sobota, 6 września 2014

Płonie ogień jak serca gorący

Pokrzepiciel

Sandor Márai

Tytuł oryginału: Erősítő
Tłumaczenie: Irena Makarewicz
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 248









Nieodłącznym elementem ludzkiej natury jest niechęć wobec tych, których zachowanie diametralnie różni się od przyjętych wzorców. Dla wielu osobników ogromnie istotne jest, by reszta społeczności posiadała ten sam, albo przynajmniej bardzo zbliżony światopogląd, wyznawała te same wartości, działa podług tych samych zasad. Człowiek zatem, już od zarania dziejów wtłacza swojego bliźniego w ciasne ramy schematów, które zawczasu dla niego przygotował – miłość do pobratymca trwa dopóty, dopóki ten godzi się pozostawać w tym więzieniu. Podobną drogą podążał kościół katolicki, który obserwując postępujący rozkład chrześcijańskiej jedności, przyznał sobie monopol na jedyną i słuszną wiarę. Początkowo starał się on krzewić swoje wyznanie za pomocą dyskusji i perswazji, ale kiedy eksplikacje słowne nie przynosiły oczekiwanych rezultatów, a kolejne zastępy katarów, waldensów oraz innych odszczepieńców wzrastały w siłę, konieczne okazało się przeniesienie środka ciężkości przytaczanych argumentów w stronę rozwiązań siłowych. W ten oto sposób, krok po kroku, narodziła się instytucja Świętej Inkwizycji, której funkcjonowanie, za sprawą swojego dzieła zatytułowanego Pokrzepicie, postarał się zobrazować i przybliżyć Sándor Márai.
Sándor Márai to pochodzący ze słowackich Koszyc wybitny węgierski prozaik, poeta oraz publicysta. Urodził się w 1900 roku w Austro-Węgrzech, zmarł na skutek samobójczej śmierci w 1989 w San Diego w USA. Jako syn adwokata od najmłodszych lat miał zapewniony szeroki dostęp do edukacji. We wczesnych latach twórczości sporo podróżował – gościł m.in. w Berlinie, Frankfurcie oraz Paryżu. Co ciekawe, Márai rozważał pisanie w języku niemieckim, w którym stworzył jedną sztukę teatralną, ale ostatecznie zdecydował się na mowę ojczystą. W 1928 roku pisarz wraz z małżonką Iloną Metzner, długoletnią towarzyszką życiowej podróży, osiadł w Budapeszcie – wkrótce przyszły literackie sukcesy, które wywindowały Máraia na artystyczny piedestał. Jego utwory tłumaczono na wiele języków, m.in. fiński, chorwacki, czeski, turecki, szwedzki czy duński. Po II wojnie światowej, w wyniku której w kraju do władzy doszli komuniści, Márai wydał 8 książek, ale w 1952 roku razem z bratem Gézą von Radványi, popularnym reżyserem zdecydowali się na emigrację. Artysta do końca swoich dni błąkał się po świecie, mieszkając na przemian we Włoszech oraz w USA. Życie zakończył w San Diego strzałem w głowę, po serii nieszczęść jaka go dotknęła – w 1986 roku na raka gardła zmarła żona Ilona, rok później odszedł brat Géza, a kilka miesięcy później śmierć zabrała przybranego syna pisarza, Janosa. Osamotniony Sándor Márai postanowił pożegnać się z tym światem, ale swoim czytelnikom pozostawił bogaty dorobek artystyczny, wśród którego warto zwrócić uwagę na napisaną w 1975 roku (w Polsce wydaną dopiero w 2010) powieść Pokrzepiciel.
Akcja utworu osadzona została w XVI-wiecznej Europie. U schyłku stulecia, w roku 1598 do Rzymu przybywa młody karmelitański inkwizytor z Hiszpanii. Inkwizycja hiszpańska, powołana do życia w 1480 roku przez parę królewską Ferdynanda II i Izabelę I, ciągle jeszcze pozostawała w powijakach w stosunku do swojej włoskiej odpowiedniczki. Dlatego też młody zakonnik, gorliwy zwolennik Świętego Oficjum, zostaje wysłany z wizytą do Wiecznego Miasta, by poznać mechanizmy działania bardziej doświadczonej instytucji, z której można czerpać zarówno wzorce jak i nowe, nieznane jeszcze na hiszpańskiej ziemi metody postępowania i rozwiązania. Inkwizycja w XVI wieku rozwija się szczególnie prężnie – w Hiszpanii rozprawiała się z marranami (chrześcijanami pochodzenia żydowskiego) oraz moryskami (przymusowo ochrzczonymi Maurami) podejrzanymi o potajemne praktykowanie starej wiary, w całej zaś Europie stanowiła odpowiedź na myślowe prądy Renesansu, które doprowadziły do zrodzenia zapoczątkowanej przez Martina Lutra reformacji.
Dzieło posiada formę listu do jednego z współwyznawców z rodzimego klasztoru w Ávila, pisanego przez głównego bohatera, który jako nowoprzybyły, pierwszy raz goszczący na włoskiej ziemi, obserwuje wszystko z wyjątkowym baczeniem. Ale niezrozumiała, szybka i melodyjna włoska mowa jak i obce obyczaje i tradycje nie wzbudzają wyłącznie ciekawości i zainteresowania. Sándor Márai na przykładzie swojego protagonisty prezentuje prowincjonalność oraz zaściankowość umysłową, charakterystyczną dla większości osobników, którzy są bardzo sceptycznie nastawieni zarówno wobec nieznanych miejsc jak i kultury. Ślepa miłość własna każe przypuszczać bohaterowi, że jest on przedstawicielem wyjątkowego oraz najwspanialszego narodu na świecie, z czego wynika spore zaskoczenie z racji chłodnego przyjęcia hiszpańskich pielgrzymów na rzymskiej ziemi – „(…) miejscowi nie lubią Hiszpanów. Jest to niezrozumiałe, wszak powszechnie wiadomym jest, że gorliwość w świecie szerzymy my, Hiszpanie”. Warto zwrócić uwagę na kreację głównego bohatera, który jest prostoduszny oraz dość naiwny, a przede wszystkim bezwzględnie posłuszny swoim zwierzchnikom – Sándor Márai, u którego łatwo dopatrzyć się sceptycyzmu żywionego wobec kościoła katolickiego, pojmowanego jako silnie zhierarchizowana instytucja, wymagająca on swoich wiernych przede wszystkim zaufania, poddania oraz pokory, ukazuje wszelkie wady tej potężnej machiny w sposób niebezpośredni, prezentując je w krzywym zwierciadle, przez pryzmat entuzjazmu swojego protagonisty. Jest to zabieg zupełnie odwrotny niż zastosował Émile Zola w swoim utworze Rzym, w którym można doszukać się kilku cech wspólnych z Pokrzepicielem. Centralną postacią Rzymu jest młody francuski ksiądz (a więc również mamy do czynienia z niedoświadczonym idealistą, osobą duchowną, przybywającą z zewnątrz, obserwującą rzymskie środowisko kościelne) Piotr Froment – tyle, że bohater Zoli jest osobnikiem znacznie bardziej krnąbrnym, cechującym się niezależnym myśleniem. W miarę odkrywania funkcjonowania kościoła katolickiego, Froment coraz bardziej się od niego oddala, coraz mocniej wątpiąc w sens swojego powołania.
Protagonista Pokrzepiciela przez osiemnaście miesięcy pobiera nauki od włoskich inkwizytorów, które będzie można wykorzystać do plewienia herezji na hiszpańskiej ziemi. W Wiecznym Mieście młody karmelita trafia pod dach domu zakonnego pod wezwaniem Ścięcia Świętego Jana Chrzciciela, zarządzonego przez padre Alessandro, doświadczonego w bojach z apostatami duchownego, odpowiedzialnego za przeprowadzenie całego procesu giustizii (z włos. giustizia to sprawiedliwość, prawne postępowanie). Bohater poznaje tam confortatorich, czyli tytułowych pokrzepicieli, osobników świeckich, wywodzących się z szeregów co zacniejszych obywateli miasta. Ich zadanie polegało na dodawaniu bodźca tym, którzy zachwiali się w wierze – tuż przed egzekucją heretyka, w mroku nocy, pokrzepiciele starali się wymóc akt skruchy, nakłonić grzeszników do wyznania przewinień, pobudzić zatwardziałych apostatów do nawrócenia, wykrzesać przywiędłą wiarę, usłyszeć krzyk samooskarżenia. Auto-da-fé, czyli wyznanie wiary nie pozwalało w żaden sposób uniknąć rozpalonego stosu, ale zapewniało odszczepieńcowi spokój sumienia oraz szansę na zdobycie życia wiecznego.
Sándor Márai posłużył się kontrowersyjnym tematem Inkwizycji, by w pełnej krasie przedstawić obraz działania systemu totalitarnego, opartego na ucisku oraz terrorze. Autor zwraca uwagę na charakterystyczną dla tego typu ustrojów stale rosnącą potrzebę kontroli obywateli, która wzrasta wraz z postępującym poczuciem zagrożenia dla stabilności całego aparatu zniewolenia. Coraz bardziej bezwzględne metody postępowania budzą naturalny opór oraz sprzeciw społeczności, co wymusza na władzy coraz bardziej restrykcyjne postępowanie – jest to niekończąca się, samonapędzająca się spirala, której zwieńczeniem jest zupełny i całkowity nadzór nad każdym krokiem każdej pojedynczej jednostki, nad jej umysłem oraz myślą. W czasach Inkwizycji nie było to oczywiście możliwe, ale i tak zrobiono wystarczająco wiele, by całe rzesze ludzi żyło w poczuciu strachu, grozy oraz niepewności jutra. Powszechne, bo obowiązkowe było szpiegowanie oraz donos, praktykowane nawet w obrębie własnej rodziny. Na porządku dziennym było wymierzanie sprawiedliwości zmarłym, którym po śmierci udowodniono apostazję. Inkwizycja wymagała także bezwzględnego posłuszeństwa oraz aprobaty dla swoich działań – kto nie dość gorliwie popierał tę instytucję, kto poddawał w wątpliwość jej wyroki, kto negował sens jej praktyk, także mógł trafić na stos.
Autor ciekawie ukazał również jak niebezpieczna potrafi być religia oraz paląca potrzeba jej krzewienia, szczególnie wśród tych, którzy odporni są na jej uroki. Sándor Márai zdaje się zauważać jak śmiertelnym zagrożeniem są ludzie, ślepo i bezrozumnie podporządkowujący się wszelakiej maści nakazom i zakazom oraz osobnicy egzystujący w przekonaniu posiadania jedynej prawdy. To ciekawe, że idea, za którą we wczesnej fazie jej kwitnienia, wyznawcy gorliwie oddawali życie, stopniowo przerodziła się w ideologię, w imię której życia pozbawiano innych, którzy nie do końca bądź wcale się z nią nie zgadzali. Jezusowe miłosierdzie zamienione zostało na litość, w imię której mordowano heretyków, wierząc, że widmo ognia ziemskiego sprawi, że odszczepieniec przyzna się do błędów, zachowując szansę na życie wieczne. Prostota przerodziła się w czołobitną pokorę, wymaganą od wiernych, a możliwość interpretowania słów zawartych w Biblii zarezerwowano wyłącznie dla dostojników kościelnych. W efekcie nawet franciszkanów, żądających od kościoła dotrzymywania ślubów ubóstwa posądzano o apostazję. Márai intrygująco uzmysławia jak aktywny jest człowiek, kiedy chodzi o dobro bliźniego, jaką potrafi przejawiać troskę oraz zainteresowanie, by drugi osobnik żył możliwie jak najlepiej. Szkoda tylko, że ludzie niemal zawsze mierzą innych wyłącznie swoją miarą, nie uwzględniając faktu, że ludzka natura jest cudownie różnorodna oraz niepowtarzalna.
Krótko reasumując, Sandor Márai stworzył bardzo interesującą lekturę, której siła tkwi w ciekawie zarysowanym problemie Inkwizycji, pojmowanej jako system totalitarny. Węgierski prozaik wziął na warsztat jedną z kilku, by nie rzec wielu, wstydliwych kart historii kościoła katolickiego i zaprezentował swoje spojrzenie na tę kwestię, które jest bardzo dojrzałe oraz interesujące. Wiele poruszanych tematów jest uniwersalnych oraz ciągle aktualnych – są to sprawy ogólnoludzkie, dotykające człowieczej natury, psychiki, sposobu pojmowania świata. Márai ujmuje także swoją erudycją, chociaż czujny polski wydawca dopatrzył się i oznaczył kilka błędów merytorycznych, które w opinii surowego historyka można by wręcz uznać za rażące. Na szczęście nie wpływają one zbytnio na odbiór dzieła, które pobudza umysł do wzmożonego wysiłku.  

Wasz Ambrose

19 komentarzy:

  1. Jestem w szoku. Zawsze o tej porze (poniedziałkowy wieczór) pod Twoim sobotnim tekstem było aż gęsto od komentarzy. Czyżby to tematyka książki, którą opisujesz, ukazała prawdziwą twarz naszej odwiecznej tolerancji, która tak pięknie objawiła się Boyowi?

    Co do samej książki i wizji Inkwizycji jako służb specjalnych dyktatury Watykańskiej, to przez wielu na pewno jest ona rozumiana dosłownie, jak choćby przez naszego Jerzego Cepika.

    Dla mnie niezwykle interesujący jest dominujący tu aspekt niemoralnego dobra i moralnego zła, o którym niezwykle interesująco pisze Slavoj Žižek. Temat rzeka. Nie wspomnę o ogólniejszych tematach z lektury tej wynikających.

    Dotąd nie zwarłem znajomości z twórczością tego pisarza, więc bardzo jestem wdzięczny za zwrócenie na niego uwagi. Mojej i innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wysuwałbym tak dalece idących wniosków :) Aspekt niemoralnego dobra i moralnego zła - brzmi to bardzo interesująco. To bardzo ciekawe, czytać o różnego typu mechanizmach działających w ludzkich społecznościach, a następnie przekonywać się o ich istnieniu na przykładzie kolejnych dzieł literatury :)

      Usuń
    2. Te wnioski to taka lekka prowokacja była ;)

      Usuń
  2. Wiele dobrego słyszałam o prozie Maraia. Ciekawa tematyka, wieloznaczność. Czuję, że to lektura dla mnie idealna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również słyszałem o tym pisarzu sporo dobrego i postanowiłem przekonać się o jego talencie na własnej skórze. Test uważam za w pełni udany - temat Inkwizycji został zaprezentowany bardzo ciekawie, w sposób skłaniający do refleksji. Węgierski literat w pełni mnie do siebie przekonał, w czytelniczych planach mam już kolejne dzieła tego autora.

      Usuń
  3. Nabyłam sobie niedawno jego "Dziennik" i wiele dobrego czytałam o nim i również o "Wyznaniach patrycjusza". Jestem zaskoczona iż pisarz popełnił samobójstwo / nie znam jego życiorysu/. Czego w jego życiu zabrakło?, że się targnął na życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierwszy raz o Máraiu usłyszałem za sprawą wspomnianych "Wyznań patrycjusza". Przygodę z Węgrem rozpocząłem natomiast od "Pokrzepiciela", ponieważ na tę właśnie powieść natknąłem się w moim ulubionych składzie taniej książki. Zaopatrzyłem się już także w "Pokój na Itace".

      Jeśli chodzi o samobójstwo autora, to śmiem przypuszczać, że złożyło się na to kilka czynników - żył na emigracji, więc pewnie cały czas zmagał się z piętnem "obcości", w dodatku przydarzył mu się cały ciąg nieszczęść - śmierć żony, brata oraz przybranego syna.

      Usuń
    2. W świetle tej książki, której świetną opinię tu przeczytałam muszę jednak stwierdzić, że zabrakło pisarzowi wiary i nadziei z niej wynikającej. Ona powstrzymała by go jednak przed takim krokiem.
      Natomiast zgadzam się co do inkwizycji. Ale musimy brać pod uwagę fakt, że i za nią kryli się tylko ludzie.

      Usuń
    3. Moje zaczytanie - masz może jakieś dane statystyczne potwierdzające, iż wierzący rzadziej popełniają samobójstwa? Chętnie bym się z nimi zapoznał ;)

      Usuń
    4. Z pewnością różnimy się co do tego kogo uważamy za osobę wierzącą.
      Człowiek głębokiej wiary moim zdaniem nie popełni samobójstwa jeżeli jest przy zdrowych zmysłach.
      A zatem żadne statystyki tu nam nie są potrzebne, bo Ci, którzy odebrali sobie życie może i byli ochrzczeni, ale wiary nie mieli.

      Usuń
    5. Nie bardzo Cię rozumiem. Piszesz, że różnimy się co do tego, kogo uważamy za osobę wierzącą, a potem zaraz zmieniasz sens swojej wypowiedzi i piszesz, że „człowiek głębokiej wiary” nie popełni samobójstwa. Czyli nie każdy wierzący jest głębokiej wiary. Pytanie ilu jest tych głębokiej wiary? Jeden na dziesięciu wierzących? Na stu? Na tysiąc? Dla Kościoła każdy ochrzczony to wierzący. Ilu z nich prawdziwie wierzy? I co to znaczy prawdziwie wierzyć? Ilu z nich nie zabije człowieka, nawet w obronie swego dziecka? A przecież Chrystus zabronił wydobycia miecza nawet w Jego obronie. To nie są takie proste sprawy, jak się wydaje.

      Osobny problem, to wygłaszać twierdzenia, że się samobójstwa nie popełni, gdy wszystko jest pięknie. Psychologia społeczna daje liczne dowody na to, że tylko człowiek pełen pychy mówi, co by zrobił, a czego nie, zanim przejdzie próbę. Jak mówiła Szymborska "Tyle o nas wiemy, ile nas sprawdzono". I dotyczy to tylko zdrowych psychicznie.

      Co z chorymi? Czy jesteś pewna, że osoba prawdziwie wierząca nie popełni samobójstwa w związku z chorobą, która odbierze jej tożsamość? A przecież dusza jest odrębna od ciała, więc nie powinno być takiej choroby, takiego narkotyku, czy takiego strachu, który by sprawił, żeby wcześniej w pełni wierzący popełnił samobójstwo.

      Jeszcze inny aspekt, to samobójstwo cudzymi rękami. Sprowokowanie sytuacji, w której ktoś inny nam odbierze życie. Gdy robi to niewierzący, jest to samobójstwo. Gdy robi wierzący - męczeństwo. I nie mówię tylko o chrześcijaństwie.

      Zresztą wielu twierdzi, że każdy samobójca w tym momencie znajduje się w specjalnym stanie świadomości.

      Z samobójstwem jak z dezercją. Łatwo siedząc w fotelu z kawką w ręku zarzekać się, że wszyscy być może, ale ja nie. Prawda jest jednak taka, że nikt uczciwy nie powinien tak mówić, bo dopiero w konkretnej sytuacji okazuje się, jak jest naprawdę. I to tylko w tej jednej, Bo w następnej ten sam człowiek może zachować się inaczej.

      Usuń
    6. Samobójstwo popełnia się najczęściej będąc w stanie depresji, a depresja jest chorobą, która - tak jak nowotwór i cukrzyca - atakuje każdego bez względu na to, czy to wierzący, czy niewierzący.

      Usuń
    7. Absolutnie się zgadzam. Jednak nawet w wypadku depresji w większości przypadków zachodzi pytanie, czy to depresja prowadzi do samobójstwa, czy też to czynniki zewnętrzne (w Zimbardowskiej nomenklaturze Sytuacja i System) prowadzą równolegle i do wystąpienia/nasilenia depresji i do samobójstwa. Za tą drugą tezą może przemawiać nasilenie częstotliwości samobójstw po upublicznieniu samobójstwa znanych osób, zwłaszcza idoli.

      Usuń
  4. Chętnie zaczęłabym poznawanie twórczości Máraia właśnie od "Wyznań patrycjusza", ale "Pokrzepiciel" również przykuwa moją uwagę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie te "Wyznania ..." też kusiły, ale skutecznie odstraszyła mnie cena. Ale dzięki twardym prawom ekonomii poznałem nieco mniej znaną część twórczości tego literata :)

      Usuń
  5. Z prawdziwą przyjemnością przeczytałam informacje na temat pisarza, który mnie od jakiegoś czasu intryguje. Zapewne sięgnę po "Dziennik", ale planuję też dalszą znajomość. Styl pisarza, który znam jedynie z jego debiutanckiej "Pierwszej miłości" tak mnie zachwycił, że od razu zrozumiałam dlaczego został "wwindowany na artystyczny piedestał" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w dalszej perspektywie czasowej również planuję lektura "Dziennika", który uchodzi za opus magnum Máraia. Ale szybciej zapewne zapoznam się z "Pokojem na Itace", który już wygrzewa się na mojej bibliotecznej półce. Mnie styl tego literata również b. przypadł do gustu :)

      Usuń
  6. Przyznam, że mam opory przed sięgnięciem po Maraia, głównie z powodu tego, co wypisywał o Henrym Millerze. Jakoś mi tym podpadł.

    Ta książka po Twoim opisie kojarzy mi się trochę z "Zapiskami oficera Armii Czerwonej" Piaseckiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja na szczęście o niczym takim nie wiedziałem. Swoją drogą to bardzo interesujące, jak często i jak wiele mają do powiedzenia pisarze na temat kolegów po piórze.

      "Zapisków ..." nie znam, ciężko mi więc porównać, ale widzę, że właśnie zyskałem kolejną lekturę, po którą warto sięgnąć :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)