piątek, 29 lipca 2016

Max Blecher "Zabliźnione serca", czyli Sanatorium pod Powozem

Zabliźnione serca

Max Blecher

Tytuł oryginału: Inimi cicatrizate
Tłumaczenie: Tomasz Klimkowski
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 200
 






Popuśćmy wodzę fantazji i spróbujmy wyobrazić sobie obraz, który z pewnością mógłby stworzyć szalony malarz, lubujący się w grotesce oraz czerpaniu motywów do swoich płodów z wszelakich epok. Oczom naszym ukazuje się sala. Z początku niewyraźna, zamglona, już po chwili nabiera coraz wyraźniejszych konturów. Sylwetki poszczególnych gości zarysowują się coraz mocniej i szybko konstatujemy, że niemal wszyscy obecni przyjęli pozycje półleżące, co natychmiast przywodzi na myśl jedną ze sławetnych uczt, wyprawianych w okresie Starożytnego Rzymu. Ale, kiedy pejzaż klaruje się na tyle, że możemy pozwolić sobie na jego zbliżenie, ze zdziwieniem zauważamy, że wszyscy osobnicy są ubrani zaskakująco współcześnie, a na ich twarzach zamiast rozpustnych uśmiechów oraz pijackich grymasów, widoczne są bolesne skrzywienia. Ponadto goście sprawiają wrażenie dziwnie sparaliżowanych – ruchy przychodzą im z trudem, a spektrum przyjmowanych postaw jest bardzo wąskie, w zasadzie ograniczające się wyłącznie do leżenia bądź półleżenia. Wyjątkowo wprawny obserwator dostrzega także, że postacie unieruchomione są w gipsowych gorsetach… Co czują ludzi uchwyceni na impresji szalonego artysty? Dlaczego ich ciała zostały uwięzione w tak wymyślny sposób? Jak wygląda ich codzienny byt? Jak już kiedyś wspominałem, literatura często odpowiada na pytania, nad którymi nigdy nawet nie rozważaliśmy. Podobnie jest w przypadku przytoczonej wizji, którą czytelnik ma okazję odszukać na łamach powieści Zabliźnione serca, autorstwa Maxa Blechera.

piątek, 22 lipca 2016

Antyczny dramat w nowych szatach - "Filoktet" Sofoklesa

Filoktet

Sofokles

Tytuł oryginału: Φιλοκτήτης
Tłumaczenie: Antoni Libera
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 124
 
 
 
 
Filoktet to według mitologii greckiej pochodzący z Malii król Tesalii. Osobnik ten znany był jako wyborny łucznik, wsławił się również tym, że zgodził się podpalić stos żałobny Heraklesa, który był zresztą jego bliskim przyjacielem. Filoktet odziedziczył po wielkim herosie jego łuk oraz strzały. W momencie wybuchu wojny trojańskiej, Filoktet, mimo, iż nie wiązała go przysięga, postanowił wesprzeć kampanię królów Myken i Sparty, tj. Agamemnona i Menelaosa, oferując siedem swoich okrętów. W trakcie wyprawy na Troję, podczas jednego z postojów Filoktet został ukąszony przez okrutną nimfę Chryze pod postacią żmii. Według różnych wersji miała to być kara za nieopatrzne zbliżenie się do przybytku Ateny bądź też za zdradzenie miejsca, w którym spoczęły prochy Heraklesa, mimo złożonej obietnicy o dochowaniu tajemnicy. Rana zadana przez węża paskudnie ropiała oraz cuchnęła, uniemożliwiając Filoktetowi udział w walce – ponadto rozpaczliwe krzyki chorego wywołane niespodziewanymi paroksyzmami bólu obniżały morale greckiego wojska, przeszkadzały również kapłanom składać ofiary i odprawiać modły. Rozważywszy wszystkie aspekty sytuacji, dowództwo zdecydowało się pozostawić Filokteta na odludnej i dzikiej wysepce Lemnos, pozwalając mu jedynie na zachowaniu łuku, aby mógł zdobywać pożywienie. Nieprzyjemna misja porzucenia ochotnika, który dobrowolnie zgłosił się do udziału w wojnie i wzmocnił grecką flotę własnymi trierami, przypadła Odyseuszowi. Wypełnienie rozkazu kosztowało Odyseusza szczerą nienawiść, jaką zaczął żywić do niego Filoktet. Po dotarciu pod Troję, Grecy wszczęli długie, trwające 10 lat oblężenie. W tym czasie samotny i opuszczony Filoktet prowadził nędzną egzystencję na Lemnos. Wybawcą, który zamierzał zabrać go z miejsca zesłania okazał się … Odyseusz – porwawszy Helenosa, syna Priama, będącego uznanym wieszczem, Grecy dowiedzieli się, że Troja nie zostanie zdobyta bez udziału Neoptolema, syna Achillesa oraz łucznika Filokteta. W ten oto sposób Odyseusz, człowiek od zadań specjalnych, raz jeszcze musiał przechytrzyć Filokteta, żądnego zemsty i uzbrojonego w śmiercionośny w łuk, sprowadzając go pod Troję. Dramat Sofoklesa rozpoczyna się w momencie, kiedy Odyseusz razem z Neoptolemem oraz grupką marynarzy staje na skalistej wyspie Lemnos, po to by odnaleźć Filokteta i podstępem skłonić go do udziału w wojnie trojańskiej.

środa, 20 lipca 2016

Już nie wojna i jeszcze nie pokój




Magdalena Grzebałkowska

1945. Wojna i pokój

Seria: Biblioteka Gazety Wyborczej
Wydawnictwo: Agora S.A. 2015
liczba stron: 420





1945 w Polsce - Już nie wojna i jeszcze nie pokój. Fascynująca podróż po dwunastu miesiącach strachu, nadziei, euforii i rozczarowania.*


To sformułowanie idealnie ukazuje temat wiodący książki Magdaleny Grzebałkowskiej 1945. Wojna i pokój, która była lekturą czerwca w rawskim Dyskusyjnym Klubie Książki. Od razu rodzi się pytanie, czy ten nie do końca określony, z samej istoty niejednoznaczny i relatywny czas da się opisać wystarczająco wieloaspektowo, bezstronnie i dogłębnie?





piątek, 15 lipca 2016

Miłość niejedno ma imię, czyli "Norwegian Wood" H. Murakamiego


Norwegian Wood

Haruki Murakami

Tytuł oryginału: Noruwei no mori
Tłumaczenie: Dorota Marczewska, Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Liczba stron: 472
 
 
 
 
Imponderabilia to rzeczy niewyrażalne, nieuchwytne, niematerialne i niedające się dokładnie zmierzyć czy obliczyć, które jednak wywierają wpływ na człowieczy żywot. Wydaje się, że wbrew powszechnym sądom, mimo wielu utartych formułek, do imponderabiliów można zaliczyć również miłość, rozumianą jako uczucie rodzące się między dwójką ludzi. Miłość to emocja, której nie sposób uchwycić w karby słów, która rozumiana jest na wiele różnych sposobów. Miłość można sprowadzić do wzniosłej, duchowej więzi, potraktować jako wynikową fizjologicznych odruchów czy też zredukować do chemicznych reakcji oraz wydzielających się hormonów. Ten niejednoznaczną postać miłości całkiem dobrze udało się odzwierciedlić Harukiemu Murakamiego w swojej powieści Norwegian Wood.

piątek, 8 lipca 2016

Istnieć, to być postrzeganym, czyli "Świętej pamięci Mattia Pascal"

Świętej pamięci Mattia Pascal

Luigi Pirandello

Tytuł oryginału: Il fu Mattia Pascal
Tłumaczenie: Stanisław Kasprzysiak
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 304
 
 
 
 
Łacińska sentencja esse est percipi (istnieć, to być postrzeganym) sformułowana przez George’a Berkeleya (1685 – 1753), irlandzkiego filozofa i myśliciela, ani odrobinę nie straciła na aktualności. W dalszym ciągu byt jednostki ludzkiej determinowany jest przez pryzmat tego, w jaki owa jednostka jest widziana oczami grupy, w obrębie której egzystuje. Człowiek jest istotą społeczną, w efekcie czego całe jego życie opiera się na mniej lub bardziej zażyłych kontaktach i interakcjach z innymi osobnikami. Wyobrażenia, przekonania, a nierzadko również plotki dotyczące naszej postaci znacząco kształtują naszą sylwetkę, w ogromnej mierze definiując nasze trwanie. Owo zagadnienie można też rozszerzyć, np. poprzez dosłowne potraktowanie przytoczonej maksymy – na tego typu zabieg zdecydował się Luigi Pirandello, włoski prozaik oraz ceniony dramatopisarz, laureat Literackiej Nagrody Nobla za rok 1934 (w uznaniu za twórczą śmiałość i wynalazczość w odrodzeniu sztuki dramaturgicznej i scenicznej), który w swoim utworze Świętej pamięci Mattia Pascal rozważa żywot człowieka, który przestał być postrzegany, w rezultacie czego przestał również istnieć.

piątek, 1 lipca 2016

Migocząc w bezmiarze pustki, czyli "Ciemny Eden" Ch. Beckett

Ciemny Eden

Chris Beckett

Tytuł oryginału: Dark Eden
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 336
 
 
 
 
Powszechne jest mniemanie, że życie, jeśli rozważać jego występowanie także poza naszą planetą, musi być oparte na węglu. Ten popularny niemetal z bloku p o liczbie atomowej 6 posiada unikalną zdolność do tworzenia długich łańcuchów zawierających silne i stabilne wiązanie C–C, które z kolei umożliwiają istnienie kwasów tłuszczowych, cukrów, hormonów, czy bardziej ogólnie – struktur tak złożonych jak ludzki organizm. Zgodnie z równie częstymi sądami, nieodzownym elementem życia bazującego na węglu jest światło, czyli strumień fotonów z pomocą którego rośliny zielone przeprowadzają proces fotosyntezy. Odważną (ale czy udaną?) próbą wyłamania się z tego myślowego schematu jest powieść Ciemny Eden autorstwa Chrisa Becketta, brytyjskiego pisarza science fiction.