poniedziałek, 27 października 2014

Wuwuzela i Mandela




Wojciech Jagielski



Trębacz z Tembisy. Droga do Mandeli.


Wydawnictwo Znak Kraków 2013


Październikową lekturą w Rawskim DKK* była książka Wojciecha Jagielskiego Trębacz z Tembisy. Droga do Mandeli. Z twórczością tego autora, absolwenta Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, wielokrotnie nagradzaną, dotąd się nie spotkałem, dlatego po książkę sięgnąłem z ciekawością i dużymi nadziejami.

Okres przemian ustrojowych w Republice Południowej Afryki, odejście od apartheidu, dojście do władzy Mandeli, jest niezwykle interesujący z wielu punktów widzenia; historyka, socjologa, psychologa, politologa, czy po prostu człowieka, który lubi wiedzieć. Jagielski sięgając po ten temat obiecywał wiele. Tym bardziej, że nie ograniczył się tylko do wrażeń i obserwacji z tego burzliwego okresu w dziejach RPA, ze swoich działań, jakie podejmował, by spotkać się z Mandelą oraz przeprowadzić z nim wywiad. Wątki wiodące nakładają się na opowieść o Freddiem „Saddamie” Maake, fanatycznym kibicu piłki nożnej, znanym głównie jako twórca wuwuzeli, co wnosi do całości powiew świeżości i oryginalność spojrzenia. Wszystko to przeplata się ze wspomnieniami autora z wcześniejszych wojaży po świecie, z innych konfliktów wojennych. Zamierzenie ambitne, koncepcja ciekawa, lecz...


Już niemal od pierwszych stron uważny czytelnik zaczyna mieć wątpliwości... Wszystko to wydaje się jakieś takie płytkie, trywialne, wręcz infantylne momentami. Obserwacje jakby czynione przez brudne czy zaparowane szkło. Nieostre. Mydlane, jak mówią w świecie fotografii. Jakby tego było mało, już na 28 stronie pierwsza wyraźna wpadka - czytamy, iż Wyspa Fok, na której więziono Mandelę, oddzielona jest od stałego lądu przez „kilkanaście kilometrów” „lodowatych” wód Atlantyku. Polecam rzut oka na dokładną mapę regionu i dane o temperaturze wody. Takich błędów jest więcej, jak choćby trupy bojowników wciąż krwawiące z ran jeszcze po tym, jak je zniesiono z miejsc, gdzie zginęli. Te ewidentne przekłamania, które zauważamy w sprawach prostych i ewidentnych, nie pozwalają na zawierzenie autorowi w momentach, które mogłyby być naprawdę interesujące, a których sprawdzenie nie jest już takie proste.


Tak się składa, że te same wydarzenia, a nawet niektóre wręcz sceny, głównie z bratobójczych walk w RPA, które wspomina Jagielski, były tematem prześwietnej wręcz książki Bractwo Bang Bang. Migawki z ukrytej wojny (The Bang-Bang Club) Grega Marinovicha i João Silvy. I niestety, w porównaniu do porażającego autentyzmu tej ostatniej, bijącej z niej wrażliwości autorów, cierpienia ofiar, które wręcz dotyka czytelnika, opowieść naszego rodaka wydaje się tym bardziej miałka, płytka, a w dodatku rozchodzi się stylistycznie niczym przypadkowe kawałki różnych materiałów połączone jedynie fastrygą.

Gdyby tylko o to chodziło, można by powiedzieć, że to kolejne bajana w stylu Zagłoby, podobne do produkcji Jacka Hugo-Badera zatytułowanej W rajskiej dolinie wśród zielska, o której również nie tak dawno pisałem, choć chyba ta ostatnia przynajmniej stylistycznie stoi na dość dobrym poziomie. Problem w tym, że Jagielski, na podstawie treści jego książki, wydaje się człowiekiem, którego sposób postrzegania i myślenia wydaje się zmanipulowany przez komunizm.

Cytując ewidentnie sławiące ideologię Wielkiego Brata wypowiedzi innych osób nie tylko, że nie opatruje ich żadnym komentarzem, to wręcz zabarwia sympatią. Jako przedstawiciel narodu, który jak żaden inny powinien pamiętać, że komunizm był jeszcze gorszy niż faszyzm, o ile w ogóle można to wartościować, autor wyraża swe sympatie co najmniej w dziwny sposób. Bez zażenowania wspomina, iż nosił koszulkę z podobizną Che**, choć w Polsce propagowanie komunizmu, tak jak faszyzmu, jest zabronione. Ciekawe czy koszulkę z podobizną Hitlera też uznałby za fajną? Wydźwięk tej książki, ten wynikający nie tyle z faktów, co ze sposobu ich przedstawiania i lokowania osobistych sympatii, jest idealnym przykładem na to, co w swej fenomenalnej pracy Wielkie kłamstwa Ameryki obnaża Diana West. Na trwałe zmiany w świadomości, jakich komunistyczna propaganda i agenci wpływu dokonali w mentalności i umysłowości całego Zachodu, a zwłaszcza wśród jego main streamowych „elit”. Zatarcie granicy między dobrem a złem, prymat założonego wydźwięku wypowiedzi nad trzymaniem się faktów, brak oparcia wniosków na faktach, relatywizm moralny i granicząca z absurdem poprawność polityczna.

A szkoda, gdyż wiele elementów, tam, gdzie Jagielski trzyma się konkretów, jest bardzo cennych dla czytelnika, ale tylko takiego, który ma już pewną wiedzę i dużą dawkę krytycyzmu, pozwalające oddzielić ziarno od plew. Można nawet w trakcie lektury doznać refleksji dotyczących polskich aktualności, choć od realiów RPA Mandeli dzieli nas i czas, i tysiące kilometrów.

Mandela, czarnuch*** w państwie apartheidu, zdołał bez żadnej pomocy, z pensji gońca, utrzymać się w mieście i jeszcze stać go było na studia. Czy dziś, w XXI wieku, w demokratycznej Polsce równych szans, młody człowiek może dokonać takiej sztuki – przyjechać do dużego miasta bez żadnych kwalifikacji, podjąć pracę, utrzymać się i studiować?

Wspólna Pokojowa Nagroda Nobla dla Mandeli i odpowiedzialnego za okrutne zbrodnie de Klerka, którzy do spółki sfałszowali wybory i pod stołem podzielili się władzą. Czy to nie ciekawy wątek pod kątem zbliżających się wyborów?

To pomieszanie elementów wartościowych z beznadziejnymi, a nawet wręcz szkodliwymi, ten styl niezwykle mierny i płytkość obserwacji oraz miałkość refleksji, sprawiają, iż książka raczej nie sprawi nikomu radości z lektury. Uważnemu i krytycznemu odbiorcy może dać wiele, pod warunkiem, że nie odrzuci go brak wartości artystycznych, ale będzie to w większej mierze zasługą pracy czytelnika nad tekstem, niż autora nad jego napisaniem. Z kolei dla pozostałych, czyli dla większości, lektura może być kolejnym etapem porzucania dawnego, opartego na faktach sposobu wnioskowania, indoktrynacji wartościami komunistycznymi, które niepostrzeżenie weszły do kanonu zachodniej popkultury i żyją samodzielnym dalszym życiem wciąż bardziej ją degenerując oraz mieszając dobro ze złem. Tej większości polecam więc inne książki o podobnej tematyce, jak choćby o niebo bardziej wartościową pod każdym względem, wspomnianą już pozycję Bractwo Bang Bang.


Wasz Andrew



Dyskusyjny Klub Książki
** Ernesto Rafael Guevara de la Serna, znany jako Che Guevara, ps. Fernando Sacamuelas
*** używam tego określenia by oddać jego ówczesną pozycję społeczną, a nie mój pogląd na sprawy rasowe

10 komentarzy:

  1. Kilka lat temu miałam w rękach "Wypalanie traw" i ze zdumieniem przeczytałam fragmenty typu: rozejrzał się, pomyślał: "O, .....". Miałam wrażenie, że to powieść, a nie reportaż i odłożyłam książkę na półkę. Teraz okazuje się, że kolejna książka WJ też nie jest doskonała. Przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzy mi się z hasłem „dobre bo polskie”. Czasami jest to główną zaletą i dlatego jest promowane. a szkoda, bo trochę ciekawych informacji jest i gdyby nie te minusy, które wcale nie musiały się pojawić...

      Usuń
  2. Ha, wychodzi na to, że za sprawą swojego DKK rozprawiasz się z kolejnymi mitami o współczesnych polskich reportażystach. Zarówno Jagielski oraz Hugo-Bader cieszą się w naszym kraju sporą estymą, a poprzez Twoje recenzje pojawia się pytanie - czy zasłużoną? Przy okazji podrzucam linka do całkiem interesującego tekstu związanego z jedną z książek Hugo-Badera: http://tygodnik.onet.pl/kraj/jacek-hugo-bader-popelnil-plagiat/cge8h

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kapuściński nie żyje, a kogoś na piedestale i do odbierania nagród trzeba mieć :) Inna sprawa, że moje wrażenia dotyczą tylko tej konkretnej książki i nie można (mam nadzieję) przenosić ich na cały dorobek autora. O tej sprawie z linka już słyszałem. Plagiaty to też objaw zepsucia Zachodu przez komunizm. Podwójna moralność, podwójne standardy. Moja sprawa o plagiaty z LC zawieszona. Policja po sporządzeniu zarzutów „zgubiła” podejrzanego. Pewnikiem się znajdzie po przedawnieniu sprawy.

      Usuń
    2. Nie sądzę, żeby plagiaty były epidemia o pochodzeniu komunistycznym, jak wiele innych zjawisk są/były obecne w społeczeństwach dużo wcześniej. A nadużycia w nauce były rażące po bu stronach Żelaznej Kurtyny. Rozumiem, że świeżo po lekturze West taka interpretacja sama sie nasuwa, ale wydaje mi się ona uproszczona. Było nie było, zrzuca to odpowiedzialność za fałszerstwa, oszustwa i całe polityczne bagno na podstępnych komunistów, a biednych naiwnych Amerykanów oczyszcza z winy.

      Wracając do Jagielskiego, też jawił mi się jako wybitny polski reportażysta, taki od wojny i okrucieństwa współczesnego świata. Pal licho warsztat pisarski, ale jeśli poziom refleksji jest bardzo powierzchowny, chyba nie warto do niego podchodzić.

      Usuń
    3. Nie wiem czy warto do niego podchodzić. Przyjemności z lektury nie miałem, ale nie był to czas stracony. Pewne informacje (po zweryfikowaniu) są bardzo ciekawe. Może inne jego książki są lepsze?

      Nie chodziło mi o to, że plagiaty, czy cokolwiek innego, jest wynalazkiem komuny. Chodzi o upowszechnienie pewnych zachowań, O przymykanie oczy na negatywne zjawiska i wybielanie zła. O patrzenie na ludzi mówiących prawdę jak na wariatów i popieranie tych, którzy kłamią, o ile tylko kłamstwo brzmi ładnie. I o poprawność polityczną sięgającą granic absurdu. Złodziej. Po co to słowo w słowniku, skoro nie można nim nikogo nazwać? Najpierw nie można, bo jest dopiero podejrzanym. Potem nie można, bo jest skazanym i nie orzeczono podania nazwiska do publicznej wiadomości, więc nie wolno go łączyć z opisem czynu. A jednak jeszcze nie tak dawno (w ujęciu historycznym) słowo to było w użyciu. Inaczej po co by powstało? ;) Oczywiście, że to nie tylko wina komunistów, ale wiele się oni do takiej sytuacji przyczynili, a w pewnych obszarach ich wpływ był kluczowy. A nawet jest, gdyż ten samograj działa nadal, choć twórca poległ. Można powiedzieć, że niczego nowego nie wymyślili, ale skala wpływu jaki wywierali, jego skuteczność i permanentność są właśnie tym, czego wcześniej nie było.

      Usuń
  3. No proszę. Zawsze miałem zakodowane same pozytywne opinie na temat Jagielskiego. Dobrze przeczytać też odmienną recenzję. Poza jednym tekstem, który znajduje się z "Antologii polskiego reportażu", nie znam twórczości autora, zatem sam dopiero muszę wyrobić sobie opinię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście pisałem tylko o tej konkretnej książce. Mam nadzieję, że inne są lepsze. Inaczej co myśleć o tych wszystkich wyrazach uznania?

      Usuń
    2. Otóż to, mam w planie przeczytać "Wieże z kamienia" i "Dobre miejsce do umierania". Zresztą to są bodaj najlepiej oceniane książki Jagielskiego.

      Usuń
    3. Ja na razie nie mam na tyle wolnego czasu, by sam się zmierzyć z innymi książkami Jagielskiego, więc poczekam na Twoje wrażenia z lektury :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)