piątek, 19 grudnia 2014

Nieproszeni goście

Odwiedziny

Svend Åge Madsen

Tytuł oryginału: Besoget
Tłumaczenie: Maria Bero
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 196
 
 
 
 
Ludzka egzystencja prowadzona w człowieczych skupiskach to nieustanne pasmo ustępstw, kompromisów, rezygnacji oraz oddawania pola innym, godzenie się, w mniejszym bądź większym stopniu, z wizją większości. Aby żyć w miarę bezkonfliktowo człowiek zmuszany jest do podejmowania niewygodnych wyborów, decydowania się na opcje, które nie zawsze zgodne są z jego przekonaniami. Ale tego wymagają tradycja, kultura, utarte schematy, konwenanse bądź większość. Z tego powodu los indywidualistów w społeczeństwach ludzkich nie jest ani przyjemny ani łatwy, z czego doskonale musi zdawać sobie sprawę Svend Åge Madsen, a przynajmniej takie wrażenie odniosłem na podstawie lektury jego książki, zatytułowanej Odwiedziny.

Urodziny w 1939 roku Svend Åge Madsen to duński literat, który nim zajął się pisaniem powieści cieszących się uznaniem na całym świecie, studiował matematykę. W chwili obecnej to jeden z najpopularniejszych autorów w Danii – kilka z jego dzieł zostało nawet przeniesionych na duży ekran, a wiele utworów przetłumaczono na kilkanaście języków. Co ciekawe Madsen nie jest autorem kryminałów, z którym to gatunkiem literackim kojarzeni są głównie skandynawscy pisarze. Jego twórczość jest głęboko osadzona w otaczającej nas rzeczywistości i odzwierciedla problemy oraz wyzwania, z którymi musi mierzyć się współczesna cywilizacja. W sieci możemy odnaleźć wszelakiej maści pochwalne peany, kierowane pod adresem stylu Madsena, który porównywany jest do niezwykłego oddziaływania quasi-realizmu oraz zupełnej fantastyki, prowadzącego do kontemplacji nieokreśloności natury ludzkiej egzystencji, itd. Co ciekawe polski czytelnik ma sposobność zapoznać się tylko z jedną książką Madsena w swoim ojczystym języku. Jest to jego powieściowy debiut, zatytułowany Odwiedziny, który ukazał się na łamach niezastąpionego PIWu w ramach serii Współczesna Proza Światowa.
Lektura Odwiedzin jest dość unikatowym przeżyciem z uwagi na osobę pierwszoosobowego narratora. Mężczyzna w średnim wieku jest zdecydowanie typem samotnika, któremu niewiele potrzeba do codziennej egzystencji – skromnie urządzony hotelowy pokój, garść nieodzownych przedmiotów składają się na urządzoną po spartańsku rzeczywistość. Bohater w sporej mierze przypomina Niki Jumpeia, pierwszoplanową postać z powieści Kobieta z wydm, autorstwa japońskiego pisarza Kōbō Abe. W oczy rzuca się zbliżona pasja obu osobników – tokijski nauczyciel jest z zamiłowania entomologiem; wyrusza on na obrzeża cywilizacji w poszukiwaniu nowego gatunku trzeszcza. Z kolei protagonista Svenda Madsena pragnie odnaleźć szczególny gatunek kwiatu. Z uwagi na charakter hobby, obaj panowie nawykli są do spędzania czasu we własnym towarzystwie. Jednocześnie oboje są ludźmi dobrze wychowanymi, kulturalnymi oraz ułożonymi. Nie potrafią oni w jasny sposób zamanifestować niezadowolenia z cudzego postępowania, nie są nawykli do okazywania zdecydowanego sprzeciwu – w efekcie obaj zmuszani są przez obce osoby do robienia rzeczy, na które w normalnych okolicznościach nie zdecydowaliby się poświęcić swojego cennego czasu. Zatem to właśnie rys charakterologiczny protagonisty – jest to typ człowieka, którego można obezwładnić słowem, schwytać w gombrowiczowską formę – katalizuje niecodzienne sytuacje i wydarzenia. Bohater Odwiedzin często odczuwa zakłopotanie, popada w ambaras, jest uległy, a ponadto wnikliwie analizuje zachowanie swoje oraz cudze, by móc dostosować się do okoliczności tak, by nikogo nie urazić, nie zranić, nie obrazić. W rezultacie narratorowi przychodzi wykonywać czynności, na których kompletnie się nie zna – naprawa fontann, pisanie wierszy, dyskutowanie o książkach, których w ogóle nie czytał, etc.
Protagonista jest wręcz denerwująco bezwolny, inertny oraz bezsilny. Przypomina on kulkę we flipperze, która porusza się w dowolnym kierunku (w zależności od siły oraz precyzji uderzenia łapek), bądź cierpliwie czeka na nieuchronne uderzenie. Bohatera można także przyrównać do pustego naczynia, które kolejni prześladowcy starają się wypełnić treścią, kształtując go wedle wzoru, jaki wydaje się im najodpowiedniejszy. Narrator z łatwością daje się schwytać w formę, a szczegółowe rozpatrywanie położenia, w jakim się znalazł uniemożliwia mu jakiekolwiek działanie (... utkwili we mnie ostre spojrzenia i w ten sposób mnie przytrzymywali). Ponadto jest on przytłoczony fobią, paranoicznym lękiem przed odrzuceniem bądź wyszydzeniem – wyklucza on działania, które wymagają zbyt wielu wyjaśnień, tłumaczeń; za wszelką cenę pragnie, by jego postępowanie było jasne i klarowne dla innych. Z tego powodu na pierwszy plan wysuwa się wyraźna sprzeczność, jaką nosi w sobie narrator – z jednej strony pragnie on pozostać samotną wyspą (wizja społeczności wysnuta przez Michela Houellebecqa w powieści Możliwość wyspy z pewnością przypadłaby mu do gustu), nie znosi, kiedy ingeruje się w jego prywatny świat, zaburza się jego funkcjonowanie; ponadto odczuwa przemożną chęć pozostawienia po sobie śladów, odciśnięcia piętna własnej osobowości na otaczającej go rzeczywistości, przedmiotach, miejscach, uprawia podświadomy kult Ja, itd.; z drugiej zaś strony protagonista nie potrafi bądź nie chce odciąć się od egzystencji w grupie, w społeczności, wśród ludzi, u których pragnie odnaleźć zrozumienie i akceptację. Mimo iż pozostaje na marginesie zdarzeń, stara się trzymać na uboczu, to jednak losy pewnej zupełnie obcej mu rodziny okazują się dla niego ważne i istotne.
Uwagę czytelnika przykuwa z pewnością styl, tudzież style, jakimi napisana jest książka, którą autor podzielił na trzy części. Najbardziej osobliwa zdaje się ostatnia partia, która z uwagi na abstrakcyjność fabuły (czy może raczej ze względu na jej brak), mechaniczność i suchość opisu, matematyczną precyzję przy odmalowywaniu świata przedstawionego przywodzi na myśl francuską nową powieść (nouveau roman), z którą miałem okazję zetknąć się za sprawą twórczości Robbe-Grilleta – szczególnie wyraźne jest podobieństwo do Żaluzji oraz Domu schadzek. Relacja narratora przypomina chłodne oko kamery, która rejestruje obraz w sposób automatyczny, bez żadnego interpretowania go, bez próby dociekania, co też wykonują bohaterowie danej sceny. Ponadto zaburzona została chronologia zdarzeń – można odnieść wrażenie, że niektóre wątki są powtarzane, zapętlone, prezentowane w odmiennej sekwencji, itd. Warto także nadmienić, że odtwarzane obrazy są na ogół mało znaczące i nudne – mechaniczne oko zdaje się bezwiednie zapisywać wszystko jak leci, bez żadnych upiększeń, bez zastanowienia, a więc dokładnie tak jak zwykł to czynić bezduszny automat.
Ten niezwykły styl, jakim charakteryzuje się książka, może fascynować, momentami zwyczajnie mierzi, ale jednocześnie poraża on swoją celowością. Madsen zdaje się testować na żywym ciele powieści zdolności języka do obrazowania rzeczywistości. Zaciemniony, mocno nieczytelny obraz, który otrzymujemy, ma nas prawdopodobnie przekonać o niemożności pełnego odwzorowania otaczającego nas świata i zamknięcia go w karby słów. Zdania, które są fundamentem snutych przez ludzi historii, tracą swoją informacyjną funkcję, a mechaniczna precyzja opisu okazuje się pułapką, która odwodzi nas od podmiotu obrazu, zmuszając do obserwacji nagiej, surowej faktury dzieła. Postępując dalej tym śladem, tj. tropem komunikacji, można odnieść wrażenie, że Madsen pragnie także ukazać czytelnikowi niemożność pełnego porozumienia, do jakiego miałoby dojść pomiędzy rozumnymi istotami. Narrator często określa innych ludzi posługując się techniczną terminologią – osobnicy posiadają więc młyny do mielenia słów, aparaty mowy, które wysyłają w przestrzeń komunikaty, za pomocą których nie sposób się jednak skontaktować. Nikt nie ma tutaj ochoty wysłuchiwać tego, co ma do powiedzenia interlokutor, w rezultacie oba głosy pracują nieprzerwanie, jednocześnie, jeden przez drugi, nie zapewniając żadnej wymiany informacji. Prowadzone są monodyskusje – do uszu drugiego trafiają jedynie strzępki zdań, monosylaby, wykrzyknienia, najkrótsze i najprostsze komunikaty, potwierdzane czynem.
Reasumując, lektura Odwiedzin to całkiem osobliwe doświadczenie, które mnie osobiście przypadło do gustu. Co prawda Madsen nie dał się poznać jako wirtuoz słowa, ale bardziej jako destruktor bądź reformator. Moją sympatię wzbudził nieporadny narrator, który kojarzył mi się z biernym rejestratorem, nie umiejącym artykułować swoich potrzeb (Moje słowa rozkruszają się, jak tylko opuszczą moje usta) – a poprawne sformułowanie własnych żądań w świecie konsumpcji, gdzie należy bezwzględnie walczyć o należytą uwagę, jest podstawą przetrwania. Spodobała mi się także sama konstrukcja książki, która przechodząc w kolejne rozdziały staje się coraz mniej czytelna, manifestując w ten sposób postępującą degradację komunikacyjną, której zdaje się także ulegać narrator. Ponadto bardzo niepokojące okazało się seksualne napięcie, które tli się gdzieś na fabularnym dnie powieści i które wybucha tylko raz (chociaż z jakim skutkiem!). Polecam szczególnie ciekawskim oraz miłośnikom nouveau roman.

Wasz Ambrose

11 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa książka, jak wynika z Twoich wrażeń po lekturze. Choćby ze względu na problem czasu. Czas jedyną rzeczą, której nie można kupić ani ukraść. Nie da się go zachować na później. Ilość, jaką nam dano, choć nieznana, jest na pewno ograniczona. Powinno się więc go cenić bardziej niż cokolwiek innego. Tymczasem większość z nas marnuje go by uczynić zadość konwenansom, oczekiwaniom innych, itd. I, wbrew pozorom, wcale nie przodują w tym ludzie bezwolni, podatni na wpływy, tacy jak opisany przez Ciebie bohater. Tak jakoś od razu mi się nasunęło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zdrowie? Też chyba nie można go kupić, ukraść ani zachować na później :)

      Usuń
    2. Ha, w drugiej części książki pokazane zostały przygotowania bohatera do rozpoczęcia "życia", w którym człowiek traciłby tylko minimalną ilość czasu na takie rzeczy jak choćby gotowanie posiłków. Ale im intensywniejsze stają się te plany tym bardziej natarczywe staje się pytanie jak to nowe życie miałoby właściwie wyglądać i na co miałyby być przeznaczany ten wygospodarowany wolny czas :)

      Co do zdrowia to zabawne, ale większość ludzi zaczyna o nim myśleć i troszczyć się o nie, dopiero kiedy z organizmu dochodzą już wyraźne symptomy pogorszenia :)

      Usuń
    3. :) Dokładnie tak właśnie. W dodatku wejście w dorosłość (nie biologiczną, tylko psychologiczną, której wielu nigdy nie osiąga) zbiega się z końcem podświadomego przeświadczenia o własnej nieśmiertelności.

      Usuń
  2. Bardzo mnie boli to, że skandynawscy autorzy kojarzeni są zwykle jako autorzy kryminałów. Ja akurat skandynawskich kryminałów nie lubię, ale bardzo cenię skandynawskie powieści obyczajowe i psychologiczne. Ale w seriach Współczesna Proza Światowa i Nike wydano ich raczej niewiele, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja jeszcze całkiem niedawno nie kojarzyłem właściwie żadnego pisarza ze Skandynawii, który zajmowałyby się innymi gatunkami literackimi niż kryminałem :)

      Jeśli chodzi o "Współczesną Prozę Światową" to ciężko mówić o tym, że koncentrowała się ona na jednym kraju czy regionie. Zgodnie z nazwą można w niej znaleźć dzieła z całego świata - z Japonii, Niemiec, Węgier, Albanii, Hiszpanii, Peru, USA, Danii, Włoch, Francji, Rosji i tak dalej, i tak dalej. Ale faktycznie, Skandynawów to raczej trudno w tej serii uświadczyć :) Za to Wydawnictwo Poznańskie może pochwalić się "Serią Dzieł Pisarzy Skandynawskich".

      Usuń
    2. No - bez przesady. Zanim rozsławili się w kryminałach, mieli markę w sagach i bajkach.

      Usuń
  3. O coś spoza Azji:) Też nie kojarzę zbyt wielu pozycji ze Skandynawii. Kryminały znam i lubię, przez wzgląd na klimat i zdystansowaną, chłodną narrację. Skandynawia też raczej kojarzy mi się z literaturą dla dzieci - Dzieci z Bullerbyn czy Opowieści z Doliny Muminków (choć tutaj mam zazwyczaj problem ze sklasyfikowaniem- czy to literatura skandynawska czy już fińska). Książka opisana przez Ciebie wydaje się jednocześnie ciekawa i nużąca. A wspomniany trzeci rozdział napawa mnie przerażeniem - ponownie z jednej strony wydaje się nudny, a z drugiej interesujący - ciekawi mnie jak autor z taką narracją sobie poradził i jakbym to odebrała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ostatnio często sięgam po literaturę japońską, ale to nie oznacza, że definitywnie rezygnuję z dorobku innych kontynentów i kultur. W najbliższym czasie będę gościł (literacko) w USA, w Argentynie, znowu w Japonii, a później jeszcze w Wenezueli :)

      Ha, książka nużąca i ciekawa - dobre określenie, bo tak jest w istocie. Ja ten rodzaj literatury postrzegam jako rodzaj wyzwania, jakie podejmuje autor z czytelnikiem i przyznaję, że od czasu do czasu lubię podjąć tego typu konfrontację :)

      Usuń
  4. Brzmi jak kolejne wyzwanie:) Bardzo się cieszę, gdy widzę kolejne odsłony skandynawskiej literatury...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to zdecydowanie tego typu forma literatury - wyzwanie, gra z czytelnikiem, itd. Trochę szkoda, że na j.polski przetłumaczono tylko tę jedną książkę, bo z tego co wyczytałem styl Madsena znacznie ewoluował. Z pewnością ciekawą sprawą byłoby porównanie tej książki jako dzieła z początku działalności literackiej z jakąś późniejszą powieścią :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)