poniedziałek, 28 września 2015

Zawiedzione nadzieje




Ziemie niczyje

Maciej Paterczyk

Wydawnictwo: Bellona 2014



Lekturą września 2015 w moim, czyli rawskim, oddziale Dyskusyjnego Klubu Książki była powieść Ziemie niczyje Macieja Paterczyka. Nazwisko autora kompletnie mi nieznane, oficyna poważna, więc zasiadłem do lektury po równi pełen nadziei, co i obaw.




Kończy się II Wojna Światowa. Trójka polskich szabrowników – Brodacz, Chudy i Chłopiec – poszukują opuszczonych bogatych domów, które okradają, a zdobyte w ten sposób „skarby” chowają w kryjówkach, do których zamierzają wrócić po wojnie, gdy wszystko się unormuje. W ten sposób nie obciążają się łupami i nie noszą przy sobie dowodów winy. Starają się poruszać w przestrzeni między przemieszczającymi się frontami, które wkroczyły już na ziemie przed wojną niemieckie. Ich strategia, by unikać ludzi, nie tylko tych uzbrojonych, i eksplorować jedynie opuszczone miejsca, sprawdza się doskonale do czasu, gdy do ich grupy dołącza Dziewczyna. Warszawianka z konspiracji, złapana przed Powstaniem i wywieziona do domu publicznego do Niemiec, skąd udało jej się uciec, opowiada im o wielkim skarbie, który znajduje się w Szczecinie. Udaje jej się nakłonić szabrowników, by zmienili plany i skierowali się do grodu zwanego jeszcze wówczas Stettinem. Co się będzie działo dalej, tego tradycyjnie nie zdradzę.

Rozpoczynając lekturę i przez pierwszą jej część, do czasu pojawienia się Dziewczyny, byłem niezwykle ukontentowany. Proza potoczysta, wciągająca, lekkostrawna, prosta, ale bez infantylności. Miałem też nadzieję na pewnie głębsze wartości, jak choćby chwycenie się za bary z tematem dezerterów i maruderów, który w naszej rodzimej literaturze prawie nie występuje. Nieśmiało modliłem się o to, by autor miał odwagę zrobić coś naprawdę odważnego, jak choćby uśmiercić wszystkich głównych bohaterów nie w wyniku intrygi czy nieudanej akcji, ale w następstwie przypadkowych całkowicie okoliczności. Zabłąkana kula, mina założona na drodze przez Bóg wie kogo, zatrute jadło, zapalenie płuc. To byłoby prawdziwe oddanie realiów wojennych. Pokazanie, że nie można sobie zaplanować przeżycia wojny, a śmierć nie przebiera. Mogłaby być też jakaś zbrodnia polskich żołnierzy na cywilach, bo jak dotąd jesteśmy chyba jedyną armią świata, która się czegoś takiego w literaturze nie dorobiła. Niestety, od momentu, gdy pojawia się Dziewczyna, wszystko się sypie.

Postacie trójki protagonistów, naszkicowane dość ogólnikowo, ale dające wrażenie spójnych psychologicznie konstrukcji, zachowują się i reagują na zmienne okoliczności oraz warunki przekonująco i realistycznie. Gdy jednak wkracza między nich Dziewczyna, zaczynają się rozdźwięki między tym, czego można się spodziewać, co wynika z już uzyskanych o męskiej trójce informacji, a tym, co serwuje autor.

Powieść niewielka objętościowo, a jednak zawiera sporo błędów wszelkiej maści, zwłaszcza po pierwszych kilkudziesięciu stronach, które są naprawdę niezłe. Maruderzy uzbrojeni w granatniki (sic!), kwiatki językowe w stylu

...dół ciał, którzy byli...

są najmniejszym problem, choć po pewnym czasie zaczynają przeszkadzać w odbiorze i wczuciu się w świat przedstawiony. Dużo bardziej dotkliwe, bo tworzące fałszywy obraz realiów wojennych, są pewne istotne elementy fabuły. Dziewczyna wywieziona do burdelu dla niemieckich żołnierzy, w którym zdobywa informacje o skarbie, od korzystających z jego usług konwojentów. Jak się ma to do faktu, że Niemieckich żolnierzy korzystających z usług polskich prostytutek karano bardzo surowo; normą był bilet na front wschodni? Poza tym sam pomysł wyprawy do Szczecina... Łatwo zrozumieć infantylność tego wątku, gdy spróbujemy wyobrazić sobie odwrotną sytuację – Niemców próbujących wejść w 1939 do Warszawy przed swoją armią, by ukraść z niej skarby z muzeów czy prywatnych kolekcji. Bez znajomości języka, bez pomocy z wewnątrz... Bardzo, bardzo słabe.

Nawet na okładce znajdujemy kwiatek – wydawca klasyfikuje Ziemie niczyje jako thriller. Dla mnie thriller i opowieść wojenna to zbiory rozłączne.

Jak widać z powyższego, powieść wymyka się jednoznacznej ocenie. W pewnych aspektach, zwłaszcza w pierwszej połówce, którą czyta się naprawdę z dużą dozą przyjemności, zasługuje na wysoką ocenę, ale w innych, szczególnie w końcówce, trzeba by dać notę bardzo, bardzo niską. Co do peanów na jej cześć, które można znaleźć w internecie, to przypomina mi się sprawa z popularnonaukową książką Republika Piratów. Po jej lekturze odmówiłem napisania pozytywnej recenzji z uwagi na kardynalne błędy merytoryczne, ale znaleziono takich, którzy w zamian za darmowy egzemplarz widzieli w niej tylko pozytywy. Co więc począć z Ziemiami niczyimi?

W naszym klubie opinie były z reguły zbieżne, choć argumenty odmienne, co jest dodatkowym potwierdzeniem mojego zdania, iż książkę tę można odbierać bardzo różnie. Podsumowując powiedziałbym, iż jest to powieść niespełnionych nadziei. Autor miał świetny pomysł, zaczął dobrze, ale potem się pogubił. Dla mnie czas poświęcony na jej lekturę, a czyta się ją bardzo szybko, zwłaszcza na początku, nie był czasem straconym. Nie mam jednak sumienia polecać jej komukolwiek, skoro jest tyle pozycji nieporównanie lepszych pod każdym względem, że na ich przeczytanie i tak najdłuższego nawet żywota nie starczy


Wasz Andrew


2 komentarze:

  1. Faktycznie, ogólny zarys fabuły prezentuje się b. interesująco. Szkoda, że autor nie udźwignął swojego pomysłu.

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)