„David Copperfield” (1850) miał być moim drugim czytelniczym spotkaniem z prozą Charlesa Dickensa (1812-1870), angielskiego powieściopisarza uznawanego za jedno z najlepszych piór w historii literatury. Pierwszym była „Opowieść o dwóch miastach”, która mnie zachwyciła. Do poznania „Davida…” wybrałem wydanie audio Zakładu Nagrań i Wydawnictw Związku Niewidomych na podstawie świetnego tłumaczenia Karoliny Beylin, które głosem obdarzył Wojciech Adamczyk.
Okazało się, że obecna lektura jest całkiem odmienna od poprzedniej. Tym razem mamy typową obyczajówkę rozgrywającą się w czasach współczesnych autorowi i przedstawiającą losy Davida od urodzin aż do wieku dojrzałego (według ówczesnego rozumienia tego terminu). Potem zresztą doczytałem, że dzieło zawiera liczne wątki autobiograficzne, lecz nie dociekam jak wiele elementów powieści jest zbieżnych z życiorysem Dickensa, gdyż ma to niewielkie znaczenie dla jej oceny i wrażeń czytelniczych, jakich dostarcza. Znacznie bardziej ciekawi mnie, na ile postać wymienionego w tytule protagonisty w kreacji psychologicznej jest zbieżna z tym, jak pisarz postrzegał samego siebie. Tego się chyba jednak nie dowiemy.
O ile „Opowieść o dwóch miastach” dotykała ważnych problemów politycznych i zdarzeń historycznych, to ta lektura, jeśli chodzi o wiedzę historyczną, dostarcza nam pojęcia nie o wydarzeniach, a o klimacie i realiach życia ówczesnych Brytyjczyków. Oczywiście perspektywa pisarza jest subiektywna, lecz wyraźnie ukazuje typowe rysy epoki znane z dzieł innych autorów, również non-fiction. Choć w opowieści zdarzają się wydarzenia spektakularne, to są wyjątkiem na tle spokojnej, prorefleksyjnej narracji. Język, jak to u Dickensa, przepiękny. Warsztat pisarski mistrza jest tak doskonały, że choć obyczajówki to nie moja bajka, a postać infantylnego głównego bohatera nieustannie mnie denerwowała, to od początku do końca słuchałem z coraz większą przyjemnością, w miarę jak się w dziele rozsmakowywałem. Jeśli już jestem przy Davidzie, to w pierwszej chwili skojarzył mi się z prześwietnym „Peterem Simple” (1834) Frederick Marryata i nawet przemknęła mi myśl o tym, czy to aby nie kopia tej postaci, lecz nie; Peter był cudownie naiwny, lecz inteligenty i samodzielny, a David… Sami poczytajcie; denerwuje do końca.
Oczywiście „David Copperfield” nosi piętno kultury i epoki, w której powstał. Choć wątki uczuciowe i miłosne stanowią ważki element konstrukcji powieści, to nie tylko seksu nie uświadczymy, ale i nawet pocałunki, jeśli są, to siostrzane, a nie takie, jakich dziś się spodziewamy po zakochanych. Te i podobne ograniczenia są jednak zaletą – pomagają przenieść się w świat przedstawiony z perspektywy pisarza.
Słuchając audiobooka, w świetnej interpretacji Wojciecha Adamczyka, kilkakrotnie pomyślałem, że takie właśnie pozycje powinny być lekturami szkolnymi. Wbrew bowiem wielu internetowym opiniom mówiącym, że „David Copperfield” się zestarzał, jest nieaktualny i nudny, w tym, co jest jego być może najważniejszą treścią, tak naprawdę do dziś jest na topie. Do dziś problemy związane poszukiwaniem życiowego partnera są jednym z głównych problemów młodych, i nie tylko młodych, ludzi. Niepowodzenia w tej materii są przyczyną niezliczonych mniejszych i większych tragedii. Konstatacja zaś, że nadmiar prawości, delikatności, empatii albo też dobroci, może prowadzić do nieszczęść, zwłaszcza w dziedzinie kontaktów damsko-męskich, jest, jak sądzę, do dziś odkrywcza dla wielu. Dzieło Dickensa, gdyby zostało przez wszystkich poznane i zrozumiane, na pewno wielu nieszczęśnikom by pomogło. Lecz potem wybiłem sobie z głowy te myśli o celowości wstawieniu „Davida…” do kanonu lektur. Proponować kobyłę tej objętości pokoleniu, które czyta tylko nagłówki, a rolka dłuższa niż sześć sekund przekracza jego możliwości koncentracji? Może lepiej niech zostanie to propozycją jeśli nie dla koneserów, to dla tych, którzy nie dali sobie wmówić, że więcej i szybciej to zawsze lepiej.
Ktoś może powiedzieć, że opowieść o Davidzie jest banalna, i pewnie ma rację. Tylko, że dziś wszystko jest tak czy siak banalne – wszak od czasów starożytnego Rzymu nie zdarzyło się nic nowego. Zmieniła się skala, jest nas coraz więcej, ale tak naprawdę wszystko już było i przez to wszystko jest poniekąd banalne. Rzecz w tym, jak się o tym pisze, z klasą czy bez, jak grafoman, jak rzemieślnik słowa, czy jak wirtuoz. A Dickens na pewno należy do tej ostatniej kategorii.
Jedno co mnie zdziwiło i kompletnie nie przekonuje, to że główny bohater pamięta wszystko od najmłodszych swych lat. Czy autor tak miał? Czy ktokolwiek tak ma? Rzucę ten temat na DKK. Oczywiście to taka konwencja literacka jest, ale przy narracji pierwszoosobowej jakoś mi nie do końca zagrała.
Z tła, z realiów, zaciekawiła mnie ta powszechność osłów w ówczesnym dickensowskim Albionie. Nigdzie wcześniej się z czymś takim nie spotkałem. Skąd się to autorowi wzięło?
Z całego dzieła tchnie wyraźna krytyka klasy średniej, a jeszcze bardziej wyższej, i nie bez zdziwienia doczytałem, że powieści Dickensa były uznawane przez Karola Marksa za źródło prawd politycznych i społecznych. I Dickens, i Marks, pewnie się w grobach przewracają widząc, że dysproporcje między najbogatszymi a najbiedniejszymi po wiekach wciąż rosną, osiągając obecnie wielkości w XIX wieku niewyobrażalne w najczarniejszych scenariuszach.
Reasumując – jeśli nie macie czasu, nie bierzcie się za „Davida Copperfielda”. Jest jak obraz wielkiego malarza, a nie jak mem z netu. Nie bez kozery w dobrych galeriach przed wielkimi dziełami ustawia się często ławeczki, by można obrazy kontemplować, by poświęcić im czas. I takim genialnym obrazem tworzonym literami w wyobraźni czytelnika jest opowieść o życiu Davida. Polecam gorąco
P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutka na naszych medyków pola walki działających na froncie pomagam.pl/b4t636


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)