko egzotyczne dla Europejczyków (i nie tylko) Europejczyków).
    Czytając o szpitalu-molochu przypomniał mi się natychmiast mini-serial von Triera "Królestwo" - to dopiero był szpital.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę nazwisko reżysera, ale tej produkcji nie widziałem. Mnie szpital skojarzył się z "sądem" z "Procesu". Sieć labiryntów, z której nie sposób znaleźć wyjścia.

      Usuń
  2. Kolejna interesująca, ale zarazem wymagająca, jak mi się zdaje, lektura made in Japan :)
    Co do narzekania na dzisiejszy hedonizm, to mocno bym przeciwko temu oponował ;) Większość tyra niczym niewolnicy w starożytnym Rzymie, a bawią się tylko nieliczni. Co to zresztą za zabawy w porównaniu choćby do uczt szlacheckich z wieków wielkości Polski, czyli z czasów w końcu nie tak dawnych w rozumieniu historycznym,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, książka wymaga skupienia z uwagi na nietypową narrację, w której łatwo zaplątać się niczym w labiryncie (podobnie jak główny bohater w trzewiach szpitala).

      W naszym kraju, owszem, ciężko o rozrywki, czy wymyślne perwersji z uwagi na fakt, że priorytetem jest dożycie dnia kolejnego, kombinowanie jak zdobyć pieniądze na codzienną egzystencję. Ale już na Zachodzie, gdzie społeczeństwa są bogatsze, można zauważyć, że część osobników pławi się w uciechach cielesnych, zupełnie zapominając o duchowej sferze swojej psychiki. Zresztą teraz, z uwagi na internet oraz telewizję, jest zdecydowanie łatwiej szokować wymyślnymi i szokującymi zachowaniami, bowiem docierają one do szerokiego grona publiczności. I nawet jeśli dane zachowanie dotyczy tylko promila społeczności, odruchowo generalizujemy tę czynność, bo z medialnego przekazu wynika, że Japończycy, Chińczycy, Irlandczycy, Niemcy, Anglicy, itd. tacy już są (równie ważna jest oczywiście miłość do schematów i stereotypów).

      Usuń
    2. Otóż to - efekt wyspy strasznie wypacza widzenie rzeczywistości.

      Usuń
  3. Widzę, że nie uda mi się uciec od Kobo Abe w tym roku, bo to już trzeci Twój tekst na temat jego prozy, który wzbudza moje co raz większe zainteresowanie twórczością Japończyka. Czytałam już Kobietę z wydm, ale to było już dawno na studiach i jakoś wtedy poszłam w innym kierunku, bardziej fascynował mnie Etgar Keret i jego opowiadania. Schadzkę już znalazłam na stanie jednej z bibliotek i myślę, że właśnie od niej rozpocznę powrót do tego autora. Choć oczywiście znowu przeraża mnie ta bezimienność bohatera i nawiązania do prozy Kafki. Od czasu zwiedzenia muzeum poświęconemu Kafce strasznie się tej atmosfery boję, jakoś ta wizyta stala się moją traumą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, mam zatem nadzieję, że japoński twórca zdoła Cię "dopaść" :) Ciekaw jestem, jakie wrażenia wywrze na Tobie powrót do jego dzieł. Nawiązania do Kafki nie są bezzasadne, w utworach Abe także przytłacza atmosfera czegoś nieznanego, niezrozumiałego, trudnego do uchwycenia. Ciężka do zniesienia jest także myśl o przerażającej samotności głównego bohatera - sam przeciwko światu, którego nie rozumie oraz przeciwko ludziom, z którymi nie może znaleźć nici porozumienia. Ja w muzeum poświęconemu Kafce niestety nie byłem, chociaż Pragę wizytowałem. Będę to musiał kiedyś nadrobić :)

      Usuń
  4. Ha, jakie urozmaicenie w blogosferze książkowej, w której seks pojawia się prawie wyłącznie z okazji recenzowania książek grejopodobnych ;) Nie znałam tej odsłony Kōbō Abe (Abego? Powinnam to chyba odmienić, prawda?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w następnym życiu zdarzy mi się napisać coś o "Dotyku Crossa" albo "50 twarzach Grey'a". Na razie szkoda mi czasu na podobne banialuki :) Ja nazwiska Abe akurat nie odmieniam, ale Luiza z bloga Owarinai Yume - tak. Sam nie wiem jak to jest - ja zagraniczne nazwiska, które nie kończą się na -ki, (przeważnie) pozostawiam w spokoju :)

      Usuń
    2. Teoretycznie powinno się odmieniać, ale czasami to brzmi dosyć egzotycznie i mam jakieś opory ;) A gdybyś napisał o grejach, zamknęłabym okno przeglądarki przekonana, że zabłądziłam i dotarłam na jakiś inny blog :D

      Usuń
    3. Hehe, w takim razie na pewno nie będę pisał o grejach w obawie, by nie stracić tak cennej czytelniczki :)

      Usuń
  5. Jak ja lubię DELEKTOWAĆ się twoimi wstępami.Uwielbiam, kiedy mogę interpretować literaturę na nieskończoną ilość sposobów, jakże to otwiera umysł czytelnika. Takie książki są dla mnie bardzo cenne.

    Zdziwiłabym się, gdybym zobaczyła u ciebie "50 twarzy Grey'a". Przeczytałam tę książkę, ale szkoda byłoby mi czasu, żeby o niej pisać. Poza tym szkoda energii na ukazywanie "literackich" minusów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa, które czytam z wielką radością :) "Schadzka" zapewnia wiele doznań i wrażeń i w dużej mierze to właśnie od czytelnika zależy jak zostanie ona odczytana. Polecam Ci szczerze twórczość Kōbō Abe, nie tylko ten utwór :)

      Ha, ja też bym się zdziwił, gdybym ujrzał na tym blogu wpis poświęcony "50 twarzom Grey'a", szczególnie, gdyby to był wpis mojego autorstwa :)

      Usuń
  6. Przeczytałam wszystkie Twoje ostatnie recenzje książek Abe Kobo i wydaje mi się, że jednak żadna z tych książek nie dorównuje "Kobiecie z wydm". "Kobieta z wydm" była bardzo realistyczna i logiczna, a w innych pojawiają się postacie zmienione w swetry i różne inne takie nierealistyczne elementy :)
    Istotnie, ciekawa zbieżność tytułów. A która powieść została wydana wcześniej, "Schadzka" czy "Dom schadzek"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, mnie trudno byłoby wskazać książkę, która podobała mi się najbardziej. Wszystkie uważam za bardzo, bardzo wartościowe i z tego względu z niecierpliwością czekam na informację, że któreś z polskich wydawnictw zdecydowało się kontynuować tłumaczenie dzieł Abe :)

      Robbe-Grillet jest tylko o 2 lata starszy od Kōbō Abe, ale "Dom schadzek" (1965 r.) pojawił się znacznie wcześniej niż "Schadzka" (1977 r.) - oba dzieła dzieli aż 12 lat różnicy :)

      Usuń
  7. Bardzo mnie zaintrygowało porównanie "Schadzki" do dzieł Kafki. Przyznam, że chętnie porównałabym te wspólne motywy obecne u Kōbō Abe i u autora "Procesu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukając książek tego autora, natknąłem się nawet na pozycję "Kōbō Abe – der japanische Kafka?" :) Miałem przyjemność obcowania z prozą obu twórców i uważam, że w oczy rzuca się przede wszystkim podobny klimat - dziwaczność, nierealność, a w centrum tego chaosu bohater, jako samotna jednostka, która podejmuje z góry skazaną na klęskę walkę z otoczeniem.

      Usuń
  8. Nasza historia wielokrotnie zatacza koło. Pytasz "Jak zatem może wyglądać świat, w którym seks całkowicie wyzwolił się z ciasnych kajdan religii, praw oraz konwenansów?" - przecież już tak było, potem nastały czasy powściągliwości i człowiek wpadł w kolejną przesadę... To się ciągle dzieje.
    Książki, którą prezentujesz nie czytałam, ale podczas lektury recenzji nasunęło mi się podobieństwo i z "Kobietą z wydm", a także z Kafką. Coś w tym musi być...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pod względem rozwoju duchowego, ludzka cywilizacja nie zmieniła się ani o jotę. Ale pomimo faktu, że historia zatacza wielokrotne koła, to jednak kolejne pokolenia obcują już z innym poziomem postępu technologicznego i wg mnie tu tkwi sedno rzeczy :) Teoretycznie jesteśmy więc raczej niezmienni, cechujemy się praktycznie taką samą naturą jak nasi przodkowie, ale egzystujemy w coraz bardziej zmieniającym się otoczeniu - maszyny, technologie, urządzenia, których skutków użytkowania nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć, sprawiają, że świat przybiera coraz to nowe szaty :)

      Jeśli lubisz Kafkę, a "Kobieta z wydm" jawi się w Twojej pamięci jako miła lektura, to serdecznie zachęcam do sięgnięcia po "Schadzkę" :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)