niedziela, 22 marca 2015

Słowo na nadzielę – ochlokracja




Dzisiaj zajmiemy się słówkiem ochlokracja. Samemu też zdarza mi się go używać, ale zawsze z przekąsem, gdyż jest to typowa nowomowa. Słowo, które nic nie znaczy, albo też tak naprawdę nikt nie wie dokładnie, co ono znaczy. Komuniści by powiedzieli, że to jeden z terminów pseudonauk burżuazyjnych mających ogłupić masy pracujące miast i wsi (tak jakby ich głupota nie była sama z siebie wystarczająca), a ja bym powiedział, że to termin wymyślony po to, by rozmydlić problemy najważniejsze i odsunąć je poza swoją kadencję. Nie byłoby o czym mówić, gdyby nie to, że wiąże się to ze sprawami ustrojowymi, a więc o znaczeniu kardynalnym i podstawowym. Ale po kolei.

By nasze rozważania uprościć wykorzystamy definicje pochodzące z jednego i tego samego Słownika internetowego PWN.





demokracja

  1. «ustrój polityczny, w którym władzę sprawuje społeczeństwo poprzez swych przedstawicieli; też: państwo o takim ustroju»
  2. «forma organizacji życia społecznego, w której wszyscy uczestniczą w podejmowaniu decyzji i szanują prawa i wolność innych ludzi»
  3. «partia popierająca rządy i idee demokratyczne»

ochlokracja


  1. «wynaturzona forma demokracji, w której rządy sprawuje tłum kierowany przez schlebiających mu demagogów»


Czymże więc różni się demokracja od owej ochlokracji? W jednej jest społeczeństwo, a w drugiej tłum*, w jednej przedstawiciele, a w drugiej demagodzy. Nie przypomina się Wam przypadkiem pewna zagadka?


Czym różni się kolektyw od sitwy? – Kolektyw to my, sitwa to oni.

I do tego mniej więcej sprowadza się różnica między demokracją i ochlokracją. Gdy zasady ustroju i mechanizmy jego urzeczywistnienia działają w sposób dla kogoś korzystny, nazywa go demokracją. Gdy wola większości, lub reprezentującego ją przedstawiciela, jest komuś nie na rękę, zaczyna mówić o ochlokracji.

Gdyby chodziło tylko o słowa, nie byłoby problemu, jak z kolektywem i sitwą. Problem jednak w tym, że ludzie o wielkich nieraz autorytetach, choć niekoniecznie nań zasługujących, zamiast mówić o niedoskonałościach i słabościach demokracji wpisanych w samą jej ideę, czyli w fundamentalne i karkołomne założenie, że większość jest mądra i można jej powierzyć rządy, zaczynają mętne wywody o zagrożeniu przekształcenia się demokracji w ochlokrację. Gdy dodamy, że uległ tej pokusie nawet taki filozof jak Jan Paweł II, to widać skalę problemu.

Jak szukać rozwiązania, skoro nawet nie ma się odwagi nazwać rzeczy po imieniu?


Wasz Andrew

*tłum I

  1. «bardzo duża liczba ludzi zgromadzonych w jakimś miejscu»
  2. lekcew. «masy, motłoch, pospólstwo»

tłum II

  1. «mnóstwo»



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)