poniedziałek, 17 lutego 2020

Kazuki Sakuraba "Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów" - Największą sztuką jest zacząć coś, a potem z powodzeniem to kontynuować

Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów

Kazuki Sakuraba

Tytuł oryginału: Akakuchibake no Densetsu
Tłumaczenie (z j. ang.): Łukasz Małecki
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 416
 
 
 
 
Serce wali ci jak oszalałe, ale wysiłek się opłacił. Nie, dalej już nie możemy wejść. Zresztą jesteśmy już wystarczająco wysoko. Weź jeszcze jeden głęboki wdech, by uspokoić oddech. A teraz spójrz w górę. Zgadza się, na szczycie wzniesienia znajduje się piękna rezydencja w kolorze czerwonych zwiędłych liści. Budynek lata świetności ma już za sobą, widać zresztą, że zgarbił się nieco i pochylił pod ciężarem upływającego czasu, ale wciąż fascynuje i zadziwia swoją nieszablonową architekturą. W jego murach skrywa się historia rodu Akakuchibów, jednej najpotężniejszych rodzin w górzystym i wietrznym regionie San’in, w którym aktualnie się znajdujemy. Jeśli ciekawią cię perypetie tej oryginalnej familii, to sięgnij po powieść japońskiej pisarki Kazuki Sakuraby (ur. 1971), pt. Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów.
 
Książka opowiada o losach trzech kobiet będących przedstawicielkami trzech różnych pokoleń. Babka, matka oraz córka stają się pretekstem, by za sprawą ich życiorysów przybliżyć czytelnikowi zarówno dzieje wspomnianego rodu Akakuchibów jak i okres zmian, które przetoczyły się przez powojenną Japonię.
 
Utwór utrzymany w formie pierwszoosobowej narracji snutej rzez Tōko Akakuchibę podzielony jest na trzy części, z których każda poświęcona jest jednej z bohaterek. Dzieło rozpoczyna się w latach 40-tych XX wieku, w momencie, gdy do wioski Benimidori położonej u podnóża siedziby Akakuchibów podrzucona zostaje 3-letnia dziewczynka o imieniu Manyō. Dziecko – opuszczona przez osnutych mgiełką tajemnicy ludzi z gór – zostaje wychowana przez młode małżeństwo. Żona wykonująca obowiązki pani domu, tj. dbanie o ciepło domowego ogniska i wychowanie dzieci oraz mąż zatrudniony w hucie stali Akakuchiba Steelworks to para typowa dla tego odludnego regionu Japonii. Nietypowa jest jednak pociecha, którą decydują się przygarnąć. Manyō nie potrafi nauczyć się alfabetu, w rezultacie czego nie umie ani pisać, ani czytać. Posiada za to inny dar, jakim jest możliwość zaglądania w przyszłość. Wydaje się, że to właśnie ta zdolność pozwala jej zamieszkać w wielkim czerwonym domu na szczycie wzgórza, kiedy to Manyō zostaje wybrana na żonę dziedzica rodu, zadaniem którego jest przygotowanie się do roli sternika Akakuchiba Steelworks. Rola Manyō jest jeszcze trudniejsza, bo jako wieszczka musi zapewnić przetrwanie rodowi, a nie jest to łatwe, kiedy cały kraj przechodzi przez wzburzone morze przemian i transformacji.
 
Wejście Manyō do familii Akakuchibów poprzez zaaranżowane małżeństwo daje Sakurabie sposobność ukazania funkcjonowania tradycyjnego japońskiego modelu rodziny. Z jednej strony kobieta zostaje uprzedmiotowiona i zamknięta w czterech ścianach domostwa, z drugiej zaś – na skutek nieustannej nieobecności zapracowanego męża – to ona decyduje o tym, jakimi torami biegnie codzienna egzystencja poprzez wychowanie dzieci, zażegnywanie drobnych utarczek czy utrzymywanie relacji z bliskimi. Poprzez wprowadzenie na plan potomków Manyō, ze szczególnych uwzględnieniem najstarszej córki o imieniu Kemari, Kazuki Sakuraba sygnalizuje zagrożenia, jakie niosą za sobą przeobrażenia, obejmujące swoimi ramami całe społeczności. Autorka opisuje m.in. lata gospodarczego cudu w Japonii, za który trzeba było zapłacić należytą cenę – pogrążenie się kolejnych pokoleń w bagnie konsumpcjonizmu; upadek świata tradycji i legend, który przegrał w starciu z globalizacją; postępujące skażenie środowiska, odbijające się również na pogarszającym się zdrowiu czy wreszcie grupa rozczarowanych, który ulegli złudzeniu, iż szeroko rozumiana nowoczesność dzięki szeregowi technologii rozwiąże trapiące ludzkość problemy to pokłosie zachłyśnięcia się tym, co nowe i błyszczące.
 
Kemari oraz jej rodzeństwo wykorzystane zostaje też do zaprezentowania traum, z jakimi zmagają się potomkowie budowniczych sukcesu, którzy nie poświęcali zbyt wiele czasu swoim pociechom. Presja oczekiwań związanych z wyborem odpowiedniej ścieżki kariery, nieuchronność opuszczenia dziecięcej rzeczywistości, postrzeganie rówieśników jako konkurentów i rywali w przyszłej walce o sukces czy skonfrontowanie się z własną tożsamością seksualną to tylko część przyczyn, z racji których młodzi ludzie pozbawieni wzorców i wsparcia boją się wkroczyć w świat dorosłych. Obawy te wyrażane są w różnej formie – począwszy od buntu i agresji, poprzez abnegację i zobojętnienie, na kompletnym lęku przed otoczeniem skutkującym wycofaniem się z publicznego życia skończywszy.
 
Inną postacią służącą do odmalowania portretu zagubionych młodych ludzi jest Tōko Akakuchiba, córka Kemari i wnuczka Manyō. Tōko – narratorka powieści, która o sobie zaczyna mówić dopiero w ostatniej części książki – uważa się za osobę do bólu pospolitą. Domniemana zwyczajność jest przy tym źródłem kompleksów odczuwanych wobec matki i babki, które Tōko traktuje jako legendy rodu. Co ciekawe owa przeciętność i banalność powoduje, że protagonistka jest idealną słuchaczką – Tōko jest niczym naczynie, do którego wlewają się cudze opowieści. Taki rys osobowościowy sprawia również, że jest ona bohaterką mogącą z powodzeniem odnaleźć się na stronach utworów Harukiego Murakamiego, lubującego się w kreowaniu pozornie szarych i trywialnych osobników, którzy na sprawą kapryśnego losu przeżywają niezwykłe przygody. W przypadku Tōko mamy do czynienia z niespodziewaną podróżą w przeszłość i odkrywaniem prawdy o swoich przodkach.
 
Nazwisko Harukiego Murakamiego może przyjść do głowy czytelnika także w momencie, gdy analizujemy styl, w jakim utrzymane są Czerwone dziewczyny, a w szczególności ich pierwsza część będąca biografią Manyō. Kazuki Sakuraba chętnie operuje mitami i legendami, które chwilami bardzo swobodnie mieszają się z tym, co uznajemy za podbudowaną racjonalnością i zdrowym rozsądkiem rzeczywistość. Ten piękny mariaż logiki i tego, co wymyka się ludzkiemu pojmowaniu zostaje jednak przez Sakurabę brutalnie zniszczony, na czym lektura traci sporo uroku i to nawet uwzględniwszy fakt, że zabieg ten jest celowy, bowiem symbolizuje on nadejście nowych czasów, w których zabobon i przesąd muszą skryć się w głębokim cieniu.
 
Rezygnacja z tej baśniowo-sennej sfery jest o tyle problematyczna, że następne rozdziały wręcz porażają infantylnością i banalnością. Wraz pojawieniem się na pierwszym planie Kemari, Czerwone dziewczyny zaczynają dryfować w kierunku powiastki dla zbuntowanych nastolatek. Historia pięknej księżniczki, która z rebeliantki przedzierzga się w artystkę nie zmierza do żadnej interesującej pointy, zamiast tego drażni schematycznością. Niewiele lepiej radzi sobie Tōko usiłująca zainteresować nas kryminalną zagadką, która okazuje mało wyrafinowana, a towarzyszące jej refleksje – miałkie i wtórne. W rezultacie Czerwone dziewczyny to w najlepszym razie średnia lektura, którą kończy się siłą rozpędu, jaki nadaje czytelnikowi pierwszy rozdział. Książka jest bolesnym potwierdzeniem sentencji, którą wypowiada jeden z protagonistów: Największą sztuką jest zacząć coś, a potem z powodzeniem to kontynuować [1].


[1] Kazuki Sakuraba, Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów, przeł. z j. ang. Łukasz Małecki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017, s. 457


8 komentarzy:

  1. Książka intryguje mnie od chwili jej publikacji i na pewno będzie czytana.;) Poszłam kiedyś nawet na spotkanie z autorką: było wyjątkowo nijaki i do dzisiaj nie wiem, czy to zasługa prowadzących, czy samej pisarki.;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekaw jestem bardzo Twoich wrażeń - z przyjemnością przeczytam Twoją recenzję ;)

      A przeprowadzenie dobrego i ciekawego spotkania autorskiego to nie lada wyzwanie. Potrzeba naprawdę dobrych prowadzących, by wycisnąć z danego artysty to, co najlepsze ;)

      Usuń
  2. Hmm... realizm magiczny po japońsku...
    Szkoda, że tak nierówna i że ostatnie rozdziały zniweczyły nadzieje na doskonałą lekturę. Mimo wszystko chciałabym poznać tę książkę i te dziewczyny, które są jej bohaterkami. Kobieca perspektywa w japońskiej literaturze bardzo mnie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapowiadało się ciekawie, a kończywszy miałem wrażenie, że obcuję z przeciętnym czytadłem. Dlatego jeśli chodzi o kobiecie pióro, to o wiele bardziej polecam Yōko Ogawę.

      Usuń
  3. W mi wpadło (negatywnie) w oko, że tłumaczenie jest z angielskiego, a nie japońskiego. Takie piwoty rzadko robią dobrze na język.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę to dziwne, że niektóre wydawnictwa decydują się wciąż na takie pójście na łatwiznę. Akurat dobrych japonistów na rynku nie brakuje.

      Usuń
  4. Rozdziały rzeczywiście są nierówne, część krytykowana przez Ciebie miała nawiązywać do mangi. Ale tło społeczno-historyczne jest ciekawe, jak i bardzo plastyczny opis otoczenia. Miałam stale przed oczami japońskie drzeworyty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, czytałem, że autorka to także uznana mangaczka, ale wykreowane przez nią postacie wydawały mi się tak papierowe, że z trudem przebrnąłem przez tę część.

      Zgadza się, samo tło jest niezwykle ciekawe, dlatego tym bardziej żal tych słabszych fragmentów - bez nich książka byłaby naprawdę rewelacyjną lekturą.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)