piątek, 10 kwietnia 2015

Oblicza geniuszu czyli "Urwisko czasu"

Urwisko czasu

Kōbō Abe

Tytuł oryginału: Toki-no gake
Tłumaczenie: Mikołaj Melanowicz, Estera Żeromska, Henryk Lipszyc, Monika Jura-Kołodziejczyk
Wydawnictwo: Wilga
Liczba stron: 165








Pisarstwo to zajęcie, którym na pozór może zajmować się niemal każdy człowiek – umiejętność władania piórem, zdolność budowania zdań oraz odrobina wyobraźni wydają się elementami, które w pełni wystarczają by zostać literatem. Mijają jednak lat, wieki i całe epoki, a spośród osobników, którzy dumnie i szumnie określali się mianem artystów, jedynie garstka pozostaje w pamięci potomnych. Zdecydowaną większość zmiata bezlitosna miotła czasu, która brutalnie weryfikuje pobłażliwe mniemania na temat własnej twórczości. Na dziejowej scenie mogą ostać się jedynie jednostki wybitne i ponadprzeciętne, które oferują coś więcej niż tanią rozrywkę czy chwilową sensację. Do tego skromnego grona autorów ponadczasowych, których dzieła potrafią oprzeć się kruszącemu działaniu bezlitosnych zębów czasu z pewnością można zaliczyć japońskiego twórcę Kōbō Abe, prozaika, dramaturga oraz autora scenariuszy, który do zbiorowej świadomości czytelników szedł za sprawą niezwykłej powieści Kobietaz wydm. Lektura Czwartej epoki przekonała mnie, że Kōbō Abe zdecydowanie nie jest pisarzem jednej książki, co skłoniło mnie do poszukiwania innych utworów Japończyka, dostępnym na polskim rynku. Po tygodniach dość żmudnych poszukiwań, w jednej z krakowskich bibliotek udało mi się natknąć na zbiór zatytułowany Urwisko czasu, wydany w ramach serii Biblioteka japońska, pod redakcją niezastąpionego polskiego japonisty, profesora Mikołaja Melanowicza.

Urwisko czasu to eklektyczny zlepek, który pozwala na bardzo przekrojowe zapoznanie się z dorobkiem artystycznym Kōbō Abe. Dzieło składa się z 11 tekstów, wśród których znajdują się opowiadania, eseje oraz dramaty. Swoboda, z jaką Japończyk uprawiał różne literackie gatunki pozwala lepiej dostrzec jego artystyczny geniusz – wydaje się, że potencjał twórczy nie pozwalał zamknąć się Kōbō Abe w wyraźnych i ściśle zdefiniowanych formach, stąd lekkość w uprawianych rzemiośle, które podniesione zostało do miana prawdziwej sztuki.
Na podstawie lektury Urwiska czasu, pisarz jawi się jako słowny kreator, któremu każdy wyraz zdaje się podporządkowywać bez zająknięcia, pokornie zajmując wyznaczone, gruntownie przemyślane miejsce w szeregu, stanowiąc cegiełkę niezwykłych literackich tworów, które przyjemnie zaskakują swoją oryginalnością i niepowtarzalnością, wymykając się prostym schematom. Odkrywając niespożytą wyobraźnię autora, bardzo łatwo zrozumieć konstatacje, zgodnie z którymi Kōbō Abe uważany jest za synonim niezależności i odrębności. Słowna groteska, dziwaczny humor, surrealistyczny nastrój, w którym pobrzmiewają echa realizmu magicznego oraz tragikomiczny wydźwięk, cechy charakterystyczne dla utworów Japończyka sprawiają także, że proza Abe nierzadko przyrównywana jest do dzieł takich mistrzów jak Franz Kafka czy Gabriel García Márquez.
Urwisko czasu potwierdza, że odniesienia do wirtuozów pióra najwyższego kalibru nie są bezpodstawne. Kōbō Abe w sposób ogromnie ciekawy, iście kafkowski, prezentuje ludzi naznaczonych piętnem wyobcowania i alienacji, jednostki, które zmagają się z samotnością oraz niezrozumieniem. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na rys charakterologiczny głównych postaci, spośród których zdecydowana większość to ludzie anonimowi, bezimienni, mało wyraziści, dość niejednoznaczni, wręcz nieokreśleni i nijacy, którzy na co dzień nie wyróżniają się niczym szczególnym spośród szarego i bezosobowego ludzkiego tłumu. Owi bohaterowie, pozbawieni imion, określani sprawowaną funkcją (bokser, policjant, żołnierz), płcią (mężczyzna, kobieta) bądź pierwszą literą nazwiska (F.), często padają ofiarą wyjątkowo nieszczęśliwych splotów okoliczności – wiele zdarzeń, które przytrafiają się protagonistom balansuje na granicy realności, kłócą się z logicznym myśleniem, wedle którego świat jest zbiorem doskonale zorganizowanych elementów, gdzie niepodzielnie panują racjonalne i możliwe do odkrycia zasady i prawa. Na przekór temu zdroworozsądkowemu podejściu bohaterowie w sposób niezwykły tracą wolność, zostają uwięzieni, schwytani w pułapkę bądź ubezwłasnowolnieni. Szczególną formą takiego zniewolenia jest transformacja w przedmioty, rośliny bądź zwierzęta, którą posługiwał się także Kafka (Przemiana) – w opowiadaniu Dendrocacalia młody człowiek stopniowo zmienia się w tytułową roślinę, w utworze Życie poety kobieta przyjmuje postać swetra, a w dramacie Mężczyzna, który przemienił się w pałkę, mężczyzna, tak jak to sugeruje tytuł, staje się pałką. Przekształceniom ulegają zresztą nie tylko ludzie – we wspomnianym, ociekającym metaforami opowiadaniu Życie poety, konwersji ulegają sny, dusze i pragnienia przybierając formę chmur. Kiedy tworząca je para wodna resublimuje, powstają lodowe kryształki, które spadają na ziemię jako biały śnieg – niemy krzyk rozpaczy, bólu, rozczarowania i niespełnionych nadziei.
Godny podkreślenia jest również fakt, że protagoniści kreśleni piórem Kōbō Abe, jak przystało na jednostki żyjące praktycznie poza społecznym nawiasem, są z reguły skonfliktowane z otaczającym je światem. Rzeczywistość sprawia wrażenie wrogiej i obcej, nieprzyjaznej oraz nieprzychylnej, w której łatwo pobłądzić i zagubić się niczym w labiryncie. Stąd już niedaleko do onirycznych mar, scen rodem z sennych majaków i koszmarów. Środowisko, w którym bytują bohaterowie zaciekle broni swoich tajemnic, pozostając wielką niewiadomą, trudną do rozwikłania zagadką – rządzi się swoimi regułami, które jednak trudno jest odkryć oraz przystosować się do nich. Sytuacje, w których znajdują się główne postacie są na ogół bardzo skrajne, zupełnie nowe, ekstremalnie inne od codziennych doświadczeń, tak, że protagonistom bardzo trudno jest przyjąć odpowiednią postawę, odszukać wzorzec postępowania, który zapewniłby sukces, tj. przetrwanie i zachowanie integralności własnej osobowości.
Otwierające zbiór dzieło Dendrocacalia, to opowieść o tym, jak kolega Zwyczajny, normalny i szary człowiek, napastowany przez dziwacznego osobnika, posługującego się inicjałem K., stopniowo przeobraża się w roślinę dendrocacalię [1]. Utwór nacechowany jest absurdem i nierealnością i takie odczucia towarzyszą także głównemu bohaterowi, który mimo pełnej świadomości owych przydarzających się mu niezwykłości, uparcie i wbrew własnej woli zrywa ze swoim dotychczasowym człowieczeństwem. Opowiadanie, które równie dobrze mogłoby się nazywać Tydzień Sadzenia Drzew, wspaniale unaocznia fakt, że świadomość nie zawsze potrafi nadążyć za szalonym nurtem codzienności. To także ukazanie siły sugestii, niemożliwej do opanowania konieczności poddania się cudzej woli – podporządkowanie, karność, pokora, posłuszeństwo wyznaczają wąziutką przestrzeń brutalnie okrojonego człowieczeństwa. Kōbō Abe zdaje się przekonywać, że podświadomie zdecydowana większość ludzkich osobników pragnie dopasować się do schematu, wcisnąć się w ramy formy, nawet jeśli wiąże się to z przycięciem łodyg, skróceniem korzeni oraz wsadzeniem do doniczki, czyli ograniczeniem pola egzystencji. Schematyczność, jednakowość, monotematyczność, powtarzalność, przewidywalność – wszystkie te cechy sprawiają, że żyje się bezpieczniej i wygodniej. Będąc elementem takim jak pozostałe, łatwo jest przewidzieć nasze zachowania – warto jednak pamiętać, że oznacza to także, iż łatwiej nas wymienić i zastąpić. Dendrocacalię uzupełniają świetne dialogi, przeplatane oryginalną wymianą argumentów, quasi-logicznymi i pseudonaukowymi wywodami oraz odwołaniami do greckiej mitologii.
Życie poety to utrzymany w baśniowej konwencji utwór pełen symboliki i przenośni, w którym w pełnej krasie przedstawiono robotniczą biedę i nędzę. Kōbō Abe prawdopodobnie korzystał z własnych, dość przykrych doświadczeń z okresu powojennego, który dla całej Japonii był czasem mocno niespokojnym, napiętnowanym finansowymi problemami. Właśnie wtedy artysta związał się ideowo z partią komunistyczną – w dziele wyraźnie pobrzmiewają echa haseł dotyczących wyzysku, walki klas, społecznych nierówności. Abe zdecydowanie odmalował sprzeczności i okrucieństwa, będące domeną kapitalizmu. Ciekawie napisano również o roli pieniądza, pazerności i chciwości, które nierzadko obdzierają przedmioty z ich pierwotnych funkcji (ciepłe swetry przestają być rzeczami do noszenia, mającymi zapewnić ciepło i ochronę przed zimnem, a stają się jedynie dobrem, które należy sprzedać, nawet wtedy, gdy brakuje ludzi mogących pozwolić sobie na ich kupno). Dzieło to także jedna wielka metafora – zima, która atakuje świat przedstawiony kojarzy się z chłodem, ale również tym uczuciowym, tj. ludzką obojętnością na cudzą krzywdę, powszechną znieczulicą.
Pies to propozycja podwójnej metamorfozy – kobieta, głupiutka modelka, ucieleśnienie martwej materii, abstraktu, a więc czegoś, czego poszukuje główny bohater, sukcesywnie upodabnia się do swojego czworonoga, suki, która na skutek tresury zaczyna coraz bardziej przypominać człowieka. Krótkie opowiadanie za sprawą kilku słów skierowanych pod adresem psa (jakież to podłe, bezsensowne stworzenie), wypowiedzianych przez głównego bohatera, który jako człowiek odznaczający się ogromną awersją do zwierząt, gotów jest jednym strzałem pozbawić życia drażniącej go rozumnej istoty, dobrze odzwierciedla ludzkie przekonanie o wyjątkowości człowieczego gatunku, wiążące się z rzekomym prawem do dysponowania o bycie i niebycie innych stworzeń.
Za zakrętem to kolejna propozycja spod znaku Kafki. Protagonistą jest mężczyzna, oczywiście anonimowy, bez żadnych szczególnych cech. W momencie rozpoczęcia akcji znajduje się on przed zakrętem, za którym powinno rozpościerać się osiedle. Przed pokonaniem ostatniej przeszkody, niezbyt stromego podjazdu, bohater uświadamia sobie, że obraz doskonale znanego mu miejsca rozpłynął się z jego pamięci, jakby został wytarty idealną gumką do mazania. Odkrycie w sobie tej chwilowej amnezji staje się zapalnikiem uruchamiającym stopniową degradację osobowości i postępującą utratę tożsamości – niespodziewanie mężczyzna sam dla siebie stanowi zagadkę, której nie sposób rozwikłać. Kōbō Abe z niezwykłą starannością odtwarza bezsilne próby stworzenia wizerunku własnej osoby ze skąpych oraz zdawkowych informacji. Klimat utworu budują domniemania, nerwowe poszukiwania wskazówek, podpowiedzi, śladów przeszłości, która uciekła w nieznanym kierunku i nie zamierza wrócić. Bohater zostaje osaczony przez niewidzialny mur zapomnienia, a kolejne osoby przewijające się w tej historii przywodzą na myśl więźniów przypisanych im ról w zniekształconym i zdeformowanym teatrze życia. Za zakrętem, o czym możemy dowiedzieć się z bardzo interesującego posłowia autorstwa profesora Melanowicza, jest prawdopodobnie pierwowzorem powieści Spalona mapa, która niestety jak dotąd nie została przetłumaczona na język polski. Ja doszukałem się w tym opowiadaniu kilku punktów stycznych z Kobietą z wydm – bohaterem jest mężczyzna w niecodziennych okolicznościach odcięty od swojej przeszłości, wyrzucony z koleiny rutyny, znajdujący się w sytuacji ekstremalnie nowej. Staje on naprzeciw ziejącej pustki, a jedynym oparciem w tej zwariowanej rzeczywistości jest kobieta, którą jednak można podejrzewać o przewrotność, nieszczerość, ukrywanie wiedzy na temat sytuacji. Utwór świetnie udowadnia, że są rzeczy, w obliczu których jesteśmy bezsilni i bezradni.
Żołnierz ze snu to następny utwór, przez który przewija się motyw mroźnej zimy, chłodu, w jakim zamarzają nawet sny. Opowiadanie utrzymane jest w dość nietypowym, eksperymentalnym stylu – rolą trzecioosobowego narratora jest opisanie i nakreślenie danej sytuacji, z kolei narrator pierwszoosobowy zdradza myśli głównego bohatera, którym jest podstarzały policjant. Dzieło z uwagi na czas akcji oraz ogólny zarys fabuły – II wojna światowa, armia japońska coraz silniej zaangażowana w trenowanie walki obronnej, zapadła wieś, egzystująca na granicy niebytu, dezercja – przypomina utwór innego Japończyka, powieść Zerwać pąki, zabić dzieci, autorstwa Kenzaburō Ōe. Stróż prawa jest protagonistą charakterystycznym dla prozy Kōbō Abe, ba jest to osobnik wręcz podwójnie wyalienowany. Nie pochodzi on z wioski, w której obecnie sprawuje swoją funkcję, jest więc obcym, przybyszem z zewnątrz i na zawsze nim pozostanie. Ponadto z uwagi na pełniony urząd jest on przedstawicielem władzy, czyli reprezentuje system, który doprowadził do wybuchu długiej i krwawej wojny, z każdym rokiem coraz bardziej obnażającej swój bezsens i daremność. W tym krótkim, ale niezwykle treściwym i bogatym w emocjonalny ładunek opowiadaniu, ogromną rolę spełnia także sylwetka tytułowego żołnierza – jeden, wycieńczony i wygłodniały dezerter wywołuje w osadzie takie zamieszanie, wzbudza taką grozę, że widmo jego pojawienia się śmiało można przyrównać do groźnego i nieprzewidywalnego tajfunu. Niewielką społeczność ogarnia śmiertelny lęk i obawa przed najniewinniejszym kontaktem z uciekinierem, który może zostać odczytany jako pomoc dezerterowi, co jest przecież wojenną zbrodnią, karaną śmiercią. Nawet zatykanie uszu i zamykanie oczu może oznaczać współudział – takie domniemywania uruchamiają lawinę najprymitywniejszych zachowań, które sprowadzają się do próby eliminacji zagrożenia w imię świętego spokoju. Przejmujący portret ludzkich postaw w trakcie wojny, która jawi się jako czas obłędu, kiedy upadają wszelkie autorytety, a moralność staje się dziwnie brzmiącym i niewygodnym hasłem.
Dramaty Mężczyzna, który przemienił się w pałkę i Torba oraz monolog Urwisko czasu, zgodnie ze słowami profesora Melanowicza stanowią tryptyk, opowiadający o człowieczym życiu, na które składają się narodziny, śmierć oraz trwanie, byt. Utwory zaliczają się do teatru absurdu – teksty balansują na krawędzi zrozumienia, odznaczają się wieloznacznością, co powoduje, że niełatwo jest je zinterpretować. Pierwszy z utworów, w którym oprócz tytułowego człowieka przyjmującego w chwili śmierci postać pałki, występują hipisi oraz wysłannicy z piekła, przykuwa uwagę ze względu na ciekawą symbolikę. Pałka może być odczytywana jako uosobienie sumienności i kompetencji. Jedna z postaci, zwracając się prowokująco, albo wręcz wyzywająco do publiczności, zdaje się także sugerować, że praktycznie każdy z nas zdolny jest przekształcić się jedynie w pałkę, którą skutecznie można dręczyć innych – bić, katować i mordować. W końcu ludzie nierzadko stają się narzędziami, cudownie biernymi i bezmyślnymi, poddającymi się cudzej woli, godzącymi się z przypisaną im rolą. Torba to wspaniała apoteoza tajemnicy – sfatygowana podróżna torba, do wnętrza której dostępu broni zardzewiały zamek kojarzy się z macicą, w której, w sposób niezwykły i trudny do pojęcia przez zwykłego śmiertelnika, rodzi się nowe życie. Całość jest o tyle oryginalna i niezwykła, że do roli torby Abe desygnuje aktora płci męskiej. Z kolei punkt kulminacyjny dramatu ponownie przywodzi na myśl kluczową scenę Kobiety z wydm – wolność jawi się tutaj jako świadomość możliwości podjęcia wyboru, złudzenie bądź przekonanie, że nie jesteśmy tylko pyłkiem, ziarenkiem piasku, rzucanym przez wichry losu. Urwisko czasu, od którego tytuł wziął cały zbiór, to interesujący wewnętrzny monolog prowadzony przez boksera w trakcie walki. Krótkie opowiadanie świetnie uświadamia, że każdy z nas szuka w życiu priorytetów, celów, którym moglibyśmy podporządkować naszą egzystencję. Aby je osiągnąć mozolnie wspinamy się na strome urwisko, z którego jednak bardzo łatwo jest spaść, staczając się w otchłań niebytu.
Mężczyzna latający po niebie to ponownie propozycja pełna absurdu, unaoczniająca, że człowiek jest istotą pragnącą ładu, porządku, logiki i nie dopuszcza on do świadomości zdarzeń, wymykających się ludzkiemu pojmowaniu (Jeżeli to nie sen, to musi być złudzenie. A jeśli to nie złudzenie, to nie może być nic innego niż sen [2]).
Dlaczego piszę oraz Wieloryby spieszące ku śmierci to teksty eseistyczne, w których Kōbō Abe zdradza, że pisanie jest dla niego aktem immanentnym, wrodzonym, tak naturalnym jak oddychanie czy życie, dlatego pytanie o jego przyczyny jest niemożliwe do objaśnienia. W krótkich dziełach widać również troskę, jaką pisarz przejawia o losy człowieka i stworzonej przez niego cywilizacji, która oparta jest na naiwnym optymizmie, wynikającym z braku wyobraźni. Dzieje ludzkości jawią się jako wysiłki ku rozprzestrzenieniu codzienności, mimo rozmaitych czynników destabilizacyjnych, a sam człowiek jako istota zamykająca się w kokonie rutyny, powtarzalności i schematu. Kōbō Abe sygnalizuje także istnienie tajemnicy gnieżdżącej się gdzieś w człowieczej podświadomości.
Reasumując krótko, Urwisko czasu to świetny i bardzo przekrojowy wybór tekstów japońskiego artysty, który pozwala spojrzeć na literacki geniusz Kōbō Abe z wielowymiarowej perspektywy. Na podstawie opowiadań dobrze widać kluczowe składowe w prozie autora – czas i przestrzeń, które pisarz chętnie narusza, dekomponuje, deformuje, zniekształca, tak, że dotychczasowa rzeczywistość bohaterów ulega diametralnej zmianie – wzbudzane są poczucia zdezorientowania i niepewności. Abe w wyborny sposób potrafi wykreować także wszechwładne uczucie ucisku, niepokoju, schwytania w formę, nakreśla obawę przed innością, wyjątkowością, odmiennością, obrazuje sprzeczności, których nosicielem jest człowiek – przeciwstawne, skrajne, wykluczające się pragnienia i potrzeby czy poczucie obcości mimo tłoku, życia w tłumie i tumulcie. Teksty eseistyczne oraz dramaty podkreślają pisarską wrażliwość oraz niepoślednią wyobraźnię, które decydują o tym, że Abe należy traktować jako artystę kompletnego, doskonale znającego wartość słowa pisanego oraz rozumiejącego wiążącą się z pracą twórczą odpowiedzialnością. Z tego względu z niecierpliwością czekam na wiadomości, że kolejne dzieła genialnego Japończyka doczekają się polskich przekładów.


[1] dendrocacalia – rodzaj roślin z rodziny astrowatych; obecnie znany jest tylko jeden gatunek – Dendrocacalia crepidifolia, endemit występujący na japońskiej wyspie Haha-jima, należącej do archipelagu Ogasawara
[2] Kōbō Abe, Mężczyzna latający po niebie, przeł. Mikołaj Melanowicz, w Urwisko czasu, Wydawnictwo Wilga, Warszawa 1998, s. 143
 


Wasz Ambrose
Tekst bierz udział w wyzwaniu Japonica:

Wyzwanie Japonica

19 komentarzy:

  1. Ależ ten Abe Kobo miał pomysły! I chyba miał też obsesję na temat zmieniania się ludzi w nie-ludzi. Nie umiem wyobrazić sobie kobiety zmieniającej się w sweter ani mężczyzny zmieniającego się w pałkę. Zazwyczaj unikam utworów z dużą ilością absurdów i elementów fantastycznych, ale tym razem chyba zrobię wyjątek.
    PS. A czy kobieta zmieniona w sweter odzyskała swoją ludzką postać? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy była swetrem męskim, damskim, czy uniseksem? ;)

      Usuń
    2. Ciekawe :) I czy był to sweter z wełny, czy z domieszką włókien sztucznych? Wkładany przez głowę czy zapinany na guziki? I w jakim kolorze? Zobaczymy, co Ambrose odpisze :)

      Usuń
    3. Opowiadanie "Życie poety", w którym kobieta przemienia się w sweter, to, że tak kolokwialnie ujmę, najbardziej odjechany utwór prezentowany w tym zbiorze. Rzeczywistość jest b. poetycka, ale w znaczeniu "metaforyczna", "oniryczna". Pełno tu przenośni, metafor, dziwacznych symboli i idei. Sweter, jeśli dobrze pamiętam, był wełniany i raczej uniwersalny - nad miasto nadciągnęła tak sroga zima, że każda odzież zapewniająca skrawek ciepła była pożądana :)

      Koczowniczko, jeśli zamierzasz wrócić do Abe (z tego co pamiętam, to czytałaś już "Kobietę z wydm"), to sięgnij najpierw po "Schadzkę" (o niej napiszę więcej w przyszłym tygodniu) oraz "Czwartą epokę". Jeśli te powieści przypadną Ci do gustu, to dopiero wtedy skuś się na lekturę prezentowanego zbioru :)

      Usuń
    4. P.S. Zapomniałem o najważniejszym - kobieta nie odzyskała ludzkiej postaci.

      Usuń
    5. Ależ masz dobrą pamięć! Istotnie, czytałam "Kobietę z wydm", ale było to jeszcze w czasach przed założeniem bloga. Książka tak mnie zafascynowała, że zapisałam w swoim notesie: "Powtórzyć ją za kilka lat" :)
      Skoro radzisz sięgnąć najpierw po "Schadzkę" lub "Czwartą epokę", posłucham Cię. A czy czytałeś "Zagładę" Akiry Yoshimury? Nie znalazłam jej w spisie recenzji. Mnie się ogromnie podobała.

      Usuń
    6. Wydaje mi się, że wspominałaś o lekturze "Kobiety z wydm" całkiem niedawno, pewnie przy okazji rozmowy o któreś z japońskich powieści :)

      "Zagłady" jeszcze nie czytałem, ale uczynię to w najbliższym czasie. Niedawno udało mi się odszukać tę książkę w miejskiej bibliotece mojej dziewczyny. Powieść leży już u mnie na biurku :)

      Usuń
  2. Jak zwykle świetnie o interesującej książce. Sęk w tym, że to chyba jedna z tych publikacji, o których nawet po przeczytaniu recenzji nie wiem, czy chcę je bliżej poznać. Pewnie dowiem się tego dopiero wtedy, gdy (jeśli) przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja potraktowałem tę książkę jako uzupełnienie. Bardzo przypadła mi do gustu twórczość Kōbō Abe - byłem ogromnie złakniony jego utworów, stąd lektura tego zbioru. Na moje oko jest to dzieło wartościowe, ale jego urok staje się w pełni dostrzegalny, gdy zdołało się wcześniej poznać charakterystyczny styl tego japońskiego pisarza :)

      Usuń
  3. Już myślałam, że będzie to książka dla dzieci - bo tak mi się kojarzy to wydawnictwo. A tu się okazuje, że wydano całą serię japońskich autorów, z Kōbō Abe na czele. Książka zapowiada się obiecująco. Zwłaszcza, że można porównać sobie styl pisarza: jak wyglądają jego teksty eseistyczne, a jak opowiadania i dramaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od pewnego czasu kojarzę wydawnictwo Wilga za sprawą serii "Biblioteka Japońska", nad którą redakcyjną opiekę sprawował prof. Mikołaj Melanowicz. Co ciekawe, to właśnie na łamach Wilgi ukazał się pierwszy w Polsce utwór Murakamiego ("Przygoda z owcą" w tłumaczeniu Anny Zielińskiej-Elliott). Oprócz tego wznawiano także Tanizakiego ("Dziennik szalonego starca") i Ōe Kenzaburō ("Futbol ery Man'en"). Ukazała się także "Złota pagoda" Yukio Mishimy (w przekładzie Anny Zielińska-Elliott), absolutny biały kruk. Oprócz tego pojawiła się cała kolekcja dzieł Abe Kōbō - powieści "Kobieta z wydm" (wznowienie), "Czwarta epoka" i "Schadzka" oraz wspomniany zbiór "Urwisko czasu". Niezwykle żałuję, że Wilga już dawno zakończyła tę wspaniałą serię. Z chęcią poczytałbym inne dzieła Abe Kōbō oraz innych japońskich literatów.

      Usuń
    2. Widziałam, że "Przygoda z owcą" była wydana w tej serii. Szkoda, że Wilga nie kontynuuje "Biblioteki japońskiej"- choć i tak jest po co sięgać (pod warunkiem, że się zdobędzie jakąś z tych książek).

      Usuń
    3. O tak, z dostępnością jest raczej trudno. "Czwartą epokę" oraz "Schadzkę" udało mi się upolować na Allegro, "Urwisko czasu" odnalazłem dopiero w krakowskiej bibliotece (zbiór ten na Allegro był na sprzedaż za ok. 90 zł), natomiast na "Złotą pagodę" Mishimy w ogóle nie mogę się natknąć.

      Usuń
  4. Kobietę z wydm czytałam dość dawno, jednak dobrze ją pamiętam. Wydaje mi się, że nawet za kilkanaście lat nie będę mogła zapomnieć o prozie Abe Kobo. Dosłownie "wwierciła" się we mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może inne utwory również na stałe zapadły by Ci w pamięć :) Polecam poszerzyć znajomość z prozą tego artysty :)

      Usuń
  5. Wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce, ale chyba od niej zacznę - jest przerażająca i że się tak wyrażę mega dziwna. Jak już przeszłam do Twojego tekstu o tym zbiorze to nawet do niego pasuje, ale działa na mnie naprawdę odrzucająco. Przechodząc do treści to ciągle nie mogę się do końca przemóc do zbiorów wszelakich, ale jak uda mi się przeczytać Czwartą epokę to może tak mi się spodoba, że sięgnę po ten w pierwszej kolejności.
    Bardzo mnie kręci ta oniryczność, absurdalność o której piszesz, choć też przeraża, bo można się w takiej treści zagubić i po prostu jej nie zrozumieć.
    Po raz kolejny gratuluję Ci ciekawego tekstu, domyślam się, że znacznie trudniej w ciekawy sposób jest przedstawić zbiór opowiadań i tekstów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, Biblioteka Japońska ma faktycznie bardzo odjechane okładki. Ciekawie prezentuje się również "Schadzka", o której napiszę więcej w piątek. Ja do zbiorów również przez długi czas byłem bardzo uprzedzony, ale przy okazji poznawania literatury japońskiej, przemogłem się i stwierdziłem, że ta forma literacka także oferuje czytelnikowi bardzo dużo :)

      Twórczość Abe to właśnie absurd, oniryzm, dziwne wizje, niezwykłość. Jeśli lubisz Kafkę, to Japończyk także powinien przypaść Ci do gustu. Oprócz "Czwartej epoki", serdecznie polecam jeszcze "Kobietę z wydm" oraz wspomnianą "Schadzkę".

      Dziękuję, bardzo miło mi czytać takie słowa :)

      Usuń
  6. Bardzo lubie zaglądać na tego bloga, bravo chłopcy! Ale jedna rzecz mnie martwi, bo widzę że ktoś was robi w konia. Na prawym pasku macie blog Nasz Książkowir, bardzo słaby blog, który jest wciąż na górze listy po kilka razy z tą samą recenzją. Znaczy to, że autor bloga kilkakrotnie publikuje tą samą recenzje i w ten nieuczciwy sposób podjeżdża go góry!

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)