Michał Lubina
Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium
Publikacja to: (…) opowieść o „niechińskich” Chinach, mających specyficzne relacje i zaszłości z władzami w Pekinie, czyli o Tajwanie, Hongkongu, Makau, Ujgurii, Tybecie, Mandżurii i Mongolii, obszarach już podbitych przez Chińską Republikę Ludową bądź będących na krótkiej liście do podporządkowania [1]. Autor zabiera nas w podróż po wyżej wymienionych obszarach i w ten sposób snuje historię: (…) o budowie współczesnego chińskiego imperium na przykładzie kresów (…). To spojrzenie na Chiny nie z centrum, jak się zwykle czyni, lecz z rubieży [2].
Już na wstępie wyłożona zostaje teza, która przekonująco tłumaczy, dlaczego dla komunistycznych władz, także obrzeża odgrywają ważką rolę i dlaczego w żaden sposób nie można ich zaniedbywać (nie tylko ekonomicznie, ale przede wszystkim ideologicznie): Chociaż nie istnieje chiński plan podboju świata, to marzenie o Wielkich Chinach ma bardzo namacalne następstwa dla ChRL. By móc przywrócić należne miejsce w świecie, potrzeba jedności wewnętrznej, zwarcia szeregów, scalenia rubieży, by nie stały się miejscem obcej dywersji. Sinocentryzm i imperialna tradycja Chin zakładają konieczność unifikacji kolejnych rozchodzących się od chińskiego rdzenia kręgów w celu jednoczenia i wzmacniania państwa [3]. Walka o geopolityczny prymat, bój, by strącić z gospodarczego i militarnego piedestału Stany Zjednoczone to przedsięwzięcie wymagające determinacji, poświęcenia oraz konsolidacji: Słabość okazana na kresach może się zemścić w centrum, dlatego trzeba sposobem, a jak się nie da, to ogniem i mieczem jednoczyć obszary kolejnych rozszerzających się koncentrycznie kręgów. Tylko Chiny zjednoczone i ujednolicone pod wielkohanowski, czyli wielkochiński wzorzec mogą udanie przejść „Nowy Długi Marsz”, stać się pierwszym mocarstwem globu [4].
Następujące po sobie rozdziały to pasjonująca wyprawa po Tajwanie, Hongkongu, Makau, Ujgurii, Tybecie, Mandżurii oraz Mongolii. Michał Lubina przybliża historię danego regionu oraz opisuje, w jaki sposób trafił on w orbitę chińskich zainteresowań, jak przebiegał jego podbój oraz sinizacja (w przypadku ziem, będących obecnie w granicach ChRL) lub, z jakich względów Chiny roszczą sobie do niego prawa (głośna sprawa Tajwanu, ale i mniej oczywisty casus Mongolii, która we wczesnej epoce sowieckiej, wyrwana została ze strefy wpływów chińskich przez Rosjan).
Charakterystyka każdego ze wspomnianych miejsc jest bardzo przekrojowa – Michał Lubina zagłębia się w meandry przeszłości, by ukazać ich dzieje ze szczególnym uwzględnieniem rodzących się kontaktów i powiązań z Chinami. Nakreślone zostają kultura i religia tamtejszych ludów, które w ostatecznym rozrachunku, gdy już stają się częścią Chińskiej Republiki Ludowej, prędzej lub później ulegają silnemu (w ogromnej mierze przymusowemu) schińszczeniu. W tym ujęciu Chiński obwarzanek to swoisty przegląd szerokiego wachlarza narzędzi sinizacji, które bywają powolne i subtelne, ale i szybkie, tępe i brutalne, a które z reguły są mocno zindywidualizowane, dostosowywane do lokalnych warunków. Lubina odtwarza techniki pacyfikacji Hongkongu, który zgodnie z obietnicą do 2047 roku miał posiadać dużą autonomię we wszystkich sprawach, z wyjątkiem polityki zagranicznej i sił zbrojnych (dzisiaj praktycznie nic już nie pozostało z tych zapewnień); pokazuje masowe prześladowania Ujgurów, prowadzone przy cichym wsparciu technologicznych gigantów, dostarczających najnowsze rozwiązania z zakresu inwigilacji; przypomina brutalne podporządkowanie Tybetu, którego immanentnym elementem było szykanowanie mnichów i dewastacja klasztorów (choć początkowo, za czasów Mao Zedonga, region faktycznie cieszył się, do pewnego stopnia, deklarowaną niezależnością); uświadamia hipokryzję i podwójne standardy aparatu państwowego, które najbardziej jaskrawo widać na przykładzie Makau, dawnej portugalskiej kolonii, pozostającej stolicą światowego hazardu, mimo iż tego typu rozrywka jest teoretycznie w ChRL zakazana; wreszcie, za sprawą mieszkańców Mongolii Wewnętrznej, uzmysławia że nawet mniejszości, których funkcjonowanie w obrębie wielkiej chińskiej rodziny uchodzi za modelowe, są w dłuższej perspektywie skazane na wymazanie swojej etnicznej tożsamości: To by było na tyle z „modelową mniejszością”. Mongołom chińskim nie pomogły lojalność wobec państwa, silna reprezentacja i wpływy w partii ani zinstytucjonalizowany system autonomii. W xijinpingowskich Chinach wszystko ma być ujednolicone pod wielkohanowski wzór, sinocentryczny walec rozjeżdża każdą przeszkodę. Oto chińska wersja koncepcji „tygla narodów” – wszystkie etniczności stapiają się w jedną nację: chińską, pokojowo lub przy użyciu siły [5].
O tych wszystkich aspektach budowy współczesnego chińskiego imperium przybliżanych z perspektywy regionów peryferyjnych bądź granicznych czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem z racji stylu, jakim operuje Michał Lubina. Autor – naukowiec politolog – mający w swoim życiorysie pracę w branży turystycznej, niczym rasowy przewodnik, oprowadza nas po rubieżach Chińskiej Republiki Ludowej, racząc nas ogromem ciekawostek, mniej znanych faktów oraz anegdot, także ze swojego życia prywatnego. Te osobiste wtrącenia są o tyle intrygujące, że Lubina gościł w każdym z opisywanych miejsc, co w rezultacie pozwala spleść ze sobą dwie perspektywy – popularnonaukowy wywód (zupełnie pozbawiony zadęcia) okraszony zostaje indywidualnymi spostrzeżeniami na temat codziennego funkcjonowania, panujących realiów i napotkanych ludzi. Ponadto język, jakim posługuje się autor jest potoczysty w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa – nurt snutej historii jest niezwykle wartki, dzięki czemu płynie się przez nią błyskawicznie. Złożone zagadnienia i skomplikowane kwestie wyłożone zostają w prostych słowach (nie pozbawionych ironii czy aluzji), momentami przywodzących na myśl gawędę czy lekki, niezwykle erudycyjny i pełen odniesień do różnych dziedzin wykład.
W rezultacie Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium to zarówno sprawna warsztatowo, jak i niezwykle przyjemna lektura, pozwalająca uważniej spojrzeć i w pewnym stopniu zrozumieć współczesne ambicje Chińskiej Republiki Ludowej pod przewodnictwem Xi Jinpinga. To również świetna lekcja dotycząca chińskiego nacjonalizmu i sinocentryzmu, chińskiej polityki wobec mniejszości czy ogólnie mentalności Chińczyków Han. Wisienką na torcie jest bibliografia, która zaprezentowana jest w bardzo oryginalny sposób – nie mamy do czynienia z tradycyjnym, suchym wykazem źródeł, za to na końcu książki, każdy z rozdziałów zostaje omówiony pod kątem czerpanych inspiracji z krótkim komentarzem. Stąd dzieło Michała Lubiny to rzecz jak najbardziej godna polecenia, która znakomicie uzupełnia się z publikacją Chińczycy trzymają nas mocno Sylwii Czubkowskiej (w Chińskim obwarzanku pojawiają się zresztą nawiązania do tekstów Sylwii Czubkowskiej).
P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie
------------------------------------

Podoba mi się oferta Szczelin. Mam na półce dwie przeczytane i jedną oczekującą, a na pewno dojdą następne.
OdpowiedzUsuńObie pozycje, o których pisałeś ("Skarby ziemi" oraz "W trybach chaosu") wydają się być bardzo interesujące. Ciekaw jestem, czy ta oczekująca także utrzyma poziom ;)
Usuń