poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Po nitce do kłębka





Magnus Montelius


Mężczyzna z Albanii


tytuł oryginału: Mannen från Albanien

tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nowotny

wydawnictwo: Czarna Owca 2014

Magnus Montelius zadebiutował na niwie literackiej w roku 2009, czyli bardzo późno jak na kogoś urodzonego w 1965 roku. Przez ponad czterdzieści lat zajmował się zarządzaniem zasobami wodnymi i środowiskiem, w związku z czym sporo podróżował po świecie, głównie Afryce i krajach Europy Środkowej oraz dawnych republikach radzieckich. Karierę literacką zapoczątkował po powrocie do Sztokholmu mocnym wejściem, od razu wygrywając konkurs na krótką opowieść kryminalną utworem „Satellite phone”. Sukces ten powtórzył w roku 2011 opowiadaniem „An alibi for Señor Banegas” i w tym samym roku opublikował swą pierwszą powieść, która ukazała się już w Polsce pod tytułem „Mężczyzna z Albanii” staraniem Wydawnictwa Czarna Owca w serii wydawniczej „Czarna seria”.

Ilekroć sięgam po nową powieść skandynawskiego autora, zwłaszcza kryminalną, mam nadzieję, iż znów objawi się ktoś na miarę Stiega Larssona i jego „Millennium”. To oczekiwanie jest jeszcze wyraźniejsze, jeśli mam do czynienia z debiutantem. Nie, żeby szwedzka szkoła kryminału społecznego nie miała innych wielkich przedstawicieli, ani żeby inne nacje swoich cennych i specyficznych osiągnięć do gatunku nie wniosły, tworząc swoje własne kanony, jak choćby tartan noir*. Tak jednak jest i mam tego świadomość, a dlaczego to ważne, opowiem później.

Akcja pierwszej powieści Monteliusa rozpoczyna się jesienią 1990 roku. Żelazna kurtyna powoli odchodzi w przeszłość, co niesie dla Europy i świata wielkie nadzieje oraz równie wielkie obawy. Z jednego ze wzgórz w centrum Sztokholmu spada mężczyzna i ginie w wyniku tego zdarzenia. Wygląda to na zwykłe samobójstwo, ale… Przy zwłokach znaleziono albański paszport, a władze Albanii zaprzeczają, żeby ktoś o danych, które w nim figurują, kiedykolwiek istniał. Z ramienia szwedzkiej policji sprawą zajmie się inspektor Tilas, ale główną postacią powieści i osobą, która będzie prowadzić prawdziwe śledztwo, jest dziennikarz Tobias Meijtens. Zadanie dotarcia do prawdy okaże się niezwykle trudne. Im dalej w las, tym więcej drzew. Każda odpowiedź rodzić będzie kolejne pytania i stawiać pod znakiem zapytania dane wcześniej uznane za pewne. Piękna, skomplikowana intryga, fabuła nie tyle wielowątkowa, co z niezwykle rozbudowanym wątkiem głównym.

Oczywiście widać pewne zbieżności ze wspomnianym „Millenium” Larssona. Dochodzenie będzie prowadzić dziennikarz, nie policjant czy detektyw. Pomagać mu będzie kobieta. Można tak te analogie ciągnąć jeszcze trochę, ale to pozory. Montelius wychodzi poza kanon kryminału społecznego, sięga do jeszcze mroczniejszych sfer społecznej rzeczywistości niż Larsson.

Często zdarza mi się zauważać, iż nowe odmiany literatury kryminalnej są naszym kraju niezbyt przychylnie przyjmowane. Recenzenci niejednokrotnie raz na wstępie zaszufladkowawszy powieść, konsekwentnie zarzucają jej brak tego, co dla nich jest w danym kanonie obowiązkowe. Od tej samej powieści wymagają różnych rzeczy, zależnie od tego, czy uznają ją za szpiegowską, sensacyjną, kryminał czy thriller. Nie chcę nawet dociekać, co by zarzucili Biblii czy encyklopedii, gdyby przypadkiem ktoś wydał je z etykietką „powieść”.

Jak wspomniałem, Montelius stworzył coś nowego. Hybrydę powieści szpiegowskiej, bo te tropy okażą się wiodącymi, czego zresztą uważny czytelnik od razu się spodziewa, z kryminałem, gdyż zaczynamy od trupa i na jednym się nie skończy, a osią fabuły jest śledztwo. Dziennikarskie, ale śledztwo. Ci, którzy mylą kryminał z sensacją, będą narzekać na brak strzelanin i pościgów. Ci, dla których napięciem jest widok faceta ze spluwą lub wielkim zakrwawionym nożem w dłoni, też nie będą usatysfakcjonowani. Miłośnicy antycznych kryminałów w stylu mistrza Doyle’a lub jego dzisiejszych infantylnych klonów w rodzaju „Ojca Mateusza” też się zawiodą. „Facet z Albanii” to powiew nowej epoki. Powieść oparta na rzetelnej analizie rzeczywistości, znajomości mechanizmów władzy i psychologii społecznej. Niestety, nie jest to wizja łatwa do przełknięcia, prosta ani optymistyczna. Wymaga myślenia i odwagi, by zobaczyć świat takim, jakim jest, a nie takim, jakim go chcemy widzieć.

Napięcie w powieści Magnusa Monteliusa nie rodzi się z kroków mordercy skradającego się ku kolejnej ofierze. Tego w rzeczywistości zwykle nie ma. Ofiara często do ostatniej chwili nie wie, że nią zostanie, a prowadzący śledztwo nigdy tego strachu nie odczuwa. Napięcie u tego autora, jak  w życiu, rodzi się z pytań, które wołają o odpowiedź, z wątpliwości, które domagają się rozstrzygnięcia, którego wciąż nie można dokonać. Z poczucia sprawiedliwości, którego nie można osiągnąć. Pisarz, ukazując nam kolejne etapy śledztwa prowadzonego przez Meijtensa, ujawnia przed nami ciemne sfery naszej rzeczywistości, o których wielu z nas nie wie, a wielu wiedzieć nie chce.

Wielcy szpiedzy. Czy naprawdę kiedykolwiek wpadają? Czy to w ogóle możliwe? Jeśli taki człowiek stoi dostatecznie wysoko w piramidzie władzy nie musi w ogóle posiadać agentów ani tym bardziej, niczym jakiś Hans Kloss, zbierać informacji. One same do niego przychodzą. Pożyteczni idioci** (swoją drogą symptomatyczne jest to, że w rodzimej literaturze odpowiednik tego wyrażenia praktycznie nie funkcjonuje) dostarczają mu informacji, które on przekazuje dalej, ale które na niego nie wskazują, gdyż formalnie nie miał on do nich dostępu ani nie podejmował żadnych faktycznych działań, by je uzyskać. W dodatku, po latach takiego procederu, taki agent staje się nietykalny. Z czasem wszyscy znaczący ludzie kolejnych ekip rządowych stają się jego nieświadomymi informatorami a jego upadek stanowiłby koniec i ich karier. Prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi, zarówno dla rządu, jak i opozycji. Nie tylko nikt nie jest zainteresowany, by takiego agenta wykryto, ale wręcz przeciwnie. Każdy, kto się zorientuje, iż stał się jego ofiarą, chroniąc swoją karierę będzie robił wszystko, by prawda nie ujrzała światła dziennego. Dziennikarz czy policjant usiłujący dociec prawdy napotka mur osób wyżej postawionych od niego, które będę robić co w ich mocy, by go powstrzymać. Jak to się skończy w przypadku „Mężczyzny z Albanii” oczywiście nie będę zdradzał, ale refleksje, które ta lektura budzi, są naprawdę przerażające. Zwłaszcza dla Polaków. Mieszkańców kraju, gdzie nikt nawet nie zapyta o dziwną sprzeczność; agentów polskiej bezpieki mamy na pęczki, ale jak to możliwe, że Rosjanie, Niemcy czy Amerykanie po zmianie ustroju praktycznie nie mieli u nas swych szpiegów? Zwłaszcza w żadnym z kolejnych rządów czy kierownictw tajnych służb?

W klasycznym kryminale po nitce dochodzimy do kłębka. W nowoczesnym mamy tych nitek wiele, ale kłębek nadal jest jeden. Montelius serwuje nam wizję dużo prawdziwszą i dużo bardziej przygnębiającą – niezliczone nitki prowadzące nie do kłębka, ale do ogromnego splątanego kołtuna.

Dla polskiego odbiorcy bardzo czytelna będzie, widoczna i u innych skandynawskich autorów, waga przypisywana odważnemu i dociekliwemu dziennikarstwu, które nad Wisłą jest w praktycznym zaniku. W dodatku mamy możliwość poznania szwedzkiego spojrzenia na dzieje ruchów lewicowych na zachodzie, co jest bardzo interesujące i w pewnym stopniu pouczające, gdyż bardzo różni się od tez lansowanych dziś w Polsce.

Dla tych, którzy rozumieją, że prowadzenie najcięższych śledztw nie polega na bieganiu z psem i pistoletem po ulicy, a zdobywanie najważniejszych informacji na spuszczaniu się po linie i włamywaniu do sejfów, jest to książka wręcz wspaniała. Polecam ją każdemu, gdyż to chyba, jak dotąd, pierwsza powieść tak otwarcie ukazująca prawdziwe realia szpiegostwa na najwyższych szczeblach władzy i przeszkód, jakie napotykają prowadzący śledztwa, które o te kręgi się ocierają. Rewelacyjna, tworząca klasę sama dla siebie i naprawdę wyjątkowa. Choć niestety daleka od optymistycznej wizji rzeczywistości i dawnego przesłania kryminału, że prawda musi zwyciężyć.


Wasz Andrew


* Tartan Noir – kanon literatury kryminalnej charakterystyczny głównie dla pisarzy szkockich.
** pożyteczny idiota – osoba z różnych powodów, ale z własnej woli i inicjatywy, nieświadomie zdradzająca agentowi informacje, do których nie powinien mieć dostępu. Typowe zachowanie, to chęć pochwalenia się osobie uznawanej za ważną w nieformalnej hierarchii władzy, zaskarbienia jej przychylności.

Mężczyzna z Albanii [Magnus Montelius]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

4 komentarze:

  1. Agenci obcych wywiadów byli są i będą w Polsce. A to co przekazuje się do publicznej wiadomości jest już mocno okrojoną informacją - często zniekształconą lub całkowicie zmienioną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To oczywiste. Jak w każdym w kraju, w którym z tych czy innych powodów warto mieć szpiegów. Ze względu na szczególne położenie (w wielu wymiarach zresztą) Polska powinna być szczególni takimi agentami nasycona. Ilość wpadek obcych wywiadów, które jednak często stają się sensacją, jest u nas na tym tle zastanawiająco mała. Główne pytanie tej książki to jednak chyba to, czy w ogóle można wykryć szpiega, który stoi odpowiednio wysoko? Zdemaskować można jakiegoś Klossa, ale czy można zdemaskować kogoś, kto stoi tak wysoko, że nie musi mieć dostępu do tajemnic, gdyż same do niego trafiają, nieoficjalnymi kanałami zresztą?

      Usuń
  2. O rany, wyciągnąłeś tego Monteliusa jak wprawny magik królika z kapelusza. Powieść, przynajmniej na podstawie tego co o niej piszesz, robi ogromne wrażenie. Ciekawi mnie szczególnie z uwagi na fakt, że prezentuje mechanizmy (chyba uniwersalne) funkcjonowania władzy (o których raczej przykładnie się milczy), a bohaterem jest dziennikarz prowadzący śledztwo na własną rękę. Masz rację - spoglądając na naszych reporterów z mediów głównego nurtu, którzy ze sztucznymi uśmiechami szczerzą się do nas przed kamerę, ględząc bez przerwy o tym samym - aż trudno uwierzyć, że są jeszcze ludzie, którzy zajmują się tego typu rzeczami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie, czy nawet oni są w stanie coś zwojować? Jaką odpowiedź daje Montelius, tego oczywiście nie zdradzę. Jest taka dość dwuznaczna i nie bardzo nadaje się do propagowania. Ale kto wie, co by zrobił człowiek w takiej sytuacji? Nikt tego chyba nie wie, póki się w takiej sytuacji nie znajdzie.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)