wtorek, 21 marca 2017

Sławomir Mrożek "Męczeństwo Piotra Oheya" - O bezwolności jednostki

Męczeństwo Piotra Oheya

Sławomir Mrożek


Reżyseria: Robert Chodur
Teatr: Prima Aprilis
Czas trwania: 55 min.
 
 
 
 
 
Wyobraźnia to cudowne narzędzie, za sprawą którego nasz byt – nawet ten szary, usiany monotonią czy powtarzalnością – może przemienić się w żywot pełen przygód i zaskakujących zwrotów akcji. Dzięki imaginacji możemy poznawać cudowne wymysły bliźnich, którzy chwalą się swoimi umysłowymi projekcjami, co jeszcze bardziej zwiększa paletę naszych doznań i odczuć. Wystarczy odrobina empatii, chęć wysłuchania tego, co mają do opowiedzenia inni, by z zupełnie innej perspektywy spojrzeć na nasze otoczenie. Niedawnym dowodem na to, że warto dać się zaprosić do uczestniczenia w cudzej wizji, była dla mnie wizyta na pokazie sztuki Męczeństwo Piotra Oheya, dramatu pióra Sławomira Mrożka, wystawionego przez Strzyżowski Teatru Prima Aprilis w trakcie gościnnego występu na deskach dębickiego Domu Kultury Śnieżka.

Spektakl już od pierwszej sceny zdradza widzowi, że przyjdzie mu obcować z tworem niezwykłym i zabawnym, przesiąkniętym komizmem. Oto w zwykłym mieszkaniu typowej polskiej rodziny (na którą składają się: mąż i ojciec [tytułowy Piotr Ohey], zamiłowany kibic kanapowy i amator trunków piwnych; żona i matka z coraz większym trudem znosząca rolę gospodyni domowej, rozmiłowana we własnym cierpiętnictwie i zmaganiach z rutyną oraz rozbrykana gromadka niesfornych dzieciaków), w lokum takiej właśnie familii dochodzi do rzeczy niebywałej, wymykające się zdrowemu rozsądkowi. Najmłodsze dziecko – syn Jaś – obwieszcza zdumionym rodzicom, że w łazience grasuje tygrys. Ku zgrozie mężczyzny rewelacje na temat dzikiego zwierza, postrzegane w kategoriach młodzieńczej konfabulacji, podtrzymuje urzędniczka, która przybywa do mieszkania, celem oficjalnego potwierdzenia tygrysiej obecności. Formalne orzeczenie pociąga za sobą łańcuch konsekwencji, które najłatwiej jest określić mianem korowodu niedorzeczności. Do lokum Piotra Oheya przybywają kolejni osobnicy zainteresowani drapieżcą z najróżniejszych przyczyn (niebagatelne znaczenie mają potencjał rozrywkowy sytuacji, w której dotychczasowa prozaiczna wegetacja lokatorów żywo kontrastuje ze śmiertelnym niebezpieczeństwem, jakie zalęgło się w łazience; równie istotne okazują się niuanse podatkowe, sprawy łowieckie, itd., itp.).

Męczeństwo Piotra Oheya to tragikomiczna groteska, która choć krótka, porusza szereg interesujących zagadnień. Kwestią przedstawioną najbardziej jaskrawo jest łatwość, z jaką ludzie składają cudzy indywidualizm na ołtarzu najróżniejszych, nawet najbardziej wymyślnych idei. Prawa jednostki grają istotną rolę dopóty, dopóki nie dochodzi do wydarzenia, które neguje dotychczasowy ład. Deprecjonowanie ustalonego porządku jest znakomitym pretekstem do tłamszenia cudzej swobody – nowe okoliczności, które najłatwiej jest wytłumaczyć za sprawą abstrakcyjnych idei i pojęć (wyższa konieczność, racja stanu, wolność, względy estetyczne, etc.), sprytnie wiąże się z przymusem poświęcenia, z nieodzowną ofiarnością. Owej jałmużny żąda się na ogół od ludzi prostych, którzy przedzierzgają się w bezkształtną, amorficzną masę, tracąc swoje jednostkowe właściwości. Tego typu bryłą można bez problemu rozporządzać, traktując ją w kategoriach zasobów, surowców, sił, którymi dysponuje się na wszelakiej maści sposoby, bez mrugnięcia okiem akceptując ewentualne koszty własnych pomyłek, których skutkiem jest cudze życie.

Bardzo wymowne jest również miejsce, które tygrys wybiera na swoje siedlisko. Pod skorupą absurdu (kapitalne jest wyjaśnienie naukowca stwierdzającego, że potężny kot lubuje się w rurach z ciepłą wodą, które kojarzą się z ciepłem tropikalnego klimatu; notabene uczony z lubością oddaje się również studiom, których obiektem jest starsza córka Piotra Oheya) można dopatrzeć się pewnej symboliki, bowiem łazienka to uosobienie naszej intymności, która w przypadku Piotra Oheya zostaje bezceremonialnie zniszczona i zdeptana. Prywatność musi ustąpić miejsca cudzej ciekawości, żądzy wiedzy, naukowym badaniom, racjom politycznym – wszystko jest wystarczająco istotne, by zmarginalizować egzystencję pojedynczego człowieka.

Spektakl ogląda się z prawdziwą przyjemnością z uwagi na pieczołowicie przygotowaną scenografię. Rekwizyty rodem z PRLu – tapczan, telewizor firmy WZT (prawdopodobnie), kultowy odkurzacz ALFA K2, nieśmiertelne zdjęcie ślubne – doskonale podkreślają przeciętność rodziny Oheya. Panująca atmosfera wyrażana jest dzięki interesującej i niezwykle eklektycznej warstwie muzycznej. Gra światłem oraz zmieniająca się oprawa plastyczna dodają kolorytu poszczególnym scenom.

Na osobną uwagę zasługują również portrety psychologiczne poszczególnych bohaterów wykreowanych przez Mrożka. Podczas, gdy niektóre postacie odznaczają się niejednoznacznością i wyraźnie zarysowaną głębią (Piotr Ohey, na skutek zaistniałych okoliczności, wyrwany zostaje z bierności i inercji, ale zdecydowanie brakuje mu asertywności, by skutecznie przeciwstawić się woli innych; małżonka odkrywa w sobie od dawna tłumione pasje, które wyzwala dziki współlokator), reszta zbudowana jest w oparciu o stereotypy przerysowane do granic absurdu – zdecydowanie największymi pokładami irracjonalności obdarzeni zostają urzędnicy, których nic nie jest w stanie zaskoczyć, ani zdziwić, dopóki ów przedmiot czy sytuację można ująć w karby paragrafów oraz artykułów. Warto podkreślić, że wszyscy aktorzy, w mniejszym bądź większym stopniu wykorzystali potencjał, drzemiący w odgrywanych przez nich protagonistach.

Reasumując, Męczeństwo Piotra Oheya w aranżacji aktorów ze Strzyżowskiego Teatru Prima Aprilis, którym przewodzi reżyser Robert Chodur (znany także z działalności w dębickich Teatrze Kurtyna) to bardzo interesujące widowisko, wywołujące zarówno salwy śmiechu jak i zmuszające do chwili refleksji nad paradoksami codzienności. Dramat Mrożka to mistrzowskie ukazanie bezradności jednostki wobec przytłaczającej woli większości, której nie sposób się nie podporządkować, nawet jeśli cena za owo posłuszeństwo jest najwyższą, na jaką możemy sobie pozwolić.
 

6 komentarzy:

  1. Teatr z moich rodzinnych stron. Oj widzę, że mam skarb pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam zapoznać się z działalność teatru - na mnie wywarł bardzo pozytywne wrażenie.

      Usuń
  2. Sztuki zazdroszczę. Ale muszę przyznać, że też nie zasypuje gruszek w popiele, bo u nas również na teatry można liczyć. Właśnie w niedzielę byłam w teatrze Korez (moim ulubionym) na najnowszsej sztuce Tomasza Jachimka (tekst) i Mirosława Neinerta (reżyseria i jedna z ról). Więc nie mogło być - na smutno:) Lubię humor Mrożka. Tygrys w łazience czy nazwisko głównego bohatera - i od razu widz (czytelnik) wprowadzony jest w odpowiedni klimat utworu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teatr(y) w niedalekiej okolicy od miejsca zamieszkania to świetna sprawa. A Mrożek na deskach to murowany miło spędzony czas - oprócz "Męczeństwa Piotra Oheya", miałem przyjemność oglądać "Kynologa w rozterce". W obu przypadkach mrożkowy humor wywarł na mnie piorunujące wrażenie.

      Usuń
  3. Nie do końca wiem, czemu, ale opis skojarzył mi się z czeskimi komediami Petra Zelenki. Choć w nich akurat jest nie tyle niesamowitość, co codzienny absurd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwisko Zelenki jest mi znane, ale twórczość - jak dotąd przynajmniej - nie. A wyłapywanie absurdów codzienności to cecha, którą u artystów bardzo sobie cenię.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)