Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

sobota, 10 marca 2007

ZADŻUMIONY NARÓD



W Dniu Kobiet miałem wątpliwą przyjemność oglądać gości pana Tomasza Lisa w jego świetnym skądinąd programie „Co z tą Polską?”. Z tego spektaklu, podobnie jak z dzienników i wypowiedzi wodzów naszego wybranego narodu, wyłania się ostatnioczytelny obraz. W Polsce największymi problemami, od których zależy przyszłośćpaństwa, są aborcja i homoseksualizm.


Homoseksualizm,w rozumieniu liderów naszej kato-prawicy, jest uznawany za „chorobę, którą można leczyć”. To oczywiście jedno z bardziej eleganckich określeń, jakich taczęść naszych przywódców używa. Ogólnie można stwierdzić, że uważająhomoseksualizm za co najmniej coś nagannego, bo przecież choroby nie możnauznać za coś pozytywnego, pożądanego ani szczególnie godnego szacunku. Chcą namwmówić, że to naganne, brudne i złe. Wmawiają nam, że większość „zdrowych ludziteż tak uważa”.


Ja jestem wybitnym hetero i wcale się z tym nie kryję. Gdyby mi się przyśniła nocz mężczyzną, byłby to chyba najgorszy koszmar w mym życiu. Jeszcze gorszym koszmarem,bo na jawie, jest jednak to, czego muszę słuchać w dzienniku z ust trybunówPiS, LPR i innych programowo zbliżonych ugrupowań. Jakoś zapominają oni, żenikt nie robił wiarygodnych badań, czy większość chrześcijan uważahomoseksualizm za zboczenie albo też chorobę. Mniejszość to nie zboczenie, bo wtakim razie uczciwy to zboczeniec, a mądry to wybryk natury. Nawet jeśliprzyjmiemy, że wszyscy chrześcijanie, nawet homoseksualiści, oceniają orientację homoseksualną właśnie w ten sposób, czyli jednoznacznie negatywnie,to musimy pamiętać, że wyznawców Allacha jest więcej, a u nich spojrzenie naten temat jest nieco odmienne. Jeśli więc większość ma decydować co jestzboczeniem a co nie, to sprawa się wykłada. W skali świata może się okazać, żewiększość nie uważa homoseksualizmu za „chorobę”. Może po prostu przyznajmy, żekto nie jest z nami, ten nie ma racji i koniec?


Sprawa aborcji to już koronny pokaz katolicko-polskiego zadżumienia. Skąd mądrzy wpiśmie wymyślili, że płód od chwili poczęcia jest człowiekiem? Święty Tomasz zAkwinu, jeden z filarów teologii katolickiej, wyraźnie nas poucza, że zarodekpłci męskiej staje się człowiekiem po 40 dniach, zarodek żeński po 80. Czyżbyrodzina Giertychów i inni ich znajomi z koalicji mieli lepszy kontakt z Bogiemniżanielski doktor, jeden znajwiększych świętych i teologów katolickich? Jak to się dzieje, że w kraju,gdzie prawie wszyscy są katolikami, nikt nie oponuje przeciwko zarzucaniuŚwiętemu Tomaszowi, który miał podobne poglądy, nomen omne doktorowi Kościoła, niewiedzy i podjudzania do aborcji? Wszak 40dni to ponad miesiąc a 80 to prawie trzy! Czasu do aborcji aż nadto i tozgodnie ze wskazówkami Świętego. Świętego, na którego niejednokrotnie powoływałsię Jan Paweł II. Inna sprawa, że jak każdy Polak, brał on z jego nauk tylkoto, co mu pasowało. W podobny sposób z nauk mądrych czerpią nasze polityczne elity z prawej strony stołu. Biorą tylko to, co im pasuje, by uzasadnić swe działania.


Sprawa jest prosta. Za komuny ludzie bacznie badali słowa władzy. Wyszukiwali sprzeczności w doktrynie i wypaczenia w jej realizacji. Wyszydzali to wkabaretach, pod budkami z piwem i w bibułach wydawanych za pieniądze obcychagencji wywiadowczych. Teraz politycy z gębami pełnymi frazesów chowają się zaautorytetem wiary katolickiej i zza jej zasłony plują głupotą, nienawiścią izwykłymi kłamstwami. Dzielą naród, podsycają nietolerancję, a wszystko to by ukryć, że nic nie budują, że tylko niszczą stare.


Poco zmieniać konstytucję pod kątem aborcji? Przecież obecny przepis nie nakazujenikomu jej popełnić. Jak ktoś zechce to i tak to zrobi. Bogatsza wyjedzie izrobi to w Holandii, gdzie można sobie bachora wyskrobać szybciej niż wyciąćmigdałki, ale gdzie ilość aborcji na 1000 kobiet jest mniejsza niż u nas (!), abiedna wyskrobie się u wiejskiej babki i już nigdy nie urodzi dzieci.


Czy jak przerobią konstytucję to dużo się zmieni? Przecież i tak pozostanie prawodo obrony koniecznej i stan wyższej konieczności. Kobieta, która się poddazabiegowi usunięcia ciąży broniąc swego zagrożonego przez płód życia, będziesię mogła wybronić podobnie jak napadnięty zabijający napastnika. Chyba, żekonstytucja, jako akt wyższy rangą, uchyli za jednym zamachem i prawo doaborcji, i prawo do obrony, i instytucję stanu wyższej konieczności. Ludzie!Opamiętajcie się!


Na zakończenie koronny dowód oszołomstwa do jakiego doszedł nasz naród. Co toznaczy „dziecko nienarodzone”? Zajrzyjcie do słownika. Dziecko to człowiek odurodzenia do pełnoletniości. Wcześniej ani później nie jest dzieckiem!Ideolodzy antyaborcyjni nie znają nawet języka polskiego! Po to są w naszympięknym języku takie słowa jak płód i zarodek, by nie używać słów dziecko iczłowiek tam, gdzie to nie pasuje. Może zamiast jajecznica z 10 jaj zacznijmy mówić „jajecznica z 10 kur (nienarodzonych)”. No bo skoro człowiek jest człowiekiem od poczęcia, to i kura jest nią od tego samego momentu. W Świętanie będzie już malowania jaj tylko kraszenie kur nienarodzonych!


Nie jestem zwolennikiem aborcji. Nie sądzę by ktokolwiek nim był. To tak jakbymówić, że ktoś, kto popiera prawo do obrony koniecznej, jest zwolennikiem linczu, licencji na zabijanie i eksterminacji mętów społecznych. Prawo doobrony, to prawo do wyboru, czy dokonać czegoś takiego czy nie, czy zabićczłowieka w imię obrony swego życia, życia innej osoby, itd. To nie popieranie zabijania. Tak samo prawo do aborcji to prawo do wyboru. To nie popieranie skrobania się bez powodu! Aborcja i homoseksualizm stały się sposobem, by odwrócić uwagę społeczeństwa od nieróbstwa rządu, który jak dotychczas tylkoniszczy i dzieli, zamiast godzić i budować. Dotychczasowy czas obecnej kadencjito tylko walka z coraz to nowymi wrogami, niszczenie coraz to nowych „przejawówdawnego systemu”. Może od razu wysadźmy ten kraj i wyjedźmy gdzie indziej? Bo itak nic innego z tego nie wyjdzie. Nie chcę być złym prorokiem, ale po sprawiemundurków, aborcji i homoseksualizmu, znajdą się następne. Do końca tejkadencji będziemy mieli festiwal walki z coraz to nowymi przejawami„barbarzyństwa” toczącego „zgniłą moralnie Europę”, z coraz to nowymi pomysłami„uzdrowienia” tego i owego, z coraz to nowymi pomysłami jak zmusić ludzi, bybyli szczęśliwi.


Członkom jaśnie nam panującej koalicji i tym zadżumionym umysłom, których tak wiele w naszym kraju, przydałoby się pamiętać o lekcji Masakady. Ale jak oni moglisłyszeć o czymś takim, skoro pan Kaczyński, wielki patriota i doktor naukprawniczych, nie umie odśpiewać hymnu, bo słów nie pamięta? Jak ktoś nie umiehymnu spamiętać, to i nie dziwne, że inne fakty również przekręca i wybiórczozapomina. A pan Giertych to może by najpierw kolegów z koalicji hymnu wyuczył,zanim się za cudze dzieci zabierze?


Najgorsze jest to, że nasze narodowe oszołomstwo nie jest nowym wynalazkiem. Już dawno mistrz Młynarski ułożył na ten temat piękny tekst, a ponieważ sprawy mają sięcoraz gorzej, więc pozwolę go sobie zacytować w całości ku otrzeźwieniuzadżumionych umysłów:


"Słów kilka w sprawie grupy facetów chcę tu wygłosić,
lecz zacząć muszę nie od konkretów, a od przeprosin:
skruszon szalenie, o przebaczenie pokornie proszę,
że trochę pieprzny jest felietonik, który wygłoszę.
Lecz mam nadzieję, że choć się w słowie tutaj nie pieszczę,
to wybaczycie mi to, panowie, raz jeden jeszcze...


Otóż faceci wokół się snują, co są już tacy,
że czego dotkną, zaraz popsują, w domu czy w pracy.
Gapią się w sufit, wodzą po gzymsie wzrokiem niemiłym,
na niskich czołach maluje im się straszny wysiłek!


Bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę:
Co by tu jeszcze spieprzyć panowie?
Co by tu jeszcze ?


Czasem facetów, żeby mieć spokój, ktoś tam przerzuci,
do jakieś sprawy, co jest na oko nie do popsucia.
I już się prężą mózgów szeregi i wzrok się pali,
i już widzimy, żeśmy kolegi nie doceniali.
A oni myślą w ciszy domowej lub w mózgów truście -
Coby tu jeszcze spieprzyć panowie?
Coby tu jeszcze?


Lecz choć im wszystko jak z płatka idzie, sprawnie i krótko,
czasem faceci, gdy nikt nie widzi, westchną cichutko,
bo mając tyle twórczych pomysłów, tyle zdolności,
bo jąsię, by im wkrótce nie przyszło trwać w bezczynności.
A brak wciąż wróżki, która nam powie w widzeniu wieszczym:
jak długo można pieprzyć, panowie
Jak długo jeszcze ?


Pozwólcie, proszę, że do konkretów przejdę na koniec:
okażmy serce dla tych facetów, zewrzyjmy dłonie,
weźmy się w kupę, bo w tym tkwi sedno, drodzy rodacy,
by się faceci czuli potrzebni w domu i w pracy.
Niechaj ta myśl im wzrok rozpłomienia, niech zatrą ręce,
żetyle jeszcze jest do spieprzenia! A będzie więcej !"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)