poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Ingeborg Bachmann "Symultanka" - Dysharmonia wszelkich stosunków

Symultanka

Ingeborg Bachman

Tytuł oryginału: Simultan
Tłumaczenie: Anna Maria Linke
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Liczba stron: 273

 




W kultowej powieści Szklany klosz pióra Sylvii Plath pojawia się interesujący wątek z tłumaczami kabinowymi pracującymi dla ONZ. Esther, 19-letnia bohaterka dzieła z zadumą i podziwem obserwuje pracę tych ludzi: Przyglądałam się intensywnie młodej Rosjance, wciśniętej w obcisły szary kostium. Wyrzucała z siebie jak automat idiom za idiomem w tym jakże obcym dla mnie języku – Konstanty powiedział, że tłumaczenie z angielskiego na rosyjski jest dlatego takie trudne, że idiomy tych języków są zupełnie różne – i myślałam, że dałabym nie wiem co, żeby wleźć w jej skórę i przez całe życie już nic innego nie robić, tylko sypać jak ona bezbłędnie tymi idiomami. Może nie stałabym się od tego szczęśliwsza, ale zbliżyłabym się w pewnym sensie do doskonałości [1]. Gdyby jednak Esther zdecydowała się sięgnąć po opowiadanie Symultanka ze zbioru o tym samym tytule, autorstwa Ingeborg Bachmann (1926 – 1973), austriackiej pisarki i poetki, to szybko uświadomiłaby sobie, że wspomniany zawód nie jest ani gwarancją szczęścia, ani doskonałości.

piątek, 26 kwietnia 2019

Petr Šabach "Dowód osobisty" - Smaki młodości

Dowód osobisty

Petr Šabach

Tytuł oryginału: Občanský průkaz
Tłumaczenie: Julia Różewicz
Wydawnictwo: Afera
Liczba stron: 216
 
 
 
  
 
Młodość to ten okres naszego życia, kiedy robimy rzeczy nieco szalone i zwariowane – świat ludzi dorosłych, pełen sztywnych reguł i zasad, jawi się jako miejsce niezwykle drętwe i formalistyczne, które aż prosi się o zmianę. Tyle, że w miarę dorastania, boleśnie przekonujemy się, że zastana rzeczywistość jest twarda, oporna i bardzo niechętnie poddaje się wszelkim bodźcom zewnętrznym, w rezultacie czego, nawet najmniejsze przeobrażenia wymagają ogromnych nakładów sił. Sprawa jest tym trudniejsza, że zdecydowana większość młodych ludzi nie posiada wystarczającego doświadczenia życiowego – stąd wiele kwestii pozostaje niejasnych, o niektórych dopiero przyjdzie dowiedzieć się autopsji (nierzadko w dość przyjemnych okolicznościach), a niemała część okaże się jedynie naiwnymi rojeniami. To zderzenie z panującymi realiami bywa mniej lub bardziej gwałtowne i dotkliwe – w przypadku protagonistów książki Dowód osobisty autorstwa czeskiego pisarza Petra Šabacha (1951 – 2017) mamy do czynienia z tą drugą, bardziej drastyczną opcją.

piątek, 19 kwietnia 2019

João Guimarães Rosa "Wielkie pustkowie" - O paktowaniu z diabłem

Wielkie pustkowie

João Guimarães Rosa

Tytuł oryginału: Grande Sertão: Veredas
Tłumaczenie: Helena Czajka
Wydawnictwo: PIW
Seria: Proza Współczesna
Liczba stron: 481





Podróż, która wiąże się z poznaniem i ujrzeniem zupełnie nieznanych dotąd miejsc czy ludzi, jawi się jako przygoda dostarczająca z wszech miar radości oraz satysfakcji. Kiedy jednak wędrówka trwa i trwa, krajobraz razi swoją monotonią, a cel wyprawy z wolna rozmywa się, może nawiedzić nas znużenie. Lekarstwem na nudę i wiążącym się z nią psychicznym zmęczeniem jest gawęda – nic tak nie umila czasu jak interesująca opowieść, która bez reszty zajmuje naszą wyobraźnię. Z pewnością wiedział o tym doskonale João Guimarães Rosa (1908 – 1967), brazylijski prozaik, z wykształcenia lekarz, pracujący też jako dyplomata, autor powieści Wielkie pustkowie.

czwartek, 18 kwietnia 2019

Karty, czyli spadek po komunie




W 1949 Przewodnia Siła Narodu (PZPR) pod kierownictwem Bolesława Bieruta doszła do wniosku, że trzeba zdopingować rozwój przemysłu ciężkiego i eksportu. A że głównym towarem eksportowym i zarazem surowcem dla przemysłu był węgiel, więc w dniu 30 listopada 1949 roku Rada Ministrów PRL pod światłym przewodnictwem Józefa Cyrankiewicza uchwaliła


KARTĘ GÓRNIKA

Ciekawe czym się kierował się ostatni władca PRL, wówczas I Sekretarz KC PZPR i zarazem premier oraz Przewodniczący Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego gen. Wojciech Jaruzelski, kiedy darował nauczycielom

KARTĘ NAUCZYCIELA

I to w formie ustawy (data wydania 26 stycznia 1982, data wejścia w życie 1 lutego 1982).

Ciekawe dlaczego nauczyciele już nie pamiętają, kto był ich dobroczyńcą i jaka jest geneza ich Karty, tego bękarta Stanu Wojennego. Chyba najgłośniej plują na "komunę", ale spadku po niej bronią zacieklej niż Kmicic Częstochowy.


Wasz Andrew

środa, 17 kwietnia 2019

Przybywa jeździec, czyli magiczne Słońce Scortów




Laurent Gaudé

Słońce Scortów


tytuł oryginału: Soleil des Scorta 
tłumaczenie: Jacek Giszczak
seria: Don Kichot i Sancho Pansa
wydawnictwo: W.A.B. 2005
liczba stron: 272



Lekturą marca 2019 w Dyskusyjnym Klubie Książki w Rawie Mazowieckiej była powieść Słońce Scortów pióra Laurenta Gaudé. Tomik niewielki objętościowo, nazwisko autora też mi nic nie mówiło, a jednak, gdy wziąłem go do ręki, miałem przeczucie, że to może być coś dobrego. Może spodobała mi się, będąca przeciwieństwem wydań nachalnie promowanych „gwiazd” najnowszej polskiej literatury, stonowana okładka, w której wykorzystano nastrojową fotografię Dominoque Houyet, a może w jakiś tajemny sposób książka sama do mnie przemówiła? Bo racjonalnych przesłanek do tego uczucia nie było – w końcu co dobrego o dawnych Włoszech może napisać współczesny Francuz*?




wtorek, 16 kwietnia 2019

Wymarł żółwiak szanghajski, czyli prawdziwa siła internetu




Jak podają agencje informacyjne w sobotę w zoo w Suzhou w Chinach wyzionęła ducha* najprawdopodobniej ostatnia samica Żółwiaka szanghajskiego (Rafetus swinhoei) na świecie. Tym samym pewnie gatunek ten można już uznać za wymarły. Śledząc komentarze internautów na świecie można dojść do jakże fałszywego wniosku, iż internet powoduje szerzenie wiedzy, w tym ekologicznej, empatii i w ogóle mądrości. Sęk w tym, że w większości języków świata nie ma różnicy między zdechł i umarł. Komentatorom internetowym nie pozostawała więc, jeśli nie chcieli trollować, inna możliwość jak lansować się na zatroskanych ekologów, tak jakby rozpaczanie nad jednym gatunkiem, w dodatku prawie nieznanym, miało sens, gdy co godzinę z powierzchni Ziemi, dzięki radosnemu "rozwojowi" homo sapiens znikają 3 gatunki. Na szczęście my rozróżniamy zdechł od umarł i pokazaliśmy prawdziwą twarz internetowej inteligencji.


W polskich serwisach, w których wykorzystano chyba tłumacza internetowego, w tytułach stało, iż samica umarła. I to sprawiło, że najbardziej zaciekła dyskusja rozgorzała nie na tematy ekologiczne, a językowe i religijne. Językowe, no bo przecież nie umarła tylko zdechła, jak chcą jedni, a może umarła jak drudzy, bo przecież zwierzęta nie są gorsze od nas, lub może nawet lepsze. Religijne, bo oczywiście zdechł/umarł zawadza o nie/posiadanie duszy, czynienie sobie Ziemi poddaną, itd., itp. No i pokazaliśmy prawdziwą twarz internetowej inteligencji, która kojarzy się z kolejnym interesującym zjawiskiem.

Inteligencja zbiorowa (ang. Collective intelligence, Collective IQ) to socjologiczne zjawisko, które do dziś zadziwia i fascynuje. Psychologia społeczna serwuje wiele porażających eksperymentów z tej dziedziny. Dla mnie najbardziej obrazowy to zgadywanie wagi byka na targach w USA. Wielkie skupisko ludzkie, obu płci i z reprezentacją wszystkich grup wiekowych, daje najlepsze wyniki. Zabawa polega na losowym pytaniu wszystkich jak leci o wagę byka rekordzisty, którego jeszcze nie zważono. Odpowiednio duża i losowa grupa dyletantów, po sprowadzeniu wszystkich jej typowań do zwykłej średniej arytmetycznej, da najczęściej wynik nie mniej zbliżony do rzeczywistej wagi byka, niż typowanie przez najlepszego eksperta.

Okrycie zbiorowej inteligencji pod koniec XX wieku wydawało się fascynującym dopingiem dla idei Internetu. Niestety - nie trzeba było wiele czasu, by badacze zajmujący się Collective IQ doszli do wniosku, że działa ona idealnie pod jednym warunkiem, jeszcze ważniejszym niż wspomniana ilość i losowość.

Chodzi o to, że przed sformułowaniem swej opinii elementy Collective intelligence nie mogą się komunikować ze sobą. Dlaczego? Upraszczając, ale nie gubiąc sedna, dlatego, że najgłupszy z reguły krzyczy najgłośniej.


Wasz Andrew

*uprzedzając komentarze nawiedzonych katolików wyjaśniam, że nie tylko większość ludności świata, spośród tych, którzy w ogóle wierzą w dusze, uznaje, że również zwierzęta mają duszę, ale nawet i wiele przekładów Biblii każe tak domniemywać (na przykład przekłady protestanckie - Biblia Warszawska czy Biblia Gdańska)

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

NITECORE EA41 PIONEER, czyli moje ulubione światełko

super światełko NITECORE EA41 PIONEER
NITECORE EA41 PIONEER









Jak wspomniałem w poście o Tanku 007 TK-737, w październiku 2017, po lekturze wielu wątków na niezwykle ciekawym forum swiatełka.pl, postanowiłem zaszaleć i zakupić latarkę NITECORE EA41 PIONEER. Początkowo miałem zamiar po upływie gwarancji (5 lat!) dokonać pewnych modyfikacji, ale gdy zacząłem ją testować...

Żanna Słoniowska "Dom z witrażem" - Tajemnice Lwowa, tajemnice rodziny

Dom z witrażem

Żanna Słoniowska

Wydawnictwo: Znak Literanova
Seria:Proza PL
Liczba stron: 304









Miasto – mniejsze bądź większe skupisko ludności o zagęszczonej zabudowie – przy odrobinie wysiłku i wyobraźni można uznać za żywy organizm. Personifikacja jest o tyle uzasadniona, że miasta, podobnie jak ludzie, posiadają swoje oblicza, rozrastają się bądź kurczą, podlegają ciągłym przemianom i przeobrażeniom oraz – co chyba najistotniejsze – mają swoją własną (nierzadko bardzo skomplikowaną) historię. Dobrym przykładem metropolii, która przetrwała niejedną dziejową zawieruchę jest Lwów – osada, która leżała w granicach takich państw jak choćby Ruś Halicko-Włodzimierska, Rzeczpospolita Obojga Narodów, Cesarstwo Austrii czy II Rzeczpospolita, znajduje się obecnie na terenie Ukrainy. Już sama ilość flag, które przewinęły się przez maszty lwowskich placów jest obietnicą intrygujących incydentów i epizodów – ta gwarancja niezwykłych zdarzeń jest kusząca choćby dla literatury, która nierzadko lubuje się w tematach trudnych, niejednoznacznych, zawiłych. Dobrym przykładem książki, w której umiejętnie wykorzystano Lwów jako tło zachodzących wydarzeń jest Dom z witrażem, powieściowy debiut Żanny Słoniowskiej (ur. 1978), ukraińskiej pisarki o polskich korzeniach.

niedziela, 14 kwietnia 2019

Łzy Lucyfera, czyli Jezioro krwi i łez Jamesa Thompsona



James Thompson

Jezioro krwi i łez

tytuł oryginału: Lucifer’s Tears
tłumaczenie: Maciej Nowak-Kreyer
cykl: Inspektor Vaara (tom 2)
wydawnictwo: Amber 2012
liczba stron: 352



Przy okazji marcowej lektury DKK, czyli Słońca Scortów Laurenta Gaudé, francuskiego pisarza, który magicznie wręcz oddał atmosferę spalonego słońcem południa Włoch, zauważyliśmy, że czasem osoba nie pochodząca z danego kraju lepiej potrafi oddać jego specyfikę niż rodowici obywatele. Przypomnieliśmy sobie inny podobny przypadek - Jamesa Thompsona, nieżyjącego już niestety od 2014 Amerykanina, który osiedlił się w Finlandii i w swym prześwietnym kryminale Anioły śniegu zawarł więcej kolorytu tego mroźnego kraju niż by się można spodziewać. I dzięki Bogu właśnie w ten sposób przypomniałem sobie o Thompsonie, który jakoś mi umknął mimo zachwytu, jakie wzbudziły we mnie Anioły. Nadszedł więc czas na drugą część opowieści o inspektorze Karim Vaara, tylko żadną siłą nie mogę dociec, co artysta marketingowiec miał na celu zmieniając oryginalny tytuł Łzy Lucyfera na polski Jezioro krwi i łez.



sobota, 13 kwietnia 2019

Infantylnie ale miło, czyli Turniej w Gorlanie Johna Flanagana




John Flanagan

Turniej w Gorlanie

tytuł oryginału: The Tournament at Gorlan
tłumaczenie: Zuzanna Byczek
cykl: Zwiadowcy - wczesne lata (tom 1)
wydawnictwo: Jaguar 2015
liczba stron: 360

wersja audio:
lektor: Tomasz Sobczak
długość nagrania: 9 godzin 11’



Po niezapomnianej uczcie czytelniczej, jaką była dla mnie Gra o tron George’a R. R. Martina, wciąż szukam czegoś podobnej klasy, co przyniosłoby mi zbliżone emocje a zarazem prezentowało taki poziom pod względem warsztatowym i każdym innym. Pod wpływem wysokich ocen użytkowników portalu LC postanowiłem posmakować twórczości Johna Flanagana, australijskiego pisarza, który kojarzony jest w świecie przede wszystkim jako autor cyklu fantasy zatytułowanego Zwiadowcy.


piątek, 12 kwietnia 2019

Carlo Emilio Gadda "Pożar na ulicy Keplera" - Słowne-cudowne chimery

Pożar na ulicy Keplera

Carlo Emilio Gadda

Tytuł oryginału: I racconti. Accoppiamenti giudiziosi: 1924-1958, 1963
Tłumaczenie: Halina Kralowa
Wydawnictwo: PIW
Seria: Proza Współczesna
Liczba stron: 254
 


Ludzka natura, którą z racji swojej niejednoznaczności śmiało można porównać do skomplikowanej pajęczyny (jej oczka stanowią cechy nierzadko wykluczające się; obok tych wzniosłych, godnych apoteozy spokojnie trwają te bardziej prozaiczne czy nawet wstydliwe, niegodne), stanowi wdzięczny temat dla całej rzeszy artystów, bowiem z pełnej blasków i mroków palety można wybrać dowolną ilość składników i skomponować z nich dzieło o wybranej tonacji – a kiedy skoncentrujemy się na sprzecznościach, od których niedaleko już do absurdu, to finalny płód niemal na pewno posiłkować się będzie dobrodziejstwami ironii. A o tym, jak smakowitym kąskiem mogą być krótkie formy nasycone subtelną nutką drwiny, możemy przekonać się sięgając po zbiór opowiadań zatytułowany Pożar na ulicy Keplera, autorstwa Carlo Emilio Gaddy (1893 – 1973), włoskiego poety i pisarza.

czwartek, 11 kwietnia 2019

Jak to za komuny było według Anny Kłodzińskiej, czyli Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny



Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny

Anna Kłodzińska

cykl: Porucznik Szczęsny (tom 1)
seria: Najlepsze kryminały PRL
wydawnictwo: Wydawnictwo CM 2015
liczba stron: 140



W Dyskusyjnym Klubie Książki w Rawie Mazowieckiej wymieniamy się nie tylko wrażeniami z planowych, comiesięcznych lektur, ale i rozmawiamy o książkach w ogóle. Jestem chyba znany z tego, że bardzo ostrożnie i krytycznie podchodzę do najnowszych „dzieł” rodzimej literatury, gdyż aż nazbyt często największe, najbardziej lansowane hity okazywały się szmirami, ale ostatnio dałem się namówić, by spróbować czegoś pióra Anny Kłodzińskiej*.



środa, 10 kwietnia 2019

Adidas vs. Salomon czyli trekkingowe dylematy




Dla miłośników spacerów, bliższych i dalszych, chyba najważniejszym elementem wyposażenia są oczywiście buty. Gdy byłem nastolatkiem wystarczały mi pionierki, choć łaziłem sporo i szybko, głównie po Kotlinie. Jednak kiedy, chyba ze 30 lat temu, zrujnowałem się na adidasy z membraną, była to wtedy na naszym rynku prawdziwa nowość, stwierdziłem, że niczego więcej mi do szczęścia nie trzeba. To był inny świat. Żadnych otarć, pastowania, skrzypienia. Tak je pokochałem, że szły w odstawkę zimą gdy śnieg się górą do środka sypał.




wtorek, 9 kwietnia 2019

Biedni nauczyciele 2






Kiedyś napisałem tekst pod tytułem Biedni nauczyciele. Miałem nadzieję, że do tej tematyki już wracać nie będę. Niestety, myliłem się...


Już od dłuższego czasu zauważam postępującą degenerację środowisk, które powinny być elitami, a co za tym idzie dawać przykład reszcie narodu. Służba zdrowia, sądownictwo, prokuratura i policja, dziennikarze, pisarze, księgarze i wydawcy, o politykach to już nawet nie wspomnę, bo w tej dziedzinie zawsze mieliśmy w świecie określoną markę. Brak wszelkich wartości poza mamoną, zakłamanie, niekompetencja, nepotyzm i korupcja... Wszystko to występuje w różnych proporcjach w poszczególnych środowiskach, ale całość sprawia, że jest jak jest.

Do nauczycieli już od dawna miałem wiele uwag. Najniższa chyba na świecie liczba godzin "przy tablicy", a ciągle te faryzeuszowskie argumenty, ile to czasu muszą poświęcić w domu. Tak jakby lekarz, prokurator czy ktokolwiek inny nie musiał się dokształcać, przygotowywać na wyzwania następnego dnia... A z drugiej strony - skoro przy 18 godzinach pensum nauczyciele są tak bardzo przemęczeni, i tak bardzo tego bronią, to możne powinien być wprowadzony zakaz dorabiania przez nauczycieli ponad etat w innych szkołach lub w formie nadgodzin? W trosce o ich zdrowie psychiczne oczywiście. Nie wspomnę o takich rzeczach, jak zakazanie powszechnej obecnie, a kiedyś uważanej za niegodną, praktyki dawania płatnych prywatnych korepetycji własnym uczniom...


Wbrew pozorom jednak nie chodzi mi o żądania płacowe - każdy ma do nich prawo i każdy ma prawo do godnych zarobków. Chodzi o co innego - tym razem nauczyciele poszli na całość i wzięli zakładników - dzieci. Dzieci, które podobno są dla nich dobrem nadrzędnym. Zawsze tak się zaklinają, że dobro dzieci i młodzieży ponad wszystko - ponad własną kieszeń nawet. Ciekawe, czy teraz jeszcze ktokolwiek uwierzy w ten kit? I zrobili to nie w skali lokalnej, którą zawsze można przełknąć i przerzucić pomoc z innych regionów, ale w krajowej, która sprawia, że może być prawdziwy problem.

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie*.



Nie da się wychować przez wciskanie dyrdymałów, zwłaszcza w coraz powszechniejszym ostatnio w szkolnictwie stylu, czyli czytanie z książki, często nawet nie oryginałów, a opracowań, lub wręcz "przeczytacie sobie w domu" i interpretacja według jedynie słusznego klucza. Młodzież jest bystrzejszym obserwatorem rzeczywistości niż starym się wydaje i błyskawicznie wyłapuje różnice między tym, co im się podaje jako prawdy objawione, a tym, co się samym sobą prezentuje. Myślę więc, że nauczycielom, i niestety również całemu społeczeństwu, za ten dysonans między prawdami nauczanymi a prawdami stosowanymi, w przyszłości przyjdzie drogo zapłacić.


Może jednak nie trzeba będzie czekać aż dzisiejsze dzieci i młodzież dorosną. Dorośli też cały czas się rozwijają. Biorąc to pod uwagę ciekaw jestem czy inne grupy zawodowe nie wezmą wzoru z nauczycieli; na przykład służba zdrowia nie zażąda podwyżki w razie epidemii i nie zagrozi kompletnym zaprzestaniem działań oraz pozamykaniem szpitali, strażacy nie poczekają na jakiś kataklizm, policjanci nie zachorują i nie zamkną komisariatów na przykład na początku sezonu wakacyjno-urlopowego a wojsko nie postawi żądań w razie potrzeby podniesienia stanu gotowości. Energetyka może nieźle wykorzystać jakiś większy blackout i tak dalej. Jak się dobrze pokombinuje, to każda grupa zawodowa znajdzie odpowiednich zakładników i odpowiedni moment, by nie dało się jej zlekceważyć. Potrzeba tylko trochę bezwzględności, wyrachowania i braku sumienia. Przykład już jest.

A może nie powinienem napisać ciekaw jestem czy, tylko ciekaw jestem kiedy?



Wasz Andrew


* Jan Zamoyski

piątek, 5 kwietnia 2019

Jeff VanderMeer "Zrodzony" - Granice człowieczeństwa

Zrodzony

Jeff VanderMeer

Tytuł oryginału: Borne, The Strange Bird
Tłumaczenie: Robert Waliś
Wydawnictwo: MAG
Seria: Uczta Wyobraźni
Liczba stron: 364





Jednym z obszarów działalności literatury science fiction jest futurologia. Autorzy usiłują przewidzieć jak może wyglądać przyszłość naszego gatunku, koncentrując się na aspektach zarówno technicznych jak i socjologicznych. Wśród przytaczanych wizji nie brak scenariuszy skrajnie katastroficznych, będących wynikiem ekstrapolacji obecnych tendencji ludzkiej cywilizacji do destrukcyjnej działalności, której ofiarą padają wszelkie elementy środowiska naturalnego, nie wyłączając samego człowieka. Intrygujący, a przy tym niepokojący krajobraz po kataklizmie prezentuje choćby Jeff VanderMeer (ur. 1968 r.) amerykański pisarz i scenarzysta, autor powieści Zrodzony.

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Alona Kimchi "Płacząca Zuzanna" - Pępowinowa pętla

Płacząca Zuzanna

Alona Kimchi

Tytuł oryginału: סוזנה הבוכיה
Tłumaczenie: Leszek Kwiatkowski
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Z miotłą
Liczba stron: 403







Miłości, miłości, ach miłości, czymże właściwie jesteś, jak poznać Twe oblicze, jak dowiedzieć się, kiedy człowiek wpada w Twe sidła? I jak zareagować na podłe kalumnie, kiedy ktoś bezpardonowo stwierdza, że miłość to (…) rzecz najstraszliwsza, najmniej znacząca, najbardziej złudna, zwodnicza i samolubna ze wszystkiego, co kiedykolwiek stworzył Bóg [1]? Wydaje się, że próby odszukania odpowiedzi na wyżej wymienione pytania są próżne, jałowe i z góry skazane na porażkę, ale zawsze przecież można posłużyć się cudzymi doświadczeniami i dowiedzieć się, co też w materii tak szerokiej i wciąż niezgłębionej jak ludzkie emocje, mają do powiedzenia inni – w takim przypadku pomocą służy literatura. Dla przykładu, gdybyśmy chcieli poznać jeden z odcieni więzi, jaka może łączyć matkę i córkę, warto sięgnąć po powieść Płacząca Zuzanna, prozatorski debiut izraelskiej pisarki Alony Kimchi (ur. 1966).