sobota, 27 grudnia 2014

Żeglując pośród odmętów szaleństwa

Galapagos

Kurt Vonnegut

Tytuł oryginału: Galapagos
Tłumaczenie: Dariusz Józefowicz
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 336
 
 
 
 
Wszystko ma swój początek i koniec, a ludzka cywilizacja nie jest w tej materii żadnym wyjątkiem, chociaż niektórzy zdają się sądzić, że panowanie człowieka na ziemi będzie trwa po wsze czasy. Przyznać trzeba, że my ludzie, przynajmniej jako gatunek, cechujemy się ogromną elastycznością oraz zdolnością przystosowawczą, które pozwalają egzystować nawet w najbardziej ekstremalnych dla naszego organizmu warunkach. Ale jednocześnie z zapałem godnym największych entuzjastów, sukcesywnie degradujemy środowisko, w jakim żyjemy, tępiąc kolejne gatunki, skazując na zagładę następnych przedstawicieli fauny i flory, produkując masę śmieci i odpadów, które skutecznie zatruwają nasze najbliższe otoczenie. Większość patrzy na świat z perspektywy swojego krótkiego ludzkiego żywota i nie potrafi wyobrazić sobie w jakich okolicznościach przyjdzie bytować ich dzieciom, wnukom, nie mówiąc już o dalszych pokoleniach. Oczywiście od każdych reguł istnieją wyjątki, czego w tym przypadku dobrym przykładem są pisarze science fiction, z których wielu starało się podejrzeć, co też takiego szykuje dla nas przyszłość. Wiele z ich wizji powala rozmachem, wzbudza respekt mnogością detali i szczegółów, ale są też takie, które wywołują uśmiech z racji ich groteskowości. Bardzo nietypową, ale jakże interesującą prognozę na łamach książki Galapagos przedstawił Kurt Vonnegut.

Kurt Vonnegut (1922 – 2007) to znany amerykański pisarz i publicysta, którego dzieła zaliczane są do kręgu science fiction oraz postmodernizmu. Pochodzący z rodziny o niemieckich korzeniach Kurt już w czasach swojej edukacji przejawiał tendencje do chwytania za pióro, pisząc dla szkolnych gazetek. W 1943 roku wstąpił do wojska i niedługo potem został wysłany na front do Europy. W grudniu 1944 Vonnegut brał udział w ofensywie w Ardenach, w trakcie której trafił do niemieckiej niewoli. Część jeńców, w tym Kurta osadzono w Dreźnie, gdzie w ciągu dnia pracowali przy produkcji syropu słodowego dla kobiet w ciąży, a noce spędzali zamknięci w podziemiach starej rzeźni. 13 lutego 1945 Vonnegut miał okazję przeżyć dywanowe bombardowanie miasta prowadzone przez aliantów – ponieważ użyto głównie bomb zapalających, wzniecone pożary wywołały burzę ogniową, która strawiła ok. 39 km² miasta, powodując także uduszenie wielu ludzi. To wydarzenie stało się inspiracją do napisania jednej z najgłośniejszych książek Vonneguta, Rzeźni numer pięć. Po wojnie artysta postanowił dokończyć studia, ale jego praca dyplomowa została odrzucona przez komisję. Kurt, aby utrzymać swoją rodzinę imał się wielu zająć – pracował jako reporter kryminalny, przedstawiciel działu public relations w General Electric, nauczyciel angielskiego, copywriter. W 1985 roku, gdy Vonnegut był już uznanym pisarzem, wydana została książka Galapagos, której chciałbym się dzisiaj bliżej przyjrzeć.
Rok 1986. Świat sukcesywnie osuwa się w odmęty szaleństwa. Królować zaczynają chaos i przemoc, a dotychczas ustalone zasady i prawa ulegają gwałtownym redefinicjom. Państwa bankrutują, obywatele, głodni i zdesperowani, wylegają na ulicę, by wyrazić swoje niezadowolenie z nędznych warunków, w jakich przyszło im wegetować, na świecie wybucha epidemia groźnego wirusa. Jednocześnie w Guayaquil, portowym ekwadorskim mieście trwają przygotowania do Przyrodniczej Wyprawy Stulecia, morskiej podróży, w trakcie której jej uczestnicy przebywający na pokładzie statku Bahía de Darwin mają okazję zwiedzić archipelag Wysp Galapagos. Wszystkie znaki na niebie i ziemi zdają się wskazywać, że świat, jaki znamy w obecnej postaci wkrótce zniknie, a tylko garstka rozbitków pozostanie spadkobiercami ludzkiej cywilizacji. Na pierwszy rzut oka Galapagos, książka Kurta Vonneguta sprawia wrażenie powieści katastroficznej, ale nic bardziej mylnego. Autor znany jest jako mistrz czarnego humoru, a to dzieło stanowi tego niezaprzeczalny dowód.
Galapagos przykuwa uwagę od pierwszych zdań ze względu na styl, jakim została napisana. Historię snuje wszechwiedzący narrator, który swoją relację obficie okrasza ironią i kpiną. Atakiem niewybrednych dowcipów, gorzkich stwierdzeń oraz prześmiewczych sformułowań pada rodzaj ludzki, który okazuje się bardzo wdzięcznym, a przy tym wręcz niewyczerpanym tematem do żartów, wyrażania pogardy, etc. W książce prym wiodą absurd oraz groteska, którym towarzyszą oryginalne wnioski oraz ciekawe wzmianki na temat człowieka oraz cywilizacji, którą udało mu się stworzyć. Vonnegut bierze na warsztat nasze ludzkie mniemania oraz przesądy dotyczące nas samych i rozprawia się z nimi bardzo brutalnie, przekonując, że nasz antropocentryzm w żadnej mierze nie jest uzasadniony ani racjonalny.
W oczy rzuca się nietypowe podejście wobec rzeczy, którą chyba obecnie najbardziej się szczycimy, tj. wobec naszych mózgów. Wg narratora nasze umysłowe organy to nieudany wytwór ewolucji, jedna z jej odnóg będące jedynie tylko ślepą uliczką, ciężarem (dosłownym i przenośnym), który musi w konsekwencji zakończyć się fiaskiem, czyli zagładą. Bardzo interesujący jest wywód, który doprowadza odpowiadającego do tej dość zaskakującej konstatacji – otóż nasze wielgachne, przerośnięte, trzykilogramowe mózgi służą nam głównie do snucia podłych i niecnych planów, mających na celu uprzykrzenie egzystencji pozostałym osobnikom naszego gatunku. Człowiek jawi się jako istota szkaradna, ale i tragikomiczna – nie potrafimy korzystać z ogromnej zdobyczy ewolucyjnej, jaką jest tak wysoce rozwinięty mózg, zapewniający zdolność abstrakcyjnego myślenia. Ten wyjątkowy organ wykorzystywany jest najczęściej jako narzędzie do zadawania bólu i cierpienia w sposób mniej lub bardziej wyrafinowany. Alternatywnym zajęciem jest rozwiązywanie wszelkich zagadek, wyjaśnianie niewiadomych, które skrywają w sobie natura, ziemia, Wszechświat – kolejne sukcesy na polu nauki prowadzą jednak do próżności, buty, przekonania o wyjątkowości rodzaju ludzkiego, co z kolei odpowiada za stworzenie mirażu, jakoby człowiek był najpotężniejszą istotą, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Koniec końców, finalna myśl sprowadza się do stwierdzenia, że to człowiek i jego wielki mózg są źródłem i przyczyną wszelkiego zła na planecie Ziemia.
Narrator wykreowany przez Vonneguta jest równie bezlitosny dla ludzkiej cywilizacji, którą cechują przede wszystkim umowność i chimeryczność. Przyczyną owej niestałości i niestabilności są obiegowe opinie, subiektywne odczucia, które wpływają na działania ludzkie niemal w takim stopniu jak niezbite fakty, ale podlegają znacznie większym fluktuacjom. Dla przykładu zupełnie nagle i niespodziewanie może okazać się, że pieniądze, akcje, obligacje, hipoteki i inne świstki papieru to nic innego jak papier właśnie – bezwartościowy i mało przydatny w walce o przetrwanie. Nietrudno wyobrazić sobie przy tym, jaki chaos i zamieszanie wywołuje gwałtowna dewaluacja danej gotówki, w którą to większość ludzkich istot lokuje swoje majątki.
Vonnegut bardzo zabawnie, ale jednocześnie celnie zaprezentował rolę przypadku w naszym życiu oraz dziejach całej ludzkości. W tym celu pisarz posłużył się Kanka-bonami, fikcyjnym plemieniem ludożerców, zamieszkującym lasy Ekwadoru, które w powszechnej opinii było skazane na nieuniknioną zagładę. Tymczasem na skutek niezwykłego splotu wydarzeń, to właśnie kilka kanka-bońskich dziewczynek stało się Ewami przyszłego gatunku ludzkiego.
Powieść czyta się stosunkowo szybko z uwagi na krótkie rozdziały, na jakie została podzielona, chociaż odbiór dzieła jest odrobinę zakłócony przez nietypową narrację. Pomimo, iż akcja większości wydarzeń została osadzona w roku 1986, to relacja prowadzona jest z perspektywy miliona lat – jest to swoista retrospekcja, w efekcie czego zdarzają się czasowe skoki, wyprzedzanie faktów oraz zaburzenia chronologii. Ponadto snujący opowieść lubuje się w dygresjach, anegdotach, ciekawostkach, przedstawianiu własnych przemyśleń oraz komentarzy, co rozciąga i wydłuża fabułę, ale jednocześnie sprawia, że jest ona tak zabawna i nieszablonowa.
Reasumując, moje pierwsze spotkanie z Kurtem Vonnegutem okazało się bardzo owocne. Amerykański pisarz w sposób wyborny włada ironią oraz absurdem, za pomocą których kreśli ramy swojego literackiego świata. Obcowanie w tym dziwacznym tworze, poznawanie jego mieszkańców było bardzo intrygującym doświadczeniem, któremu towarzyszyły szczere salwy śmiechu, bowiem powieść Galapagos można odczytać jako żart z teorii ewolucji. W mniejszym stopniu jest to chyba także hołd złożony Karolowi Darwinowi i jego dziełu, zatytułowanemu O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego. Wydaje się, że sam rok, w którym rozpoczyna się akcja utworu, tj. rok 1986 to nawiązanie do sławetnego roku 1984 Orwella. Galapagos to w pewnym mierze także antyutopia, a że wszystko jest tutaj mocno pokręcone, stąd ta dwuletnia rozbieżność w osadzeniu akcji utworu. Jednym słowem czyste szaleństwo, z którym jednak warto się zmierzyć.

Wasz Ambrose

22 komentarze:

  1. "Na razie z książek tego autora czytałam tylko "Rzeźnię..." - dobra książka, ale trudna do recenzowania i męcząca emocjonalnie, bo wiele w niej opisów wojennych okrucieństw, tragedii. Oceniłam wysoko, ale jakoś do tej pory nie sięgnęłam po inne książki Vonneguta.
    "Rzeźnia numer pięć" i "Śniadanie mistrzów" zostały wydane w serii Współczesna Proza Światowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nazwisko tego Pana znałem już od dawna, dawna, ale jakoś nie odczuwałem specjalnej potrzeby, by zapoznać się z jego twórczością. Książkę przeczytałem głównie dlatego, że natknąłem się na nią w Składnicy Taniej Książki i przyznaję, że twórczość Vonneguta całkiem przypadła mi do gustu, chociaż "Galapagos" również było odrobinę męczące - absurd gonił absurd i w tym korowodzie szaleństwa odczułem delikatne znużenie :) Czy "Rzeźnia numer 5" także utrzymana jest w takim tonie, pełnym czarnego humoru?

      WPŚ może pochwalić się wieloma nazwiskami i tytułami, które dzisiaj są często odkrywane na nowo (jako choćby powieści Llosy czy Kerouaca).

      Usuń
    2. Trochę czarnego humoru w "Rzeźni" jest, ale na pewno o wiele mniej niż w "Galapagos" :)
      To dobra książka antywojenna, jeśli wpadnie Ci w ręce, przeczytaj. Najbardziej wbiły mi się w pamięć opisy bombardowanego Drezna oraz pytania Vonneguta o celowość tych bombardowań.

      Usuń
    3. W "Galapagos" także pojawia się sporo dowodów na bezcelowość i bezsens wielu ludzkich działań oraz pytania o ich sens. Vonnegut na skutek wojennych przeżyć chyba stracił dobre zdanie o człowieczym gatunku. Przy najbliższej wizycie w Taniej Książce rozejrzę się za "Rzeźnią ...", bo cenię sobie pacyfistyczne utwory :)

      Usuń
    4. A ja oprócz wspomnianej już "Rzeźni..." polecam Ci "Kocią kołyskę", która oprócz tego, że jest literaturą science fiction, posiada elementy satyry politycznej.
      "Galapagos" będę miała na uwadze.

      Usuń
    5. Dzięki za polecenie, mam nadzieję, ze uda mi się wyhaczyć którąś z proponowanych przez was pozycji :)

      Usuń
  2. Swego czasu na studiach zaczytywałem się Vonnegutem. Ja byłem zachwycony jego ironią, sarkazmem i cynizmem. W świetny sposób Vonnegut punktuje nasze wszystkie słabostki i grzechy. Od dawna sobie powtarzam, że muszę ponownie wrócić do jego pisarstwa. A "Galapagos" mam na półce, czeka grzecznie na swoją kolej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie także przypadła ta bezwzględność w punktowaniu ludzkich słabości połączona z inteligentnym humorem i suto zakrapiana ironią. Przeczytałem kilka opinii na temat "Galapagos" i spotkałem się ze zdaniami, że jest to jednak jedna ze słabszych pozycji Vonneguta - jeśli rzeczywiście "Galapagos" to ta gorsza część twórczości amerykańskiego pisarza, to nie mogę doczekać się, żeby poznać tę lepszą :)

      Usuń
  3. Jak dotąd od Vonneguta przeczytałem "Kocią kołyskę", "Rzeźnię numer pięć" i zbiór opowiadań "Tabakiera z Bagombo". Wszystkie te utwory gorąco polecam. Vonnegut to pisarz, o którym bez wątpienia można powiedzieć, że wypracował swój własny, niepodrabialny styl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, widzę, że chyba wszyscy znają już Vonneguta i tylko ja zwlekałem z poznaniem jego prozy. Tym bardziej się cieszę, że zakosztowałem jego twórczości i mogę potwierdzić, że Kurt wielkim pisarzem był :)

      Usuń
  4. Lubię styl Vonneguta, choć okres sięgania nałogowo po jego twórczość mam już za sobą. Jednak nie trafiłam jeszcze na książkę"Galapagos". Za to po lekturze „Wszechświat kontra Alex Woods” Gavina Extence'a zobaczyłam, że Vonnegut wciąż inspiruje, a to cieszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, wszyscy już jesteście "po słowie" z Vonnegutem, tylko ja na nowo odkrywam jego pisarstwo :) Poznawszy styl amerykańskiego autora, mogę przyznać na dzień dobry plusik panu Extence'owi za nawiązanie do tak ciekawego i nieszablonowego twórcy :)

      Usuń
  5. Prawdę mówiąc, jeszcze nie miałam przyjemności spotkać się z Vonnegutem - jak widać to spore niedopatrzenie. A co i rusz się na horyzoncie mojego małego świata pojawia gdzieś jego proza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, czyli jeszcze do niedawna nie byłem sam w mojej nieznajomości prozy Vonneguta. Ale teraz, jako neofita, tj. czytelnik, który właśnie poznał ją osobiście, serdecznie Ci ją polecam :)

      Usuń
  6. Od czasów podstawówki, a więc jeszcze zeszłego wieku ;) chodzi za mną to nazwisko. I jakoś wciąż nie mogę się spotkać z jego książkami :) Ale może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za mną ten Pan też chodził od dość dawna, ale jego nieznajomość mam już za sobą :) Polecam przede wszystkim z uwagi na bardzo dobry czarny humor oraz celne punktowanie ułomności naszej ludzkiej natury.

      Usuń
  7. Pierwsze spotkanie? Tyle świetnych lektur przed Tobą! Ja zaczęłam sto lat temu od "Kociej kołyski" (uwielbiam!), a potem czytałam, czytałam i czytałam :D Mam tylko wrażenie, że Vonnegut lubi autocytaty i czasami nie potrafię wskazać pochodzenia jakiejś światłej myśli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dopiero pierwsze :) Ha, dobrze wiedzieć, że reszta książek stoi na równie wysokim poziomie. Z tymi autocytatami to ciekawa sprawa - na podstawie tej jednej powieści zauważyłem, że Vonnegut lubi nawiązywać w swojej twórczości do dzieł innych. Może w ramach zabawy z czytelnikiem nawiązywał także do własnych płodów :) ?

      Usuń
  8. Moje trzecie podejście do Twojej recenzji w końcu zakończyło się sukcesem. Niestety okres Świąt (albo stety) obfituje u mnie w ciągłe spotkania z rodziną i nie sprzyja śledzeniu blogów zawierających tekst. Czytałam Vonneguta szczęście i szczerze miałam mieszane odczucia. Chyba tematyka pomimo tego, że przedstawiona z dużym poczuciem humoru okazała się dla mnie zbyt dużego kalibru. Ale Galapagos wydaje się lżejsze i dla mnie bardziej ciekawe:) I te salwy śmiechu są bardzo przekonywające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do trzech razy sztuka :) Co do "Rzeźni nr 5" to na podstawie innych komentarzy widać, że lektura tej powieści faktycznie jest dość ciężkim przeżyciem. Ja na razie nie planuję czytania tego utworu, ale cały czas mam go na uwadze jako rzecz, którą prędzej czy później warto poznać. "Galapagos" rzeczywiście można uznać za czarną komedię - tematyka niby poważna, ale zaserwowana w dość absurdalnym sosie :)

      Usuń
  9. Muszę zacząć czytać to, co piszę:) Czytałam oczywiście Rzeźnię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Rzeźnia", "szczęście" - znam ten problem z autopsji. Jak czytam tekst tuż przed opublikowaniem to zdarza mi się odkryć wiele interesujących kwiatków podobnej maści :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)