sobota, 8 października 2016

Wolność po polsku




Paweł Dąbrowski, fotoreporter „Super Expressu” otrzymał w czwartek roczny zakaz wstępu do budynku Sejmu. Powodem jest zdjęcie, na którym widać bose stopy posłanki Lidii Gądek, która siedząc w sejmowej ławce, zdjęła buty. Choć pani poseł mówi, że nie ma żalu do fotografa, to zdjęcie nie spodobało się pracownikom biura prasowego, którzy skierowali wniosek do Komendanta Straży Marszałkowskiej. Ten zdecydował o ukaraniu fotoreportera rocznym zakazem wstępu do parlamentu ponieważ zdjęcie „narusza powagę Sejmu i dobre obyczaje”.*





Ja to oceniam jako bardzo poważny sygnał pokazujący zamordyzm w Polsce. Za komuny wolności podobno nie było, ale jak ktoś wprost PZPR nie atakował, to mógł sobie pozwolić na wiele, że wspomnę choćby Mistrza Lema. Pewnych granic praktycznie nie da się bezkarnie przekroczyć; tak jest w każdym ustroju i w każdej kulturze, a ostateczną granicą, której przekroczenie sprowadza bezpośrednie zagrożenie dla życia, jest atak na ustrój oraz wielkie interesy, co w sumie na jedno wychodzi. To zrozumiałe, że nawet w państwach prawdziwie demokratycznych, pewne prawdy szkodzą zdrowiu. U nas jednak w wielu aspektach jest gorzej niż za Gierka. Niektórzy już zauważyli, że jednolitą cenzurę instytucjonalną zastąpiła wszechobecna cenzura ekonomiczna, co pięknie pokazał Mariusz Zielke w swym Wyroku, jednak przypadek Pawła Dąbrowskiego ukazuje dwie jeszcze groźniejsze tendencje. Pierwsza to upowszechnienie cenzury, która dotyczy już nie tylko obrony przewodniej siły narodu, ale wszystkich aspektów fikcji i rzeczywistości, od spraw kardynalnych poczynając, na zdjęciu butów kończąc. W dodatku to rozmnożenie podmiotów chcących cenzurę uprawiać - kto tylko ma choć skrawek władzy, chce innym narzucać co mają mówić, fotografować, pisać. Druga tendencja jest niejako odbiciem naszej moralności po polsku katolicko-demokratycznej; nie to jest naganne, że ktoś coś źle robił, ale że ktoś to zgłosił, pokazał, wytknął. Piękny przykład moralności więziennej.

Jak już jesteśmy przy moralności, to przypomina mi się wywiad zasłyszany kilka dni temu w Radio ZET. Akurat gość był z PiS-u, ale chyba w każdej polskiej partii tak jest. Przyparty do muru z aborcją powiedział, i to kilka razy, że jego sumienie jako katolika mówi mu tak, a jako sumienie polityka mówi inaczej i on nie widzi nic złego w tym, że raz mówi tak, a raz inaczej. Ciekawe ile sumień mają rekordziści naszych elit? Nigdy nie myślałem, że dożyję czasów, w których do takiego czegoś będzie się można bez żenady przyznać publicznie. Czy słowa dwulicowość, fałszywość, zakłamanie i inne są już tylko w Słowniku wyrazów obcych?


Wasz Andrew




* Za SwiatObrazu.pl

4 komentarze:

  1. Jeśli chodzi o posła i jego podwójne sumienie - jak najbardziej rozumiem rozdwojenie - musi się zgadzać z wykładnia Kościoła, a jednak jako współtworzący prawo świeckie bierze pod uwagę inne racje niż tylko wykładnia religijna danego zagadnienia etycznego.

    Zobaczyć coś zdrożnego w zdjęciu butów z nóg, to się trzeba trochę nagimnastykować.

    I jeszcze na marginesie, polecam ci bardzo książkę "Błądzą wszyscy (tylko nie ja)", serio i bez złośliwości. Otworzyła mi oczy na wiele niewygodnych dla mnie prawd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpię, czy miał na uwadze tworzenie prawa świeckiego. Bumerang aborcji raczej każe w to powątpiewać. Prędzej słupki poparcia w sondażach ;)

      Książka rzeczywiście wygląda na interesującą. Już dodałem do listy poszukiwanych. Choć nie jestem bardzo przekonany, czy będzie tam wiele odkrywczych dla mnie prawd. Zimbardo sporo pisał o racjonalizowaniu własnych decyzji, które z kolei na ogół racjonalne nie są - bardzo pokrewny temat.

      Usuń
  2. Teoretycznie to wszystko są rzeczy znane, ale dla mnie ważne było przeczytać o nich z osobistej perspektywy, tym razem nie koncentrując się na tych wszystkich hipokrytach, którymi jestem otoczona. Skupiłam się na moje hipokryzji. Niemiłe, ale cenne.
    W sumie twoja interpretacja jest niestety bardziej prawdopodobna.
    W jednej z książek Michaela Sandela był rozdział o in vitro o działaczach pro-life. Choćby nie wiem jak perorowali, ze zarodek i człowiek to to samo, kiedy przyszłoby do konieczności ratowania z pożaru albo szafy z zamrożonymi zarodkami albo dziecka, jakoś nikt nie ma wątpliwości, które życie ma priorytet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie ważniejsza jest inna różnica. „Zwolennicy aborcji” (co za kłamliwe określenie, wszak są to tylko zwolennicy wolności podejmowania decyzji), chcą tylko, by każdy sam podejmował decyzję, czyli nie mają nic przeciwko temu, by katolicy ciąży w żadnym wypadku nie przerywali. „Obrońcy życia” zaś chcą, by państwo swym przymusem zmuszało wszystkich, w tym również ludzi o innym światopoglądzie, by stosowali się do ich reguł, które przecież dla innych mogą być tylko gusłami. Nie chodzi tu bowiem tylko o aborcję i in vitro.

      Prawdziwą przyczyną jest obawa przed wolnością. Wolność powoduje, że każdy sam podejmuje decyzje, a tego władze katolickie boją się jak ognia. Skoro bowiem ludzie zaliczani do katolików będą przerywać ciążę, to pojawi się pytanie, jacy z nich katolicy. Jaki wpływ na swych wiernych ma Kościół, skoro bez pomocy świeckiego bata nie potrafi utrzymać w ryzach swych owieczek? Kościół więc stosuje przewrotną taktykę – sam nie woła o stosy, nie wywala za płot samobójców, wycofuje się ze wszystkich od wieków przestrzeganych dogmatów skutkujących represjami, a chce, by tę rolę wzięło na siebie państwo Polskie i ono plamiło swe ręce okrucieństwem, bo czym innym jest wyrok dla kobiety, która usunęła ciążę po gwałcie.

      Wiąże się to też z naszymi rysami narodowymi To taka polsko-katolicka cecha – kochamy czuć bat i but na karku. Jak nie mamy obcego, to znajdziemy sobie swojego. Więzienie za kłamstwo oświęcimskie, więzienie za aborcję, więzienie za to i za tamto. Jak porównam sobie polskie napisy przed wejściem do lasu, pełne gróźb i zakazów, z czeskimi, które po prostu odwołują się do odpowiedzialności obywateli, to widać od razu, że coś z nami jest nie tak.

      Jeszcze inna sprawa, że karierowicze zawsze będą głosić, iż święcie wierzą w te hasła, pod którymi, jak im się wydaje, dostaną więcej władzy. Dotyczy to nie tylko religii. Zresztą granica się coraz bardziej zaciera. Czy Hitler i Stalin nie byli prawie Bogami? A pieniądz i postęp? Kolejne religie? Najsmutniejsze, że większość daje się na te rzeczy nabierać, choć sama nie go końca w nie wierzy, no może poza mamonę, bo ta ma wielu szczerych i oddanych wyznawców. Nie sądzę, by naprawdę wierzący chrześcijanin ukradł, więc poziom przestępczości wskazuje, iż większość wierzących tylko wiarę deklaruje, podobnie jak kiedyś większość deklarowała, że popiera władzę ludową.

      Temat bardzo skomplikowany i tak wiele rzeczy się tu wiąże, przenika...

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)