piątek, 15 czerwca 2018

Petra Hůlová "Czas Czerwonych Gór " - O różnych postaciach klęski

Czas Czerwonych Gór

Petra Hůlová

Tytuł oryginału: Paměť mojí babičce
Tłumaczenie: Dorota Dobrew
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 154
 
 
 
 
Rzeczywistość to konstrukt szalenie skomplikowany, którego złożoność wykracza daleko poza zdolności pojmowania jednostki. Jej bezmiar poraża i paraliżuje, stąd tylko niewielu odważa się wypłynąć żaglowcem swojej ciekawości na tak niespokojne i bezkresne wody rozważań nad tą materią. Ale nawet niewielki wycinek otoczenia, w którym przyszło nam egzystować, co rusz zadziwia i zaskakuje swoją wielowarstwowością – o tym jak wielka jest przestrzeń, w jakiej bytujemy najlepiej świadczy cząstkowość obrazu, jaką jesteśmy w stanie uzyskać, niezależnie od tego, jak długo kontemplujemy nasze otoczenie. A najlepszym dowodem na niekompletność i fragmentaryczność spojrzenia jest porównanie ze sobą różnych punktów widzenia, co bardzo umiejętnie czyni czeska pisarka Petra Hůlová, autorka książki Czas Czerwonych Gór.

Akcja powieści, z perspektywy czy to polskiego, czy też czeskiego czytelnika, osadzona została w bardzo orientalnej lokalizacji. Petra Hůlová proponuje nam podróż do Mongolii, państwa wciśniętego pomiędzy Chiny i Rosję. Wyruszamy do kraju o ogromnej powierzchni 1,5 mln km2 (to 5 razy więcej niż powierzchnia Polski), zaludnionego przez ponad 3 mln mieszkańców, z czego blisko połowa żyje w stolicy, Ułan Bator. Realia Mongolii przybliżone zostają za sprawą pięciu kobiet, które raczą nas swoimi opowieściami, składającymi się na rodzinną sagę.

Przytaczana przez czeską pisarkę historia mieni się całą paletą barw i odcieni, chociaż dominują w niej kolory szarości i beznadziei. Na przykładzie swoich bohaterek, Hůlová ukazuje trudną sytuację kobiet w mongolskim społeczeństwie, które przesiąknięte jest patriarchalnymi zasadami. Rola pań jest drastycznie ograniczona i sprowadza się do rodzenia i wychowywania dzieci oraz dbania o ciepło domowego ogniska. Ich dolę najlepiej odmalowują przesądy i ludowe mądrości, które skupiają się na macierzyństwie: (…) Alta została matką, czyli kobietą godną szacunku pod każdym względem [1]; Kobieta bez dziecka jest jak drzewo bez owoców [2]. Nieliczne, które ryzykują i usiłują wyrwać się z narzuconego schematu, napotykają na swojej drodze wiele przeszkód i niebezpieczeństw, bowiem na podstawie losów niejednej protagonistki, uświadamiamy sobie, że przedmiotowy stosunek wobec kobiet prowadzi do przyzwolenia na ich brutalne i bezpardonowe traktowanie. Gwałt, przemoc, poniżanie to smutna codzienność tych, które nie godzą się na egzystencję u męskiego boku.

Powieść Hůlovej jest tym bardziej przygnębiająca, że fiaska i niepowodzenia dotykają zarówno te bohaterki, które decydują się pozostać na stepie (w tytułowych Czerwonych Górach) i żyć w zgodzie z tradycją, wzorem swoich przodków jak i buntowniczki, wyruszające na poszukiwanie szczęścia do Miasta ((…) tam, gdzie spotykały się marzenia wszystkich dziewcząt z somonowych osad – tam, gdzie wszystkie one opalały sobie skrzydła jak ćmy [3]), mamiącego wizją szczęścia i sukcesu. Niezależnie od przyjętej postawy – czy jest to bierność, bezwolność, poddanie się męskiej woli czy też hardość i samodzielność – klęska zdaje się być nieuchronna i nieunikniona. W pierwszym przypadku następuje stłamszenie i zduszenie osobowości, w drugim zaś trzeba mierzyć się z ostracyzmem i łatką odmieńca.

Źródłem sączącej się z kart powieści beznadziei jest również diagnoza międzyludzkich relacji. Hůlová uzmysławia nam, że złość, zawiść, niechęć, starannie pielęgnowane urazy nierzadko stają się udziałem członków jednej rodziny, którzy w dodatku są dla siebie ludźmi obcymi i to niejako z wyboru, bowiem sprawy drażliwe okrywa się całunem przemilczenia i świadomej ignorancji (Różne rzeczy można zatajać całe lata, także przed najbliższymi [4]).

Akcentami, podkreślającymi rozpacz i apatię są opisy realiów wegetacji w Ułan Bator, które jawi się jako wyspa pełna życiowych rozbitków i nieudaczników. Pijaństwo, prostytucja, nędza to codzienność, z którą styka się wielu mieszkańców. Wrażenie jest tym bardziej upiorne, że scenerią są szare i zaniedbane blokowiska, zaśmiecone ulice, ciasne burdelowe pokoje, śmierdzące targowiska czy zatłoczone i przesiąknięte zjełczałym tłuszczem jadłodajnie, w których stołują się najbiedniejsi. Warto przy tym nadmienić, że wcale nie lepiej prezentuje się bezkresny mongolski step, który pod powierzchnią urokliwego krajobrazu skrywa ogrom ludzkich dramatów – zdecydowana większość młodych ludzi marzy o wyrwaniu się ze swojej jurty, lekceważąc przy tym obrzędy i obyczaje przodków, które wydają się żenujące i nieaktualne. Ta pogarda wobec starszych jest jedną z przyczyn osłabienia rodzinnych więzi, które pękają pod wpływem nacisku niesprzyjającego losu. W chwilach trudnych bliscy przestają być dla siebie oparciem, a samotna walka ze złośliwym fatum z góry skazana jest na przegraną.

Reasumując, Czas Czerwonych Gór, powieściowy debiut Petry Hůlovej, to dobra książka, która jednak przytłacza ciężarem nagromadzonej rezygnacji. To zagęszczenie traum i niedoli nie ułatwia lektury, a ponadto każe zastanowić się jak dzieło odbierane jest choćby w samej Mongolii, która przedstawiona zostaje jako kraj zacofany, niewolny od szowinizmu (ofiarą uprzedzeń i antypatii padają szczególnie mniejszości chińska oraz rosyjska) oraz mizoginii.


[1] Petra Hůlová, Czas Czerwonych Gór, przeł. Dorota Dobrew, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2007, s. 133
[2] Tamże, s. 231
[3] Tamże, s. 47
[4] Tamże, s. 130

10 komentarzy:

  1. Mnie bardzo się podobała, właśnie ze względu na surową wymowę. Z tego, co pamiętam, językowo też była b. dobra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ta surowa wymowa nie do końca przekonała, ale wynikało to z faktu, że cały ten bezsens wegetacji w mongolskich warunkach został przedstawiony z zewnątrz. Gdzieś tam w tle mojej wyobraźni zarysowało się widmo protekcjonalnego tonu i może ta domniemana pogarda zgrzytała mi w trakcie lektury.

      Usuń
  2. O, to ta autorka, która napisała wydaną w zeszłym roku przez wydawnictwo Afera "Macochę" - na tak wielu blogach były pozytywne recenzje tej książki, że muszę ją przeczytać (choć z uwagi na przesyt tymi recenzjami na razie jeszcze nie mam ochoty ;P).
    "Czas czerwonych gór" oczywiście też przeczytam, bo brzmi bardzo ciekawie, ale jednak najpierw pewnie skuszę się na "Macochę" :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja też zamierzam kontynuować znajomość z czeską pisarką. Być może "Czas Czerwonych Gór" nie do końca mnie porwał, ale jestem pewny, że artystka dysponuje bardzo ciekawym warsztatem i z pewnością dam jej jeszcze niejedną szansę.

      Usuń
  3. Bardzo chętnie sięgam po książki Petry Hulovej, ponieważ ma sporo ciekawego do powiedzenia. Udało mi się kiedyś być na spotkaniu czytelniczym z tą autorką i wspominała o tej powieści, choć wtedy głównie była mowa o książce "Plastikowe M3, czyli czeska pornografia".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero zaczynam moją przygodą z twórczością tej artystki, ale już cieszę się na samą myśl obcowania z jej dziełami. Oj, szczerzę zazdroszczę Ci możności uczestniczenia w takim spotkaniu - możliwość posłuchania na żywo danego autora czy autorki to zawsze świetna sprawa.

      Usuń
  4. Powiem szczerze, że nie mam nastroju na takie klimaty, ale zastanawiam się, jak się ma obraz Mongolii odmalowany przez autorkę do tych raczej jednak pozytywnych, które widzimy w programach podróżniczych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie ten obraz okazał się chyba zbyt skrajny, a przez to zasiał we mnie ziarno wątpliwości, czy aby nie jest to przejaskrawienie. Co prawda autorka jest absolwentką mongolistyki, ale i tak chętnie skonfrontowałbym wizję Hůlovej z portretem społeczeństwa mongolskiego, odmalowanym w powieści jakieś mongolskiej pisarki.

      Usuń
    2. Jakoś przeczuwam, że programy podróżnicze i taka akurat literatura pokazują akurat dwa odmienne wycinki Mongolii. Wcale nie muszą się wzajemnie wykluczać, ale też raczej nie dają kompletnego obrazu kraju.

      Usuń
  5. Książkę tę czytałam dość dawno temu. Najmocniej wbiły mi się w pamięć fragmenty o niechlujstwie mieszkańców Mongolii, którzy (według autorki) zwłoki bliskich rzucają dzikim zwierzętom na pożarcie, myją się niesamowicie rzadko, a śmiecie wyrzucają przez okno. Autorka nie idealizuje mieszkańców tego kraju, wprost przeciwnie. Książka dość gorzka.

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)