piątek, 24 lipca 2015

Nie warto być małym - "Panicz"



Panicz

Sōseki Natsume

Tytuł oryginału: Botchan
Tłumaczenie: Bożena Murakami
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 148







Praca nauczyciela to zawód niełatwy, o czym przekonał się niemal każdy, komu przyszło pracować razem z młodzieżą. Dobry belfer to człowiek silnie zaangażowany, bez reszty poświęcony nie tylko nauczaniu, ale i wychowaniu swoich podopiecznych. Ceniony pedagog musi wymagać dyscypliny przede wszystkim od samego siebie, tak aby móc uchodzić za wzór godny naśladowania. Żadne standardy, zasady czy elementy dobrego wychowania, choćby najlepsze, nie będą przejmowane przez uczniów, jeśli młodzi ludzie dopatrzą się w postępowaniu swojego mentora fałszu, nieszczerości czy dwulicowości. Ponadto dobry nauczyciel, dla którego najważniejsi są jego wychowankowie, musi mierzyć się z trudną sztuką sprawiedliwego oceniania innych. Z jednej strony nie może być zbyt surowy, z drugiej zaś musi stwarzać swoisty dystans, barierę w postaci miru i szacunku, której nie powinno się przekraczać. Każdy z uczniów, z racji odmiennej osobowości i przymiotów, wymaga indywidualnego podejścia i specjalnego traktowania. Zatem zwykły na pozór belfer, który jednak pozostaje w sercach i pamięci swoich podopiecznych, to nie tylko nauczyciel, ale i mentor, wychowawca oraz psycholog. O tym jak trudno sprostać tym niebotycznie wyśrubowanym wymaganiom wie doskonale główny bohater powieści Panicz, autorstwa Sōsekiego Natsume.

O Sōsekim Natsume, który uchodzi za jednego z najwybitniejszych literatów japońskich, obok Yasunariego Kawabaty oraz Jun'ichirō Tanizakiego, wspominałem już przy okazji lektury genialnej powieści Jestem kotem, ale w świetle utworu Panicz, zawierającego sporo wątków zaczerpniętych z biografii autora, warto przypomnieć kilka faktów z życia Natsume. Pisarz przyszedł na świat jako Kinnosuke Natsume w 1867 roku w ówczesnym Edo (dawna nazwa Tokio) jako syn naczelnika dzielnicy. Wraz z nastaniem epoki Meiji (1868 r.) w Japonii doszło do gruntownych przemian społecznych, politycznych, gospodarczych i kulturowych. Cały kraj został poddany głębokiej modernizacji, której celem miało być upodobnienie się do światowych mocarstw zachodnich. Jednym z następstw restauracji Meiji, które rodzina Natsume odczuła dotkliwie na własnej skórze, była likwidacja stanowiska naczelnika dzielnicy. Sytuacja finansowa uległa pogorszeniu i zmusiła ona rodziców do oddania swojego syna na wychowanie do obcej rodziny. Dopiero w ósmym roku życia Kinnosuke wrócił do domu rodzinnego, ale piętno niechcianego dziecka pozostawiło niezatarty ślad na psychice. Po odebraniu wykształcenia w szkole podstawowej oraz szkole specjalizującej się w nauczaniu klasyków chińskich, Natsume podjął studia z literatury angielskiej na Uniwersytecie Cesarskim w Tokio. Po ich ukończeniu otrzymał posadę nauczyciela w tokijskim liceum (1883 r.). W 1895 roku, ku zgorszeniu i zdumieniu tokijskiej inteligencji, Natsume zdecydował się kontynuować zawód nauczyciela języka angielskiego w jednym z prowincjonalnych gimnazjum. Ta ekstrawagancja zupełnie nie przeszkadzała władzom szkoły z Matsuyama na Sikoku, które dumne z faktu posiadania w gronie nauczycielskim absolwenta prestiżowego uniwersytetu, zaproponowały Natsume najwyższą z możliwych pensji. Wydaje się, że z wyboru Sōsekiego Natsume zadowoleni są również jego czytelnicy, gdyż właśnie na kanwie doświadczeń z lat 1895 – 1896, czyli z okresu pracy w gimnazjum w Matsuyamie, powstała powieść Panicz.

Główny bohater utworu, tytułowy Panicz, to dwudziestotrzyletni młodzieniec, który po ukończeniu Instytutu Matematyczno-Fizycznego otrzymuje propozycję pracy w charakterze nauczyciela matematyki w prowincjonalnym gimnazjum na wyspie Shikoku. Jako sierota, posiadający wyłącznie brata, do którego nie pała zbytnią sympatią oraz oddaną i stale troszczącą się o niego służącą Kiyo, na utrzymanie której jednak go nie stać, protagonista z żalem przystaje na propozycję, godząc się tym samym opuszczenie murów wielkiego miasta, stanowiącego ramy dotychczasowej egzystencji. Wyprawa na odległą wyspę Shikoku urasta do rangi podróży do nieznanej i mitycznej krainy, w której nowoprzybyły będzie musiał borykać się z przeciwnościami losu, trudnymi warunkami bytowymi oraz z niemiłymi i wrogo nastawionymi autochtonami.

Panicz to stosunkowo krótka powieść, którą czyta się szybko i z ogromną przyjemnością. Głównym czynnikiem, który sprawia, że w stosunku do książki odczuwa się bardzo ciepłe i pozytywne odczucia, jest postać protagonisty. Tytułowy Panicz, którego imię ani nazwisko nie zostaną zdradzone w utworze ani razu, to młody, zapalczywy tokijczyk. Mimo szeregu wad, jakie posiada, nie sposób nie zapałać do niego sympatią. Panicz jest zadufany w sobie, niekiedy zbyt pewnie siebie, przekonany o własnej wyższości, szczególnie wobec mieszkańców prowincji – do nowej rzeczywistości nastawiony jest on bardzo negatywnie, a epitety typu niefrasobliwy, nierozgarnięty, ograniczony to najczęstsze określenia, jakie padają pod adresem napotykanych na Shikoku ludzi. Ponadto Panicz jest on niezwykle żywotny, posiada bardzo wybuchowy temperament, cechuje się także niepoślednią nerwowością – wszystkie te przymioty sprawiają, że bohater jest bardzo podatny nawet na liche prowokacje i kiepskie żarty. Owej popędliwości, gorącej głowie często towarzyszy lekkomyślność i działanie pod wpływem chwili, a wszystko razem sprawia, że Panicz bardzo często pakuje się w kłopoty i wikła się w dziwaczne historie. Tym, co z pewnością ujmuje czytelnika jest szczerość i bezkompromisowość protagonisty. Nie lubi on owijać w bawełnę, jest prostolinijny, zawsze mówi to, co myśli, nawet jeśli konsekwencje mogą okazać się dla niego tragiczne w skutkach. Oprócz tego Panicz świadom jest swoich słabostek, wad i przywar, co powoduje, że ostrze krytyki spada niekiedy także i na jego osobę. 

Ważnym elementem utworu jest pierwszoosobowa narracja, którą Sōseki Natsume zastosował również w znanej mi powieści Jestem kotem. Dzięki temu zabiegowi, snujący całą historię główny bohater jest bardzo bliski czytelnikowi, stając się kompanem, towarzyszem wspólnej, literackiej wyprawy. Protagonista wciela się w rolę przewodnika po świecie, do którego zapraszany jest odbiorca utworu. Dzięki nieco zgryźliwej, ale i skorej do żartów naturze, na prezentowanej literackiej rzeczywistości odciśnięte jest niezatarte piętno głównego bohatera. Przejawia się to choćby w specyficznych przezwiskach, którymi zostały obdarzone poszczególne postacie z grona nauczycielskiego. Co interesujące, w sylwetkach wielu belfrów z prowincjonalnego gimnazjum możemy doszukać się cech bądź wycinków biografii samego autora. Zastępca dyrektora, Czerwona Koszula, podobnie jak Sōseki Natsume, jest absolwentem Uniwersytetu Cesarskiego w Tokio – to jedyny nauczyciel posiadający wykształcenie wyższe. Bladozielony, nauczyciel angielskiego, charakterystyczny z uwagi na niezdrową, bladą cerę, obrzękłą twarz przypomina Natsume z uwagi na wspomnianą chorowitość – japoński mistrz słowa niemal przez całe życie zmagał się z dolegliwościami żołądka, a przyczyną jego śmierci były wrzody. Oczywiście osobnikiem, posiadającym najwięcej wspólnych elementów jest główny bohater – sytuacja, w jakiej znajduje się Panicz odzwierciedla perypetie Sōsekiego Natsume w trakcie dwuletniego pobytu w Matsuyamie na Sikoku.

Osią powieści są przygody młodego, dorastającego bohatera, który stara się kroczyć przez życie zgodnie z wpojonymi mu zasadami. Ale w tle Panicza pojawiają się rzeczy znacznie poważniejsze, które nakazują spojrzeć na książkę szerzej niż tylko na Bildungsroman. Z racji odniesień i anegdot poświęconych wojnie japońsko-rosyjskiej (1904 – 1905 r.), można pokusić się o przypuszczenie, że akcja powieści rozgrywa się na początku XX wieku. W Japonii jest to okres restauracji Meiji, czyli gwałtownej i niezwykle dynamicznej modernizacji państwa. Kraj Kwitnącej Wiśni pod wodzą cesarza Mutsuhito zaczął pretendować do grona światowych mocarstw, a niespodziewana wygrana w starciu z Rosją, ugruntowała pozycję Japonii, jako kraju, z którym będzie musiał liczyć się każdy rywalizujący o wpływy gospodarcze i polityczne w Azji. Ta epoka burzliwych przemian to jednocześnie zmierzch ery samurajów – japońscy wojownicy na skutek zniesienia struktur feudalnych zostali pozbawieni swoich lenn, za które wypłacano pieniężne odprawy. Z czasem rola samurajów w społeczeństwie malała (w 1876 r. wprowadzono zakaz noszenia mieczy), coraz mniejszym znaczeniem cieszył się kodeks bushidō [1]. Do tej rewolucji, która dokonała się w japońskim społeczeństwie w pewnym stopniu nawiązuje również Panicz. Klęskę jednego z bohaterów, Jeżozwierza można odczytać na polu symbolicznym – ów reprezentujący samurajskie przymioty osobnik, honorowy i szczery ponosi porażkę w starciu z przebiegłym i sprytnym Czerwonym Koszulą, który często przyrównywany jest do kobiety, ale którego można utożsamiać także z rodzącą się kastą kapitalistów. Finansiści, bankierzy oraz giełdowi maklerzy potrafili znakomicie wykorzystywać samurajskie obrzydzenie do pieniądza, bezbrzeżną dumę oraz niechęć kalania swoich umysłów rozmyślaniami o mamonie, co świetnie ukazała Hisako Matsubara w swojej powieści Szelest złotolitego brokatu. Także Panicz przekonuje, że nie dla wszystkich bycie prawym jest ważniejsze – świat starych zasad odchodzi, ustępując pola nowemu, które jest agresywne, zachłanne i łapczywe.

Panicz to także ciekawa lektura z racji zawartych w nich spostrzeżeń. Co zrozumiałe, Sōseki Natsume sporo miejsca poświęca szkole, edukacji, systemowi kształcenia, nauczycielom oraz uczniom. W świetle naszej polskiej rzeczywistości, szczególnie interesująca wydaje się następująca konstatacja głównego bohatera: Tacy właśnie uczniowie po ukończeniu szkoły będą pożyczać pieniądze i nie oddawać. Po co właściwie przyszli do gimnazjum? Dostali się do szkoły, a kłamią, skrycie oszukują i robią bezczelne i głupie kawały, a po ukończeniu szkoły będą z siebie dumni i błędnie przekonali, że się wykształcili [2]. Słowa, mimo, iż kontekst w jakim użył ich protagonista był inny (wcale nie chodzi o korzystanie z tzw. pomocy naukowych w trakcie klasówek), idealnie opisują polskie szkolne realia, w których ważniejsze niż wiedza, przygotowanie się do zajęć, rzetelność i uczciwość są takie rzeczy jak umiejętność radzenia sobie, nawet jeśli owo radzenie sobie, to nic innego jak nieprzestrzeganie zasad, czyli zwykłe oszustwo. 

Reasumując, Panicz to dobra książka, którą czyta się z niegasnącym uśmiechem na ustach. Utwór naszpikowany jest sytuacyjnym humorem, ponadto narrator odznacza się tendencjami do hiperbolizacji, wyolbrzymień, przesady. Powieść posiada także interesujące refleksje dotyczące edukacji oraz ogólnoludzkich problemów. Nieszczęśliwa miłość, zwykła podłość, człowiecza godność – książka choć krótka, jest dosyć treściwa. Jeśli zatem jesteście ciekawi, do jakich sytuacji może dojść, gdy szkolni smarkacze stroją sobie żarty z nauczyciela, a ten, jako rodowity tokijczyk nie zamierza dać sobie dmuchać w kaszę, koniecznie sięgnięcie po Panicza, Sōsekiego Natsume.



[1] niepisany zbiór zasad etycznych japońskich samurajów; kodeks wojskowy okresu feudalizmu
[2] Sōseki Natsume, Panicz, przeł. Bożena Murakami, Wydawnictwo Inter Media, Sosnowiec 2009, s. 46


Tekst bierz udział w wyzwaniu Japonica:
 
Wyzwanie Japonica

18 komentarzy:

  1. Najbardziej zdziwiło mnie zakończenie Twojej recenzji - że to książka, którą się czyta z uśmiechem na ustach. Temat sam z siebie raczej niewesoły, więc jeśli autorowi udało się połączyć humor z głębokim potraktowaniem problemu, faktycznie musi być nie lada mistrzem.
    Bildungsroman - nie znałem tego :) Fajne określenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest utrzymana w bardzo podobnym charakterze jak utwór "Jestem kotem" - narrator bezlitośnie kpi z poszczególnych osobników, z całych ludzkich zbiorowisk, z ludzkości w ogóle, ale nie jest ironia zjadliwa albo przepełniona cynizmem. Sōseki Natsume z niezwykłą wprawą naświetla człowiecze przywary i słabostki, prezentując je w b. oryginalnej i zabawnej perspektywie - to rzeczywiście spora umiejętność :)

      Usuń
  2. Lubię i cenię sobie takie wyolbrzymienia w literaturze, takie odskocznie od normy. Daje to pole do większej ilości przemyśleń nad tekstem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle, że tutaj te wyolbrzymienia dotyczą głównie przemyśleń głównego bohatera będącego zarazem narratorem - bardzo chętnie popada on w przesadę, ale to jeden z elementów, który sprawia, że powieść jest bardzo zabawna.

      Usuń
  3. O kolejna ciekawa książka Sōsekiego Natsume. Zwłaszcza zainteresowały mnie nawiązania do wydarzeń historycznych i uwagi dotyczące edukacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, utwór jest niezwykle ciekawy, chociaż b. krótki, choćby w porównaniu do "Jestem kotem". Rzeczywiście, książka zyskuje dodatkowy wymiar jeśli spojrzeć na nią przez pryzmat historii - narodziny nowoczesnej Japonii, epoka Meiji, zaczątki militaryzmu; to wszystko jest bardzo interesujące, szczególnie dla fascynatów Kraju Kwitnącej Wiśni.

      Usuń
  4. W ramach praktyk uczyłem angielskiego w gimnazjum i liceum i chociaż to bardzo skromne doświadczenie i żaden ze mnie belfer, to jednak znalezienie się po tej drugiej stronie, tyłem do tablicy jest czymś poszerzającym perspektywę.

    Fabuła "Panicza" kojarzy mi się trochę ze "Sto dni bez słońca" Wita Szostaka, gdzie doktor nauk humanistycznych Lesław Srebroń trafia na w ramach wymiany uniwersyteckiej na odległe Finnegany. Podziela większość wad Panicza, ale nie jest przy tym raczej sympatyczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, stałeś zatem po drugiej stronie barykady - chętnie wziąłbym udział w lekcji prowadzonej przez Ciebie :)

      "Stu dni bez słońca" jeszcze nie czytałem, ale o Wicie Szostaku słyszałem sporo dobrego i przyznaję, że już od pewnego czasu ten pisarz widnieje na moim rozkładzie. Ogromnie jestem ciekaw jego twórczości.

      Usuń
  5. bookiemonster28 lipca 2015 12:17

    Podobnie jak MatiPro doświadczyłam pracy w szkole jako praktykantka (kolejno w podstawówce, gimnazjum i liceum) i wspominam ten okres dwojako. Uważam, że to jest świetny zawód, pozwalający na rozwój swojej kreatywności, ale patrząc na to jakie są teraz dzieci a przede wszystkim ich rodzice to raczej nie dałabym rady.

    Co do "Panicza" to chętnie sięgnę w następnym roku (tak sobie planuję uczynić go rokiem pod znakiem Azji) zwłaszcza, że bardzo mi się podobała lektura Jestem kotem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, ja byłem na praktykach w tej samej szkole w której się uczyłem (zarówno w gimnazjum jak i w liceum) i odniosłem wrażenie, że dzieciaki zmieniły się na korzyść od czasu mnie i moich rówieśników.

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że częściowo jest tutaj jak w fizyce kwantowej - obserwator wpływa na obiekt obserwacji :) Ta sama klasa u jednego nauczyciela siedzi spokojnie, u drugiego jest zafascynowana, a innemu włoży kosz na głowę.

      Usuń
    3. Zgadzam się z Andrew, że bardzo wiele zależy od nauczyciela - jego pasji, charyzmy i zaangażowania. Ale rację ma także Bookie - współcześni rodzice to prawdziwa zmora dla belfrów. Z rozmów ze znajomymi, którzy uczą w szkole albo w przedszkolu wynika, że coraz więcej jest rodziców, którzy nie dorośli jeszcze do swojej roli. Obowiązek wychowania swoich pociech praktycznie w całości zrzucają na szkołę, dzieci traktowane są jak aniołki, niezdolne do popełniania jakichkolwiek wykroczeń, a za kiepskie wyniki w nauce zawsze odpowiada nauczyciel, który uwziął się, który powziął uraz, który znęca się, itd., itd.

      Usuń
    4. bookiemonster29 lipca 2015 12:41

      Moje doświadczenie nie jest najgorsze, choć w gimnazjum pozostawiona sama na lekcjach bez nauczyciela z moim wzrostem 159 i wyglądem nastolatki miałam nie lada wyzwanie. A że sama gimnazjum nie doświadczyłam nie mam z czym porównywać. Co do rodziców i dzieci to niestety moi rodzice, którzy są nauczycielami i naprawdę kochają swoją pracę mówią, że jest gorzej. Przyczyną może być wzrost liczby rozwodów, kłótni o dzieci, a także brak szacunku do nauczycieli wyniesiony z domu. Trudno się pracuje z kimś kto nie szanuje nikogo i nie ma żadnych autorytetów.

      Usuń
    5. Moja koleżanka po filologii francuskiej poszła na praktyki do zawodówki (nie wiem, co jej strzeliło do głowy). To dopiero było traumatyczne przeżycie, zwłaszcza że już sam przedmiot, którego nauczała, skłaniał uczniów do niewybrednych żartów.

      Ja z rodzicami uczniów na szczęście nie miałem żadnych kontaktów, ale jestem skłonny uwierzyć, że mogą działać na nerwy.

      Usuń
    6. Z tymi rodzicami to się zgadzam, ale czy oni też nie są produktem poprzedniej generacji wychowawców i rodziców?

      Usuń
    7. A z kolei poprzednia generacja jest produktem jeszcze poprzedniej i tak ad infinitum.

      Usuń
  6. Z wielką przyjemnością poznałabym tę książkę, w której nieco egzotyki miesza się z uniwersalnymi problemami, a to wszystko nie jest pozbawione poczciwego humoru. Mam nadzieję, że moja biblioteka kiedyś mnie pozytywnie zaskoczy i znajdę w niej to, co rekomendujesz :) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest stosunkowo krótka, ale bardzo ciekawa i szczerze ją polecam. Ale obawiam się, że może być ciężko, by odnaleźć ją w bibliotece :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)