Strony

piątek, 27 marca 2026

"Powrót do życia. O żałobie i grzybach" Long Litt Woon - Śmierć i mykologia

Long Litt Woon

Powrót do życia. O żałobie i grzybach

Tytuł oryginału: Stien tilbake til livet - Om sopp og sorg 
Tłumaczenie: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron306
Formatpapier
 
 
  

Chociaż śmierć to nieodzowna składowa każdego żywota, które zawsze jest procesem skończonym, to bywają sytuacje, gdy z jej istnieniem bardzo trudno jest się pogodzić. Kiedy kostucha zabiera bliską nam osobę, z którą łączy nas rozległa płaszczyzna wspólnych, a w dodatku miłych doświadczeń – długoletniego towarzysza ziemskiej podróży – okres, jaki następuje po jej odejściu z reguły wypełniony jest bólem, cierpieniem oraz poczuciem trudnej do zapełnienia pustki. W takich newralgicznych okolicznościach łatwo jest pogrążyć się w beznadziei, stąd wszystko, co pozwoli nam opuścić jałową ziemię rozpaczy, jawi się jako błogosławieństwo. Jedną z tego typu rzeczy o kojących właściwościach jest pasja (nawet nowo rozbudzona), o czym przypomina nam Litt Woon Long (ur. 1958), pochodząca z Malezji, norweska antropolożka, autorka książki Powrót do życia. O żałobie i grzybach.

Inspiracją do napisania utworu jest tragedia, jaka dotyka Litt Woon Long – jej mąż niespodziewanie umiera, z czym kobieta nie potrafi się pogodzić: To jest opowieść o podróży, która zaczęła się wtedy, kiedy pewnego dnia Eiolf pojechał do pracy i nie wrócił. Już nigdy nie wrócił. Życie, które znałam, zniknęło. Świat zmienił się na zawsze [1]. Bohaterka na różne sposoby stara się dostosować do nowej rzeczywistości, co przychodzi jej z ogromnym trudem (Utrata bliskiej osoby to twarda i lodowato zimna betonowa ściana [2]). Przełomem okazuje się impuls, by zapisać się na kurs grzyboznawczy organizowany przez Społeczne Stowarzyszenie na rzecz Grzybów i Roślin Użytecznych – pomysł zrodził się przed laty, miała to być wspólna aktywność Litt Woon i Eiolfa. Wzmianka o kursie, już po tym, jak Eiolf odszedł, przypomina Litt Woon o dawnym postanowieniu, które postanawia zrealizować – ku jej zaskoczeniu, w szerszej perspektywie czasowej, mykologia staje się ważką składową długotrwałego procesu oswajania straty.

W rezultacie, zgodnie z tytułem, książka ta zapis dwóch odbytych podróży: (…) zewnętrznej – po królestwie grzybów, i wewnętrznej – po krajobrazie smutku [3]. Z racji faktu, że Litt Woon Long jest bardzo szczera, odsłaniając przed nami swoje najskrytsze myśli towarzyszące jej po nagłej śmierci męża, Powrót do życia jest złożonym studium żałoby, polegającej na bolesnym, acz stopniowym godzeniu się z faktem, że odtąd rzeczywistość przebiegać będzie zupełnie odmiennymi torami. Autorka podkreśla, że jest to proces wysoce zindywidualizowany o niejednoznacznym, niemożliwym do oszacowania przebiegu: Żałoba miele powoli. Pożera czas, którego potrzebuje. Przebieg żałoby jest nierówny, targa i szarpie nami w nieprzewidywalnych kierunkach [4]. Zazwyczaj mieni się on negatywnymi emocjami, którym nie sposób się oprzeć, które biorą we władanie naszą codzienność, zamykając nas na inne doznania: Dobrowolnie udałam się na wewnętrzną emigrację. Smutek nabrzmiał i wypełnił moje życie. Zapadłam się w trzęsawisko rozpaczy: budziłam się rano, ale nie miałam ochoty wstać. Widziałam świat tylko przez jeden wizjer: bólu i straty. Nie istniało takie miejsce, gdzie mogłabym się ukryć, dopóki to wszystko nie minie. Mogłam szlochać i krzyczeć do woli, ale nikt nie odpowiadał [5]. Litt Woon zaznacza też, że odejście naszego życiowego towarzysza wiąże się z koniecznością zredefiniowania naszej egzystencji, której ramy ulegają rozsadzeniu, a które trzeba ustalić na nowo: Byłam zamężna, ale nagle stałam się wdową. Podróż przez labirynty żałoby była dla mnie dotychczas długą i jednostajną fazą liminalną. Znajdowałam się w nicości. Faza ta charakteryzuje się tym, że wszystko co znane i oczywiste, rozpada się i staje się niejednoznaczne. Człowieka rzuca za siebie bilet na najtańszą klasę i udaje się w podróż w nieznane, w podróż, która niekiedy jest burzliwa, ale nigdy nie należy do przyjemnych [6]. Wreszcie Litt Woon Long zauważa, jak trudno jest pomagać ludziom pogrążonym w rozpaczy, jakiej delikatności i empatii wymaga wsparcie, które faktycznie przyniesie ukojenie: Z reguły ludzie w żałobie muszą nasłuchać się sporo różnych banałów, jak mają dalej żyć. Udzielane w dobrej wierze rady, abym kupiła sobie psa i nieudolne pocieszenia, że przecież jestem jeszcze młoda i mogę znaleźć sobie nowego męża, nie pomagają [7]. 

W obliczu tych wszystkich bolesnych przeżyć i doświadczeń, jakie stają się udziałem Litt Woon Long, tym jaśniejszym blaskiem mieni się pasja, która pozwala jej opuścić najmroczniejsze zakamarki własnej duszy, w jakiej kobieta przebywa przez długi czas: Z każdym kolejnym poznanym grzybem, z każdym nowym miejscem, do którego docierałam, i wraz z każdym nowym pozyskanym przyjacielem następowała stopniowa integracja ze środowiskiem. Chociaż nie zdawałam sobie z tego sprawy, były to małe kroczki zbliżające mnie do końca ciemnego tunelu żałoby [8]. Grzyby jawią się jako frapujące organizmy, nie należące ani do królestwa zwierząt, ani roślin, które stopniowo odkrywają przed autorką część swoich tajemnic: Od kiedy zafascynowałam się grzybami, odkryłam równoległy, niewidzialny świat tuż u swoich stóp, z jego dziką logiką i nieokiełznaną siłą życiową, świat magiczny, obok którego przechodziłam dotąd zupełnie obojętnie [9]. Ich immanentną cechą zdaje się być dwoistość – nie brak bowiem gatunków, które są przysmakiem dla najbardziej wyrafinowanych podniebień, jak i takich, które spożyte nawet w niewielkich ilościach stanowią śmiertelne zagrożenie: Grzyby jednocześnie fascynują i wzbudzają lęk: kuszą zmysłową przyjemnością, ale w tle czyha śmiertelna trucizna [10]. Grzyby stanowią również dla autorki lekcję na temat tego, jak, mimo lat rozwoju nauki, w dalszym ciągu ograniczona i skończona jest ludzka wiedza –  Litt Woon Long przekonuje się, że nieustannie odkrywane są nowe gatunki, że w przypadku tych znanych ujawniane są nowe informacje, zaś w kwestiach tak pozornie oczywistych, jak jadalność danego grzyba nie zawsze panuje pełny konsensus (w dodatku owa klasyfikacja może zmieniać się na przestrzeni lat czy też, że bywa ona zróżnicowana w zależności do państwa).

Mniej oczywistym, acz nie mniej wartościowym aspektem książki jest perspektywa, jaką europejskim czytelnikom i czytelniczkom zapewnia Litt Woon Long, Norweżka pochodząca z Malezji. Z racji, że autorka urodziła się i wychowała w Malezji, a do Europy przybyła jako studentka, jej spojrzenie na Skandynawię to punkt widzenia osoby z zewnątrz. Interesujące jest już choćby podejście do koncepcji wypadu na łono natury – Litt Woon Long przyznaje, że tego typu aktywność zaczyna praktykować dopiero w Norwegii, gdzie przyroda jest znacznie mniej natarczywa niż w rodzinnym kraju: Tropikalny las deszczowy w Malezji nie jest celem niedzielnych wypraw. Coś takiego jak „niedzielne wypady” nie istnieje w tamtejszym języku. A gdyby mimo wszystko ktoś próbował się porwać na coś równie szalonego, należałoby się uzbroić co najmniej w środki przeciw komarom oraz w maczetę [12]. Intrygująco (i trochę szokująco) wypada też stosunek do Norwegów, którzy nie podzielają nowej pasji Litt Woon Long – autorka niechęć do grzybów wyjaśnia sobie w ten sposób, że dana osoba ma z pewnością chłopskie pochodzenie, nadmieniając, że zwyczaj jedzenia grzybów pojawił się w Norwegii stosunkowo niedawno (w XIX wieku), przy czym początkowo dotyczył on jedynie przedstawicieli burżuazji: Kiedy dzisiaj spotykam kogoś o mykofobicznym nastawieniu, w głębi ducha myślę, że osoba ta zapewne wywodzi się z rodziny norweskich chłopów żyjących kiedyś w nędzy. I choćby ktoś taki przystrajał się w najwyższe tytuły naukowe czy ważne stanowiska, jego zatwardziała mykofobiczna postawa mówi o nim zupełnie co innego. Pokolenia przesiąknięte uprzedzeniami, pozbawione wiedzy i naturalnej ciekawości mają skłonność do silnych i irracjonalnych odczuć, zredukowanych do gęstego wywaru, którego nie potrafię rozrzedzić [13]. Ten koślawy konstrukt myślowy Litt Woon Long jest o tyle frapujący, że to próbka klasizmu w najczystszej postaci, który odruchowo przypisujemy obywatelom państw Zachodu w zetknięciu z bardziej orientalną kulturą – dzięki Litt Woon Long uzmysławiamy sobie, że takie upraszczanie rzeczywistości i przypisywanie przywar innym, oskarżanie ich o ciemnotę czy dziedziczne wręcz zacofanie intelektualne na podstawie strzępków informacji, nie jest wyłącznie domeną Europejczyków czy Amerykanów. To po prostu ludzka, jakże fatalna cecha – to, co obce i niezrozumiałe łatwiej jest wytłumaczyć sobie za sprawą uproszczeń i uogólnień, bez wdawania się w szczegóły i niuanse.

Wypadkową tych wszystkich składowych jest ciekawa książka, w której przeplatają się ze sobą smutek związany ze śmiercią bliskiej osoby, ale i radość płynąca z odkrywania (na nowo) poczucia życiowego sensu. Litt Woon Long zabiera nas w intymną podróż po labiryncie swojej żałoby, którą udaje jej się przetrwać dzięki grzybom, stanowiącym bodziec, by łaskawszym okiem spojrzeć na rzeczywistość i ujrzeć w niej coś więcej niż tylko pustkę, jaka zieje po odejściu ukochanego męża.



 

P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie

 
 
Ambrose

 ------------------------------------

[1] Litt Woon Long, Powrót do życia. O żałobie i grzybach, przeł. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019, s. 10
[2] Tamże, s. 98
[3] Tamże, s. 7
[4] Tamże, s. 11
[5] Tamże, s. 46
[6] Tamże, s. 121
[7] Tamże, s. 193
[8] Tamże, s. 74
[9] Tamże, s. 30
[10] Tamże, s. 13
[11] Tamże, s. 25
[12] Tamże, s. 114

2 komentarze:

  1. Dobrze, że autorka znalazła pasję, która jej pomogła przetrwać najtrudniejsze tygodnie po śmierci bliskiej osoby. O grzybach lubi też wspominać Olga Tokarczuk, o której Empuzjonie niedawno pisałeś. W jednym miejscu tej książki było nawet powiedziane, że główny bohater poczuł się jak grzybnia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak, grzyby to fascynujące organizmy, które wciąż skrywają przed nami niemało tajemnic. A pasja to faktycznie ważna rzecz, która może stanowić schronienie przed opresyjną rzeczywistością.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)