Strony

piątek, 30 sierpnia 2019

Taichi Yamada "Obcy" - O samotności w gromadzie

Obcy

Taichi Yamada

Tytuł oryginału: Ijin-tachi to no Natsu
Tłumaczenie: Anna Horikoshi
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Liczba stron: 188
 
 
 
 
 
Bywają przypadki, w których ignorancja jest błogosławieństwem. Nie jest jednak ona użyteczna w materii, która dotyczy naszej przeszłości. Niezakończone sprawy, nieprzepracowane traumy czy niezamknięte tematy można tłamsić w sobie przez pewien okres czasu, ale nie da się uciekać przed nimi w nieskończoność. Prędzej lub później demony dnia wczorajszego upomną się o swoją dolę, burząc nasz pozornie spokojny byt wzniesiony na bardzo lichych i nietrwałych fundamentach. Doświadcza tego choćby protagonista powieści Obcy, autorstwa Taichiego Yamady, japońskiego scenarzysty, twórcy sztuk teatralnych i prozaika.

sobota, 24 sierpnia 2019

Pyszny chleb w 5 minut




Dziś przepis na chlebek bardzo konkurencyjny w stosunku do mojego dotąd ulubionego niemieckiego chleba farmerskiego:


Artisan Bread in Five Minutes a Day, a jego twórcami są Jeff Hertzberg – wielbiciel chleba i pizzy, promotor zdrowej i różnorodnej diety oraz i Zoë François – cukiernik, absolwentka Culinary Institute of America, autorka wielu deserowych menu nagradzanych restauracji.



piątek, 23 sierpnia 2019

José Saramago "Podróż słonia" - Filozoficzna przypowiastka z wielkim ssakiem w tle

Podróż słonia

José Saramago

Tytuł oryginału: A Viagen Do Elefante
Tłumaczenie: Wojciech Charchalis
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Seria: Mistrzowie Literatury
Liczba stron: 240








Podróż będąca przemieszczaniem się z punktu A do punktu B nieodzownie łączy się z ruchem. Pokonywany dystans pozwala spojrzeć na świat z innej niż dotychczas perspektywy, co w przypadku bystrego podróżnika może prowadzić do interesujących spostrzeżeń czy przemyśleń. Pokonywanie odległości, choćby niewielkich, umożliwia też dokonywanie porównań, których przedmiotem jest to, co (przynajmniej pozornie) dobrze znane i przewidywalne oraz to, co może uchodzić za dziwne, niezwykłe czy niespotykane. Owocem tego typu konfrontacji może być krytyczne i bardziej wnikliwe spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość – rutyna i wtórność zostają złuszczone, a spod ich cienkiej warstwy wyłania się świat, którego oblicze zaczynamy odkrywać na nowo. O ożywczych dla naszego intelektu przymiotach wędrówki przekonują się choćby bohaterowie powieści Podróż słonia, pióra portugalskiego noblisty José Saramago (na naszym blogu ów waść gościł za sprawą Ewangelii według Jezusa Chrystusa oraz Miasta ślepców).
 

piątek, 16 sierpnia 2019

Maryse Condé "Ja, Tituba, czarownica z Salem" - Czarownica z Barbadosu

Ja, Tituba, czarownica z Salem

Maryse Condé

Tytuł oryginału: Moi, Tituba sorcičre
Tłumaczenie: Krystyna Arustowicz
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Z miotłą
Liczba stron: 284





Odmienność, w jakiejkolwiek formie, od zarania dziejów wzbudza nieufność w ludzkich skupiskach. Jednostki w zbyt dużym stopniu wyróżniające się na tle ogółu, czy to w pozytywnym czy w negatywnym sensie, spotykają się z podejrzliwością, która w stosownych warunkach bardzo łatwo przekształca się we wrogość. Z racji tego, że inność jest kwestią często przejawiają się w stosunkach międzyludzkich, jest to motyw, po który często sięga też literatura. Niedawno przeczytanym przeze mnie przykładem książki, w której podjęto tę tematykę jest powieść Ja, Tituba, czarownica z Salem, autorstwa Maryse Condé (ur. 1937), francuskiej pisarki pochodzącej z Gwadelupe.

piątek, 9 sierpnia 2019

Julian Kornhauser "Stręczyciel idei" - PRL w duchu "nouveau roman"

Stręczyciel idei

Julian Kornhauser

Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 132
 
 
 
 
 
 
 
Zgodnie z definicją języka polskiego stręczyciel to osoba trudniąca się ułatwianiem uprawiania nierządu. Innymi słowy to sutener bądź – wyrażając się bardziej kolokwialnie – alfons. Słowo to posiada wydźwięk mocno pejoratywny, bowiem nie brak w nim kryminalnych implikacji. Cóż jednak dzieje się ze stręczycielem jeśli zestawić go z wyrazem idea? Stręczyciel idei – taki właśnie tytuł nosi książka Juliana Kornhausera i przyznać trzeba, że już samo to nietypowe połączenie dwóch jakże odległych od siebie rzeczowników mocno pobudza ciekawość potencjalnego czytelnika, który usiłując dociec ich znaczenia może głowić się czy ma do czynienia z tanią prowokacją czy też prozą intrygującą i oryginalną.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Wiara niejedno ma imię,czyli Mario Vargas Llosa i Wojna końca świata




Mario Vargas Llosa

Wojna końca świata

tytuł oryginału: La guerra del fin del mundo
tłumaczenie: Dorota Walasek-Elbanowska
wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy 1992
ISBN 83-06-02220-3
liczba stron: 682



Sam już nie wiem, co mnie podkusiło, żeby zarezerwować sobie w bibliotece Wojnę końca świata, której autorem jest Jorge Mario Pedro Vargas Llosa, peruwiański dziennikarz, myśliciel, polityk oraz znany i uznany pisarz, laureat Nagrody Cervantesa z 1994 (hiszpańskojęzyczny nobel) i „prawdziwej” Literackiej Nagrody Nobla z 2010. Na pewno nie zrobiły na mnie wrażenia te wyróżnienia, bo podchodzę do nich co najmniej sceptycznie. Ale stało się; książkę zamówiłem i otrzymałem, więc trzeba było się z nią zmierzyć.




sobota, 3 sierpnia 2019

Caster Semenyi, czyli zderzenie wiary i poprawności politycznej z rzeczywistością




Głośna w ostatnich dniach jest sprawa Caster Semenyi. Semenya to mistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro w biegu na 800 m oraz trzykrotna mistrzyni świata na tym dystansie. Mająca umięśnioną sylwetkę oraz niski tembr głosu zawodniczka zgodnie z nowymi regulacjami będzie zmuszona do sztucznego obniżania poziomu testosteronu. Zgodnie z nimi, IAAF będzie dopuszczał do startów w najważniejszych zawodach biegaczki utrzymujące wcześniej przez co najmniej sześć miesięcy testosteron maksymalnie na poziomie 5 nanomoli na litr krwi.

Caster Semenya nie weźmie udziału w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Dausze. Startu biegaczce z RPA zakazał szwajcarski sąd, który wziął pod uwagę (naturalne – przyp. aut) anomalie hormonalne w jej organizmie.

Mistrzyni twierdzi, że urodziła się kobietą i czuje się kobietą, a poddawanie jej takim badaniom można uważać za dyskryminację i znieważenie, zaś zmuszanie do sztucznego ingerowania w organizm za szykany. Warto dodać, że obecnie nie ma problemu z odróżnieniem naturalnego poziomu testosteronu od takiego po sztucznej ingerencji a pikanterii dodaje fakt, że mężczyzn nikt się o poziom naturalnego testosteronu nie czepia, jedynie o manipulacje przy jego poziomie.

Do zajęcia się tym tematem natchnęła mnie dyskusja w polskiej telewizji, ale podobne debaty odbywają się we wszystkich zachodnich mediach.

No i doszliśmy do sedna problemu. Nikt o tym nie chce powiedzieć, ale wspomniana sytuacja pokazuje, jak w naszej judeo-chrześcijańskiej cywilizacji rozeszły się drogi wiary i nauki, wiary i rzeczywistości, a we wszystkim do zidiocenia prowadzi poprawność polityczna.

Z jednej strony wszyscy podkreślają katolicko-chrześcijańskie korzenie Europy a USA biją sobie na mamonie IN GOD WE TRUST, więc sprawy oczywiste powinny być rozstrzygane w sposób oczywisty. Skoro jest ktoś, kto urodził się kobietą, ma kobiece narządy płciowe (choćby niekompletne) i czuje się kobietą, to zgodnie z nauką Kościoła JEST kobietą. Człowiek może być przecież tylko mężczyzną albo kobietą, bo Bóg stworzył tylko te dwie opcje. Skoro Semenya nie jest mężczyzną, to jest kobietą niezależnie od tego jaki ma poziom testosteronu, ile ma rąk, ile oczu i czy ma włosy, czy nie. Jest taką, jaką ją Bóg stworzył. Ale z drugiej strony okazuje się, że nikt tak nie uważa, nawet z tych, co deklarują katolicyzm. Kościół też się nie wypowiada, choć powinien, skoro właśnie walczy z tymi, co nie chcą być takimi, jakimi ich Bóg stworzył i z tymi, którzy chcą stworzyć inne rodzaje ludzi poza mężczyznami i kobietami.

Ten przykład pokazuje aż za wyraźnie, że Kościół i poprawność polityczna, choć walczą ze sobą, nie ogarniają rzeczywistości, że wspólnie stworzyły dwa światy – obok rzeczywistego, ten urojony, który coraz bardziej od pierwszego odstaje.

Na dodatek przez to szamotanie się między prawdami Kościoła, poprawością polityczną i „prawdami” nauki dochodzi do kuriozów – zawodniczka, która jest taką, jak ją Bóg stworzył, nie może już startować ani jako kobieta (bo ma testosteron), ani jako mężczyzna (bo nie ma członka). Ciekawe co by powiedzieli mądrale od igrzysk, jeśli do startu by kandydował ktoś z trzema rękami. A byli kiedyś tacy ludzie, i nawet byli ze swej odmienności dumni. A teraz mamy taką wolność i tolerancję, że taką trzecią rękę od razu po urodzeniu się chlasta, o ile wcześniej nie dokona się aborcji. Chyba nie idziemy w dobrym kierunku.

Na zakończenie, dla humoru, rzucam propozycję, by do zawodów szachowych nie dopuszczać ludzi ze byt wysokim IQ albo niech biorą pigułki na ogłupienie do przeciętnego poziomu. Przecież sport, nawet szachy, jest dla normalnych, a nie dla anomalii.


Wasz Andrew

w tekście wykorzystałem pewne fragmenty newsów z internetu, których autora nie można ustalić, gdyż są powielane na wielu portalach

piątek, 2 sierpnia 2019

Jaclyn Moriarty "Mam łóżko z racuchów" - O wykuwaniu własnego losu

Mam łóżko z racuchów

Jaclyn Moriarty

Tytuł oryginału: I have a bed made of buttermilk pancakes
Tłumaczenie: Elżbieta Zychowicz
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Z miotłą
Liczba stron: 552








Idea sekretu zasadza się na tym, by jak najmniejsza liczba osób wiedziała o kwestii, która nie powinna ujrzeć światła dziennego. W miarę wzrostu grona dopuszczonych do tajemnicy rośnie ryzyko, że sekret zamieni się w informację, która szybko stanie się wiadomością powszechnie dostępną. O tym, jak nie puszczać pary z ust doskonale zdają sobie sprawę członkowie rodziny Zingów będący bohaterami powieści Mam łóżko z racuchów pióra australijskiej pisarki Jaclyn Moriarty (1968).