wtorek, 17 czerwca 2014

Świat jutra





Duch Epoki: Idąc Naprzód

(oryg. Zeitgeist: Moving Forward )



Kiedy kolega przesłał mi link do trzeciej odsłony filmu Zeitgeist w reżyserii Amerykanina Petera Josepha, nie paliłem się do jego oglądania. Linki do filmów, które zwykle otrzymuję w poczcie elektronicznej, to albo jakieś infantylne teorie spiskowe, albo śmiesznostki. Choć ten akurat znajomy jest specjalistą od humorków, to tytuł nie wyglądał na coś wesołego, a długość filmu wręcz zaprzeczała temu, by była to komedia. Czy można zrobić coś, co będzie śmieszyć przez dwie godziny i czterdzieści minut? W dodatku jako produkcję niekomercyjną? Poprzednich filmów Josepha (kojarzy się, choć było to imię, nieprawdaż?) nie oglądałem i ten też czekał długo. W końcu, w obliczu rozterki między kolejną powtórką Czterech Pancernych i Ojca Mateusza, wybrałem wyjście awaryjne. Zeitgeits.



Duch Epoki to film popularnonaukowy. Od razu powiem, iż seans wciągnął mnie od pierwszych sekund.

W chwili obecnej wszystkie mainstreamowe media aż zachłystują się postępem. „Więcej wszystkiego” ma być receptą na szczęście i niech diabli porwą koszty! Od zawsze budzi to mój sprzeciw, gdyż rozwój w sensie wzrostu jest jedyną pewną drogą do śmierci. Udowodnił to już dawno na gruncie cybernetyki nasz wielki i zapomniany rodak Marian Mazur. Cóż z tego, skoro „mieć więcej” idealnie wpisuje się w poziom umysłowy i moralny tłuszczy, czyli większości społeczeństw zwanej elektoratem. A naczelną zasadą demokracji (czy ochlokracji, jak ją nazywał Jan Paweł II), jest władza większości. Dokładniej tych nielicznych, którzy nią manipulują, ale oni też wyznają te same zasady, więc na jedno wychodzi. I nie zdołał nakłonić do odejścia od tej manii posiadania ani Jezus i papieże, ani Allach i jego kapłani, ani Dalai Lama. Zapisane w wielkich religiach pochwały ubóstwa i rozsądku to tylko martwe zapisy ponaginane tak, by nie stały w sprzeczności z pożądaniem posiadania. Prawdziwych, gorliwych wyznawców łatwiej znajdują tacy jak Hitler czy Stalin, którzy obiecują więcej i więcej. Więcej bogactw, więcej ziemi, więcej władzy, więcej dzieci. Co kto chce, byle więcej. I tak w każdej kampanii wyborczej na całym świecie. A to droga w jedną stronę.

Zeitgeist zaskoczył mnie tym, iż podjął temat zbliżającej się katastrofy nie od strony przeludnienia, nie wprost od strony wyczerpania się któregoś z kluczowych dla gospodarki świata zasobów, ale z samej definicji pieniądza. Tak jak komunizm miał zapisaną w samej swej istocie nieuchronną walkę z kapitalizmem, co sprawiało, że musiał albo zwyciężyć militarnie, albo powolnie zdechnąć, gdyby się wygrać w starciu nie dało, tak pieniądz, zwłaszcza ten nowy, wirtualny, kreowany przez systemy finansowe, ma w sobie zapisane swe przeznaczenie. Musi przeć do zniszczenia świata i uda mu się to, chyba że ludzie zeń zrezygnują. Teza na pozór karkołomna, ale po obejrzeniu filmu już się Wam taką przestanie wydawać. Zwłaszcza, że współgra z osiągnięciami i nauk społecznych, i ścisłych.


Jakkolwiek jestem pesymistą i nie wierzę, by dało się ten bieg rzeczy, którego jesteśmy świadkami, odwrócić bez globalnej tragedii, której rozmiary trudno przewidzieć, i optymistyczne wątki filmu mnie nie przekonują, to warto się z nim zapoznać nie tylko dlatego, iż prezentuje piękną i bardzo przekonującą hipotezę. W filmie występują uczeni z rożnych dziedzin nauki i wypowiadają się dość swobodnie, w związku z czym dowiadujemy się wielu bardzo ciekawych rzeczy na tematy dość luźno związane z głównym wątkiem. Są to więc jakby dwa filmy w jednym. Pierwszy poświęcony zagładzie, ku której zmierza nasz świat o ile niczego z tym nie zrobimy, a moim zdaniem nie zrobimy. Drugi jest jakby spotkaniem uczonych opowiadających o rzeczach, które mogą się nam przydać już teraz. Dziś, jutro, kiedyś. Niezależnie od tego, jak długo potrwa nasz świat taki, jaki znamy, te wątki są bardzo wartościowe. Truizmem byłoby stwierdzenie, iż rzecz daje do myślenia i zmienia sposób patrzenia na wiele spraw. Pominę więc ten wątek. Pytanie natomiast, jaki procent populacji jest zainteresowany taką tematyką na tyle, by choćby obejrzeć ten film do końca. Pytania ilu z tych nielicznych zechce to przemyśleć i zmienić cokolwiek w swoim życiu nawet nie warto stawiać. Pozostaje robić to, co się uważa za słuszne, bez oglądania się na resztę. Jak Zimbardo.

Skoro jest okazja obejrzeć, więc nie ma sensu się dłużej rozpisywać. Zapraszam na seans:








Wasz Andrew

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)