wtorek, 28 kwietnia 2015

Kynolog w rozterce

Kynolog w rozterce

Sławomir Mrożek


Reżyseria: Janusz Pokrywka
Teatr: Scena Propozycji
Czas trwania: 45 min.






Dębica, moja rodzinna miejscowość, to niewielkie miasteczko położone na Podkarpaciu. Jest to na wskroś przemysłowa osada, gdzie prym wiodą fabryki oraz zakłady produkcyjne. Z pewnością nie jest to zagłębie rozrywki, ani tym bardziej mekka sztuki. Istnieją co prawda instytucje kulturowe takie jak domy kultury, biblioteki, czytelnie czy kina, ale w Dębicy nie ma już takich ośrodków jak teatr, którego brak szczególnie dotkliwie odczuwam. Na szczęście nieobecność budynku nie jest przeszkodą, by wystawiać teatralne sztuki, o czym przekonałem się goszcząc w połowie kwietnia w dębickim Miejskim Ośrodku Kultury na spektaklu Kynolog w rozterce wg Sławomira Mrożka.

Przedstawienie na podstawie dramatu Mrożka w wykonaniu aktorów Sceny Propozycji Uniwersytetu Rzeszowskiego w reżyserii Janusza Pokrywki było elementem szerszego projektu – sztuka podsumowywała wystawę zatytułowaną Świat teatru, którą można było podziwiać w dębickiej Galerii Sztuki. W ramach ekspozycji swoje prace prezentowali Jerzy Szymański, Mikołaj Malesza, Grażyna Skała, Iza Toroniewicz, Ireneusz Maciejewski, Teresa Nowicka, Elżbieta Oyrzanowska oraz Beata Klimkowska. Całość uzupełniały plakaty teatralne wspomnianego Janusza Pokrywki oraz nie żyjącego już Mieczysława Górowskiego.

Janusz Pokrywka, który osobiście pojawił się w Galerii Sztuki MOK, to wszechstronny artysta – jest on profesorem na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego, zajmuje się malarstwem, scenografią oraz pracą reżyserską. Cały finisaż rozpoczął się właśnie od prezentacji sylwetki pana Pokrywki. Następnie zgromadzeni widzowie w ramach krótkiego wstępu do części teatralnej, usłyszeli jeszcze kilka słów poświęconych osobie oraz twórczości Mrożka, które wygłosił dr Jan Wolski, pracownik naukowy Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Kynolog w rozterce to krótka jednoaktówka, obfitująca w humor oraz absurd. Do Towarzystwa Przyjaciół Zwierząt Poniektórych, w którym o względy pięknej Przyjaciółki ptaszków (w tej roli Joanna Sitarz) zabiega Kynolog (grany przez Mateusza Surówkę), przybywa Nieznajomy (kreacja Szymona Doraka). Przedstawia się jako początkujący przyjaciel zwierząt, który pragnie przygarnąć stworzonka pod swój skromny dach. Kynolog, a więc miłośnik psów oraz Przyjaciółka ptaszków rozpoczynają zaciekłą rywalizację, aby przekonać klienta do swoich pupili, bowiem ten zamierza opuścić budynek towarzystwa tylko z jednym gatunkiem. Ale oprócz przywiązania do żywych stworzonek, w pomieszczeniu zdaje się unosić także inne uczucie. Nieznajomy, niepozorny jegomość – przylizane włosy zaczesane w zawsze staroświecki przedziałek, wielkie okulary, wysoko podciągnięte skarpety oraz spodnie, ledwie skrywające kostki – niespodziewanie wpada w oko Przyjaciółce ptaszków, co sprawia, że spektakl zamienia się w wielką miłosną figurę. Targany sercowym uniesieniem i zazdrością Kynolog, nieśmiały, choć z minuty na minutę coraz pewniejszy siebie Nieznajomy oraz atrakcyjna i kokieteryjna Miłośniczka ptaszków zapewniają potężny ładunek seksualnego napięcia, prowadząc rodzaj ukrytej erotycznej gry. W powietrzu unosi się także dramatyczna rozterka i niepewność, które stają się udziałem Kynologa – w głowie mężczyzny kołacze pytanie czy pasja do psów warta jest zaprzedania i złożenia na miłosnym ołtarzu. Chociaż, co jeśli mroczna i tajemnicza natura Nieznajomego zostanie odkryta? Czyż jego prawdziwe oblicze nie okaże się przypadkiem pomocne dla zdesperowanego Kynologa? Ale jak poprowadzić nici intrygi, by wyeliminować konkurenta? I czy miłość to tylko duchowa więź czy też czysto fizyczna fascynacja?

Kynolog w rozterce to mocno absurdalna sztuka, naznaczona groteską i humorem sytuacyjnym, która cechuje się także ciekawą wymową. Bardzo interesująca jest już sama symbolika związana z pasją dwójki bohaterów – Kynologa oraz Przyjaciółki ptaszków. Pies, który często uważany jest za najlepszego towarzysza człowieka, jest uosobieniem wierności oraz przywiązania. Ale dla kontrastu czworonogi kojarzą się także z łańcuchem oraz puzdrem, co oznacza skrępowanie, oddanie, służalczość, ślepe oddanie. Ptaki, jako posiadacze skrzydeł, to wcielenie wolności i niezależności, umiejętności wzbicia się ponad szarą i nudną codzienność. Ale ptaki to również złota klatka, w której często są trzymane – zatem mogą one być utożsamiane ze zniewoleniem, ograniczeniem swobody. Właśnie ten dualizm, te skrajności, które mogą stać się również udziałem naszej egzystencji, są w moim odczuciu najmocniejszą stroną sztuki.

Również ciekawie prezentują się przedstawione miłosne portrety. Największe wrażenie wywołała na mnie scena, w której sąsiad z wyższego piętra, bijący żonę w sposób brutalny i bezlitosny (widzowie razem z trójką bohaterów słuchali tylko głuchych odgłosów, które jednak jasno oddawały siłę włożoną w fizyczne znęcanie się nad kobietą), zaprzestaje katowania małżonki dopiero po interwencji Kynologa. Przekonującym argumentem okazuje się fakt, że dochodzące hałasy, krzyki oraz wrzaski bardzo negatywnie wpływają na psy, potęgując ich nerwowość oraz agresję. Z punktu widzenia całego dramatu, był to fragment raczej nieistotny, ale wg mnie świetnie wkomponowuje się on w aktualną dyskusję na temat rodziny, która przez niektóre środowiska zawsze traktowana jest jako rzecz święta i stawiana w wyraźnym kontraście do związków partnerskich oraz konkubinatów, które są z kolei uważane za siedlisko wszelakich patologii oraz zwyrodnień.

Na osobny akapit zasługuje także genialnie odegrana rola nieśmiałego i dwulicowego Nieznajomego, który przypadkiem nosi ze sobą skalpel chirurgiczny, używany podczas niedzielnych, amatorsko przeprowadzanych operacji. Owa osoba skrywa w sobie bardzo skomplikowaną i nieco psychopatyczną naturę, która tylko z rzadka ujawnia prawdziwe oblicze. Nerwowe ruchy, dziwaczne tiki, krótkotrwałe wybuchy, niepewny wzrok, zacinający się głos – wcielający się w postać Nieznajomego Szymon Dorak zasługuje na ogromne uznanie.

Ciekawym akcentem, wieńczącym całą sztukę była możliwość obserwacji demontażu skromnej scenografii. Widzowie mogli przekonać się na własne oczy, jak przestrzeń, która jeszcze przed chwilą stanowiła teatralną scenę, na powrót przekształca się w jedno z pomieszczeń galerii.

Krótko reasumując, Kynolog w rozterce z pewnością zasłużył na miano interesującego wydarzenia kulturowego. Sztuka, choć krótka, to jednak zapada w pamięć za sprawą interesujących dialogów, które emanują drwiną i humorem, obrazując ludzie przywary i niedoskonałości. Mam szczerą nadzieję, że przedstawienie zaserwowane przez Teatr Propozycji nie będzie wyłącznie jednorazową akcją. Z niecierpliwością czekam na wiadomość o następnych gościnnych występach.

Wasz Ambrose

4 komentarze:

  1. Nieczęsto chodzę do teatru (odległość), ale jak już się zdarzy, z reguły jestem zachwycony. Zapamiętam tytuł z łatwością, bo jakiś takich chwytliwy, więc gdy trafi się okazja, skorzystam z polecenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio też nieczęsto pojawiam się w tym przybytku sztuki. Można powiedzieć, że tym razem to teatr przyszedł do mnie i aż żal było nie skorzystać z zaproszenia :) Sztuka choć krótka to jednak dość interesująca i przede wszystkim zabawna.

      Usuń
  2. Ostatnio miałem przyjemność poznać symatycznego dębiczanina, Radka Raka. Przy tej okazji dowiedziałem się, że w okolicach Dębicy (Latoszyn?) odbędzie się w dniach 23-24 maja konwent o nazwie Gryfon http://gryfondebica.wix.com/gryfon nawet zastanawiam się, czy nie potraktować tego jako pretekstu do wycieczki.

    U nas w swoim czasie regularnie wystawiana była sztuka Mrożka "Na pełnym morzu", w dość nietypowej scenerii. Otóż statek ze zgromadzoną publicznością podpływał do tratwy na jeziorze, na której znajdowali się aktorzy i odbywał się cały spektakl. Ogladałem to za dzieciaka i wywarło na mnie ogromne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja cały czas zabieram się do lektury jego książki, ale jakoś nie mogę znaleźć na to czasu. Latoszyn to rzut beretem od D-cy. Jakbyś potrzebował noclegu - daj znać.

      Ha, kojarzę wspomnianą sztukę - w gimnazjum, na lekcjach polskiego przerabialiśmy fragment "Na pełnym morzu". Spektakl odegrany na tratwie musi się prezentować znakomicie! Ktoś wpadł na genialny pomysł :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)