piątek, 27 marca 2015

Smutny zapis upadku wielkiego człowieka

Smutny koniec Polikarpa Quaresmy

Afonso Henriques de Lima Barreto

Tytuł oryginału: Triste firn de Policarpo Quaresma
Tłumaczenie: Janina Z. Klave
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 236









Kierując się w życiu własnymi zasadami, konsekwentnie unikając tego, co według własnego kodeksu moralnego uważane jest za zło, nie akceptując żadnych kompromisów, półprawd czy półśrodków, bardzo łatwo jest wyjść na wariata. Nieważne, pod jaką szerokością geograficzną się znajdujemy, takie postępowanie zawsze wiąże się z łatką szaleństwa czy braku umiejętności przystosowania się do egzystencji w społeczeństwie. O tym jak wygląda przebieg takiej aberracji w południowoamerykańskim wydaniu, możemy przekonać się za sprawą interesującej lektury, zatytułowanej Smutny koniec Polikarpa Quaresmy. Autorem tej niedługiej powieści jest Afonso Henriques de Lima Barreto, żyjący w latach 1881 – 1922, brazylijski pisarz i dziennikarz. W swojej prozie, osadzonej na solidnych fundamentach realistycznych, artysta odmalowywał społeczno-obyczajową panoramę Brazylii. Smutny koniec Polikarpa Quaresmy to jedyna przetłumaczona jak dotąd na język polski powieść Limy Barreto.

Głównym bohaterem utworu jest tytułowy Polikarp Quaresma, urzędnik państwowy, były wojskowy pozostający w stopniu majora, drobny i niepozorny podstarzały kawaler, od dawna uwięziony w okowach rutyny. Mozolnie wypełnia on schemat dnia codziennego, podporządkowując swoje życie kolejnym uderzeniom zegara, wyznaczającym poszczególne czynności. Jego ułożona i w pełni przewidywalna egzystencja, wrodzona skromność, czystość charakteru, sumienność oraz dalece rozwinięty aparat moralny w połączeniu z uczciwością, solidnym wykształceniem i majątkiem, a więc wszystkie przymioty cechujące człowieka poważnego i praworządnego, sprawiają, że Polikarp Quaresma cieszy się estymą i szacunkiem nie tylko wśród sąsiadów, ale w i gronie znajomych oraz współpracowników.
Jako jedyną wadę majora można traktować pewne drobne zboczenie, które jednakże w żadnym stopniu nie jest szkodliwe czy też niebezpieczne, ot zwykła błahostka, niewielka aberracja, skaza czyniąca człowieka osobnikiem jeszcze bardziej ludzkim i przystępnym, ponieważ błądzi on i jest odległy od ideału tak jak i my. Otóż Polikarp Quaresma jest patriotą w pełnym tego słowa znaczeniu, chociaż jeśli gruntownie przemyśleć tę kwestię, może okazać się, że wyraz ten jest zbyt wątły i skromny, by pomieścić całą miłość, jaką odczuwał major do swojej ukochanej Ojczyzny. Serce tego chuderlawego, niepozornego mężczyzny rozpala uczucie potężne, znamienne dla największych idealistów, traktujących sprawy ducha znacznie poważniej niż sprawy ułomnego i słabowitego ciała. Polikarp manifestuje swoją głęboką namiętność do Brazylii na każdym kroku, w każdy możliwy sposób i w każdych okolicznościach, co dla niektórych okazuje się drażniące, dla innych zaś kłopotliwe czy też odrobinę żenujące. W oczach majora godna rzetelnych studiów jest jedynie historia Brazylii, za literaturą wartościową uchodzi wyłącznie bibliografia płodzona przez brazylijskich artystów, ewentualnie odwołująca się bądź nawiązująca do Kraju Kawy. W ogrodzie znajduje się miejsce tylko dla kwiatów, roślin i warzyw, wywodzących się z brazylijskiej ziemi, a podniebienie Polikarpa zadowalają rdzenne przysmaki. Nosi on ubrania szyte przez brazylijskich krawców, chadza w butach wyprodukowanych w brazylijskich fabrykach. Kultura i tradycja własnej Ojczyzny przedstawiają dla majora największe znaczenie i z tego też względu pragnie on obcować z nimi na wszelkie możliwe sposoby, począwszy od muzyki, poprzez ludowe tańce, a na książkach skończywszy. Miłość do Brazylii jest silna, poważna i absorbująca i nakazuje interesować się wszystkimi rzeczami, które mogą mieć cokolwiek wspólnego z rodzimym krajem. Ale postępująca afektacja do Ojczyzny – przemożna chęć, by po latach medytacji, studiów i refleksji, przejść do etapu konkretnego działania, opracowywania i konkretyzowania idei – to wymykające się spod kontroli uczucie okazuje się destrukcyjnym czynnikiem, zdolnym do wysadzenia z ram rutyny dotychczasowej egzystencji Polikarpa.
Smutny koniec Polikarpa Quaresmy to odmalowany z pietyzmem portret człowieka ogarniętego pasją, pasją, która staje się przedmiotem podświadomej zazdrości otoczenia z racji braku podobnie silnej namiętności, jakiej podporządkowuje się całe swoje życie. Bohater, oderwany od rzeczywistości, zupełnie nie dbający o to, co cieszy się szerokim zainteresowaniem mas czy elit, a co uważane jest za wymysł chorej fantazji, poprzez swoją ignorancję skazany jest na alienację i odrzucenie. Niemożność zrozumienia kierujących nim bodźców, niezwykła wręcz niedbałość o tak przyziemne sprawy jak pieniądze, polityczne knowania czy towarzyskie uznanie, wymykają się pojmowaniu ogółu. Z tego względu major Quaresma, marzyciel oraz idealista, szczerze pragnący dogłębnie poznać własny kraj, jego możliwości i ograniczenia, tak by móc zaproponować prawidłową drogę rozwoju, odszukać rozwiązania wszelkich palących problemów, ów nieszczęsny major staje się obiektem niewybrednych kpin i żartów. Na jego przykładzie doskonale widać, że każda jednostka cechująca się nieprzeciętnym indywidualizmem i samodzielnością myślenia, kierująca się w życiu surowymi, ale własnymi zasadami, której pojęcia takie jak oportunizm czy konformizm są obce i nieznane, narażona jest na marginalizację, wyrzucenie poza społeczny nawias z piętnem szaleństwa i wariactwa – każdy, kto wybija się ponad średnią, niezależnie od tego czy znajduje się na prawej czy też lewej krawędzi gaussowskiego dzwonu ryzykuje oskarżeniami o umysłową niepoczytalność. Wszelkie odmienności, odbieganie od przyjętego wzorca, wyobrażenia, utartego schematu są niepożądanego oraz niebezpieczne.
Oprócz zmiennych losów Polikarpa Quaresmy, Afonso Henriques de Lima Barreto serwuje również czytelnikowi bardzo interesującą panoramę miejską Rio de Janeiro, stolicy kraju do 1960 roku, gdzie rozgrywa się lwia część powieści. Autor raczy nas opisami miejskiej architektury, odsłaniając w pełni eklektyzm czy wręcz chaos tej brazylijskiej metropolii, bezładność i kapryśność zabudowań. Razem z narratorem mamy okazję gościć w wystawnych rezydencjach zamożnych mieszkańców, dla których najważniejsze problemy ograniczają się do odpowiedniego wydania za mąż córki czy wystarania się o godziwe stanowisko dla leniwego syna. W ramach kontrastu odwiedzamy także najbiedniejsze dzielnica, gdzie nędza piszczy bezwstydnie. Na przedmieściach możemy spotkać osobników, ledwie zarabiających na własne utrzymanie, imając się tak oryginalnych zawodów jak handlarz butelek, kastrator kotów, psów i kogutów czy producent klocków do robienia koronek. Tę bogatą i różnorodną społeczną panoramę uzupełniają wiejskie pejzaże prezentujące trudną sytuację chłopów, gnębionych przez biedę i głód.
Książka to także zapis burzliwej historii Brazylii z końcówki XIX wieku – młode państwo uniezależniło się od Portugalii w 1822 roku, kiedy do życia powołane zostało Cesarstwo Brazylii, w 1888 roku zniesiono niewolnictwo, a w 1889 roku w wyniku rewolucji zapoczątkowanej zamachem stanu przeprowadzonym przez Deodoro da Fonsecę, ustanowiono republikę federacyjną. W momencie rozpoczęcia utworu, kraj stoi u progu kolejnej wolty (1893 r.), której celem miałoby być przywrócenie obalonej monarchii. Afonso Henriques de Lima Barreto wskrzesza przeżyte na własnej skórze czasy krwawego, tchórzliwego, krwawego i bezsensownego terroru, kiedy za byle donos można było trafić do więzienia, gdzie skazywano ludzi na nieludzkie tortury i kaźnie, po to tylko, by podejrzany wyśpiewał litanię samooskarżeń i przyznał się do win nigdy nie popełnionych. Pisarz odkrywa przed czytelnikiem arogancki i ciasny, tyrański pedantyzm, który w imię zapewnienia ładu i porządku usprawiedliwia gwałty, morderstwa oraz okrucieństwa. Oprócz tego de Lima Barreto szczegółowo wymienia bolączki toczące młodą republikę – nepotyzm, korupcję, nadmierne podatki, brak urzędniczej wyobraźni, itd. – charakterystyczne dla niemal wszystkich form ludzkich rządów. Autor sygnalizuje także źródła społecznej niechęci do wszelkiej władzy, która cechuje się wrodzoną hipokryzją i przyrodzoną niemożnością, chętnie mamiącej prosty lud, obiecującej rzeczy, jakich nie jest w stanie zrealizować.
Godny uwagi jest także styl, w jakim utrzymana jest powieść. Trzecioosobowemu narratorowi zdarzają się momenty, kiedy przechodzi na pierwszą osobę liczby mnogiej, szczególnie wtedy, gdy mowa jest o Brazylii, cechach narodowych jej mieszkańców, etc. Można traktować to jako sygnał, że osobnik snujący historię Polikarpa Quaresmy, podobnie jak główny bohater jest Brazylijczykiem, a na podstawie losów biednego majora pragnie on ukazać sytuację polityczną, społeczną oraz gospodarczą swojej ojczyzny, która nie jest mu obojętna. W trakcie narracji przemycane są refleksje oraz przemyślenia samego autora dotyczące tych samych zagadnień, jakimi zajmował się Polikarp Quaresma. Jednocześnie książka sprawia wrażenie lektury lekkiej, przyjemnej. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej, widać doskonale, że w utworze roi się od kpiny, a portrety niejednego szacownego obywatela podszyte są doskonale zamaskowaną, ale zjadliwą ironią. Wojenne historie snute przez emerytowanych żołnierzy, z których żaden nie brał udziału w walkach; admirał, który nigdy nie postawił nogi na deskach okrętu; lekarz płodzący kolejne naukowe artykuły poprzez kompilację dzieł innych; generał, który w ostatniej chwili, tj. w przededniu kluczowej bitwy wycofuje się z frontu z uwagi na przeziębienie; doktor ograniczający choroby swoich pacjentów do schorzeń, na które może wypisać receptę – to tylko część sylwetek, jakie kreśli na łamach swojego dzieła de Lima Barreto. Można przy tym odnieść wrażenie, że brazylijski autor tworzy te groteskowe wizerunki bez mrugnięcia okiem, bez cienia uśmiechu na twarzy, który mógłby zdradzić bezlitosną drwinę.
W taki właśnie gorzko-słodki sposób ukazane zostały smutne losy Polikarpa Quaresmy, człowieka niezrozumiałego przez otoczenie, który ośmielił się posiadać własne wyobrażenie Ojczyzny. Niestety ów obraz okazuje się złudzeniem, fantazją i mitem, stworzonym w zaciszu własnego gabinetu. Ten fałszywy bożek, chimera, wysysa z bohatera wszelkie życiowe siły, całą energię i zapał, bezwzględnie prezentując próżność i daremność ludzkich działań, by zmienić człowieczą naturę, która od wieków cechuje się małostkowością, egoizmem, butą i przekonaniem o monopolu na rację i prawdę. Zaiste smutna to książka i przyznaję, że z ciężkim sercem czytałem o zmiennych kolejach losu naiwnego i prostodusznego Quaresmy, którego egzystencja, w jego własnym rozrachunku, okazała się wielką porażką – nieskończoną pogonią za mirażem własnego umysłu.
P.S. Warto wspomnieć, że dzieło ukazało się w ramach serii Wydawnictwa Literackiego, zatytułowanej Proza Iberoamerykańska. Książka została przetłumaczona przez Janinę Zofię Klave, polską historyczkę sztuki i translatorkę, która opatrzyła utwór znakomitym posłowiem, ciekawie przedstawiając biografię Afonso Henriquesa de Limy Barreto oraz osadzając utwór w konkretnym kontekście kulturowym i historycznym, przez co lektura staje się pełniejsza i jeszcze bardziej interesująca.

Wasz Ambrose

16 komentarzy:

  1. Bardzo interesujące. Cóż za pasja... Oczywiście społeczeństwo nie może uznać go za normalnego, bo jest przecież inny. A co inne, to z pewnością gorsze i śmiechu warte;-). Widzę, że 236 stron pomiescilo wiele treści, która jest ciekawa. Chętnie bym ją pdzeczytala. Pieknie o niej napisałeś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pasja to chyba najlepsze słowo określające postawę głównego bohatera. W połączeniu z naiwnością i oderwaniem od rzeczywistości dają bardzo ciekawe połączenie - momentami jest zabawnie, a chwilami zwyczajnie smutno :)

      Usuń
  2. To prawda, ludzie owładnięci pasją nie są dobrze widziani przez otoczenie. Przypomina mi się w tym momencie bohaterka innej książki, o której pisałeś niedawno, czyli stara panna z Sarajewa. Jej życie podporządkowane było pasji oszczędzania, ale nikt tego nie rozumiał i nie pochwalał :)
    Czy bohater tej powieści nie jest po trosze ksenofobem? No bo jeżeli za wartościową literaturę uważa tylko tę tworzoną przez Brazylijczyków, je tylko brazylijskie potrawy, odrzuca wszystko, co cudzoziemskie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku Polikarpa sprawy rzeczywiście przedstawiają się b. podobnie - silna koncentracja na jednej rzeczy i kompletna obojętność i nieczułość na inne kwestie.

      Ksenofobia to dość mocny zarzut, ale po części można się z nim zgodzić - dla głównego bohatera Brazylia była pępkiem świata, co zresztą starał się usilnie udowodnić, a później - osiągnąć to :)

      Usuń
  3. Mam czasem wrażenie, że całkiem spora część naszych rodaków jest takimi Polikarpami. Pocieszający jest jednak fakt, że taka przypadłość jest w jakiś sposób uniwersalna.

    A Rio de Janeiro jawi się jako wyjątkowo ciekawe miejsce, by umieścić tam akcję utworu, choć o samej Brazylii wiem niewiele. Ale dzięki literaturze można w całkiem przyjemny sposób uzupełnić braki w swojej wiedzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym, że "dobre, bo polskie" nie zawsze ma rację bytu w naszym kraju, o czym niedawno pisał Andrew :)

      Krótkie opisy Rio były bardzo ciekawe - wielka szkoda, że pisarz poświęcił im stosunkowo mało miejsca, koncentrując się bardziej na perypetiach głównego bohatera.

      Usuń
  4. bookiemonster27 marca 2015 15:16

    Widzę, że sięgnąłeś po kolejną wieloaspektową powieść. Wydaje się ona bardzo ciekawa, nie tylko dlatego, że w mojej świadomości historia Brazylii jest bardzo odległa, ale głównie z powodu tej wielkiej miłości bohatera do swojej ojczyzny. Sama lubię takie książki, które potrafią przybliżyć nam dzieje kraju, atmosferę społeczną, sytuację gospodarczą, tradycje. Wtedy czuję, że spełniają swoją rolę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś sama wpadła mi w ręce, gdy przeglądałem półki z prozą iberoamerykańską w jednej z moich lokalnych bibliotek :) Przyznaję, że dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy związanych z historią Brazylii, o których wcześniej nie miałem zielonego pojęcia.

      Usuń
  5. Czy główny bohater został nazwany patriotą w książce, czy też Ty go tak nazwałeś? Dla mnie to idiota, nie patriota. A nawet idiota podwójny, jeśli na przykład nie zauważa, że nie można zrozumieć historii własnego kraju nie znając historii innych państw, nie tylko sąsiadów. W innych dziedzinach, choćby ekonomii czy polityce, podobnie.

    Myślę, że tacy właśnie nawiedzeni są bardziej szkodliwi niż ich zaprzeczenie, czyli ludzie, którzy w ogóle o Ojczyznę nie dbają. Choćby dlatego, że działa to w obie strony – Ojczyzna musi być taka, jaką sobie tacy „patrioci” wyobrażają, a wszyscy, którzy mają inną jej wizję, nie są według nich patriotami. Stąd już tylko krok do tragedii.

    Taki patriotyzm przypomina patologiczne związki międzyludzkie. Zbyt nachalna, zbyt zaborcza i wszechogarniająca miłość jest gorsza niż nienawiść. I w przypadku ludzi, i państw, i narodów, partii politycznych czy klubów piłkarskich ;)

    Mam wrażenie, że autor skonstruował taką postać z przekory, ale czy ten zabieg na pewno się powiódł, skoro sądząc po komentarzach wszyscy uważają bohatera jeśli nie za postać pozytywną, to pozytywnie zakręconą?

    Nie zmienia to faktu, że lektura wygląda na niezwykle interesującą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praktycznie każda postać, której w powieści poświęcono trochę więcej miejsca, jest przerysowana, stanowi karykaturę. Polikarp reprezentuje wykoślawioną ideę patriotyzmu, wyżsi stopniem wojskowi to zaprzeczenia zaprawionych w bojach wojaków, nawet tyran, w rękach którego zdaje się spoczywać cała brutalna władza okazuje się biernym leniem. Ale z tego całego grona osobników, których działania opisywane są ze sporą dawką gorzkiej ironii to właśnie Polikarp sprawia najsympatyczniejsze wrażenie - może wynika to z faktu, że próbując realizować swoje marzenia i idee, koncentruje się on na pracy, jaką może wykonać samodzielnie, nie angażując do tego ludzi, którzy mieliby przelewać krew za jego fantasmagorie i utopie.

      Usuń
    2. No właśnie. Miałem wrażenie, że całość to taka wielopoziomowa karykatura literacka włączając w to głównego bohatera. Tylko to ostatnie nie bardzo wynikało z recenzji, więc chciałem się upewnić. I zwrócić uwagę innych czytelników. A tak w ogóle to tekst jak zwykle świetny i tak wyczerpujący, że choć książka godna polecenia, już nie trafia na listę oczekujących, gdyż dość dużo o niej wiem, a pierwszeństwo daję tym, o których nie mam wiarygodnych informacji :)

      Usuń
    3. "Sądząc po komentarzach wszyscy uważają bohatera jeśli nie za postać pozytywną, to pozytywnie zakręconą".
      Nie wiem, Andrew, skąd wyciągnąłeś taki wniosek. Ja nie uważam bohatera za postać pozytywną, zapytałam przecież, czy nie jest ksenofobem, a słowo ksenofob ma zabarwienie pejoratywne.

      Usuń
    4. Zarazem masz rację i nie :) Zauważyłem Twój wpis i się z nim zgadzam, ale świadomie i nieco prowokacyjnie udałem, że go nie zauważam. Ksenofobia jest przez większość piętnowana (choć też można podać przykłady, gdy pewna jej doza jest bardzo pożyteczna), natomiast patriotyzm zamyka usta wszelkiej dyskusji. No bo jak? Patriotyzm zły? A że może być wielką pułapką moralną, polityczną i w niezliczonych innych aspektach, to niejeden naród już się przekonał, ale niewiele sobie uzmysłowiło.

      Usuń
  6. Zapewne czytam Twoją recenzję przez pryzmat swoich lektur, bo po wgryzieniu się w Twój tekst widzę: toż to brazylijski Don Kichot... chyba, że już źle ze mną;)
    Napisałeś kapitalną recenzję, jeśli gdzieś mi się Polikarp nawinie, chętnie przeczytam. Podoba mi się, że w książce zawarty jest portret Rio de Janeiro z kontrastowymi dzielnicami. Świetny jest pomysł pokazania "upadającego" bohatera i maniaka, który jednak w czytelniku budzi sympatię. Jestem zaintrygowana.
    Ostatnio ukazała się książka "Reputacje" Vasqueza, jeśli chcesz pozostać w kręgach literatury iberoamerykańskiej, to polecam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie! Polikarp to wykapany don Kichot, tyle, że w wydaniu brazylijskim. Jego życiem także rządzą złudzenia, miraże oraz twory własnej wyobraźni. A z uwagi na fakt, że uparcie przy nich trwa i nawet nie próbuje żyć zgodnie ze społecznymi konwenansami, na każdym kroku podkreślając swoją odmienność to bardzo szybko dorabia się łatki wariata :)

      Dzięki za polecenie Vásqueza, nazwisko obiło mi się już o uszy, a teraz jeszcze baczniej będę wypatrywać jego dzieł :)

      Usuń
  7. Wydaje mi się, że dziś tak naprawdę patriotyzm odchodzi w zapomnienie. Intryguje mnie styl autora, który podkreślasz oraz czasy, w których rozgrywa się akcja książki.

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)