piątek, 17 lipca 2015

W krainie czarowników i olbrzymów - "Niejaka Mulatka"

Niejaka Mulatka

Miguel Ángel Asturias

Tytuł oryginału: Mulata de tal
Tłumaczenie: Andrzej Nowak
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 342









Młody, zapalczywy kapłan, przemieniony w monstrum o jedenastu tysiącach ramion, bardziej przypominające pająka niż człowieka, to rzecz raczej niezwykła i trudna do spotkania w rzeczywistości, w której na ogół egzystujemy. Ale poddany metamorfozie kapłan o jedenastu tysiącach ramion, zdolny dzięki temu pochwycić bestię za jej jedenaście tysięcy rogów jako element mitu to już sprawa o wiele łatwiejsza do zaakceptowania, chociaż nie mniej cudaczna. Natomiast przybyły do Tierrapaulita kapłan przepoczwarzony w stwora o jedenastu tysiącach ramion, traktowany jako literacka postać i jeden z bohaterów powieści Niejaka Mulatka autorstwa Miguela Ángela Asturiasa to już coś całkiem powszechnego, do czego przywyka się w miarę zagłębiania się w otchłanie lektury i eksplorując cudaczny świat wykreowany przez środkowoamerykańskiego artystę.
Miguel Ángel Asturias to żyjący w latach 1899 – 1974 gwatemalski poeta i prozaik. Autor uchodzi za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli latynoamerykańskiego pisarstwa – uważany jest on za ojca realizmu magicznego, ponadto w 1967 roku, w uznaniu za wybitne osiągnięcia twórcze, u podłoża których leży zainteresowanie obyczajami i tradycją Indian Ameryki Łacińskiej, Asturias został uhonorowany literacką Nagrodą Nobla. Artysta, który w swoim długim i burzliwym życiu sporo podróżował, studiował m.in. mitologię i kulturę Majów na Sorbonie w Paryżu. To właśnie we Francji Asturias zetknął się z surrealizmem, który pozwolił mu ukształtować własny styl, utkany z tego, co rzeczywiste i z tego, co nierealne, wyśnione, urojone i bytujące wyłącznie w wyobraźni. Powstałe pod wpływem pobytu nad Sekwaną Legendy gwatemalskie (1930 r.) traktowane są jako utwór, z którego narodził się realizm magiczny. Sylwetkę Asturiasa – sztandarowego twórcy latynoamerykańskiego – uzupełnia jego negatywny stosunek wobec dyktatorskich rządów, głęboki sprzeciw wobec agresywnej eksploatacji rodzimych ziem przez zagraniczne korporacje oraz zaangażowanie polityczne na rzecz lewicowych ruchów. Asturias, podobnie jak wielu twórców z Ameryki Południowej czy Środkowej, żywo interesował się losami własnego kraju, czynnie kształtując jego kulturowe i polityczne oblicze, starając się być jednocześnie głosem słabszych i pokrzywdzonych, których skarg i rozpaczliwych wołań na ogół nikt nie słucha. Echa tego niemego krzyku rozpaczy można dopatrzyć się także w powieści Niejaka Mulatka (1963 r.), chociaż jest to zaledwie jedna z licznych melodii, które pobrzmiewają w tym niezwykłym dziele.
Niejaką Mulatkę można traktować jako wrota do świata pełnego magii, tej potężnej, pradawnej, pogańskiej, zrodzonej z podstawowych pierwiastków; folkloru, zawierającego wszelakiej maści legendy, podania, mity, bajania oraz wierzenia a także odniesień do religii chrześcijańskiej, zniekształconej i wynaturzonej przez nieznośnie upalny klimat, w którym nawet święci odczuwają ogniste pieśni trzewi, wypełniających się zwierzęcym pożądaniem. Utwór, cechujący się poetyckim językiem pełnym metafor, przenośni i wyszukanych porównań, z uwagi na dychotomiczny rytm przywodzi na myśl katatoniczną pieśń, w której momenty ciszy i oczekiwania przeplatane są szaleńczą feerię barw, dźwięków i wrażeń. Miguel Ángel Asturias atakuje czytelnika prozą, która wciąga i przykuwa uwagę, zaciekawia i fascynuje, ale która równocześnie absorbuje w pełni, wymaga maksymalnego skupienia, oczekuje nieskrępowanego oddania się i koncentracji, tak by nie pogubić się w gąszczu postaci, odniesień i zdarzeń, następujących po sobie w sposób wymykający się pojmowaniu, opartemu wyłącznie o żelazną logikę i racjonalne przesłanki.
Główni bohaterowie Niejakiej Mulatki to Celestino Yumi, wieśniak, prowadzący życie proste i skromne, ale nie przestający marzyć o wielkich bogactwach, jego żona, pokornie znosząca swoją dolę Catarina Zabala, kolejne wcielenia dwójki małżonków oraz całe zastępy demonów, diabłów, czarowników i wszelkiego rodzaju niezwykłych istot. Igniterem zapoczątkowującym całą serię niecodziennych wydarzeń okazuje się interes, jaki Celestino Yumi ubija z Tazolem, demonem kukurydzy. Chciwy i łasy na pieniądze Celestino wikła się w układ, który nie może się dla niego dobrze skończyć, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że umowa zostaje zawarta z istotą nadprzyrodzoną o raczej piekielnym usposobieniu. Aby nie być tak surowym dla biednego Celestina należy wspomnieć, że początkowe żądania Tazola nie są zbyt wygórowane – mężczyzna proszony jest jedynie o paradowanie z nie zapiętym rozporkiem w trakcie odpustów następujących po sobie w okolicznych wsiach (stąd wdzięczny przydomek – Czarownik Rozporek). Któż jednak sądził, że zachłanny Tazol poprzestanie na sianiu zgorszenia wśród dewotek, ten się srogo pomylił – ludzie najczęściej płacą za bogactwo tym, co dla nich najcenniejsze.
Fantastyczne przygody, jakie stają się udziałem Celestina Yumiego oraz Catariny Zabali, są znakomitym pretekstem, by zaprezentować w pełni bogactwo latynoamerykańskich podań. Miguel Ángel Asturias w popisowy wręcz sposób, szokując wyolbrzymieniem i przytłaczając mnogością nadprzyrodzonych zjawisk, wykorzystuje wiedzę na temat mitologii oraz kultury Majów, nabytą w trakcie pobytu na Sorbonie. Gwatemalski pisarz nasyca strony swojej powieści olbrzymią ilością nawiązań i odniesień do postaci, zrodzonych w trzewiach ludowej wyobraźni. W książce pojawiają się motywy uniwersalne, jak zaprzedanie duszy diabłu, liczne przemiany (w karły, w kamienie, w olbrzymy, w zwierzęta, itd.) oraz bardziej specyficzne dla lokalnej kultury jak często przywoływane zaślubiny Słońca z Księżycem, z którego to związku, kazirodczego i szalonego, mogą narodzić się jedynie potwory. Interesującym zabiegiem jest wymieszanie tego świata magii i legend Majów z religią i kulturą katolicką – wydaje się, że rywalizujące ze sobą demony, pogański Cashtoc (Wielki, Przeogromny) oraz chrześcijański Candanga (takim mianem określany jest Lucyfer), symbolizują ścierające się wzajemnie cywilizacje: białego człowieka, podstępnego kolonizatora i zdobywcy oraz Indianina, który sukcesywnie, krok po kroku, musi wycofywać się z ziem, od dawna zamieszkałych przez przodków.
Warto także zwrócić uwagę na kwestie, którego zostały niejako przemycone pod płaszczykiem tego niesamowitego, przypominającego momentami senny majak, świata. Miguel Ángel Asturias ukazuje przede wszystkim na niesprawiedliwe traktowanie słabszych, bezwzględne wykorzystywanie cudzej bezbronności. Autor z przekąsem zauważa, że ludożercy cały czas egzystują wśród nas, a są nimi ci, którzy sycą się mięsem ludzkim, a mówiąc bardziej przyziemnie – ci, którzy wyzyskują człowieka pracy. Równie ironiczne są komentarze pod adresem bogaczy, spośród których spora część na swoje majątki pracowała w pocie czoła, nie cofając się przed niczym, by spróbować okiełznać potężną moc pieniądza – zabijając, napadając, grabiąc, oddając się we władanie mocom nieczystym.
Rzeczą, która zdecydowanie wyróżnia Niejaką Mulatkę na tle innych przedstawicieli realizmu magicznego jest osobliwy czarny humor, od którego cała powieść aż skrzy. Kokosy z poprzyczepianymi waginami, siusiające sprofanowaną przez demony wodą święconą; taniec na szczudłach wykonanych z drutów telegraficznych; salwowanie się ucieczką kioskiem, unoszonym niczym balon ręką zakrystiana przyklejoną do ramienia małpią śliną czy ksiądz zamierzający założyć hodowlę karłów to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Można wręcz pokusić się o tezę, że absurd i brak oporów dla własnej wyobraźni to nadrzędne wytyczne, którymi kierował się Asturias przy pisaniu swojej powieści. Owe nieskrępowane płody, momentami zachodzące na siebie bez ładu i składu, mogą przyprawić czytelnika o niemały ambaras, któremu grozi pogubienie się w natłoku niezwykłości. Z tego względu proza gwatemalskiego literata jest niekiedy mało czytelna, rozmyta, mocno deliryczna – panuje w niech chaos i brak logiki, charakterystyczny choćby dla świata snu. Dzięki znakomitemu posłowiu autorstwa Rajmunda Kalickiego dowiadujemy się ponadto, że taka forma narracji dobrze odzwierciedla sposób rozumowania i pojmowania otoczenia przez Indian, którzy myślą obrazami, a na rzeczy nie spoglądają jak na odrębne zjawiska, lecz tłumaczą je sobie według własnych wyobrażeń, wolnych od surowych zasad logiki. Spostrzeżenia Rajmunda Kalickiego to zresztą rzecz, która zasługuje na osobną uwagę. Świetny polski tłumacz, którego miałem już okazję poznać za sprawą przekładu powieści Siedmiu szaleńców, Roberto Arlta, daje poznać się jako znawca kultury latynoamerykańskiej, w kontekście której lokowane jest dzieło Miguela Ángela Asturiasa. Moim zdaniem szczególnie interesująca wydaje się przytoczona teza, jakoby realizm magiczny stanowił pokłosie wyrzutów sumienia, nieodzowny element poczucia winy z racji eksterminacji rdzennych mieszkańców amerykańskich lądów.
Reasumując krótko, Niejaka Mulatka, to powieść niezwykła. To niezwykle oryginalna baśń wyłaniająca się z typowego dla Ameryki Łacińskiej folkloru, przybierająca niekiedy cechy pamfletu politycznego i obyczajowego. Fabuła wiruje, skręca się w sposób niemożliwy do przewidzenia, czemu towarzyszą fantastyczne i barwne obrazy, nasycone czarnym humorem i groteską. Autor w swoim dziele umiejętnie przeplata świat realny ze światem fikcyjnym (światem mitów i legend), odwołując się do kultury latynoamerykańskiej (zwłaszcza gwatemalskiej). Mimo, iż ze względu na odmienność kulturową i owo przeplatanie się światów lektura nie należała do łatwych, to trud w pełni wynagradzają interesujące postacie przewijające się przez karty powieści oraz mocno ironiczne spojrzenie na ludzkość, która na przestrzeni wieku nie pozbyła się swych słabości i przywar.

Wasz Ambrose

10 komentarzy:

  1. bookiemonster17 lipca 2015 12:45

    Czekałam na ten tekst:) To wszystko, co piszesz brzmi bardzo zachęcająco, ale też znowu przeraża ten wszechobecny chaos i pisanie obrazami. Choć ja tak książki zapamiętuję, obrazami właśnie, to mam jednak straszny problem by tak napisane umieć je odczytać. Jednak ta trudność kusi mnie, by po tę lekturę sięgnąć. Potraktować ją jako swojego rodzaju wyzwanie czy podołam. Naprawdę bardzo ciekawa pozycja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, dokładnie taki jest mój stosunek do tej książki - z jednej strony mnie zafascynowała, ale "przejście" przez nią, jej lektura, była doświadczeniem dość traumatycznym. Powieść jest niezwykle absorbująca - chwila nieuwagi i człowiek natychmiast gubi wątek. Zatem porównanie do wyzwania jest jak najbardziej zasadne :)

      Usuń
  2. Chyba dobrego słowa użyłeś - niezwykła! Choć nie wiem, czy miałbym chęć na takie niezwykłości :) Z drugiej strony... Bardzo łatwo mi wyobrazić sobie młodego, zapalczywego kapłana jako w monstrum o jedenastu tysiącach ramion (wierni).
    Gdy czytałem o tych mitycznych istotach z Ameryki, przypomniało mi się, jak kiedyś się dowiedziałem, że w Europie jedne narody mają krasnoludki, inne olbrzymy, a granicę między nimi wyznaczał zasięg grzybków halucynogennych deformujących perspektywę w jedną bądź drugą stronę. Ci w Ameryce to niezły towar musieli mieć do dyspozycji, skoro takie potworaki mieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, pisząc tekst, co rusz musiałem do niego wracać i wycinać kolejne określenia "niezwykła", bowiem co chwila to słowo pojawiało mi się na języku :) Ha, tekst o grzybkach przedni - wychodzi na to, że Asturias jechał na towarze, o którym Europejczycy mogą tylko pomarzyć :)

      Usuń
  3. Nie miałam dotąd okazji czytać gwatemalskiej prozy. Powieść przez Ciebie przedstawiona wydaje się ciekawa. Baśniowość w literaturze bardzo lubię, a te istoty z książki - czarownicy, diabły... - są dla mnie jak wisienka na torcie. Trudnych powieści też się nie boję, ale chyba najpierw podsunę książkę synowi i zobaczę, co on sądzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku to również dopiero pierwsze spotkanie, ale całkiem udane :) Ostrzegam od razu, że lektura jest mocno zakręcona - sporo w niej metafor, przenośni, dziwacznych zwrotów akcji. Czytelnik musi być mocno skoncentrowany, by nie pogubić się w tym całym gąszczu :)

      Usuń
  4. Czarownicy, diabły, demony, ksiądz chcący założyć hodowlę karłów - widzę, że karty tej powieści zaludniają wyjątkowo dziwaczni bohaterowie. Autor musiał mieć przebogatą wyobraźnię. Na razie nie czuję się na siłach, by zmierzyć się z taką książką. A skąd tytuł "Niejaka Mulatka"?
    Latynoamerykańska nazwa Lucyfera, czyli Candanga, nie brzmi tak ładnie jak nasza polska :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykreowany świat wywiera ogromne wrażenie, ale jednocześnie mocno przytłacza. Lektura jest mocno wymagająca, bowiem akcja jest niesamowicie zagmatwana :) A Niejaka Mulatka to jedna z postaci, która przewija się przez karty powieści - symbol kuszenia, ludzkich słabości, przywiązania do fizyczności :)

      Usuń
  5. Lubię powieści Z Ameryki Łacińskiej, ale Asturiasa jeszcze nie poznałam. Zresztą książek pochodzących z Gwatemali raczej nie wydano w Polsce zbyt wielu - tak myślę, ale może się mylę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, o gwatemalskich autorów bardzo trudno na naszym polskim, czytelniczym rynku. Obecność Asturiasa wynika zapewne z faktu, iż ten artysta został uhonorowany literacką nagrodą Nobla (1967 r.) - wszystkie dzieła wydane w Polsce, zostały opublikowane już po przyznaniu mu tego wyróżnienia :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)