wtorek, 27 października 2015

Po wyborach






Byłem w Anglii podczas wyborów 2005, kiedy wygrała Partia Pracy. Oto co się działo. Tydzień przed wyborami w dużym talk show BBC widzowie głosowali na „najbardziej nielubianą osobę w Wielkiej Brytanii”. Wygrał Tony Blair. A tydzień później wygrał wybory. To moim zdaniem bardzo niebezpieczny znak.


11 komentarzy:

  1. No popatrz, założę się, że ci, którzy w tym czasie wyemigrowali do Wielkiej Brytanii rządzonej przez Blaira, nic nie wiedzieli o tej przenikliwej diagnozie Žižka, bo z pewnością gdyby ją znali nie podjęliby takiego kroku :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie diagnoza, tylko symptom, i nie stanu Wielkiej Brytanii, tylko kondycji instytucji powszechnego prawa wyborczego :)

      Usuń
  2. Chwilunia, a dlaczego? Czy nie byłoby niepokojące, gdyby wygrała wybory 'najsympatyczniejsza osoba w UK'?

    Potrafię sobie wyobrazić polityka, którego po prostu nie lubię, ale uważam za dobrego przywódcę, albo przedstawiciela partii o najbardziej rozsądnym programie. Rozdzielenie prywatnej sympatii od decyzji raczej uważam za objaw dojrzałości, a nie niebezpieczeństwo. Abstrahując od faktu, że jest ono niebywale trudne, o ile nie niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, jeśli odrzucimy karkołomną tezę, że większość jest tak inteligentna, samokrytyczna i refleksyjna, iż potrafi oddzielić swoje sympatie i antypatie od oceny politycznej przydatności danego człowieka, pozostaje nam bardzo niepokojący wniosek, że w ciągu tygodnia, w którym nie wydarzyło się nic istotnego, sympatie wyborców i tak mogą się zmienić o 180 stopni, tylko pod wpływem umiejętnej kampanii, odpowiedniej ordynacji wyborczej czy innych czynników, których na pewno nie brali pod uwagę twórcy idei powszechnych wyborów. To symptom tego, że powszechne wybory nie są idealnym rozwiązaniem.

      Usuń
  3. Co byś proponował lub co proponuje Žižek?
    W zasadzie niezależnie od tego czy wybory są powszechne i manipulowane przez media i lobbystów czy ograniczone do jakiejś konkretnej grupy obywateli (jakie kryterium zastosować?) faktyczna władza i tak będzie należała w taki czy inny sposób do właścicieli kapitału. Zajechało strasznie Marksem, ale nic nie poradzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł Žižkowej książki jest zarazem odpowiedzią. Od razu wyjaśnię, że chodzi tu o niemożliwe, które może jednak się stać możliwe; każda idea, jak choćby powszechne prawa wyborcze, kiedyś była czymś tak niemożliwym, że nawet o niej nie myślano. Ciekawe gdzie jest to dzisiejsze niemożliwe, które będzie możliwe jutro?

      Usuń
  4. Żeby też zacząć od twierdzeń niekoniecznie słusznych, a o charakterze ogólnym: kopać się z Žižkiem żadna frajda (ponadto wciąż obowiązuje zawieszenie broni, jakie ogłosiłam po przeczytaniu tekstu Norwegia nie istnieje), wiadomo.
    Nie będę więc; odniosę się tylko poniekąd polemicznie do tego i owego sformułowania autorstwa raczej tutejszego Autora niż Žižka.
    W tamtych wyborach prawie 40% uprawnionych jednak nie wzięło udziału, ponadto całkiem sporo głosów dostali konkurenci Blaira - może to oni (niegłosujący + głosujący na przeciwników politycznych Mistera B.) stanowili widownię wzmiankowanego programu i zdecydowali o przyznaniu urzędującemu premierowi tytułu, o którym pisze Žižek?
    Pod wpływem umiejętnej, kampanii - na pewno, ale czy rzeczywiście tylko? Było to TRZECIE Z KOLEI zwycięstwo Partii Pracy. Wtedy opowiadającej się, przypomnę, za bynajmniej nie nieistotną wojną w Iraku, której wielu Brytyjczyków było z różnych powodów przeciwnych.
    Co do rozwiązań zaś, wszelkich - czy muszą (powinny) być idealne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim odczuciu wcale nie przeczy to cytatowi ani tezie, że powszechne dobrowolne prawo wyborcze zaczyna coraz bardziej szwankować. Mała frekwencja też pewnie nie była czynnikiem, który twórcy tej idei brali pod uwagę.
      Jeśli chodzi o moje zapatrywania, to uważam, że całkiem inaczej sprawdza się ten system choćby w UK niż u nas. Z różnych względów zresztą. Co do ideałów - chyba na zawsze pozostaną domeną poezji i matematyki ;)

      Usuń
  5. Na Wyspach, powiedziałabym, zwłaszcza. Frekwencja 61% w wyborach odbywających się we czwartek??
    A ideały... - nie mam nic przeciwko temu, żeby pozostały. Gdyby jeszcze ideologia trzymała się od nich z daleka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 61 procent to dużo lub mało, zależnie do punktu widzenia. Gdybym miał prawo głosu w UK,pewnie bym na wybory chodził. Głosując na określone ugrupowania pewnych konsekwencji można być pewnym. U nas nie bardzo. Mowa oczywiście o wyborach parlamentarnych.

      61% - sześciu na dziesięciu głosuje, czyli 4 na dziesięciu nie głosuje. Szklanka jest prawie pełna, czy prawie pusta? I czy tych czterech to ci lepsi, czy ci gorsi od tych sześciu? To nie są proste tematy. Może dlatego w niektórych krajach jest przymus wyborczy? Dla mnie to ciekawe tematy, tym bardziej, że więcej pytań, niż odpowiedzi. A co do ideologi... Chyba jest jej wszędzie coraz więcej, przynajmniej w naszym świecie, niestety.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)