piątek, 26 sierpnia 2016

W cieniu, czyli "Dyskretny bohater" M. V. Llosa

Dyskretny bohater

Mario Vargas Llosa

Tytuł oryginału: El héroe discreto
Tłumaczenie: Marzena Chrobak
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 384
 
 
 
 
Śledząc gnający na złamanie karku współczesny świat, trudno doszukać się prawdy w stwierdzeniu, że dyskrecja to cecha pożądana. Ba, podobna teza może uchodzić za absurdalną, gdy spojrzy się na wszechobecną tendencję do epatowania intymnymi szczegółami ze strefy własnej prywatności, zahaczających o swoisty ekshibicjonizm. Wielu ludzi usiłujących zamanifestować swoją wyjątkowość, stara się wyróżnić z anonimowego tłumu poprzez bezmyślne powielanie wzorca rodem z kolorowej prasy opartego na założeniu, że nieważne, co o nas mówią, istotne, by tych plotek było jak najwięcej. Wydawać by się mogło, że w takim świecie nie może być miejsca dla dyskretnego bohatera, ale jak pokazuje powieść Dyskretny bohater, autorstwa peruwiańskiego noblisty Mariano Vargasa Llosy, rzeczywistość zawsze chadza swoimi niezależnymi drogami.

Dyskretny bohater to książka, której rdzeń stanowią na pozór luźno ze sobą powiązane losy kilku protagonistów. Wydarzenia, które stają się ich udziałem splatają się wspólnie w misterną sieć – ale jej punkty i węzły stają się dobrze widoczne dopiero pod koniec lektury. Dzięki powieści poznajemy m.in. dzieje Felícito Yanaqué, drobnego i niemłodego już mężczyzny, byłego kierowcy autobusów i ciężarówek, który dzięki uporowi i mozolnej, ciężkiej, ale uczciwe pracy dorobił się własnej firmy transportowej. W chwili rozpoczęcia dzieła, solidna konstrukcja, jaką przez lata wznosił Felícito Yanaqué – dobrze prosperujące przedsiębiorstwo, dwójka zaradnych i obowiązkowych synów, w każdej chwili gotowych do tego, by zastąpić swojego ojca, fasadowe małżeństwo ciągnięte głównie z poczucia obowiązki oraz piękna i urocza kochanka – zaczyna powoli chwiać się w posadach. Widmo katastrofy, niespodziewanej i zaskakującej, nadciągnęło wraz z niepozornym liścikiem, sygnowanym rysunkiem pajączka – podobnie jak w przypadku innych przedsiębiorców z Piury, peruwiańskiego miasta, w którym żyje i mieszka protagonistka, Felícito Yanaqué otrzymuje propozycję, którą należy rozpatrywać w kategoriach szantażu. Niepozorny, ale uparty i niezłomny Felícito Yanaqué nie godzi się jednak, by bezpieczeństwo prowadzonego biznesu oraz spokój opłacać regularną kwotą kilkuset dolarów, rzucając w ten sposób wyzwanie chciwym bandziorom. Cała sprawa trafia na policję, a pomoc w schwytaniu gangsterów przychodzi ze strony kapitana Silva i sierżanta Litumy, duetu znanego z poprzednich książek Mario Vargasa Llosy.

Druga historia, którą poznaje czytelnik związana jest z perypetiami don Rigoberta, kolejnego bohatera, występującego we wcześniejszych utworach noblisty. Mężczyzna, mieszkaniec Limy, cieszy się już widokiem malującej się na horyzoncie wcześniejszej emerytury – tyle, że wizja wolnego czasu, który don Rigoberto zamierza poświęcić ukochanej Lukrecji oraz synowi Fonsitowi zostaje zmącona przez nieco szalony pomysł Ismaela Carrera, przełożonego, będącego jednocześnie przyjacielem don Rigoberta. Ponadto 80-letni starzec, samotny wdowiec z pokaźnym kapitałem postanawia ożenić się z własną służącą – taka decyzja z pewnością nie znajdzie poklasku pośród dwójki synów Ismaela Carrery, którzy do ojca nie żywią żadnego szacunku i liczą tylko na spadek odziedziczony po śmierci rodziciela. Wcielony w życie plan Ismaela będący zemstą na wyrodnych potomkach zapoczątkowuje całą serię niezwykłych przypadków.

Dyskretny bohater to książka, która wyróżnia się stylem oraz materią, z jakiej zostały utkane zaprezentowane w niej zdarzenia. W powieści pełno jest melodramatycznych wątków, które sprawiają, że losy protagonistów wprawiają czytelnika w zdumienie nad tym, jakież to historie układało samo życie; bynajmniej nie arcydzieła, raczej wenezuelskie, brazylijskie, kolumbijskie, meksykańskie telenowele niż Cervantes, czy Tołstoj [1]. Nawiązanie do opery mydlanej jest jak najbardziej słuszne, jeśli wziąć pod uwagę przewijające się na kartach dzieła skandale obyczajowe, zaskakujące zwroty akcji, matrymonialne niespodzianki, rewelacje dotyczące pokrewieństwa, rodzinne awantury, podłe intrygi czy wzruszające wyznania. Opowiadane epizody przedstawiane są z charakterystyczną dla Llosy manierą, zgodnie z którą linearny upływ czasu zostaje zaburzony – w snutej opowieści przeszłość wartkim strumieniem płynie razem z teraźniejszością, a dialogi prowadzone przez różne osoby, w różnych miejscach i w różnym czasie wzajemnie się zazębiają, splatając się w eklektyczny zlepek, co przy odtwarzaniu poszczególnych incydentów może wprawić w czytelnika w delikatną konfuzję. Noblista sprawdza naszą czujność, bawiąc się jednocześnie w zaciemnianie obrazu sytuacji, powodując, że jest ona odrobinę mniej przejrzysta i nie tak oczywista, jak na pierwszy rzut oka mogłoby się zdawać.

Na szczęście, Dyskretny bohater nie jest tylko udanym pastiszem na południowoamerykańskie tasiemce. Pod warstewką taniej sensacji Llosa całkiem zgrabnie przemycił także inne, znacznie ciekawsze kwestie. Istotną rolę w utworze odgrywają relacji na linii ojciec – syn, które ukazano z kilku różnych perspektyw i na podstawie doświadczeń kilku postaci. Stosunki te na ogół nie są proste – pełno w nich niedopowiedzeń, skrywanych uraz, niewysłowionego żalu, ale nie brakuje również wyrozumiałości i poświęcenia. Z punktu widzenia naszej polskiej rzeczywistości, godna bliższego przyjrzenia się jest metoda zarządzania przedsiębiorstwem przez głównych bohaterów. Zarówno Felícito Yanaqué jak i Ismael Carrera przysposabiając swoich potomków do przejęcia schedy, nakazują im przejść przez wszystkie funkcje i stanowiska w swoich spółkach, łącznie z najniższymi, takimi jak stróż, sprzątacz, kierowca autobusu, kierownik stołówki czy sortowacz korespondencji. Miłość rodzicielska nakazuje obu protagonistom stawianie wymagań, których celem jest nauka odpowiedzialności, tyle, że takie podejście też może mieć swoje negatywne aspekty, o czym można przekonać się na podstawie lektury powieści.

Dyskretny bohater to również szeroka i bogata panorama współczesnego Peru, który jawi się jako kraj niewolny od sprzeczności i absurdów, ale równocześnie interesujący i ciekawy. Dzięki umieszczeniu akcji w stolicy, gdzie nie brakuje ludzi bogatych i ich luksusowych enklaw oraz na prowincji, gdzie stałym elementem krajobrazu są gówniarze kopiący piłkę, ujadające, wiecznie głodne psy, sterty śmieci na rogach ulic, sprzedawcy uliczni i sznury samochodów, ciężarówek, motorów i rowerów walczących o miejsce na drodze, czytelnik może dostrzec kontrasty, jakie rozdzierają to południowoamerykańskie państwo. Dynamicznie i szybko rozwijającym się miastom towarzyszą rozrastające się w zawrotnym tempie dzielnice nędzy. Sam naród jest ogromnym tyglem, wybuchową mieszanką – obok obrzydliwie majętnych ludzi wegetują analfabeci, którzy harują od rana do nocy, by jakoś związać koniec z końcem; na ulicach przewijają się twarze o wszystkich kolorach, począwszy od białasów, poprzez górali, błociuchów z puszczy, Kreoli, na Zambo, Murzynach, Metysach i Mulatach skończywszy. Ponadto wszystko w Peru przeniknięte jest wigorem, pulsującą chęcią trwania, ale i swoistą ociężałością, jakie wywołuje skwar lejący się z nieba na zatłoczone chodniki, na których przypadkowe melodie wygrywa harmider i tłok – kakofonia dźwięków, otulająca zmęczonych upałem, ale żywotnych ludzi. Wisienką na torcie jest wspaniale odmalowany peruwiański folklor, który jest nośnikiem sporej liczby kontrastów – na tradycję peruwiańskiego narodu składają się zarówno głęboki katolicyzm jak i religijność mająca korzenie w lokalnym zabobonie i przesądach. Dzięki temu w sklepiku z figurkami świętych można spotkać choćby wróżkę-amatorkę, doradzającą przy podejmowaniu kluczowych decyzji.

W powieści peruwiańskiego noblisty dość mocno wyeksponowano również motyw człowieka jako wielkiej zagadki, niezbadanej tajemnicy. Za sprawą Fonsita, syna don Rigoberta, przekonujemy się, że jako istoty ludzkie jesteśmy czeluściami pełnymi mroku [2], a nasz los to nierzadko wypadkowa ślepego przypadku, działań kapryśnej fortuny, na skutek czego: Sprawy nigdy nie układają się tak, jak człowiek planuje – reguła ta nie zna wyjątków [3]. Czytając Dyskretnego bohatera łatwo wyczuć też niechęć i pogardę, jakie autor żywi do obecnych mediów (określanych mianem kloacznych oraz szmatławców), które zostały sportretowane jako światek, gdzie: Fakty znikały pod lawiną wyolbrzymień, wymysłów, plotek, kalumnii, podłości, w których uwidaczniały się całe zło, chamstwo, perwersja, resentymenty, urazy i kompleksy ludzkie [4]. I dalej: Główną funkcją dziennikarstwa w tych czasach, a przynajmniej w tym społeczeństwie, nie było już informowanie, lecz zacieranie wszelkich różnić między kłamstwem a prawdą, zastępowanie rzeczywistości fikcją, w której przelewał się oceaniczny bezmiar kompleksów, frustracji, nienawiści i traum publiczności (…) [5].

Biorąc pod uwagę fakt, że Dyskretny bohater to pierwsza książka Mario Vargasa Llosy po przyznaniu mu Literackiej Nagrody Nobla, można pokusić się o stwierdzenie, że dzieło jest swoistą laurką, formą podziękowania dla swoich czytelników. Na rzecz przytoczonej tezy świadczy dość lekki charakter utworu, który kojarzy się ze szkicem, literacką zabawą. Znaczący jest również fakt, że w książce pojawia się cała plejada osobników z poprzednich pozycji Peruwiańczyka – don Rigoberto, Lukrecja i Fonsito z Pochwały macochy, Zeszytów don Rigoberta, sierżant Lituma z Zielonego domu, Litumy w Andach, Kto zabił Palomina Molero?, Historii Alejandra Mayty czy Ciotki Julii i skryby. Możliwość obcowania z doskonale rozpoznawanymi bohaterami jest z pewnością nie lada gratką dla wiernych fanów pióra Llosy.

Reasumując, Dyskretny bohater to solidny kawał prozy, chociaż zaznaczyć należy, że książkę należy rozpatrywać głównie w kategoriach dobrej rozrywki, a nie literackiego dzieła przygniatającego ciężarem poruszanego zagadnienia (jak ma to miejsce choćby w przypadku Święta Kozła czy Zielonego Domu). Utwór Mario Vargasa Llosy przywodzi na myśl przyjemny szkic, spłodzony z myślą o podsumowaniu dotychczasowej twórczości. Moim zdaniem podchodząc w ten sposób do lektury, tj. nie oczekując od niej zbyt wiele poza odpoczynkiem od nużącej codzienności, dzięki możliwości ponownego spotkania ze starymi znajomymi, Dyskretnego bohatera można uznać za całkiem udaną pozycję w bogatym dorobku Peruwiańczyka.


[1] Mario Vargas Llosa, Dyskretny bohater, przeł. Marzena Chrobak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014, s. 280
[2] Tamże, s. 171
[3] Tamże, s. 189
[4] Tamże, s. 197
[5] Tamże, s. 198
 

13 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podoba taka koncepcja - dzieło uznanego pisarza, a jednak z pewnym dystansem do wszystkiego, ukazywanie drugiej strony medalu (jak choćby w sprawie nauki odpowiedzialności). Zainteresowało mnie to tym bardziej, że nie wyczuwam tu zadęcia i aspiracji na „Wielką Sztukę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod tym względem Llosa przypomina mi Eduardo Mendozę, który obok literatury "wysokiej" tworzy dzieła stricte rozrywkowe, chociaż niepozbawione trafnych obserwacji.

      Usuń
  2. Ależ ja nie lubię dona Rigoberta i Lukrecji! Spotkałam ich już w „Pochwale macochy” i nie mam chęci więcej o nich czytać. Lukrecję zaliczyłam do dziesiątki najbardziej irytujących bohaterek książkowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O masz ci los! Cała trójka, na czele z Fonsito, to moi ukochani bohaterowie Llosy :-) W "Dyskretnym bohaterze", o ile dobrze pamiętam lekturę sprzed kilku lat, Rigoberto i spółka są obecni jedynie w tle, jako elementy wspomnieniowej kompilacji, w jaką Llosa zamienił "Dyskretnego bohatera".
      Ambrose, czy znasz "Zeszyty do Rigoberta" i "Pochwałę macochy"? Jeśli nie, gorąco polecam, bo "Dyskretny bohater" z pewnością nie oddaje cudownych charakterków tej trójki ;-) A sama książka, zgoda: lekka, z kategorii tych dla przyjemności, ale nic przez ten lżejszy gatunkowy ciężar z literackiego punktu widzenia nie traci. Trzeba mieć nie lada talent, żeby z takim wdziękiem połączyć bohaterów własnych powieści w spójną całość i zupełnie nową, po prostu świetną, historię.

      Usuń
    2. *"Zeszyty doN Rigoberta", oczywiście.

      Usuń
    3. Ładnie proszę o dopisanie mnie do listy fanów don Rigoberta ;)

      Usuń
    4. Ha, jak widać bohaterowie książek Llosy wzbudzają wszelakiej maści emocje. Ja osobiście nie odczuwam antypatii ani do Lukrecji, ani do don Rigoberta, chociaż nie jestem także ich wielkim fanem :)

      "Pochwałę macochy" czytałem dość dawno temu - niewiele pamiętam poza pojedynczymi scenami oraz wrażeniem pulsującego erotyzmu. Interesująca jest także kwestia Fonsita i jego wyobraźni. Lekturę "Zeszytów don Rigoberta" poważnie rozważę, tym bardziej, że moja dziewczyna jest w posiadaniu tej powieści :)

      Usuń
  3. Nie tylko Twoja recenzja, ale też powyższa dyskusja (te skrajności!) gwarantuje, że w lekturach Llosy spotkam frapujących bohaterów... Muszę się im przyjrzeć i nadrobić braki...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, jeśli jeszcze nie czytałaś żadnej książki Llosy, to zdecydowanie polecam Ci tego artystę. Oprócz lżejszych pozycji, w którym prym wiodą wspomniani Lukrecja, don Rigoberto oraz Fonsito, Peruwiańczyk serwuje także utwory podejmujące znacznie poważniejsze tematy - "Święto Kozła", "Zielony dom" czy "Marzenie Celta" to bardzo dobre dzieła, które w pełni wyjaśniają dlaczego Llosa został uhonorowany literackim Noblem :)

      Usuń
  4. Lubię prozę LLosy, więc rzeczywiście "Dyskretny bohater" był dla mnie czymś w rodzaju wisienki na torcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli przepadasz za lżejszymi pozycjami Llosy, to "Dyskretny bohater" zdecydowanie przypadnie Ci do gustu. Ciężar gatunkowy powieści porównywalny do "Pochwały macochy".

      Usuń
  5. Przeczytałam tylko jedną jego książkę, Pantaleon i wizytantki, która była świetna. Ale jakoś od tamtego czasu, chociaż sporo o nim myślę i chciałabym przeczytać coś więcej, to się z nim mijam.
    A pozycja, o której piszesz wydaje się znakomitym kąskiem na jesień. Głównie przez to, że nie jest wymagająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałem swego czasu "fazę" na Llosę, kiedy to czytałem jego książki seriami (pozycje "Zielony dom", "Marzenie Celta", "Miasto i psy", "Lituma w Andach" oraz wspomnianego przez Ciebie "Pantaleona i wizytantki" połknąłem w jednym ciągu, potem przyszedł jeszcze czas na "Pochwałę macochy" oraz prześwietne "Święto Kozła"). Dlatego z pełną odpowiedzialnością polecam Ci twórczość Llosy - obojętnie po którą pozycję sięgniesz, nie powinnaś czuć się zawiedziona :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)