piątek, 12 września 2014

O własności intelektualnej



Indyjscy rolnicy (...) stwierdzili, że pewne surowce i metody rolnicze stosowane przez nich od wieków są teraz własnością amerykańskich spółek, ponieważ jedna z nich je opatentowała. Teraz chce, by indyjscy rolnicy płacili jej za coś, co robią od dwóch tysięcy lat.

Żądanie niemożliwego Slavoj Žižek

8 komentarzy:

  1. O ile wiem surowca opatentować nie można a metodę tylko wtedy, kiedy udowodni się, że jest niespotykana, niestosowana i ma wyjątkowy charakter. Bardzo jestem ciekawa, o co konkretnie chodzi, bo cytat zalatuje mi typową nagonką na firmy biotechnologiczne, których nie lubię skądinąd ale umiar trzeba znać.
    I niebezpieczeństwo GMO widzę najbardziej w tym, że nasiona trzeba będzie kupować od wielkich producentów, w ten sposób tworzą się monopole i zmniejsza się bioróżnorodność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że tu chodzi o opatentowanie jakiegoś algorytmu technologicznego, którego nieodłącznym elementem są te surowce , o których mowa w cytacie . Poza tym surowiec można opatentować jako... produkt ;) Przykład - firma Sabinsa uzyskała patent na swój surowiec Cococin, który może być stosowany w dodatkach do żywności, suplementach diety i w kosmetykach.

      W ogóle jednak, to w tym cytacie chodzi o wariactwo, jakie wiąże się z prawami autorskimi i pokrewnymi oraz patentami. GMO i nasiona to tylko jeden z jego aspektów.

      Usuń
  2. No, poczekaj Cococin jest produktem pozyskiwanym z surowca (orzecha kokosowego) w procesie liofilizacji. Trudno uznać to za tradycyjną metodę obróbki stosowana od wieków w Indiach.
    A prawa własności intelektualnej to rzeczywiście wielki biznes, w którym mnóstwo działań delikatnie mówiąc wątpliwych etycznie. Myślę, że w dużej części to zjawisko przyczynia się do jeszcze większego rozwarstwienia między zaawansowanymi naukowo i technologicznie krajami, a reszta świata, do której mam wrażenie należymy. Nawet jeśli jesteśmy w stanie coś wymyślić, przetestowanie i opatentowanie przekracza możliwości badaczy/instytucji badawczych. Jeszcze inna kwestia jest kruchość finansowa naszych przedsiębiorstw, które nie mają pieniędzy na wprowadzanie innowacji, konkurują ceną wynikającą z niskich kosztów pracy i nie będą stanowić żadnej konkurencji dla dużych graczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Chodziło mi o to, że jest tylko surowcem dla następnego łańcucha wyrobów.

      Oczywiście, że co do reszty masz rację. To temat rzeka. Sam miałem styczność z sytuacjami, gdy firmy nie posiadające tak naprawdę praw skutecznie dochodziły swych roszczeń z tytułu ich naruszenia. Tak jakby złodziej dochodził roszczeń z tytułu utraty łupu. Sądy i inne instytucje, które i tak zwykle nie grzeszą inteligencją, na hasło „prawa autorskie i pokrewne” dostają małpiego rozumu, Z drugiej strony, gdy zostaną naruszone prawa autorskie zwykłego obywatela, na pomoc państwa nie ma on co liczyć. Moja sprawa o plagiaty z LC wciąż nie doczekała się końca. Po roku została zawieszona.

      Usuń
  3. Ten cytat nie podoba mi się bo jedzie tania demagogią. Mam nadzieję, że Żiżek nie jest taki w całej książce.
    Łatwo jest znaleźć sobie 'wroga' - rząd światowy, masonerię, Żydów, wielkie firmy farmaceutyczne, Monsanto itd. ale, (nie)stety życie nie jest takie proste, jakby się chciało.
    Kupiłeś Żiżka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że ten cytat Ci się nie podoba, zrozumiałem już po pierwszym Twoim komentarzu :) Na szczęście w książce prezentuje się lepiej, niż wyrwany z otaczającego kontekstu.

      Autor nie koncentruje się na negatywnych aspektach praw intelektualnych i pokrewnych. Traktuje to marginalnie, jako jeden z przejawów szerszych problemów.

      Czy warto kupić? To zależy. Ja i Ambrose prezentujemy odwrotne strategie w tej materii. On kupuje książki i je czyta. Ja czytam i ewentualnie kupuję, jeśli wiem, że będą mi ponownie potrzebne i chcę mieć pewność, że zawsze będą „od ręki pod ręką”. Powieści, nawet najlepszej, którą przeczytam tylko raz, nigdy bym nie kupił. Musiałbym harować na większe mieszkanie, by zmieścić wszystko, co przeczytałem :) Poza tym to nieekologiczne. Nie wiem jakie są Twoje zwyczaje :)

      „Żądanie niemożliwego” jest interesujące jako całość - przynosi nowe spojrzenie nawet w tych obszarach, gdzie się z autorem nie zgadzamy, bo i ja nie we wszystkim się z wszystkimi jego tezami utożsamiam. Interesujące są też szczególiki. Czy warto więc kupować? Na pewno warto przeczytać. Można wypożyczyć choćby z biblioteki. Ciekawe rzeczy można wynotować. Czy więc warto kupować? Każdy sam musi zdecydować. Ja zawsze zalecam najpierw przeczytać, potem zdecydować :)

      Usuń
  4. Z cytatami tak często bywa. Jak wstawiasz cytaty np. z Paradoksu czasu, który bardzo mi się podobał, bezdyskusyjnie zaliczam go do pierwszej dziesiątki ostatnich pięciu lat, to nawet one wyglądały blado. Czyli, nie należy sądzić książki po cytacie.

    Pytałam, czy ty kupiłeś, to różnica :)
    Raczej skłaniam się ku kupowaniu po przeczytaniu, prozy na papierze nie kupuję prawie wcale (chyba, że absolutny hit cenowy a autora znam) i Żiżka chętnie pożyczyłabym z biblioteki, ale nie ma tej pozycji w moich bibliotekach. Stąd zagwozdka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kupiłem, Dostałem :) Co do bibliotek, to możesz im wjechać na ambicję. W naszej jest akcja „Poleć książkę”. Polecasz, a oni kupują :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)