piątek, 5 grudnia 2014

Skradzione dzieciństwo

Ptak

Oh Jeonghui

Tytuł oryginału: Sae
Tłumaczenie: Marzena Stefańska
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Liczba stron: 136
 
 
 
 
Dzieci nierzadko określane są mianem stworzeń z innej planety. Ich zachowania, proces dedukcyjny, oczekiwania wobec otoczenia oraz predykcje z punktu widzenia osób dorosłych, starających się myśleć na wskroś racjonalnie, często uchodzą za niezrozumiałe, nielogiczne oraz naiwne. Wydaje się, że ta wyraźna odmienność i niezwykłość młodego człowieka wynika z nieznajomości zasad funkcjonowania świata, do którego się trafiło. Dziecko dopiero uczy się schematów, wzorców oraz rytuałów, według których powinno postępować, tak by jego działania spotkały się z pełną aprobatą. Ale dojrzewając, dzieci najczęściej tracą bezpowrotnie świeże i nieskrępowane ciasnymi więzami konwenansów spojrzenie na świat, ogromną ciekawość, która rozbudza wyobraźnię i sprawia, że egzystencja to pasmo nie kończących się przygód. Oczy dziecka potrafią także wychwytywać niuanse i sprzeczności, stanowiące fundament ludzkiego bytu, ale jednocześnie umykające zdecydowanej większości społeczeństwa. Z tego względu dziecięca perspektywa bardzo chętnie wykorzystywana jest w literaturze – na podobny zabieg udało mi się natrafić w jakże odległej i wciąż obcej mi prozie południowokoreańskiej. Wszystko za sprawą powieści Ptak autorstwa Oh Jeonghui.

Oh Jeonghui (Oh Jung-Hee) to urodzona w 1947 roku artystka, która zaliczana jest do grona najwybitniejszych współczesnych powieściopisarek południowokoreańskich. Oh Jeonghui uczęszczała do Sorabol Art College, gdzie w 1968 roku uzyskała stopień licencjata z Kreatywnego Pisania. Pierwsze wyróżnienie za swoją literacką twórczość Oh otrzymała jeszcze w college’u – na ostatnim roku została uhonorowana nagrodą Chungang Ilbo przyznawaną obiecującym pisarzom. Utwory Oh Jeonghui wydawane są także poza Koreą Południową – jej powieści przetłumaczono na angielski, francuski, rosyjski, japoński oraz polski. Rodzimy czytelnik ma okazję poznać pióro artystki dzięki wydawnictwu Kwiaty Orientu, na łamach którego ukazały się Miłość zeszłej jesieni i inne opowiadania oraz Ptak. Drugie z dzieł udało mi się nabyć w trakcie krakowskich Targów Książki w bardzo okazyjnej cenie 5 złotych i to właśnie jemu chciałbym poświęcić dzisiejszy tekst.
Główną bohaterką utworu, a zarazem pierwszoosobową narratorką jest dwunastoletnia dziewczynka U-mi Park. Czytelnik śledzi losy jej oraz jej 2 lata młodszego braciszka U-ila. Akcja utworu rozpoczyna się wkrótce po odejściu matki. Ojciec, nie przejawiając zbytniej ochoty do poświęcania swojego czasu na opiekę nad swoimi pociechami, zrzuca jarzmo obowiązków na pozostałych członków rodziny. Najpierw wysyła rodzeństwo do babci, ale starsza kobieta na skutek nieszczęśliwego wypadku wkrótce umiera, a dzieci zmuszone są do kontynuacji tułaczki. Trafiają one do rodziny brata matki, gdzie ich wychowaniem zajmuje się niezrównoważona psychicznie ciotka, traktujące powierzone jej zadanie jako niesprawiedliwe jarzmo i ciężar. Ale pobyt tutaj również nie trwa długo – z uwagi na szaleństwo ciotki, U-mi oraz U-il zostają wysłani do starszego brata ojca. Cały korowód przerywa ojciec, który pewnego zjawia się i odbiera dzieci, przenosząc się razem z nimi do Seulu, gdzie zamieszkuje cała rodzina razem z nową matką. Niestety obraz szczęśliwej familii szybko okazuje się złudny, pokrywając się plamami grzeszków ojca. Wybranka taty nie mogąc znieść roli maskotki służącej do zaspokajania seksualnych potrzeb, w którą starał się ją wtłoczyć mężczyzna, decyduje się na ucieczkę. Zdesperowany ojciec wyrusza na poszukiwanie pożądanej istoty, pozostawiając dwójkę swoich dzieci samopas. Odtąd U-mi oraz U-il muszą samotnie mierzyć się z wszelkimi przeciwnościami losu oraz niespodziankami, jakie niesie za sobą życie.
Autorka w bardzo plastyczny oraz przejmujący sposób rysuje dramat dwójki bohaterów powieści. Szczególnie udanym zabiegiem wydaje mi się zastosowanie dziecięcej perspektywy do opisu zachodzących wydarzeń. Dziewczynka U-mi przedstawia rzeczywistość obserwowaną z własnego punktu widzenia, której jednak nie potrafi zestawić z doświadczeniami innych. Odmalowywany świat, który czytelnik odczytuje jako brutalny, zimny, oschły, nieczuły na krzywdę dziecka, jest jej normą, codziennością. Bardzo ograniczona troska sąsiadów, sprowadzająca się do okazjonalnej pomocy, typowo urzędnicza postawa społecznej opiekunki, która nie zamierza wyjść poza ciasne ramy przepisów i aktów prawnych, uzupełniają smutny obraz dziecka, które okradane jest ze swojego dzieciństwa. Okres, który zazwyczaj jawi się jako czas beztroski, swobody, nieskrępowanej wolności, zostaje przytłoczony koniecznością przyspieszonego dojrzewania, które jednak od początku jest skalane, napiętnowane brakiem miłości oraz uczucia należytej troski i uwagi.
U-mi, poprzez zaistniałe okoliczności, jest zmuszona dorosnąć, wziąć odpowiedzialność za własną egzystencję oraz byt swojego młodszego brata. Z tego względu stara się być nie tylko starszą siostrą, ale i matką oraz nauczycielką, odgrywając przypisane jej role najlepiej jak potrafi. Przytłaczający przymus, ogromne oczekiwania wobec własnej osoby są jednak zatruwane przez podświadomie stosowane wzorce. U-mi, doświadczając w życiu głównie niechęci, zgorzknienia, surowości, z wolna wciela się w postać bezwzględnej opiekunki, która bardzo dużo wymaga, a za wszelkie potknięcia, niedociągnięcia oraz pomyłki, bezlitośnie każe, uciekając się głównie do fizycznej przemocy. Symbolem rodzicielskiej klęski dwójki maluchów staje się wizyta pluszowej pandy – wielki miś jest ulubieńcem klasy, do której uczęszcza U-mi. Każdego weekendu jest on zapraszany przez jednego z uczniów do swojego domu, gdzie dziecko stara się go ugościć najlepiej jak potrafi. Kiedy przypada kolej U-mi, w niewielkim pokoju zamieszkanym przez dziewczynkę oraz jej braciszka, zapanowuje ogromna ekscytacja oraz oczekiwanie. Zapał jednak szybko gaśnie, kiedy U-mi zaczyna sobie stopniowo uświadamiać jak skromnie i ubogo przebiega pobyt pandy w jej domostwie. Pluszak staje się niemym świadkiem nędzy, w jakiej egzystuje rodzeństwo, a wkrótce pada także ofiarą bezzasadnej agresji, zrodzonej z poczucia zażenowania, krzywdy oraz frustracji. Egzamin opiekuńczości zostaje oblany, ale jak można kochać i szanować innych, skoro nikt nigdy nie prezentował takich postaw?
Dorastająca U-mi przekonuje się także, że otaczająca ją rzeczywistość rzadko jest przyjazna, zasady jej funkcjonowania wymykają się jej pojmowaniu. Pokój jest kwadratowy, trójnogi stół okrągły, promienie słońca ciepłe, a lód zimny. Ale czyż między bielą i czernią nie ma odcieni szarości? – odkrywając je sukcesywnie, można przekonać się, jak przerażająco skomplikowany i niejednoznaczny jest świat, odkąd tylko człowiek objął go swoim władaniem, o czym najdobitniej świadczy zachowanie dorosłych. Ich egzystencja pełna jest kłamstw i niedomówień, nieszczerości i dwuznaczności, hipokryzji oraz ambiwalencji. Żyjący tuż obok siebie sąsiedzi, egzystujący na niewielkiej przestrzeni, pozostają dla siebie obcymi osobnikami, którzy usilnie chronią swoich drobnych sekretów i tajemnic. Społeczna opiekunka, przydzielona U-mi usilnie dba o zachowanie odpowiedniego dystansu pomiędzy nią a dziewczynką. Nie interesuje jej młodszy brat U-mi, wydaje się również, że nie zamierza poznać podłoża problemów, z jakimi boryka się dziewczynka. Możliwość nawiązania bliższej relacji napawa ją konsternacją i usilnie stara się do tego nie dopuścić. Ojciec, najbliższa osoba z rodziny, w życiu swoich dzieci pojawia się tylko sporadycznie, pragnąć wynagrodzić im długą nieobecność za pomocą pieniędzy oraz prezentów. Od własnych pociech znacznie istotniejsza okazuje się pogoń za cielesną przyjemnością.
Utwór posiada także interesującą konstrukcję, która znakomicie komponuje się z treścią powieści. U-mi, na prośbę opiekunki społecznej, zaczyna prowadzić dziennik, w którym powinna opisywać swoje przeżycia, doznane przygody, refleksje oraz przemyślenia. Ale notatnik, który regularnie przegląda opiekunka, zawiera wyłącznie relacje z przebiegu kolejnych, bliźniaczo podobnych dni, których charakterystyka sprowadza się wyłącznie do szkolnej egzystencji.
„Obudziłam się rano, umyłam zęby i twarz. Następnie zjadłam śniadanie i poszłam do szkoły. Najpierw uczyliśmy się gramatyki koreańskiej, potem była lekcja przyrody. Na trzeciej lekcji mieliśmy test z matematyki. Miała pięć złych odpowiedzi, więc dostało mi się po rękach. Następnym razem przygotuję się lepiej i zrobię powtórkę materiału. Będę więcej się uczyć i postaram się osiągnąć w życiu sukces”.
Można odnieść wrażenie, że U-mi podświadomie dąży do zadowolenia opiekunki, zapisując dokładnie to, czego oczekuje od niej kobieta. Pozorne zainteresowanie jej losami, kilka minut poświęcone na rozmowę w cztery oczy wystarczają do zdobycia zaufania dziecka, które jednak obawia się utraty przyjaciółki. Zaniechanie działania przez kobietę wydaje się szczególnie okrutne, kiedy czytelnik uświadamia sobie, że utwór to w gruncie rzeczy faktyczny dziennik U-mi – gdyby urzędniczka wykazała chociaż odrobinę dobrej woli, przy niewielkim wysiłku, tak jak i my, mogłaby poznać tragiczną historię dwunastolatki oraz jej braciszka i rzeczywiście im pomóc.
Uzupełnieniem lektury są liczne symbole, którymi została okraszona historia U-mi i U-ila. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście tytułowy Ptak oraz piękna okładka, ze zdobiącą ją otwartą, pustą klatką. Wolnymi ptakami, przynajmniej pozornie, są bohaterowie powieści – uwolnieni spod rodzicielskiej władzy, zdani na kaprys niosących ich podmuchów wiatru, błąkają się po nieprzyjaznym świecie, próbując odnaleźć w nim swoje miejsce. Ale w miarę upływu czasu, U-mi przeżywa bolesne wybudzenie – coraz bardziej dojmująca staje się świadomość, że jako ludzkość nie potrafimy oderwać się od ziemi, choćby metaforycznie i wznieść się ponad okrutną rzeczywistość, która przytłacza i ściąga w dół. Zatem człowiek powinien porzucić marzenia o lataniu (które są przecież udziałem U-ila, wierzącego w autentyczność bohaterów komiksów, takich jak Toto-Robot czy Superman), założyć kajdany codzienności i skoncentrować się na niełatwym i trudnym bycie, naznaczonym porażkami i klęskami. Z kolei klatka jako oznaka zniewolenia, staje się także wyznacznikiem egzystencji ludzi dorosłych, z których niemal każdy jest więźniem – swojej słabości, ułomności bądź lęków. Istotną rolę w utworze odgrywają także motywy snu (ucieczka, rojenia, pragnienie realizacji własnych marzeń), wiatru (zagrożenie, ale i nieuchwytność, swoboda, niezależność) czy lustra (egoizm, próżność, ale i samoakceptacja).
Utwór jako całość, mimo, że bardzo przygnębiający i smutny, prezentuje się bardzo dobrze. Oh Jeonghui przedstawiła czytelnikowi brutalną prawdę o współczesności, w której żyjemy, gdzie prym wiodą znieczulenie, obojętność, egoizm oraz okrucieństwo. Pozornie, akceptacja krzywdy, jakiej doznają dzieci wydaje się niemożliwa, ale autorka zdaje się przekonywać, że sami do niej doprowadzamy poprzez naszą bierność i brak zdecydowanego działania. Jeonghui uświadamia także jak chętnie unikamy odpowiedzialności, szczególnie za losy innych ludzi, uciszając swoje sumienie drobnymi, nic nie znaczącymi gestami. Lektura gorzka, ale z pewnością godna czytelniczej uwagi.
 
Wasz Ambrose

23 komentarze:

  1. Książka wydaje mi się ciekawa. Prawdy w niej zawarte są zawsze aktualne. Będę miała tę powieść na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie powieść od razu podbiła swoją okładką. Stoisko "Kwiatów Orientu" w trakcie Targów Książki odwiedziłem z pełną premedytacją, bowiem byłem niemal pewien, że trafię na coś ciekawego i nie pomyliłem się. Serdecznie polecam :)

      Usuń
  2. Książka jest tak niepozorna pod względem objętości, a jednocześnie opowiada o tak trudnych losach dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się zastanawiam czy ta skromna objętość nie jest zabiegiem celowym - dzięki temu powieść jeszcze bardziej przypomina relację dziewczynki bądź wpisy z pamiętnika. A obraz warunków, w jakich przyszło egzystować dwójce małych bohaterów jest naprawdę przerażająca.

      Usuń
  3. Chyba byłaby to dobra lektura na porozmawianie o niej w DKK. Szkoda, że mało dostępna. Można ją interpretować na wiele sposobów. Nie czytałem, ale poznawszy Twój tekst mam takie właśnie wrażenie.

    Z jedną rzeczą się jednak nie mogę zgodzić. Nie sądzę by nasze czasy były gorsze od innych. Są chyba najlepszymi, jakie kiedykolwiek były. Owszem, inne epoki bywają gloryfikowane w literaturze, która była tworzona głównie przez tych nielicznych, którym było dobrze. Teraz literaturę tworzą ludzie stanowiący przekrój społeczeństwa, stąd pozornie obraz może wyglądać nieciekawie. Ja jednak nie zamieniłbym się na żadne inne czasy. Co nie znaczy, że nawet dziś bardzo wiele rzeczy nie jest złych, ale to już całkiem inna bajka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, książka zdaje się być idealnym materiałem jako temat do szerszej dyskusji. Z pewnością można by znaleźć kilka ciekawych powiązań z naszą polską rzeczywistością.

      Pisząc o brutalnej prawdzie o współczesności miałem na myśli coś zupełnie odwrotnego niż stwierdzenie faktu, że żyjemy w najgorszych z możliwych epok, czy cokolwiek w tym rodzaju :) Chodziło mi o to, że dzisiaj wielu ludzi jest skłonnych sądzić, że wraz z postępem technologicznym, jaki dokonała ludzkość na przestrzeni wieków takie problemy jak bezdomność, głód, sieroctwo powinny zniknąć. Wielu ludzi jest zaskoczonych, że są kraje w których społeczności wegetują, utrzymując się za kilka dolarów miesięcznie.

      Usuń
    2. Święta racja. Chyba we wszystkich krajach ten problem wciąż istnieje.

      Usuń
  4. Bardzo chętnie sięgam po książki pokazujące świat z perspektywy dziecka. Na pewno trudno jest napisać taką książkę.
    Biedna ta U-mi i biedny jej braciszek... Wiem, że będzie to ogromnie smutna lektura, a jednak mam chęć przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, bardzo łatwo się jest wyłożyć przyjmując taką perspektywę, ale moim zdaniem południowokoreańska pisarka poradziła sobie naprawdę nieźle. Sądzę, że utwór mógłby Ci przypaść do gustu - nie ma tu wartkiej akcji, ale są chociażby bardzo trafne i interesujące spostrzeżenia dotyczące świata dorosłych :)

      Usuń
  5. O! Tą pozycję chętnie bym poznała.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kompletnie nie znam prozy południowokoreańskiej, jest mi całkowicie obca i nie wiem dlaczego, ale nawet nigdy nie przyszło mi na myśl, żeby to zmienić. Dzięki za tę recenzję, "Ptak" wędruje na listę książek do przeczytania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze do niedawna jedynie o niej słyszałem, chociaż nie znałem żadnych nazwisk :) Za sprawą tej krótkiej powieści przekonałem się, że warto poświęcić jej chociaż odrobinę czytelniczej uwagi :)

      Usuń
  7. Bardzo, bardzo ciekawa książka. Nie dopiszę jej do listy (którą wszyscy mają) tylko dlatego, że od dawna ją tam mam :) Literaturę koreańską już troszeczkę poznałam, ale zdaję sobie sprawę, że jeszcze wiele mam do odkrycia. I tu należą się ukłony wydawnictwu, o którym wspomniałeś, bo to za jego sprawą najłatwiej dotrzeć do tak egzotycznych książek. Te książki, które czytałam, nie były efektownie wydane, zdarzały się jakieś błędy nawet, ale i tak cieszę się, że ktoś zajął się tą niszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, można więc powiedzieć, że uprzedziłem Cię z lekturą tej książki :) Ja także żywię spory szacunek do oficyn, które decydują się na wydawanie literatury niszowej, mniej popularnej, albo mniej znanej w naszym kraju. Nie jest to łatwe, szczególnie z finansowego punktu widzenia i pewnie stąd maksymalne oszczędności, czynione także na korekcie, czy redakcji. Smutne to, ale taką mamy czytelniczą rzeczywistość.

      Usuń
    2. Akurat oszczędzanie na korekcie i redakcji to nie jest dobry pomysł :) Pamiętam też, że w "Zaopiekuj się..." znalazłam jakieś niezręczności w tłumaczeniu. Podejrzewam, że i tak za to płacą, może ktoś po prostu nie przyłożył się do pracy? Chyba, że wszystkim zajmuje się jedna osoba i po prostu nie jest specjalistą od wszystkiego? Nie wiem, nie znam szczegółów. W każdym razie robią dobrą robotę, mogliby być jeszcze lepsi :) Ja im kibicuję :)

      Usuń
    3. Ja również nie mam zielonego pojęcia, jak to wszystko wygląda wewnątrz tego wydawnictwa, jak prezentuje się ono z organizacyjnego punktu widzenia. Pozostaje tylko gdybanie - przypuszczam, że gdyby środki były odpowiednio wysokie, to i korekta byłaby znacznie lepsza :)

      Ja także mocno im dopinguję - rozpowszechniają mniej znaną literaturę na naszym podwórku i już za same chęci trzeba im przyklasnąć, a jak się da to i pomóc :)

      Usuń
  8. Nie dziwię się, że okładka przyciągnęła Twój wzrok... Historia ze zdobyciem książki jest dowodem, że odpowiednie pozycje tak czy inaczej znajdują do nas drogę. Ta idealnie do Ciebie pasuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, bardzo dobrze powiedziane. Ja także jestem zwolennikiem teorii, że bardzo często to książki nas odnajdują, a my jedynie im w tym pomagamy. Cieszę się, że tej pozycji udało się szczęśliwie do mnie dotrzeć :)

      Usuń
  9. Podobnie jak artlifi nigdy nie zastanawiałam się nad sięgnięciem po literaturę południowokoreańską, co w sumie mnie dziwi, bo bardzo sobie cenię klimat filmów Kim Ki-Duka. A często zdarza się, że filmy z danego kraju swym nastrojem zachęcają do poznania również literatury. Tą recenzją również zachęciłeś mnie do zapoznania się z tą pozycją. Pewnie szybko to nie nastąpi, ale będę ją nosiła gdzieś z tyłu głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja do tej literatury, że tak to ujmę, zawędrowałem. Najpierw Japonia, potem Wietnam, następnie Chiny. Siłą rzeczy musiałem trafić także do Kraju Spokojnego Poranka.

      Książka "Ptak" jest dość interesująca, trochę uniwersalna, ale z pewnością nie jest to dzieło wybitne, przed którym należy padać na kolana i bić mu pokłony, dlatego nie namawiam usilnie do lektury. Tym bardziej, że wszyscy posiadamy jakieś listy utworów, z którymi zamierzamy się zmierzyć w najbliższym czasie. A takie regularne wtrącanie nowych pozycji może odrobinę dezorganizować :)

      Usuń
  10. Ja po prostu mam straszny problem z konsumpcjonizmem książkowym, więc dzięki za przyhamowanie. Czasem wpadam w takie stany, że chciałabym przeczytać wszystko:) To jest po prostu nałóg:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nałóg i czasami dość kosztowny, szczególnie jeśli ktoś nie mieszka blisko dobrze wyposażonej biblioteki :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)